Zwierz?ta i ?mier?...

Posted by on in Zwierz?ta

Polecam poni?szy tekst do wykorzystania w pracy z m?odzie?? oraz jako przyczynek do dyskusji.

?mier? ptaka

Autor tekstu: Emilian Stanew

T?umaczenie: Andrzej Nowosad

Zdarzy?o si? to, gdy polowali?my na s?onki. Usiedli?my przy drodze do wsi, której ceglane ?ciany i cierniste ogrodzenia, skry?y si? w g?stych ga??ziach wierzb i gin??y w rubinowym ogniu jesiennego s?o?ca. W?a?nie chyli?o si? ku zachodowi.Pami?tasz te zachody s?o?ca? Ogl?dali?my je ka?dego wieczora, jak dr?a?y ognistym pi?knem na drugim kra?cu lasu, zupe?nie jakby s?o?ce z wielkiej beczki wylewa?o si? nad ?wiatem upojne wino. Gdy je tak obserwowali?my, oboje mieli?my ochot? pój?? tam, gdzie — jak nam si? wydawa?o, znajdziemy inny, s?oneczny i przepi?kny ?wiat, jaki widywali?my w swych dzieci?cych snach.Zapomnia?em ci wtedy o tym opowiedzie?. By?em poch?oni?ty polowaniem. Teraz te wydarzenia znowu stan??y mi przed oczyma. Wilgotny las z miodowo-czerwonym poszyciem, ciche i czu?e szepty s?onek, spokojna postawa naszych psów, odg?osy strza?ów i tan ostry sw?d palonego prochu, tak mocno roznosz?cego si? w czystym, le?nym powietrzu.Z drugiej strony, czy mo?na opowiada? o tym wszystkim dzi?, gdy po ca?ej ziemi wojna zbiera miliony ofiar ludzkich? Czy w ogóle ?mier? ptaka porównywa? do ?mierci cz?owieka?Zastrzeli?em tego ptaka przez pomy?k? i w?a?nie wtedy zrozumia?em czym naprawd? jest ?mier?.Sta?o si? to minionej, bardzo d?ugiej i mro?nej zimy, na moczarowej równinie, ogrodzonej wie?cem gór, gdzie kiedy? razem czyhali?my na dzikie ptaki.By?o zimno i wietrznie. Gonione silnym pó?nocnym wiatrem, od strony okolicznych wsi, nadlatywa?y setki przelotnych ptaków. Poszukiwa?y tam schronienia przed mrozem i g?odem. Gromady drozdów ?wistaków i szpaków, siewki ze z?ocistymi oczami, czajki z szerokimi ?zawymi skrzyd?ami, trznadle i go??bie opuszcza?y wtedy równin?, niesieni przez wiatr. Ca?y ten ptasi ?wiat szuka? spokojnego miejsca, gdzie móg?by odpocz??, po?ywi? i zagrza? przed d?ugim lotem na po?udnie.Rzeczka o wysokim brzegu, obro?ni?tym wierzbami, wi?a si? pomi?dzy wiejskimi ogrodami i by?a dla ptaków przewodnikiem. Lecia?y nad drzewami. Przysiada?y na brzegach wody, gdzie wiatr nie by? a? tak silny, a ziemi nie sku? mróz.Gdy szed?em z nurtem rzeki, podnios?o si? do lotu kilka dzikich ptaków. Polowanie by?o ?atwe i obfite. Osiem cyraneczek z typu tych, jakie my?liwi nazywaj? czarnymi, przysiad?o na moim patrontaszu [ 1 ]. By?y os?abione zmaganiem z wiatrem i ospa?e. Ca?? mro?n? noc lecia?y nad zamarzni?tymi mokrad?ami. Przysiada?y blisko i ?atwo mo?na by?o je upolowa?.W po?udnie nadci?ga?y szare chmury z pó?nocy — ci??kie, pe?ne ?niegu. Nad równin? szala?a zamie?. Gromada dzikich g?si przelecia?a nad rzek? i zatraci?a si? w bia?ej sieci wielkich p?atków ?nie?nych, jakie pada?y uko?nie na ziemi?, przypominaj?c rozsypywane konfetti.Schowa?em si? przed zamieci? w jednym z pasterskich sza?asów. Jego zarwane pokrycie trzeszcza?o mi nad g?ow?.Po godzinie wiatr si? uspokoi?. Przesta?o wali? ?niegiem. Ukaza?o si? niebo, a równina zabiela?a — szeroka, spokojna i czysta.Udane polowanie. Za?nie?ona równina, pokryta marcowym pulchnym ?niegiem. A? przyjemnie by?o i??. A jego czysto?? wnika?a w dusz?. Czu?em ogromn? wewn?trzn? rado??, jak? cz?owiek zwykle odczuwa my?l?c o czym? przepi?knym i mi?ym. By?o mi tak przyjemnie. Szed?em po bia?ej i wyciszonej równinie, ws?uchiwa?em si? w szelest w?asnego odzienia i w d?wi?ki lufy uderzaj?cej o stela? plecaka.Zosta?o jeszcze ze dwie godziny do zachodu. ?nieg rozja?nia? powietrze, a pod szar? pokryw? ob?oków wida? by?o dysk s?o?ca przypominaj?cy lamp? zapalon? w g?stej mgle.Opu?ci?em rzek? i ruszy?em przez równin? do miasta. Przechodzi?em obok jakiego? wodopoju, wype?nionego ?nie?n? kasz?.Daleko przede mn?, jak wielkie zielone lustro na bia?ym tle b?yszcza?o si? wielkie bagno. Kilka niskich wierzb samotnie ros?o przy nim, a ich nagie ga??zie przegl?da?y si? w jego kryszta?owych wodach.Racjonalista.pl Strona 1 z 4I oto, gdy zbli?y?em si? do bagna na jakie? pi??dziesi?t kroków, zobaczy?em ptaka. Przysiad? tam i siedzia? nieruchomo jak czarna, okr?g?a pi?eczka.Zatrzyma?em si?, a wtedy ptak si? odwróci?, i zobaczy?em jego niespokojnie podniesion? do góry g?ow?. Wedle wszelkiego prawdopodobie?stwa by?a to kaczka z rodu tych, które zwisa?y mi na plecaku. Chcia?a si? poderwa?. Wida? to by?o po jej lekkich, prawie niezauwa?alnych ruchach, przepe?nionych wystraszonym trz?sieniem si?.Dobrze wiesz przyjacielu jak na nas dzia?a spotkanie dzikiej zwierzyny. W takich sytuacjach od razu si?gamy za strzelb?. Krew uderza nam do g?owy, podniecenie wstrzymuje oddech, a ca?? uwag? koncentrujemy na ptaku b?d? zwierzu, jakiego widzimy przed sob?. Nieodparta