Czy mamy obowi?zek p?aci? podatki?

Wyobra? sobie, ?e kto?, kto posiada w?adz? i szerokie kompetencje ustawodawcze, nosi si? z zamiarem na?o?enia na ciebie obowi?zku zaspokajania potrzeb jakich? innych, cz?sto nieznanych ci, ludzi. Poniewa? liczba osób, które mog? mie? potrzeby wymagaj?ce tego typu zado??uczynienia nie jest ma?a, za??da? od ciebie, ?eby? ju? od przysz?ego miesi?ca systematycznie wykonywa? w tym celu pewne czynno?ci. To nie wszystko. Wyobra? sobie równie?, ?e ?atwo??, z jak? w zaistnia?ych okoliczno?ciach móg?by? nie zastosowa? si? do jego woli, zrodzi?a w nim nie tylko silne pragnienie odwo?ania si? do regu?y moralnej, która pot?pia takie post?powanie, ale utwierdzi?a go tak?e w przekonaniu o s?uszno?ci wprowadzenia w ?ycie normy prawnej, na podstawie której za zaniechanie tych czynno?ci zosta?by? poddany karze grzywny lub pozbawiony wolno?ci. Co nale?a?oby o tym my?le??

S?dz?, ?e w pierwszym odruchu ka?dy z nas zareagowa?by podobnie i prób? narzucenia takiego obowi?zku uzna?by za absurdaln?. Na ogó? podzielamy bowiem przekonanie, ?e to, i? jacy? ludzie maj? pragnienia lub potrzeby, o których s?usznie mo?na by powiedzie?, ?e by?oby dobrze gdyby zosta?y zaspokojone, nie stanowi wystarczaj?cej racji za przypisaniem komukolwiek powinno?ci dzia?ania w ich interesie. W du?ych grupach ludzkich jest zazwyczaj tak, ?e jedni maj? potrzeby, które inni potrafi? zaspokoi?, nikomu jednak nie przychodzi do g?owy, aby ka?d? tego typu mo?liwo?? czyni? przedmiotem moralnej obligacji b?d? prawnego przymusu. Je?li potrzebujesz pilnie samochodu, ?ywno?ci lub pieni?dzy na op?acenie kursów j?zykowych swoich dzieci, to nie zak?adasz przecie?, ?e twoje potrzeby automatycznie konstytuuj? obowi?zek po stronie tych, którzy mogliby wybawi? ci? z k?opotów. Gdyby by?o inaczej, nasze ?ycie by?oby koszmarem.

Ró?nice zda? mog?yby pojawi? si? dopiero wtedy, gdy chcieliby?my pos?u?y? si? tym pogl?dem w konkretnych przypadkach. Niektórzy doszliby wówczas do wniosku, ?e istniej? sytuacje, w których nie ma on zastosowania. Mia?oby to miejsce na przyk?ad wówczas, gdy znale?liby?my si? w okoliczno?ciach, w których mogliby?my wzgl?dnie ?atwo i bez po?wi?cenia jakiegokolwiek w?asnego dobra zapobiec nieszcz??ciu polegaj?cemu na utracie ?ycia przez innego cz?owieka. Gdyby? widzia? ton?ce dziecko, które bez trudu potrafi?by? wybawi? z opresji, w jakiej znalaz?o si? nie z w?asnej winy, to czy uwa?a?by?, ?e jego rozpaczliwe próby ratowania ?ycia nie stanowi? wystarczaj?cej racji za na?o?eniem na ciebie obowi?zku udzielenia mu pomocy? S?dz?, ?e ma?o kto by?by zdecydowany wspiera? tak radykaln? tez?.  

Moim zamiarem nie jest jednak obrona tego pogl?du w ka?dej hipotetycznej sytuacji. Pragn? zbada?, czy zachowuje on swoj? wiarygodno?? w sytuacjach wymagaj?cych  niezrekompensowanego po?wi?cenia w odniesieniu tylko do jednego przypadku, a mianowicie p?acenia podatków za przychody uzyskiwane z wykonywanej pracy.

Opodatkowanie zap?aty za prac? takich osób jak ty czy ja, oznacza najcz??ciej pozbawianie nas pieni?dzy za jak?? liczb? przepracowanych godzin. Za?ó?my, ?e w miesi?cu zarabiam brutto 5000 z?otych. Przyjmijmy tak?e, ?e aby otrzyma? tak? pensj? musz? przepracowa? 100 godzin. Oznacza to, ?e za godzin? pracy dostaj? 50 z?otych. Je?li za?o?ymy dodatkowo, ?e mój pracodawca musi co miesi?c odprowadzi? od mojego wynagrodzenia podatek w  wysoko?ci 20 procent, co stanowi równowarto?? 1000 z?otych, to wynika z tego, ?e ka?dego miesi?ca zabiera mi si? wynagrodzenie za 20 godzin pracy. Poniewa? pracuj? 8 godzin dziennie, to ?atwo mo?na obliczy?, ?e 2,5 dnia pracuj? za darmo. W skali roku mój przychód wynosi 60 000 z?otych, pracuj? na niego 1200 godzin i przy niezmienionym poziomie opodatkowania nie otrzymuj? zap?aty za 240 godzin pracy. Co roku musz? wi?c pracowa? za darmo przez ca?y miesi?c.

P?acenie tego rodzaju podatków, które stanowi? przedmiot moich rozwa?a?, sprowadza si? zatem do zabierania osobom pracuj?cym zap?aty za jak?? liczb? przepracowanych godzin. Ka?dy, kto podlega takiemu obowi?zkowi zgodzi?by si? na pewno, ?e opodatkowanie oznacza dla niego równie? przymus wykonywania okre?lonej pracy przez pewn? liczb? godzin na rzecz celów, które najcz??ciej nie s? jego w?asnymi celami. Politycy oraz eksperci podatkowi staraj? si? przekaza? nam t? niemi?? prawd? w sposób bardziej wysublimowany, mówi?c mianowicie, ?e opodatkowanie jest form? redystrybucji ?rodków pieni??nych, któr? przeprowadza si? dla wspólnego dobra. Odwo?anie si? do poj?cia „wspólnego dobra” nie jest przypadkowe: ?agodzi ?al po utracie zarobionych pieni?dzy poprzez wywo?ywanie wra?enia, ?e w ko?cowym rozliczeniu my równie? jeste?my w jakim? stopniu ich beneficjentami. Jednak w rzeczywisto?ci sprawy maj? si? inaczej – odprowadzane przez nas podatki najcz??ciej s?u?? zaspokajaniu potrzeb nieznanych nam ludzi.

Obro?cy opodatkowania musieliby w tym miejscu zaprotestowa?. Uwa?aj? bowiem, ?e jest rzecz? wielce niepoprawn?, aby uznawa? p?acenie co miesi?c podatków stanowi?cych równowarto?? 20 godzin pracy za równoznaczne ze zmuszaniem ludzi do konkretnej pracy przez 20 godzin[1]. Je?li ka?dy z nas mo?e dowolnie wybra? taki rodzaj pracy, jaki chcia?by wykonywa?, oznacza to, ?e system podatkowy nie narzuca pracownikowi zakresu dzia?a?, których wykonanie jest bezwzgl?dnie wymagane. Ponadto, nie sposób zaprzeczy?, ?e zawsze istnieje mo?liwo?? wyboru takiej pracy, której wykonywanie wi?za?oby si? z mniejsz? liczb? godzin, za któr? wymagane by?oby odprowadzenie podatków.

Dla prawid?owego rozstrzygni?cia tej kwestii nie bez znaczenia jest równie? i to, ?e we wspó?czesnych systemach podatkowych mamy najcz??ciej do czynienia z zasad?, ?e nie istnieje wymóg odprowadzania podatku niezale?nie od osi?ganego przychodu. Wychodzi si? najcz??ciej z za?o?enia, ?e je?li jaka? osoba za swoj? prac? otrzymuje kwot? pieni?dzy nie wi?ksz? od tej, jaka jest konieczna do tego, ?eby zaspokoi?a swoje podstawowe potrzeby, nie mo?na ??da? od niej p?acenia podatków, gdy? zagra?a?oby to jej biologicznemu istnieniu. To powoduje, ?e ka?dy z nas móg?by z ?atwo?ci? unikn?? obci??e? podatkowych, gdyby zdecydowa? si? ograniczy? swoje dochody do poziomu, który wystarcza?by jedynie do utrzymania si? przy ?yciu.

Nie wydaje si?, aby przytoczone argumenty popsu?y dobre samopoczucie tych, którzy opodatkowanie definiuj? w kategoriach przymusu pracy. Cho? nie jest do ko?ca jasne, czym w?a?ciwie s? akty przymusu[2], nie sposób jednak zaprzeczy?, ?e w analizowanym przypadku przymus, jako przeciwie?stwo wolno?ci od podejmowania konkretnych czynno?ci zawodowych, mo?e mie? mniejszy lub wi?kszy zakres, i fakt ten powinien kierowa? nasz? uwag? na pytanie, czy w stanowisku zwolenników opodatkowania obszar jego oddzia?ywania zosta? wyznaczony we w?a?ciwy sposób.

Jest rzecz? jasn?, ?e ci, którzy z punktu widzenia opisanej argumentacji odrzucaj? uto?samienie opodatkowania z przymusem pracy, przyjmuj? tradycyjne i najbardziej radykalne rozumienie przymusowego dzia?ania, zgodnie z którym podlegaj?c? mu osob? uwa?a si? za kompletnie ubezw?asnowolnion?. Oznacza to, ?e pozbawiona jest mo?liwo?ci dokonywania efektywnych wyborów, ze wzgl?du na dzia?ania podejmowane przez inne podmioty, które w swoim post?powaniu nie uwzgl?dniaj? w najmniejszym stopniu jej potrzeb i pragnie?, gdy? kieruj? si? wy??cznie swoimi w?asnymi celami. Tak rozumianemu przymusowi poddany zostaje na przyk?ad ten, kto podlegaj?c dokonanemu z zaskoczenia obezw?adnieniu zostaje wbrew w?asnej woli uwi?ziony w piwnicy.