ch??, ?eby je mie? zniewala nas. Dr?ymy z napi?cia, ?eby tylko nie przepu?ci? momentu, w jakim trzeba odda? strza?...Gdy pomy?la?em, ?e kaczka mo?e uciec przez wierzby i znikn?? mi z oczu, zdecydowa?em, ?e strzel?, dopóki jeszcze si? nie poderwa?a.Wycelowa?em i gdy muszka pokry?a si? z jej ciemnym cia?em, poci?gn??em za spust...Przez chmur? dymu widzia?em jak ptak zatrz?s? si?, jak ?rut podniós? bryzgi wody przy niej i jak na bia?ym ?niegu pojawi?y si? czarne plamy z o?owiu. Ale sta?o si? co? dziwnego. Kaczka nadal siedzia?a w bagnie — spokojnie i nieruchomo, jak wcze?niej. Nie uderzy?a skrzyd?em, nie pop?yn??a obrócona na grzbiet, nie rzuci?a si? w wod?, by tam szuka? ratunku przed ?mierci?, jakby to zrobi? ka?dy inny ?miertelnie raniony lub umieraj?cy ptak wodny. Ona tylko odwróci?a si? lekko i powoli w moim kierunku. Znowu zacz??a przypomina? czarn?, dobrze zaokr?glon? pi?eczk?.Zdziwi?em si?. Nie mog?em uwierzy? w to, co widz?. Ruszy?em w jej kierunku z palcem na spu?cie, gotów do ponownego strza?u.By?em nie tylko zaskoczony, ale te? zmieszany. Zupe?nie jakbym strzela? do zjawy — ulotnej, b?d?cej ponad prawami ?ycia i ?mierci.Przybli?y?em si?, a wtedy zauwa?y?em, ?e w bagnie to nie by?a kaczka tylko czarna ?yska. Jej ciemnopopielate cia?o by?o zdrowe i czyste. Ani kropli krwi nie by?o wida? w jej g?stym upierzeniu.Nie rusza?a si?. Wygl?da?a jakby ca?kiem zatopi?a si? w tej odr?twia?ej i dziwnej kontemplacji, jakiej poddaj? si? istoty ni?sze, gdy s? spokojne i nie odczuwaj? znik?d niebezpiecze?stwa. Moja obecno?? nie robi?a na niej ?adnego wra?enia. Jakbym w ogóle nie istnia?, cho? sta?em na brzegu, a odleg?o?? mi?dzy nami nie by?a wi?ksza ni? dwa kroki.Malutka g?owa ?yski, l?ni?co czarna i pe?na wdzi?ku, na której wida? by?o ma?y grzebie?, by?a skierowana do przodu. Wpatrywa?a si? w bia?? równin?, w jaki? punkt nad horyzontem. Zupe?nie jakby zaduma?a si? nad czym? niezwykle wa?nym, co poch?on??o ca?? jej uwag? i zapar?o dech. Lodowaty spokój i ca?kowity brak zainteresowania otoczeniem bi?y z tej ma?ej istoty, p?ywaj?cej spokojnie w wodzie.Wyobra? sobie ten niewiarygodny obrazek — my?liwy i dziki ptak, tak blisko siebie: Cz?owiek zdziwiony, niedowierzaj?cy, a ptak — ca?kowicie pogodzony z obecno?ci? swego najstraszniejszego wroga, a wszystko to w ?nie?nobia?ej scenerii równiny po zamieci, która zostawi?a po sobie tylko cisz? i spokój. Czy? nie uwierzy?by? wtedy, ?e na ziemi sta? si? cud, jakie opisywa?y legendy Ewangelii?Jeszcze kilka sekund. Nie wytrzymywa?em tej zagadki. Chcia?em krzykn??, zamacha? r?kami albo wej?? i z?apa? t? ma?? czarn? istot?, która nie czu?a przede mn? l?ku i której spokój by? tak majestatyczny.By?em gotów wej?? do wody. Wtedy w?a?nie ptak zatrzepota?. Jego d?uga szyja zwin??a si?, g?owa lekko polecia?a do ty?u a ca?e cia?o otrz?sn??o w porywie konwulsji. Jakby ?yska chcia?a wyplu? co?, co charkocz?c do tej chwili trzyma?a w piersi. Potem pop?yn??a powolutku do pobliskiej tafli lodu i wyci?gaj?c szyj? naciska?a zimn? p?yt? swym per?owo-czarnym dziobem. Coraz mocniej i mocniej bi?a dziobem w lód, jakby chcia?a w ten sposób u?mierzy? ból. Nagle jej cia?o odpu?ci?o, oczy skry?y si? pod ma?? powiek?, przewróci?a si? na grzbiet. By?a martwa.Wówczas zrozumia?em, jak wielka si?a prze?ama?a strach w tej istocie. Ptak by? postrzelony ?miertelnie. Kula o?owiu wbi?a si? w jego pier?. Ptak czu? nadchodz?c? ?mier? i ca?ym sob? wyczekiwa? nadej?cia tej wa?nej chwili. Nie mia? czasu, ?eby zajmowa? si? mn?. Przygotowywa? si? na nadej?cie swego ko?ca… W tych kilku minutach by? mo?e czu? ten smutek, jaki odczuwa ka?da istota na progu ?mierci.D?ugo przygl?da?em si? w zamy?leniu temu ma?emu ptakowi, którego cia?o unosi? si? nieruchomo na tafli zielonkawej wody.Gdy w zasi?gu mego wzroku znowu pojawi? si? bia?y wieniec gór i ten niezwyk?y spokój równiny, wydawa?o mi si?, ?e ?ycie, jakie zabra?em, nie zgin??o bez ?ladu, ale jak ma?a kropla wpad?a do oceanu ogromnej i wiecznej si?y, która znowu zrodzi ?ycie… Wówczas zrozumia?em dlaczego my, ludzie, widzieli?my w ?mierci swego rodzaju pi?kno i dlaczego pok?adali?my w niej nawet nadziej?.W tym przemieszczeniu si? st?d tam, do wiecznego powrotu, o jakim pisali filozofie i mówi?y religie, nasz umys? odkrywa? nie?miertelny pocz?tek ?ycia i czerpa? nowe si?y dla ducha...Nim odszed?em z bagna, wyci?gn??em cia?o ptaka z wody i po?o?y?em je w ?niegu. Nie chcia?em, ?eby tam zosta?o poddane mocom rozk?adowym natury.O tym w?a?nie chcia?em ci opowiedzie? tego cudownego jesiennego dnia. O tym bezcelowym zabiciu ptaka, o jakim do dzi? nie mog? zapomnie?. Potrzebujemy zwierz?t, ?eby?my sami mogli ocale?. Ale jak cz?owiek wie czym jest ?mier?, wiara w nie?miertelny pocz?tek ?ycia wstrzymuje jego r?k?, a dusz? wype?nia mi?o??.