W przedstawionej wersji przymusowe dzia?anie uwarunkowane jest wyst?pieniem przemocy fizycznej, której u?ycie ca?kowicie przekre?la mo?liwo?? wykonania czynu na podstawie podj?tej decyzji. Dobrze znana jest jednak równie? inna, jak si? wydaje du?o cz??ciej praktykowana, wersja przymusu, w której wyst?puj?ce ograniczenia zakresu efektywnych wyborów takiej mo?liwo?ci nie wykluczaj?. Obejmuje ona dzia?ania wykonywane z obawy przed wi?kszym z?em, i polega na takim ograniczeniu naszych wyborów przez inne, najcz??ciej wrogo usposobione, osoby, ?e w efekcie podj?tych przez nich kroków albo w ogóle nie mo?emy osi?gn?? naszych w?asnych celów, albo mo?emy je osi?gn?? kosztem po?wi?cenia jakiego? innego znacz?cego dla nas dobra[3]. Przypadek ten ma miejsce mi?dzy innymi wówczas, gdy pod naszym adresem kto? kieruje gro?b?, ?e dalsze trwanie naszego ?ycia uwarunkowane jest oddaniem posiadanych pieni?dzy. Cho? w takiej sytuacji nie ma ubytku wolnej woli i zachowana zostaje zdolno?? podmiotu do dokonywania wyborów, to jednak fakt, ?e z powodu post?powania innych osób nasze w?asne cele mo?emy osi?gn?? du?o wi?kszym kosztem wystarcza do tego, aby?my mogli stwierdzi?, ?e podlegamy przymusowi.

Wydaje si? zatem, ?e je?li uwa?amy, i? bandzior, który ka?e nam wybiera? mi?dzy ?yciem a pieni?dzmi, stosuje wobec nas przymus, to powinni?my równie? uwa?a?, ?e podobnie czyni? ci, którzy nak?adaj? na nas obowi?zek pracy na rzecz zaspokojenia potrzeb nieznanych nam ludzi. W obu przypadkach mamy bowiem do czynienia z sytuacj?, w której z powodu post?powania innych osób nie mo?emy zrealizowa? naszych celów bez po?wi?cenia jakiej? cz??ci w?asnego dobra, natomiast alternatywne mo?liwo?ci s? dla nas znacz?co gorsze.

Czy jest wi?c rzecz? moralnie dozwolon? zmuszanie kogokolwiek do pracy w celu zaspokojenia potrzeb innych ludzi? Odpowiadaj?c na to pytanie odwo?am si? do historyjki o bezrobotnym i ministrze finansów, któr? pos?ugiwa?em si? próbuj?c swego czasu zbada? mo?liwo?? stosowania w obr?bie ?ycia publicznego zasad moralno?ci, jakimi pos?ugujemy si? na co dzie? w ?yciu prywatnym[4]. My?l? bowiem, ?e porównanie post?powania obu tych osób pomocne mo?e okaza? si? równie? przy rozwi?zywaniu obecnie omawianego problemu.

Wyobra?my sobie zatem bezrobotnego, który nie otrzymuje zasi?ku i z przyczyn obiektywnych nie ma szans na znalezienie pracy. Za?ó?my te?, ?e jest to osoba spe?niaj?ca uznawane przez nas kryteria uczciwo?ci, bez na?ogów, maj?ca na utrzymaniu troje nieletnich dzieci. Zdesperowany brakiem perspektyw na polepszenie swojej sytuacji i w trosce o los dzieci, ów bezrobotny ka?dego miesi?ca nachodzi jednego z okolicznych mieszka?ców odbieraj?c mu pod gro?b? u?ycia si?y oraz ograniczenia wolno?ci kwot? pieni?dzy pozwalaj?c? na skromne prze?ycie jego rodziny. Poniewa? wspomnieli?my o jego uczciwo?ci, wi?c mo?emy stwierdzi?, ?e za ka?dym razem jest to mniej wi?cej taka sama suma, powiedzmy 1000 z?otych. W pewnym momencie jego sytuacja zmienia si? jednak na tyle, ?e nie musi tak post?powa?. Zmian? t? zawdzi?cza ministrowi finansów, z polecenia którego miejscowy urz?d pracy wyp?aca mu co miesi?c zasi?ek w wysoko?ci 1000 z?otych. Tak si? sk?ada, ?e kwota ta, na polecenie ministra finansów, potr?cana jest przez urz?d skarbowy od przychodów uzyskiwanych przez tego samego cz?owieka, od którego przedtem nasz bezrobotny wymusza? pieni?dze. Cho? sytuacja bezrobotnego polepszy?a si? o tyle, ?e nie musi zabiega? ju? w ten sposób o ?rodki do ?ycia dla siebie i swoich dzieci, to sytuacja bogacza rozpatrywana z jego w?asnego punktu widzenia pozosta?a niezmieniona – wprowadzone w ?ycie prawo zmusza go do oddawania mniej wi?cej tej samej sumy pieni?dzy pod gro?b? u?ycia si?y i pozbawienia wolno?ci.

Post?powanie bezrobotnego budzi powa?ne w?tpliwo?ci. Nie uwa?amy bowiem, ?e dobrze sytuowana osoba, która utrzymuje si? z w?asnej pracy, zachowa si? niew?a?ciwie, gdy nie udzieli mu w tych okoliczno?ciach pomocy. By?oby tak oczywi?cie wówczas, gdyby mia?a taki obowi?zek. Powiedzenie jednak, i? ma taki obowi?zek jest równoznaczne z powiedzeniem, ?e musi ona przepracowa? na rzecz bezrobotnego jak?? liczb? godzin. A to oznacza?oby zmuszanie tej osoby do pracy na rzecz potrzeb, jakie maj? inni, nieznani mu ludzie.

B??d pope?nia jednak?e ten, kto uwa?a, ?e post?powanie bezrobotnego jest z?e dlatego, i? w ogóle nie ma czego? takiego, jak moralne uzasadnienie dla przymuszania kogokolwiek do pracy na rzecz zaspokajania potrzeb innych ludzi. By?aby to zbyt daleko id?ca teza. Jest rzecz? bowiem powszechnie znan?, ?e obowi?zek udzielania pomocy ludziom znajduj?cym si? w potrzebie mo?e wynika? z wcze?niej wykonanych przez nas czynno?ci. Je?eli na przyk?ad obieca?e? komu?, ?e w trudnych dla niego chwilach przyjdziesz mu z pomoc?, to przy za?o?eniu, ?e czynno?? z?o?enia obietnicy obliguje ci? do dzia?ania w ustalony sposób, musisz przyzna?, ?e masz obowi?zek zaspokojenia jego potrzeb wynikaj?cych z faktu, ?e taka sytuacja mia?a w jego ?yciu miejsce. Do podobnego wniosku mo?emy doj?? równie? w odniesieniu do przypadków, w których powstanie u ludzi pewnych potrzeb wynika z faktu, ?e my sami przyczynili?my si? do tego, ?e znale?li si? oni w takiej sytuacji. Gdyby z powodu twojego niefortunnego zachowania spali? si? mój dom, to mia?bym prawo oczekiwa?, ?e podejmiesz stosowne dzia?ania, aby jak najszybciej go odbudowano. Tak wi?c je?li do zaspokojenia mojej, s?usznej sk?din?d, potrzeby posiadania na powrót w?asnego domu musia?by? przepracowa? jak?? liczb? godzin, to uwa?am, ?e mia?by? taki obowi?zek z uwagi na moralny wymóg zado??uczynienia wyrz?dzonej mi krzywdzie, na któr? w ?aden sposób nie zas?u?y?em.

Wielu z nas jest równie? przekonanych, i? obowi?zek ten mo?e powsta? dlatego, ?e niektóre zwi?zki, w jakich pozostajemy z innymi lud?mi – nawet je?li nie mamy wp?ywu na ich powstanie – daj? nam moralne prawo do tego, aby?my mogli wymaga? od nich zaspokoienia naszych potrzeb niezale?nie od tego, czy to wcze?niej obiecali oraz niezale?nie od tego, czy ponosz? odpowiedzialno?? za ich powstanie. Na tej podstawie mi?dzy innymi zgadzamy si?, ?e rodzice maj? obowi?zek pracy na rzecz zaspokajania egzystencjalnych potrzeb ich nieletnich jeszcze dzieci.

?aden jednak z tych warunków nie ma zastosowania wobec bezrobotnego i osoby, któr? zmusza on do pracy dla swoich korzy?ci. Z tego mi?dzy innymi powodu to, co zwyk? robi? bezrobotny nazywamy kradzie?? lub rabunkiem, i domagamy si? wprowadzenia surowych zasad, które po?o?y?yby kres podobnemu zachowaniu. Ma?o kto uwa?a jednak, ?e podobnym restrykcjom powinno podlega? post?powanie ministra finansów. Je?li w ?wietle obowi?zuj?cego prawa podleg?e mu s?u?by pod gro?b? u?ycia si?y i utraty wolno?ci odbieraj? tej osobie jak?? cz??? jej poborów, to za rad? ekonomistów tego rodzaju dzia?anie nazywamy opodatkowaniem. I cho? przesad? by?oby powiedzenie, ?e opodatkowaniu podlegamy bez oporów i niech?ci, to jednak równie nies?uszne by?oby stwierdzenie, ?e wobec ministra finansów i wprowadzonych przez niego mechanizmów, które zmuszaj? nas de facto do p?acenia podatków, przejawiamy podobn? postaw? moraln?, jak w stosunku do aktów rozboju w wykonaniu bezrobotnego.

Niektórzy w takim rozumowaniu nie widz? niczego niestosownego. Thomas Nagel uwa?a na przyk?ad, ?e je?li kto? ka?e odda? komu? portfel mierz?c do niego z broni palnej, to mamy do czynienia z niedopuszczalnym u?yciem ?rodków przymusu nawet je?li cele, które zamierza w ten sposób osi?gn??, s? uzasadnione i przez to warte zabiegów. Je?eli natomiast rz?d ?ci?ga podobn? kwot? z poborów tej samej osoby, wprowadzaj?c przy okazji prawo do równie dotkliwego represjonowania tych, którzy dla w?asnych korzy?ci w jaki? sposób uniemo?liwiaj? odebranie im uczciwie zarobionych pieni?dzy, to nie jest to nieuzasadnione stosowanie przemocy ani rabunek, poniewa? czynno?? zaboru mienia przeprowadzana jest w sposób bezosobowy przez instytucj? powo?an? do sprzyjania i osi?gania ogólnospo?ecznych skutków.

Takie metody dystrybucji maj? zasi?g powszechny, s? lepsze ni? kradzie?, b?d?ca pewn? form? inicjatywy prywatnej, a tak?e ni? indywidualna dobroczynno??. Jest tak nie tylko ze wzgl?du na uczciwo?? i skuteczno??, lecz tak?e dlatego, ?e zarówno kradzie?, jak i dobroczynno?? stanowi? pewne zaburzenie stosunków mi?dzy jednostkami (czy zaburzenie wynikaj?ce z ich braku) i anga?uj? indywidualn? wol? ka?dej z nich w sposób, którego unika automatyczny, narzucony oficjalnie system opodatkowania. Rezultatów osi?ganych w egalitarnym pa?stwie opieku?czym poprzez opodatkowanie nie da?oby ani prawo do indywidualnego wyw?aszczenia, ani obowi?zek dobroczynno?ci[5].  

Z tego, co mówi Nagel nie wszystko jest dla mnie jasne. Rozumiem jednak, ?e dlatego sprzyja on dzia?aniom ministra finansów gdy? s?dzi, ?e w porównaniu do aktów indywidualnych, których przyk?adem jest post?powanie bezrobotnego, system redystrybutywnego opodatkowania jest lepszy, gdy? maj?c charakter bezosobowy nie generuje niepotrzebnych konfliktów mi?dzy pojedynczymi osobami oraz jest bardziej efektywny, poniewa? daje nieporównanie wi?cej materialnych korzy?ci. Taki pogl?d mo?e by? bez trudu uzasadniony w ekonomii czy socjologii, jednak na terenie etyki jest ma?o wiarygodny. Rzecz w tym ?e pewne dzia?ania mog? zapobiega? konfliktom i generowa? niema?e korzy?ci, a mimo to ich wykonanie uwa?a si? za nies?uszne. Nikt nie zaprzeczy, ?e wprowadzenie przymusowego zatrudnienia dla ludzi którzy nagminnie i z premedytacj? korzystaj? z dobrodziejstwa opieki spo?ecznej lecz odmawiaj? jakiejkolwiek pracy, lub prawnego nakazu uko?czenia studiów wy?szych dla wszystkich obywateli, z pewno?ci? przynios?oby wiele dobrych skutków zarówno w jednym, jak i w drugim zakresie, jednak z moralnego punktu widzenia takie przedsi?wzi?cia uznaje si? na ogó? za niedozwolone.

Mog?oby si? okaza?, ?e opodatkowanie jest na tyle odmiennym i specyficznym przypadkiem stosowania przymusu wobec ludzi, ?e nie mo?na wykaza? b??dów takiego stanowiska powo?uj?c si? na argumenty bazuj?ce na analogii mi?dzy p?aceniem podatków a innymi spo?ecznie uwarunkowanymi czynno?ciami.  Brak zak?adanego podobie?stwa nie przeszkadza jednak w stosowaniu podobnych kryteriów moralnej oceny. Je?eli dochodzimy do wniosku, ?e nie mo?emy przymusza? ludzi do pewnych czynno?ci, gdy dobro, jakie przynosi ich wykonanie okazuje si? ostatecznie mniejsze od z?a wynikaj?cego z zastosowania przymusu (a, jak s?dz?, na podobnej zasadzie oparte jest rozumowanie Nagela), to moralny szacunek warto?ci ka?dorazowo wynika z zastosowania tej zasady a nie z analogii, jaka istnieje mi?dzy przypadkiem, w którym zasada ta ma zastosowanie, a innymi przypadkami, których warto?? moraln? chcemy zbada?.

Trzeba zastanowi? si? zatem, co g?osi ta zasada.

W stanowisku Nagela ma ona niew?tpliwie charakter konsekwencjalistyczny. Mój sprzeciw wobec tego stanowiska, który egzemplifikowa?em przyk?adami o przymusowej pracy czy nauce, ma jednak, jak ?atwo zauwa?y?, odmienne, deontologiczne, ?ród?o. S?dz?, ?e w przytoczonej powy?ej opinii na temat opodatkowania Nagel nie tylko zaprzeczy? swojemu deontologicznemu rodowodowi, ale posun?? si? za daleko g?osz?c, ?e w przypadku opodatkowania my?lenie konsekwencjalistyczne nie mo?e mie? ?adnych granic poza tymi, które samo wyznacza.

Ci, którzy nie widz? nic z?ego w przymuszaniu ludzi do pracy w celu zaspokojenia jakich? indywidualnych potrzeb czy osi?gni?cia ogólnospo?ecznych celów, uwa?aj?, ?e korzy?ci p?yn?ce z zastosowania tego ?rodka s? wi?ksze od kosztów, jakie niektórzy musz? z tego powodu ponosi?. W tej perspektywie czym? niedorzecznym by?oby twierdzenie, ?e jest to moralnie niedozwolone bez porównania konsekwencji, jakie wynikaj? z zastosowania przymusu oraz z odst?pienia od jego stosowania. Tu w?a?nie tkwi ?ród?o nieporozumienia. Nie uwa?am bowiem, ?e zmuszanie mnie do okre?lonego dzia?ania na rzecz zaspokojenia potrzeb nieznanych mi ludzi jest niedopuszczalne tylko ze wzgl?du na tak? lub inn? konfiguracj? skutków, jakie mo?e spowodowa? moje zachowanie. Wprost przeciwnie. Stosowanie tego rodzaju przymusu uwa?am za z?e niezale?nie od tego, co si? b?dzie dzia?o gdy nie wykonam nakazanego czynu. Nie mog? zatem, tak jak zdeklarowany konsekwencjonalista, zak?ada?, ?e stosowanie w ramach opodatkowania przymusu pracy na rzecz potrzeb nieznanych mi ludzi mo?na uzasadni? tym, ?e  powoduje wi?ksze dobro od tego które mia?oby miejsce gdybym pracy tej nie wykona?, b?d?, ?e zapobiega du?o wi?kszemu z?u, gdy? twierdz?, ?e moralnej warto?ci przymusu pracy nie da si? ustali? odwo?uj?c si? wy??cznie do konsekwencji, jakie powoduje jego zastosowanie. Nie oznacza to, ?e w ogóle lekcewa?? konsekwencje, jakie mo?e przynie?? wykonanie pewnych dzia?a? lub, ?e lekcewa?? konsekwencje w?asnych czynów. Ustalaj?c negatywn? warto?? moraln? przymusu pracy na rzecz nieznanych mi ludzi mam jedynie na celu wyznaczenie nieprzekraczalnej granicy dla konsekwencjonalistycznego przyzwolenia na stosowanie tego typu ?rodków w ?yciu publicznym.

Nie jest to odosobniony przypadek. Etyka konsekwencjonalistyczna cz?sto wymaga deontologicznej sankcji i wi?kszo?? z nas bez wahania akceptuje takie rozumowanie w wielu dziedzinach ?ycia. Gdy dziecko naszych znajomych czeka w szpitalu na przeszczep nerki i umrze, gdy operacja nie zostanie pomy?lnie wykonana w ci?gu dwóch tygodni, to nie uwa?amy, ?e pod gro?b? u?ycia si?y lub pozbawienia wolno?ci powinno si? zmusza? do oddania nerki tych, którzy z medycznego punktu widzenia mog? by? dawcami, nawet je?li jeste?my przekonani – i nawet je?li tak faktycznie jest – ?e zastosowanie w tym przypadku przymusu przynios?oby du?o wi?ksze korzy?ci. Podobne zdanie mamy na ten temat równie? wtedy, gdy sprawa dotyczy nas samych. Gdyby twojemu s?siadowi spali? si? dom, a ty mia?by? oszcz?dno?ci, które z powodzeniem wystarczy?yby na jego odbudow?, to z pewno?ci? nie popar?by? pomys?u wprowadzenia w ?ycie zasady, zgodnie z któr? mo?na by w stosunku do ciebie zastosowa? ?rodki przymusu, gdyby? dobrowolnie nie chcia? odda? na ten cel w?asnych pieni?dzy.

Ci, którzy nawet w takich sytuacjach mówi? o ci???cych na nas obowi?zkach zwykle nie zak?adaj?, ?e ich niewykonanie jest z?e ani te?, ?e za takie zachowanie mo?na obci??y? kogokolwiek win? lub odpowiedzialno?ci?. Uwa?amy jednak, ?e ten, kto bezinteresownie i dobrowolnie oddaje w?asn? nerk? w celu uratowania czyjego? ?ycia lub udziela bezzwrotnej pomocy finansowej na odbudow? spalonego domu zas?uguje na pochwa?? moraln?, w przeciwie?stwie do osób, które w podobnych okoliczno?ciach mog? uczyni? to samo, lecz tego nie robi?. Tego typu zachowanie nazywa si? niekiedy dobroczynno?ci?. W etyce podobne warunki spe?niaj? natomiast czynno?ci b?d?ce przedmiotem obowi?zków supererogacyjnych.

Je?eli nie mamy w?tpliwo?ci, ?e tak przedstawia si? sprawa w opisanych sytuacjach, to powstaje pytanie, dlaczego mia?oby by? inaczej w przypadku opodatkowania. Dlaczego na przyk?ad uwa?amy, ?e by?oby czym? zdro?nym moralnie zmusza? ludzi do p?acenia datków na konto instytucji charytatywnej, która przekazuje nasze pieni?dze g?oduj?cym dzieciom, chroni?c je w ten sposób od niechybnej ?mierci g?odowej, a nie widzimy niczego niestosownego w zmuszaniu nas do p?acenia niema?ych nieraz podatków zaspokajaj?cych potrzeby osób, które najcz??ciej znajduj? si? w du?o lepszej sytuacji, albowiem niezaspokojenie w ten sposób ich potrzeb nie zagra?a ich istnieniu, lecz powoduje, co najwy?ej, dyskomfort lub obni?enie jako?ci ?ycia?