*Z tomu: Wilcze Noce (wyd. pol. 2007)© Copyright by Emilian Stanev Sdruzenie, Veliko Tarnovo, Bu?gariaNa terytorium Polski © Copyright by Andrzej NowosadWybór i t?umaczenie © Copyright by Andrzej Nowosad Przypisy:[ 1 ] Przestarzale ?adownica Emilian StanewW?. Niko?a Stanew, ??????? ?????? (1907-1979), bu?garski pisarz. Autor cenionych powie?ci historycznych oraz zwi?zanych z nowszymi dziejami Bu?garii, m.in.: Iwan Kondariew (1961), Legenda o ksi?ciu pres?awskim Sybinie (1968, wydanie polskie 1971), Antychryst (1973, wydanie polskie 1979), Wojna z anio?em (tom 1-5, 1958-1966, wydanie polskie tom 1-2, 1963-1967). Tak?e opowiadania i nowele psychologiczne. Pisarz 2007 roku (UNESCO) Poka? inne teksty autora (Publikacja: 17-03-2007 Ostatnia zmiana: 14-05-2009) Orygina?.. (http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,5307)Contents Copyright © 2000-2009 Mariusz Agnosiewicz Programming Copyright © 2001-2009 Niniejszym udziela si? zgody na swobodne kopiowanie dokumentów portalu Racjonalista.pl tak w formie elektronicznej, jak i drukowanej, w celach innych ni? handlowe, z zachowaniem tej informacji. Plik PDF, który czytasz, mo?e by? rozpowszechniany jedynie w formie oryginalnej,w jakiej wyst?puje na portalu. Plik ten nie mo?e by? traktowany jako oficjalna lub oryginalna wersja tekstu, jaki zawiera.