Studenci, którym zadawa?em to pytanie oczekuj?c od nich szybkiej i intuicyjnej odpowiedzi, twierdzili najcz??ciej, ?e najwa?niejszym czynnikiem przemawiaj?cym za tak? postaw? jest istnienie normy prawnej wymagaj?cej p?acenia podatków. Uwa?ali te?, ?e podobnie przedstawia si? sprawa z odmienn? ocen? czynu bezrobotnego i ministra finansów – cho? obaj wykonuj? to samo dzia?anie, jednak istnienie prawa, które tylko drugiemu z nich umo?liwia, lub wr?cz nakazuje, post?powa? w ten sposób, powoduje, ?e do?? ?atwo usprawiedliwiamy przymus stosowany przez ministra finansów, lecz jeste?my oburzeni, gdy do podobnych ?rodków odwo?uje si? osoba bezrobotna.

Powo?ywanie si? na ustawy, zarz?dzenia lub decyzje rz?du w celu uprawomocnienia ?rodków przymusu oraz czynno?ci polegaj?cych na ich stosowaniu jest na ogó? uwa?ane za wystarczaj?ce uzasadnienie ograniczenia wolno?ci obywateli w obr?bie obowi?zuj?cego systemu prawa, jednak z etycznego punktu widzenia to za ma?o. Prawo, które daje nam przyzwolenie na okre?lone dzia?ania b?d? wymaga od nas pos?usze?stwa wobec w?asnych zalece?, nie mo?e tylko dlatego stanowi? w tym wzgl?dzie ostatniej instancji, ?e zosta?o uchwalone zgodnie z procedur? przyj?t? dla jego stanowienia przez system, w którym ma obowi?zywa?. W tym celu musi spe?ni? równie? warunki, które uwa?a si? za konieczne do uzyskania sankcji moralnej, a to oznacza, ?e nie mo?e przeczy? zasadom sprawiedliwo?ci i moralnemu dobru[6]. Jest to wa?ne zastrze?enie. Je?li bowiem mo?na post?powa? tylko zgodnie z prawem, które nie narusza zasad moralnych, to nie powinni?my akceptowa? opodatkowania i post?powania ministra finansów oraz dezaprobowa? dzia?a? bezrobotnego jedynie z tego powodu, ?e zosta?o uchwalone prawo, które tak stanowi. Gdyby by?o inaczej otwarta zosta?aby droga do wielu nadu?y? i nikt nie móg?by przedstawi? dobrych racji za pot?pieniem na przyk?ad tych, którzy w poszanowaniu obowi?zuj?cego prawa propagowali b?d? praktykowali na masow? skal? rasizm czy eksterminacj? ca?ych narodów. 

Kluczow? kwesti? nadal pozostaje wi?c znalezienie w?a?ciwej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób z moralnego punktu widzenia mo?na uzasadni? stosowanie wobec ludzi ?rodków przymusu w celu zmuszenia ich do przepracowania jakiej? liczby godzin, aby inne nieznane im osoby, mog?y zaspokoi? swoje potrzeby, je?li w analogicznych przypadkach sprzeciwiamy si? takiemu post?powaniu. W odpowiedzi  na takie dictum zwolennicy p?acenia podatków mogliby odwo?a? si? do odmiennego statusu moralnego, jaki przys?uguje opodatkowaniu w przeciwie?stwie na przyk?ad do aktów udzielania pomocy tym, którzy znajduj? si? w trudnej sytuacji. Poniewa? wi?kszo?? z nas rozumie ekonomiczne racje przemawiaj?ce za konieczno?ci? pobierania podatków, i w zwi?zku z tym popiera zastosowane w tym celu ?rodki, czego wyrazem jest wprowadzony w ?ycie oraz funkcjonuj?cy bez sprzeciwu obywateli system prawa podatkowego, to na tej podstawie mo?na by za?o?y?, ?e istnieje pewien rodzaj niepisanej umowy spo?ecznej, która przemawia na rzecz moralnego uzasadnienia tego typuj praktyki.

Taka umowa mog?aby stanowi? powa?ny argument na rzecz opodatkowania pomimo, ?e na ogó? nie pochwalamy obowi?zku zado??uczynienia potrzebom nieznanych nam ludzi w innych przypadkach. Ka?dy z nas zdaje sobie bowiem spraw?, ?e je?li przed przyst?pieniem do umowy byli?my ?wiadomi, ?e ogranicza ona niektóre z przys?uguj?cych nam praw, to ci???ce na nas zobowi?zania, które z umowy tej wynikaj? s? wa?ne nawet gdyby okaza?o si?, ?e nie sprzyjaj? naszym interesem.

Wszystko to prawda, niemniej nadal nie jest do ko?ca jasne, dlaczego mia?oby tak by? w przypadku opodatkowania. Zwolennicy opisanego argumentu nie zak?adaj? przecie?, ?e tego typu umowa zosta?a kiedykolwiek zawarta mi?dzy osobami, które zmuszone s? p?aci? podatki. Je?li zdarzenie takie nie mia?o de facto miejsca, to mog? oni twierdzi? co najwy?ej, ?e wi?kszo?? z nas wyra?a ch?? przyst?pienia do takiej umowy lub, ?e z pewno?ci?  przyst?piliby?my do niej, gdyby zosta?a zawarta. To jednak oznacza, i? mamy tu do czynienia z umow? hipotetyczn?, a umowy hipotetyczne nie tylko, ?e same nie stanowi? argumentu za tym, i? powinni?my przestrzega? za?o?onych w nich warunków, lecz takiego argumentu nie powo?uj? w ogóle do istnienia. Jest tak dlatego, gdy? umowy hipotetycznej w ?adnym razie nie mo?na traktowa? jako jednej z wersji faktycznie zawartej umowy[7].

My?l?, ?e nawet ministrowi finansów nie przysz?oby do g?owy, aby moralnie uzasadnia? istnienie systemu podatkowego w oparciu o porozumienie, którego w rzeczywisto?ci nie zawarto. Niektórzy mogliby jednak pokusi? si? o du?o bardziej wysublimowane stwierdzenie, a mianowicie, ?e równie dobrym argumentem na rzecz pobierania podatków jest fakt, ?e wi?kszo?? obywateli wyrazi?aby z pewno?ci? zgod? na tego rodzaju umow?, gdyby ich o to poproszono. Zanim nie przeprowadzi si? w tej sprawie empirycznego badania nie sposób sensownie zak?ada?, ?e sytuacja taka nie mog?aby mie? miejsca. Za?ó?my zatem, ?e by?oby rzeczywi?cie tak jak przypuszczaj?, tj., ?e gdyby kwestia ta by?a przedmiotem ogólnospo?ecznego referendum, przyt?aczaj?ca wi?kszo?? obywateli da?aby przyzwolenie na wprowadzenie obowi?zku opodatkowania. Czy zmieni?oby to wniosek, do którego doszed?em?

Wyobra? sobie, i? jeste? przekonany, ?e zgodzi?by? si? przeznaczy? kilka tysi?cy z?otych na pewien szczytny cel, gdyby ci? o to poproszono. Nikt jednak nie zwróci? si? do ciebie z tak? pro?b? i z tego powodu nie mia?e? okazji by wyrazi? na to zgod?. Pomimo tego ni st?d ni zow?d za??dano od ciebie uiszczenia takiej sumy pieni?dzy na powy?szy cel gro??c, ?e niespe?nienie tego wymogu mo?e sko?czy? si? albo kar? grzywny, która wielokrotnie przekracza warto?? wspomnianej kwoty, albo wi?zieniem. Na pytanie, jakie s? podstawy zastosowania tak drastycznych ?rodków us?ysza?e? w odpowiedzi, ?e s? niezbite dowody na to, ?e swego czasu przyzna?e? oficjalnie, i? w przypadku skierowania pod twoim adresem tej pro?by podj??by? w?a?nie tak? decyzj?.

Nawet gdyby? przypomnia? sobie, ?e tak? deklaracj? rzeczywi?cie z?o?y?e?, mia?by? z pewno?ci? powa?ne w?tpliwo?ci, czy to wystarcza do obci??enia ci? jakimkolwiek obowi?zkiem. My?l?, ?e podobne w?tpliwo?ci mia?by ka?dy z nas. Jest tak dlatego, gdy? z faktu, i? zgodzi?by? si? pod wspomnianym warunkiem przeznaczy? tak? sum? pieni?dzy na za?o?ony cel nie tylko nie mo?na wnioskowa?, ?e si? zgodzi?e?, ale równie? nie mo?na w ?aden sposób domniemywa?, ?e powiniene? by? si? zgodzi? lub, ?e powiniene? zgodzi? si? teraz, gdy przedstawiono ci wspomniane ??danie. Je?li nie wyrazi?e? zgody, to zapewnienie, ?e zrobi?by? to pod pewnymi warunkami, nie mo?e stanowi? podstawy do obci??enia ci? obowi?zkiem, aby? cokolwiek faktycznie czyni?, ani te? nie mo?e uzasadnia? zastosowania w tym celu przymusu. Ci, którzy nie aprobuj? tej tezy, popieraj? niedorzeczne twierdzenie, wed?ug którego je?li jaka? osoba zgodzi?aby si? przeznaczy? na okre?lony cel pewn? sum? pieni?dzy, gdyby zosta?a o to poproszona, to moralnie uzasadnione by?oby pó?niej na?o?enie na ni? obowi?zku i zmuszanie jej do wykonania tej czynno?ci nawet wówczas, gdyby nie chcia?a tak post?pi?.

Podobnie przedstawia si? sprawa z opodatkowaniem. Nawet je?li uwa?amy, ?e ludzie zgodziliby si? p?aci? podatki i ch?tnie wyraziliby zgod? na podpisanie w tej sprawie stosownej umowy, to jednak fakt, ?e nigdy takiej zgody dobrowolnie nie wyrazili, stanowi wystarczaj?cy powód do tego, ?eby za nies?uszne uznawa? nak?adanie na nich obowi?zku opodatkowania, je?li podatków p?aci? de facto nie chc?. Wydaje si?, ?e w tej sytuacji poszukiwane uprawomocnienie systemu podatkowego mo?e dokona? si? tylko pod warunkiem, ?e znajdzie si? sposób, aby z moralnego punktu widzenia mo?na by?o uzasadni? nak?adanie na ludzi obowi?zków, które wymagaj? od nich po?wi?cenia jakiej? cz??ci ich dobra, oraz zastosowanie wobec nich ?rodków przymusu w celu zapewnienia realizacji tych obowi?zków, nawet je?li nigdy nie wyrazili oni zgody na wykonanie czynów b?d?cych ich przedmiotem, i gdy, tak naprawd?, nie chc? ich wykonywa?.

Istnieje pewna koncepcja, która pokazuje, jak mo?na by spe?ni? ten warunek. Niektórzy nazywaj? j? regu?? wzajemnych zobowi?za?, inni – zasad? rzetelno?ci lub uczciwo?ci, albo zasad? fair play. Jej autorem jest prawdopodobnie Charlie Broad, jednak powszechnie znana jest pod postaci?, jak? nadali jej pó?niej Herbert Hart i John Rawls:

G?ówna my?l polega na tym, ?e gdy pewna liczba osób anga?uje si?, zgodnie z okre?lonymi regu?ami, we wzajemnie korzystne zbiorowe przedsi?wzi?cie, ograniczaj?c tym samym sw? wolno?? w sposób niezb?dny do uzyskania przez wszystkich profitu, to ci, którzy poddali si? tym ograniczeniom maj? prawo do podobnej przychylno?ci ze strony tych, którzy z ich podporz?dkowania skorzystali.
Na mocy definicji wymagania wyznaczane przez zasad? rzetelno?ci s? zobowi?zaniami[8].

Nie ulega w?tpliwo?ci, ?e wdro?enie w ?ycie pomys?u polegaj?cego na p?aceniu podatków od dochodów uzyskiwanych z wykonywanej pracy spe?nia zak?adane kryteria zbiorowego przedsi?wzi?cia, które przynosi korzy?? bez ma?a ka?demu cz?onkowi zbiorowo?ci. Pozyskiwane w ten sposób pieni?dze mog? bowiem stanowi? nie tylko jak?? wymiern? cz??? wynagrodzenia otrzymywanego przez konkretnych ludzi b?d?cych nauczycielami, policjantami czy emerytami, lecz mog? równie? by? wykorzystywane do budowy spo?ecznej infrastruktury, jak mosty, szko?y, drogi lub chodniki, z której wszyscy korzystamy i bez której nie potrafiliby?my si? ju? obej??. Czy wynika z tego, ?e ci, którzy otrzymuj? tego typu profity zawdzi?czaj?c je tym, którzy musieli w tym celu ograniczy? sw? wolno?? i ponie?? niema?e nieraz koszty, maj? z tego powodu obowi?zek zrobi? to samo? Regu?a wzajemnych zobowi?za? nie pozostawia w tej kwestii ?adnych w?tpliwo?ci – je?li korzystasz z podatków p?aconych przez innych ludzi, to sam równie? powiniene? p?aci? podatki. Móg?by? unikn?? tego obowi?zku, gdyby? przesta? by? beneficjentem przedsi?wzi?cia zwanego opodatkowaniem. Je?eli nic nie uczynisz w tym kierunku, albo je?li w twoim przypadku jest to niemo?liwe, nie masz wyj?cia – musisz p?aci?.

Wa?ne jest, ?e zastosowanie regu?y wzajemnych zobowi?za? do systemu podatkowego nie wi??e si? tylko z faktem, ?e uczestnictwo w korzy?ciach wynikaj?cych z powszechnego opodatkowania jest warunkiem zaistnienia zobowi?za?; tym, wobec których zosta?y one na tej podstawie zaci?gni?te, daje równie? uprawnienia do ich egzekwowania, co wi??e si? z mo?liwo?ci? stosowania jakich? form spo?ecznego ostracyzmu lub nawet represji.

Takie stanowisko zak?ada, ?e niezale?nie od korzy?ci, jakie przynosi opodatkowanie, nie mo?na by?oby uzasadni? zarówno obowi?zku p?acenia podatków, jak i zastosowanych ?rodków przymusu w celu jego wyegzekwowania. Czy to oznacza, ?e zmuszanie nas do pracy na rzecz zaspokojenia potrzeb nieznanych nam ludzi nie by?oby moralnie dozwolone gdyby?my nie korzystali na tym, ?e w taki sposób pracuje ju? jaka? liczba innych osób, czy te? oznacza co? wi?cej, a mianowicie, ?e zmuszanie nas do pracy jest dopuszczalne tylko dlatego, ?e z faktu tego odnosimy korzy?ci? Ró?nica jest znaczna. W pierwszym przypadku profity, jakie czerpiemy z funkcjonowania systemu podatkowego, s? koniecznym warunkiem zaistnia?ych po naszej stronie zobowi?za?, w drugim natomiast s? warunkiem wystarczaj?cym.

Dla prowadzonych rozwa?a? nie ma wi?kszego znaczenia przypadek pierwszy, a wi?c ta wersja regu?y wzajemnych zobowi?za?, wed?ug której korzy?ci pochodz?ce z podatków same nie mog?yby konstytuowa? tego typu roszcze? pod adresem beneficjentów. W tej wersji bowiem czerpanie korzy?ci nie jest to?same z posiadaniem zobowi?za?, lecz jedynie z mo?liwo?ci? ich posiadania. Zak?ada ona, ?e je?li korzystasz na tym, ?e inni p?ac? podatki, to spe?niasz z tego powodu warunek, którego niespe?nienie uniemo?liwia istnienie po twojej stronie zobowi?za? do podobnego post?powania. Nie zak?ada natomiast w ?adnym razie, ?e tym samym powodujesz ich zaistnienie.

Wydaje si?, ?e prawid?owo rozumiana zasada uczciwo?ci musi utrzymywa?, ?e osi?ganie korzy?ci stanowi równie? wystarczaj?cy warunek zaistnienia tego rodzaju zobowi?za?. Tylko wówczas bowiem korzystanie z podatków p?aconych przez innych ludzi spowoduje po stronie beneficjenta powstanie podobnych zobowi?za? wobec tych, którzy z powodu opodatkowania poddani zostali licznym ograniczeniom. Jednak dzia?anie zgodne z tak brzmi?c? zasad? mia?oby ma?o wspólnego z uczciwo?ci? oraz z post?powaniem fair play.

Aby to lepiej zrozumie? wyobra? sobie, ?e w kamienicy, w której mieszkasz, twoi s?siedzi postanowili zadba? o czysto?? klatki schodowej.  Zakupili odpowiedni sprz?t, a nast?pnie na tablicy og?osze? wywiesili list? 30 mieszka?, których podnajemcy w wyznaczonym dniu maj? zamie?? a nast?pnie umy? schody, a tak?e zadba? o czysto?? por?czy oraz okien. Twoje mieszkanie zajmuje na li?cie 20 pozycj?. Osoby zamieszkuj?ce mieszkania, które na li?cie znajduj? si? od numeru 1. do 19. bez zarzutu wykona?y swoje obowi?zki. Teraz, po 19 dniach od rozpocz?cia akcji sprz?tania, przysz?a twoja kolej. Ka?dego dnia, wychodz?c rano do pracy oraz wracaj?c po po?udniu do domu, korzysta?e? z inicjatywy, jak? zapocz?tkowali i sumiennie realizowali twoi s?siedzi. Czysto?? klatki schodowej, która przez ostatnich kilka lat by?a brudna i zapuszczona, sprawia?a ci niek?aman? przyjemno??. By?e? nawet zdumiony takim obrotem sprawy. Jeste? jednak przekonany, ?e post?powanie twoich s?siadów przez minione 19 dni oraz do?wiadczone z tego powodu zadowolenie, nie rekompensuj? po?wi?cenia, jakim by?aby twoja jutrzejsza praca. Czy w zwi?zku z tym masz obowi?zek wykona? zaplanowane dla ciebie czynno?ci?

Ka?dy, kto akceptuje mocniejsz? wersj? zasady wzajemnych zobowi?za?, nie ma w?tpliwo?ci, ?e powiniene? uczyni? to, czego oczekuj? od ciebie twoi s?siedzi. Rzecz jednak w tym, ?e tak naprawd? nie jest pewne, czy w tej sytuacji korzy?ci, jakie osi?gasz z powodu post?powania innych ludzi, wystarczaj? do na?o?enia na ciebie obowi?zku odp?acenia im wzajemno?ci?.  S? dwa powody, aby tak my?le?. Po pierwsze, nikt nie zapyta? ci? o zdanie w tej sprawie. Pewna liczba osób wyznaczy?a ci konkretne zadanie w zbiorowym przedsi?wzi?ciu, które wymaga od ciebie wykonania ca?ego szeregu dzia?a? sprzyjaj?cych dobru innych ludzi, niemniej jednak nikt nie pomy?la? o tym, ?e mo?e nale?a?oby zrekompensowa? ci utrat? tej cz??ci w?asnego dobra, jak? musia?by? w tym celu po?wi?ci?. Po drugie, zosta?e? postawiony w sytuacji, w której nie mo?esz unikn?? korzy?ci wynikaj?cych z analogicznych dzia?a?, jakie w ramach tego przedsi?wzi?cia wykonali, wykonuj? lub by? mo?e wykonaj? w przysz?o?ci inni ludzie. Je?eli wi?c zak?adaj? oni, ?e czerpanie korzy?ci z czyjej? pracy, która rodzi okre?lone koszty dla wykonuj?cej jej osoby, wystarcza do tego, ?eby powo?a? do ?ycia obowi?zek ponoszenia takich samych lub podobnych obci??e? po stronie beneficjentów, to jeste? zak?adnikiem osób anga?uj?cych si? w tego typu przedsi?wzi?cia. Mówi?c inaczej – znalaz?e? si? w moralnej matni, z której sam nie jeste? w stanie si? uwolni?. Tutaj w ogóle nie licz? si? twoje interesy, a jako?? twojego ?ycia zale?y w du?ej mierze od tego, co zrobi? inni.