Social sharing
Trackback URL for this blog entry.

Comments

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa Friday, 15 April 2011

    Dobry pomys?

    Nie wiem, czy doda?a Pani ten tekst do naszego katalogu? Je?li nie to moim zdaniem warto by to zrobi? w dziale publicystyka, z adnotacj? w?a?nie, ?e warto wykorzysta? go na lekcjach. Jest to bardzo ?adne opowiadanie, ?wietny kontrast mi?dzy opisem otoczenia a brutalno?ci? dzia?ania, jakim jest polowanie. W sam raz dla uczniów np. gimnazjów. Warto zwraca? uwag? na takie teksty, wywo?uj?cych mieszane uczucia naprawd? dobry przyczynek do dyskusji.

  • Ewa Rutkowska
    Ewa Rutkowska Saturday, 16 April 2011

    Zwierz?ta i ?mier?...

    Dzi?kuj? za komentarz. Tak sobie my?l?, ?e temat zwierz?t i nas ludzi jest niezmiernie wa?ny. Bez wzgl?du ile mo?na wywalczy? dla "mniejszych braci" z naszej tu i teraz rzeczywisto?ci, warto nauczy? si? na nie patrze?. Czasem mam wra?enie, ?e chocia? nie mo?na mówi? o etyce czy moralno?ci zwierz?t, nam ludziom daleko do spo?ecznych zachowa? zwierz?t. Inn? kwesti? jest sposób w jaki zwierz?ta odchodz? . S?onie np. kiedy wied?a - czuj? swój czas spokojnie obchodz? swoje stado i jakby ?egna?y si?, a nast?pnie id? na tzw. cmentarz miejsce gdzie samotnie dokonuj? ?ycia. Psy hodowane w warunkach domowych odchodz? najcz??ciej przytulone do swojego w?a?ciciela. Inne gatunki z tego co uda?o mi si? dowiedzie?, odchodz? zazwyczaj w pobli?e stada i tam ko?cz? ?ycie. Spokój jaki z nich emanuje pozwala przypuszcza?, ?e zwierz?ta nie boj? si? ?mierci i jakby godzi?y si? z ni?. Zmar?e zwierz? dla pozosta?ych jest obiektem oboj?tnym. Tak jakby nie rozpoznawa?y w le??cym ciele dawnego cz?onka stada. Tak jest u psów i kotów. A mo?e one widz? co? czego my nie wiemy???

  • Please login first in order for you to submit comments
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Active Groups

No active groups.