My?l?, ?e nak?adanie z tego powodu na ludzi obowi?zków, czy przymuszanie ich do pewnych dzia?a? mo?e by? przejawem albo cwaniactwa, co ma miejsce wówczas, gdy ci, którzy g?osz? takie tezy lub wed?ug nich post?puj?, dobrze zdaj? sobie z tego wszystkiego spraw?, albo g?upoty b?d? niedorzeczno?ci, jak dzieje si? to wówczas, kiedy maj? oni dobre intencje, lecz brak im takiej wiedzy. Bez wzgl?du jednak na to, z którym przypadkiem mamy do czynienia, nie mo?na w ?aden sposób tolerowa? post?powania polegaj?cego na tym, ?e najpierw zapewnia si? ludziom korzy?ci, które z ich punktu widzenia s? niedobrowolne i niemo?liwe do unikni?cia, a nast?pnie na tej podstawie nak?ada si? na nich powa?ne obci??enia i ??da po?wi?ce? nie wymagaj?cych rekompensaty. Nikt, kto jest tego rodzaju beneficjentem dzia?a? wykonywanych przez innych ludzi nie mo?e by? obci??ony zobowi?zaniem, wobec którego roszcz? oni sobie uzasadnione pretensje. Do tego konieczne jest spe?nienie dodatkowego warunku, a mianowicie zawarcie wcze?niej umowy o wzajemnej wspó?pracy, która zak?ada?aby nie tylko zgod? jednej strony na wytworzenie korzy?ci, lecz, co wa?niejsze, tak?e zgod? strony drugiej na ich dostarczenie oraz poniesienie kosztów potrzebnych do wykonania obowi?zku opartego na ??danym zado??uczynieniu.

Tak samo jest z podatkami. Nie wydaje si?, aby uczciwe by?o na?o?enie na nas obowi?zku p?acenia podatków jako formy zado??uczynienia za korzy?ci, jakie zosta?y wytworzone przez innych ludzi i cz?sto wbrew naszej woli dostarczone nam bez jakiegokolwiek wcze?niejszego porozumienia w tej sprawie. Je?eli zatem nie przypominasz sobie, aby? kiedykolwiek wyrazi? dobrowolnie zgod? na korzystanie z opodatkowania innych ludzi, i je?li takiej zgody faktycznie nigdy nie wyrazi?e?, to nie mo?na nak?ada? na ciebie obowi?zku, ani ??da? od ciebie pod gro?b? u?ycia si?y lub pozbawienia ci? wolno?ci, aby? p?aci? podatki. 


[1] Na ten temat zobacz R. Nozick, Anarchia, pa?stwo, utopia, Warszawa 1999, s. 202-205

[2] B. Williams, Ile wolno?ci powinna mie? wola?, Warszawa 1999, s. 171-172

[3] R. Nozick, Socratic Puzzles, Cambridge, Mass., 2000, s. 15-44

[4] M. Rutkowski, Czy polityka wymaga odr?bnej moralno?ci?, w: Polityka i etyka w uj?ciu filozoficznym i systemowoteoretycznym, red. J. Brejdak, W. Stegmaier. I. Ziemi?ski, Szczecin 2003, s. 10-11.

[5] T. Nagel, Pytania ostateczne, Warszawa 1997, s. 112. Na ten temat zob. L. Murphy, T. Nagel, The Myth of Ownership. Taxes and Justice, New York 2002, rozdz. 2: “Traditional Criteria of Tax Equity”

[6] Pisz? o tym obszernie w ksi??ce  Niepos?usze?stwo wobec prawa, Warszawa 2011. W dalszej cz??ci wykorzystuj? równie? inne zawarte tam tezy.

[7] Korzystam z uwag R. Dworkina, Bior?c prawa powa?nie, Warszawa 1998, s. 278-281

[8] J. Rawls, Teoria sprawiedliwo?ci, Warszawa 1994. S. 159. Tre?? zasady Rawls zapo?yczy? prawie dos?ownie od  H.L.A. Harta, Are There Any Natural Rights?, Philosophical Review 1955, t. 64, s. 185. Jej pierwotna wersja znajduje si? natomiast w: C.D. Broad, On the Function of False Hypotheses in Ethics, International Journal of Ethics 1916, t. 26. s. 377-379.

 

Profesor Uniwersytetu Szczeci?skiego, kierownik Zak?adu Etyki Instytutu Filozofii US. Autor kilku ksi??ek naukowych z dziedziny metaetyki i etyki praktycznej
Social sharing
Trackback URL for this blog entry.

Comments

  • Wac?aw Janikowski
    Wac?aw Janikowski Tuesday, 28 May 2013

    Podatek na rzecz wspó?obywateli w potrzebie

    Cz?owiek podlega pewnym moralnym obowi?zkom wzgl?dem spo?eczno?ci, w której ?yje. W stosunku do spo?eczno?ci, jak? jest pa?stwo, mówimy o obowi?zkach obywatelskich. Co lub kto ma stanowi?, jaki konkretnie jest ten zestaw obywatelskich powinno?ci? To, ?e obywatel podlega obowi?zkom obywatelskim, jest prawd? analityczn?, zawart? w samej definicji rzeczowej bycia obywatelem. Oczywi?cie nie wszystkie z nak?adanych przez pa?stwo obowi?zków prawnych ma uzasadnienie moralne. Tautologi? jest natomiast powiedzenie, ?e wszystkie s?uszne moralnie stanowione przez pa?stwo wobec swoich obywateli wymagania prawne s? przedmiotem moralnego obowi?zku, jakim ci obywatele podlegaj?. Etyka utylitaryzmu regu? podpowiada, ?e musz? istnie? jakie? do?? ogólne metanormy wyznaczaj?ce kryterium zasadno?ci nak?adanych przez pa?stwo obowi?zków, ale równie? okre?laj?ce (cho? niekoniecznie ?ci?le), kiedy obywatel ma moralne prawo do obywatelskiego niepos?usze?stwa wzgl?dem pewnych stanowionych wymogów. Aby ustali? tre?? owych metanorm, nale?y zgodzi? si? na pewne formalne zasady okre?laj?ce relacje mi?dzy normami moralnymi a normami prawnymi. Wydaje si?, ?e nawet te bardzo ogólne zasady formalne mog? si? ró?ni? w zale?no?ci od tego, w jakim ustroju pa?stwowym ?yje obywatel. Etyka nie mo?e by? bowiem domen? pozbawion? pragmatyczno?ci. Tak wi?c np. dla utylitarysty jest oczywiste, ?e w ustroju demokratycznym normy nak?adane przez pa?stwo powinny by? sprawiedliwe. W tym przynajmniej wypadku nie ma funkcjonuj?cej publicznie etyki bez przyj?cia jakich? fundamentów okre?laj?cych poj?cie sprawiedliwo?ci, które ma by? regulatorem moralno?ci publicznej i obywatelskiej. Drug? zasad? formaln? wynikaj?c? z warunku pragmatyczno?ci, jest ta, i? nie wolno pozwala? sobie na ?amanie ustanowionego w sposób legalny prawa, nawet w imi? demonstracji obywatelskiego niepos?usze?stwa, w ka?dym wypadku, gdy obywatel ma zasadne przekonanie o niesprawiedliwo?ci danego przepisu. Wobec czego rozs?dne jest przyj?cie, ?e trzeci? formaln? zasad? jest ta: wolno ?ama? przepis prawa w sytuacji, gdy ma si? bardzo dobrze uzasadnione przekonanie, ?e ten przepis w sposób ra??cy odbiega od regu? sprawiedliwo?ci. Z jasnych powodów zasada ta nie ma charakteru ?cis?ego kryterium, zatem to, co mo?na uzna? za stopie? „ra??cy” pozostaje w gestii sumiennego (rzetelnego) oszacowania konkretnego wypadku przez konkretnego obywatela.

    Jednym z fundamentów poj?cia sprawiedliwo?ci jest to, ?e nie mo?e by? uznanym za niesprawiedliwe prawo stanowione nak?adaj?ce obowi?zek pokrywaj?cy si? z dan? istniej?c? powinno?ci? moraln?. Czwart? zasad? formaln? jest zatem ?atwa do udowodnienia zasada mówi?ca, ?e nale?y przestrzega? ka?dego takiego przepisu prawa, który nakazuje robi? to, co jest s?uszne moralnie. Tak np. z moralnego obowi?zku pomagania osobom w sposób niezawiniony ci??ko cierpi?cym wynika, ?e je?li pa?stwo nak?ada obowi?zek prawny p?acenia podatku, który b?dzie przeznaczony na rzecz pomocy takim osobom (b?d?cym w ka?dym razie jego obywatelami), to realizacja tego obowi?zku jest przedmiotem powinno?ci moralnej.

    Poniewa? z powodów pragmatycznych (jak liczenie si? z mo?liwo?ciami psychicznymi podmiotów, na których ma ci??y? jaka? powinno?? moralna) musi by? wyznaczona jaka? rozs?dna miara obowi?zku dobroczynno?ci, czy pomagania cierpi?cym, jasne jest, ?e równie? w wypadku pochodnego moralnego obowi?zku przestrzegania prawa nakazuj?cego pomaganie niezawinienie ci??ko cierpi?cym, wymóg p?acenia odno?nego podatku musi mie?ci? si? w pewnych rozs?dnych z pragmatycznych wzgl?dów granicach. Wzgl?dem samego moralnego obowi?zku dobroczynno?ci rozs?dne wydaje si? przyj?cie miary okre?lonej w regule: „Powinni?my pomaga? potrzebuj?cym i jest to obowi?zek tym silniejszy, im wi?ksza jest potrzeba, któr? mo?na by zaspokoi?; nie jest jednak obowi?zkiem takie niesienie pomocy, które pomniejsza?oby nasze zadowolenie z ?ycia”. Pochodn? regu?? okre?laj?c? miar? obowi?zku p?acenia rzeczonego podatku jest nast?puj?ca regu?a: „Powini?my p?aci? podatek na rzecz pomocy ci??ko (i niezawinienie) cierpi?cych wspó?obywateli, chyba ?e by?by on tak wysoki, ?e czynienie tego zmniejsza?oby nasze zadowolenie z ?ycia”. Przy wyznaczaniu zasadno?ci moralnego obowi?zku p?acenia tego rodzaju podatku trzeba uwzgl?dni? oczywi?cie równie? inne czynniki, takie, jak np. kwesti?, czy funkcjonowanie okre?lonego podatku nie demoralizuje osób, na pomoc którym by?by on przeznaczany, poprzez os?abienie ich motywacji do podj?cia pracy, etc. W wypadku obu regu? nale?y pami?ta?, ?e z punktu widzenia pragmatycznie uzasadnionej trwa?o?ci omawianych obowi?zków nie mo?na uzna? za rozs?dn? tak? interpretacj?, w której stopie? szacowanego zadowolenia z ?ycia wyznaczany by by? ka?dorazowo przez krótkotrwa?? ocen? tego stopnia, np. zale?nie od jednodniowego nastroju. Warto?ci?, która powinna stanowi? stawk? w zastosowaniu obu regu?, jest wi?c raczej wzgl?dnie d?ugotrwa?y ?redni stopie? zadowolenia ze swojego ?ycia.

    Zob tez. http://etykapraktyczna.pl/wpis/2013/05/17/miara-obowiazku-dobroczynnosci

  • Guest
    Adriana Schetz Thursday, 30 May 2013

    ?agodzenie niesprawiedliwo?ci

    Mam dwie uwagi:
    (1) Wydaje mi si?, ?e b??dem jest zak?adanie, ?e p?acenie podatków pokrywa roszczenia tzw. "innych". Idea nak?adania obowi?zku podatkowego jest taka - przynajmniej w rozumieniu Nagela, który zostaje w artykule przywo?any - ?e dochód uzyskany z puli podatkowej ma wyrównywa? nierówno?ci spo?eczne. Po prostu tak to ju? jest, ?e jeden ma tyle, ?e mu wystarcza, a mo?e nawet wi?cej, za? inny nie jest w stanie utrzyma? si? z w?asnych ?rodków przy ?yciu. Dobrze, gdy jeste?my tym pierwszym, mo?e si? jednak zdarzy?, ?e znajdziemy si? okresowo w sytuacji tego drugiego. Wówczas pula podatkowa zostanie uszczuplona nie przez jakiego? "innego", ale przez nas samych.
    (2) Przychód z racji obowi?zku podatkowego pozwala na op?acenie pracy, któr? wykonuj? za nas inni: s? to rozmaite prace remontowo-us?ugowo-logistyczne.
    (3) Wracaj?c do Nagela: ja nie dostrzegam u niego niekonsekwencji polegaj?cej na przej?ciu od deontologii do konsekwencjalizmu. Przeciwnie, wydaje mi si?, ?e jest bardzo konsekwentny; broni idei obowi?zku pomagania tym, którzy znale?li si? nie ze swojej winy w potrzebie. Pomoc ta mia?aby polega? na dzieleniu si? z nimi tym, co si? ma. Naj?atwiej dzieli si? za? pieni?dze.
    (4) Nie wydaje mi si? te? s?uszne twierdzenie, ?e pracujemy kilka godzin tygodniowo za darmo, gdy? pracodawca odbiera nam cz??? wynagrodzenia na pokrycie w?asnych (tj. podatkowych) kosztów. Nasza pensja wynosi tyle a tyle, i odprowadzamy od niej taki a taki podatek. Pracodawca ma przychód w takiej a takiej wysoko?ci i te? odprowadza od niego podatek.

    Podsumowuj?c, do mnie stanowisko Negela przemawia. Obowi?zek p?acenia podatków zyskuje na gruncie jego podej?cia charakter nakazu etycznego odwo?uj?cego si? do idei powinno?ci ?agodzenia niesprawiedliwo?ci powsta?ych z winy losu a nie nas samych (w sensie nieroztropnego podejmowania decyzji). Je?li kto? rodzi si? w rodzinie bardzo ubogiej, ale jest wybitny powiedzmy z matematyki czy filozofii, to niechby mia? szans? uczy? si? w dobrej szkole dzi?ki naszym podatkom. Je?li kto? na skutek choroby, wypadku itp. traci zdolno?? do pracy i otrzymuje g?odow? rent?, z której ma op?aci? kosztowne leczenie, niechby mia? szans? ?y? godnie dzi?ki pieni?dzom tych, których nie spotka?o podobne nieszcz??cie. Wreszcie, niech pan W?adek otrzyma wynagrodzenie za to, ?e zalepi? paskudn? dziur? w jezdni i nikt wi?cej nie urwie w niej ko?a. Oczywi?cie patogenna machina dzielenia dochodów z podatku mo?e zniech?ca? do idei obowi?zku podatkowego. To jest jednak zupe?nie inna kwestia. Nagel pewnie by powiedzia? w ten sposób (jak mog? przypuszcza?): Powinni?my pomaga? tym, którzy tego potrzebuj?. P?acenie podatków jest form? takiej pomocy. Je?li nie lubimy p?aci? podatków, to po prostu nie lubimy pomaga? innym.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Sunday, 02 June 2013

    Dwie uwagi...

    Ad 2) Je?li w zdaniu: "Przychód z racji obowi?zku podatkowego pozwala na op?acenie pracy, któr? wykonuj? za nas inni: s? to rozmaite prace remontowo-us?ugowo-logistyczne" s?owo "pozwala" ma wskazywa? na condition sine qua non, to zdanie to jest fa?szywe. "Rozmaite prace remontowo-us?ugowo-logistyczne" wykonywane by?y zanim pojawi? sie na ?wiecie PIT (czyli nieco ponad wiek temu).

    Poza tym ta Twoja uwaga potwierdza mój pierwszy wpis: miesza si? tu ro?ne funkcje podatków. Nie zawsze podatki s?u?? redystrybucji.

    Ad 4) "Nie wydaje mi si? te? s?uszne twierdzenie, ?e pracujemy kilka godzin tygodniowo za darmo, gdy? pracodawca odbiera nam cz??? wynagrodzenia na pokrycie w?asnych (tj. podatkowych) kosztów. Nasza pensja wynosi tyle a tyle, i odprowadzamy od niej taki a taki podatek. Pracodawca ma przychód w takiej a takiej wysoko?ci i te? odprowadza od niego podatek." - nie rozumiem w jaki sposób dwa ostatnie zdania mialyby podwa?a? krytykowane twierdzenie ze zdania pierwszego.

    Poza tym, zgodnie z obowi?zuj?cym prawem, koszty pracy poza wynagrodzeniem netto, czyli tzw. klin podatkowy -przymusowe obci??enia (podatkowe i ZUSowe) ponosi zarówno pracobiorca (od p?acy brutto) jak i pracodawca (ubezpieczenia spo?eczne). Oczywistym jest, i? koszt ten musi by? z czego? pokryty - oczywi?cie pracodawca odci?ga to od naszych wynagrodze?, nawet je?li teoretycznie wyp?aca to z w?asnej puli. Po prostu wkalkulowuje to przy ustalaniu naszych zarobków. Zatem cze?? naszej pracy nie idzie "na nas", tylko - niczym pa?szczyzna - trafia do fiskusa. De facto pracujemy zatem za darmo, tj. nie otrzymujemy wynagrodzenia za cz??? swej pracy, tylko jest ono przekazywane komu? innemu (odbiera za na je pa?stwo). Zreszt?, chyba poj?cie "dnia wolno?ci podatkowej" jest Ci znane? ;)

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Friday, 31 May 2013

    Krótka uwaga ekonomisty: podatki, ale jakie?

    Z przyjemno?ci? przeczyta?em powy?szy wpis nt obowi?zkowo?ci podatków. W przeciwie?stwie do Adriany i Wacka, uwa?am zawarte w nim idee za s?uszne, a rozumowania za poprawne. Mam tylko jedno ma?e "ale": w moim odczuciu tekst jest w pewnym aspekcie niejasny - po jego lekturze nie jestem pewien, czy Autor krytykuje obowi?zek p?acenia podatków in genere (w tym podatków po?rednich, obrotowych, ce?, akcyz etc.), czy tylko p?acenia podatków dochodowych (raz pojawia si? nawet sugestia i? chodzi o przychody, a nie dochody!); czy krytykuje wszelkie racje nak?adania podatków (vide krytyka przymusowo?ci), czy tylko funkcje redystrybucyjn? (na co wskazywa?aby pierwsza cz??? tekstu). Pod tymi wzgl?dami cel tekstu jest bowiem niejasny, a co za tym idzie niejasna jest ostateczna teza.

    Druga moja uwaga pomog?aby unikn?? meandrycznych zarzutów, jakie wytoczy? np. Wac?aw: dotyczy ona mieszania, tj. zbyt ?atwego, nieuzasadnionego nale?ycie przechodzenia od porz?dku norm, obowi?zków moralnych, do porz?dku przymusu prawnego. Wac?aw pisze: "Jednym z fundamentów poj?cia sprawiedliwo?ci jest to, ?e nie mo?e by? uznanym za niesprawiedliwe prawo stanowione nak?adaj?ce obowi?zek pokrywaj?cy si? z dan? istniej?c? powinno?ci? moraln?." Otó? tak zakre?lona relacja mi?dzy moralno?ci? a prawem stanowionym wydaje mi sie nie tyle "jednym z fundamentów sprawiedliwo?ci", ale raczej wyrazem integrystycznej (aby nie powiedzie? "totalitarnej") wizji prawa. Z moralnego obowi?zku nie wynika racja przymusu prawnego. Prze?wiadczenie, i? moja powinno?ci? jest by? szczerym wzgl?dem przyjació?, nie stanowi przes?anki do tego, aby pa?stwo wprowadza?o norm? prawn? (czytaj: przymus!) w tej kwestii. Analogicznie jest z powinno?ci? pomocy biedniejszym. Opozycj? do tak rozumianej totalitarnej wizji prawa stanowionego jest wizja polegaj?ca na postulowaniu zabezpieczania praw i wolno?ci innych osób, a nie sankcjonowaniu prawnym powinno?ci moralnych. Je?li przyj?? te ostatni? perspektyw?, norma dobroczynno?ci w ?aden sposób nie przek?ada si? na uzasadnienie podatków redystrybucyjnych. Jawnym fa?szem jest zatem teza Adriany: "Je?li nie lubimy p?aci? podatków, to po prostu nie lubimy pomaga? innym.". Nie ma bowiem ?adnej sprzeczno?ci w jednoczesnym postulowaniu obowi?zku dobroczynno?ci i sprzeciwie wobec redystrybucyjnego fiskalizmu.

  • Guest
    Adam Saturday, 01 June 2013

    Uzupe?niaj?c przedmówc?

    "Jednym z fundamentów poj?cia sprawiedliwo?ci jest to, ?e nie mo?e by? uznanym za niesprawiedliwe prawo stanowione nak?adaj?ce obowi?zek pokrywaj?cy si? z dan? istniej?c? powinno?ci? moraln?." - owszem, mo?e; przynajmniej wtedy,je?eli stosowanie tego prawa uniemo?liwia?oby realizacj? tej powinno?ci moralnej w wy?szym stopniu ni? jej sprzyja?o - co szczególnie ?atwo pokaza? na przyk?adzie ekonomicznym. Je?eli policjant,prokurator i s?dzie karz?cy osob? nie p?ac?ca redystrybuowanych podatków kosztuj? wi?cej ni? te podatki,to tego typu karanie nie mo?e by? moralne. Nie mo?e w ogóle mie? sensu. Ale socjali?ci uparcie pope?niaj? ten sam b??d, dostrzegaj? tylko jedn? stron? medalu, nie porównuj? rozwi?za? z ich alternatywami, skutków pozytywnych z negatywnymi itd....

  • Guest
    Adriana Schetz Sunday, 02 June 2013

    Pomieszanie z popl?taniem

    Czyli rozmawiamy o ekonomii i polityce, nie o etyce. W takim razie oczywi?cie, ?e nie powinni?my p?aci? podatków. Filozofia jednak?e nic do tego nie ma.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Sunday, 02 June 2013

    Filozofia praktyczna, czyli co na to Arystoteles...

    Przyznam szczerze, ?e nie rozumiem Twej uwagi Adriano. Je?li bowiem przyj?? star? dobr? perspektyw? Arystotelesa, etyka jak i polityka (tj. f. polityki) maj? si? tak samo do filozofii ;) Pomijaj?c nawet fakt, i? zagadnienie podatków dotyczy raczej polityki ni? etyki (w Arystotelesowskim tych s?ów znaczeniu), nie rozumiem dlaczego filozofia "nie ma nic do tego", czy mo?na przymusza? (!) do oddawania swoich dochodów komu? innemu. W moim przekonaniu jest to wysoce niemoralne - ergo w szerokim sensie jak najbardziej podlegaj?ce etycznej czy filozoficznej refleksji.

  • Guest
    Adriana Schetz Monday, 03 June 2013

    Gdzie tu filozofia?

    Rzecz w tym, ?e jak si? analizuje aktualn? sytuacj? polityczno-ekonomiczn?, to oczywi?cie wychodzi raczej na to, ?e nie nale?y p?aci? podatków. Z tym si? zgadzam, ale tylko dlatego, ?e nie odpowiada mi sposób dystrybuowania zasobów finansowych pozyskanych z puli podatkowej. Jednak, z tego, ?e status quo jest jaki jest nie wynika jeszcze, ?e idea opodatkowywania cz?onków danego spo?ecze?stwa jest moralnie nies?uszna czy naganna. Stara?am si? pokaza? alternatywny punkt widzenia, do prezentowanego prze Mirka, tj. taki, w którym "idea podatków" jest taka, ?e s? pewnym narz?dziem w organizowaniu czego? co mo?na nazwa? sfer? moraln?. Tak to rozumie Nagel i do tego si? odwo?a?am. Wydaje mi si?, ?e wiele osób nie chce p?aci? podatków nie dlatego, ?e czuj? si? do tego przymuszeni, tylko dlatego, ?e maj? poczucie, ?e kto? ich okrada, bo ich pieni?dze s? ?le zarz?dzane. Ale to nie jest sprawa filozofa. Filozof powie, ?e skoro jest obowi?zek moralny, to i jest swego rodzaju przymus, i nie ma si? co rozkleja? nad swoim losem. Je?li kto? ma poczucie, ?e inny go okrada, to powinien wykaza? inicjatyw? polityczn? czy ekonomiczn? czy jeszcze inn?, by tak rzec, praktyczn? i nie miesza? do tego filozofii. Takie jest moje zdanie. Po prostu nie widz? tu ?adnego, cho?by najmniejszego problemu filozoficznego. Problem dotyczy raczej tego, czy w ogóle mamy obowi?zek pomaga? innym, ale ten pojawia si? tylko wówczas, gdy przyjmie si? punkt widzenia Nagela, ?e podatki maj? wyrównywa? niesprawiedliwo?? spo?eczn? itp. A Nagela Mirek postponuje, wi?c nie o takie stanowisko mu chodzi.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Monday, 03 June 2013

    Filozof i jego dziurawe rozumowanie ;)

    Nie wiem Adriano, na jakiej podstawie uwa?asz, i? w tej dyskusji "analizuje si? aktualn? sytuacj? polityczno-ekonomiczn?" ;) Wprost przeciwnie - wbrew temu, co piszesz, chodzi w w?a?nie o tez?, i? "idea opodatkowywania cz?onków danego spo?ecze?stwa jest moralnie nies?uszna czy naganna" - przynajmniej w jakim? wymiarze (redystrybucjonizm).

    Podatki, czy w ogole prawo jako narz?dzie "w organizowaniu czego? co mo?na nazwa? sfer? moraln?" to idea, ktor? - na szcz??cie!!! - nie wszyscy podzielaj?. Idea taka nie tylko domaga sie uzasadnienia (jak to zawsze w filozofii bywa), ale budzi u wielu ludzi moraln? odraz? (u ni?ej podpisanego równie?). Nie mo?na jej zatem tak bezrefleksyjnie postulowa? i g?osi?, ?e skoro istnieje obowi?zek moralny dobroczynno?ci to nakaz prawny p?acenia podatków jest tym samym uzasadniony. To? to jaki? kuriozalny przeskok my?lowy! Stara?em sie to ju? na?wietli? wy?ej: "Z moralnego obowi?zku nie wynika racja przymusu prawnego. Prze?wiadczenie, i? moj? powinno?ci? jest by? szczerym wzgl?dem przyjació?, nie stanowi przes?anki do tego, aby pa?stwo wprowadza?o norm? prawn? (czytaj: przymus!) w tej kwestii." Prawo (w tym prawo podatkowe) nie jest narz?dziem sankcjonowania ?adu moralnego - jest bardzo ?le, je?li temu s?u?y. Nazwa?em to nie przez przypadek totalitarn? wizj? prawa. Prawo jest postrzegane jako narz?dzie sankcjonowania ?adu moralnego w pa?stwach totalitarnych, wyznaniowych - dok?adnie tak postrzegane jest np. w Iranie. W pa?stwie liberalnym prawo nie jest po to, by wciela? w ?ycie idea?y moralne, zmusza? ludzi do przestrzegania przykaza?, Szariatu etc., ale od tego, by zabezpieczy? wolno?ci obywatelskie. Rozumiem, ?e opowiadasz, si? za pierwsz?, a nie drug? wizj? prawa. Ale filozofia to co? wi?cej ni? "pokaza? alternatywny punkt widzenia", to go uzasadni?. Kiepska to filozofia, która dokonuje przeskoku od moralnej powinno?ci, do sankcji prawnych.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja Monday, 03 June 2013

    libertarianizm a sprawiedliwo??

    Tekst jest bardzo ciekawy i zmusi? mnie do podj?cia namys?u na kolejn? "oczywist?" spraw?. Jednak nie zgadzam si? z jego konkluzjami. Mam k?opot z podstawow? przes?ank?, na której ca?e to rozumowanie jest zbudowane. Nazw? j?:

    Tez? o sprawiedliwo?ci zarobków i mo?liwo?ci: Zyski z pracy wi?kszo?ci osób w spo?ecze?stwie polskim s? sprawiedliwie rozdzielone, podobnie jak zdolno?ci, si?y i zasoby.

    Je?li powy?sze by?oby prawd?, Autor ma racje: zabieranie mi cz??ci tych sprawiedliwych zarobków uzna? nale?y za form? kradzie?y. Nawet je?li dzieje si? ona w imi? pomocy. Jestem jednak przekonany - i podejrzewam ?e wi?kszo?? zwolenników podatków równie?, ?e powy?sza teza jest fa?szywa.
    Nie ma niczego sprawiedliwego w tym, ?e pewne pokolenie mog?o np. kupi? sobie mieszkanie za 5 krotno?? swojej pensji lub dostawa?o je od Pa?stwa za "wys?ug? lat", inne natomiast musi wyda? stu lub dwustu krotno?? swojej pensji. Pami?ta? przy tym nale?y, ?e du?a cz??? tych PRL'owskich zasobów wybudowana zosta?a na kredyt, który sp?acaj? przysz?e pokolenia.
    Nie ma nic sprawiedliwego w tym, ?e kto? odziedziczy? maj?tek i pracuj?c 4 godziny dziennie zarabia 10000x wi?cej ni? kto?, kto ci??ko haruje po 12 godzin, a brakuje mu jedynie b?d? odwagi, b?d? przedsi?biorczo?ci, b?d? czasu, b?d? zdrowia, b?d? informacji, b?d? koneksji. itd. NATURALNE RÓ?NICE MI?DZY LUD?MI NIE USPRAWIEDLIWIAJ? SPO?ECZNYCH I EKONOMICZNYCH NIERÓWNO?CI MI?DZY NIMI. Nie ma nic sprawiedliwego w tym, ?e kto? by? Milicjantem SB w PRL'u i dzi? ma wczesn? i wy?sz? emerytur? ni? wysokowykwalifikowany pracownik naukowy. ?WIAT NIE JEST SPRAWIEDLIWY, podobnie uzyskiwane przychody z pracy, posiadany maj?tek, mo?liwo?ci, zdolno?ci, choroby, itd.
    Jak sama nazwa wskazuje, sprawiedliwo?? redystrybutywna polega w?a?nie na wyrównywaniu tej niesprawiedliwo?ci. Podatki s? jedn? z prostszych form wyrównywania niesprawiedliwo?ci. Je?li wi?c:
    1. Zasoby nie s? sprawiedliwie uzyskiwane. Owa niesprawiedliwo?? ma "globalny, systemowy charakter". We wspó?czesnej Polsce nie istnieje osoba, o której z ca?? pewno?ci? mo?na by?oby powiedzie?, ?e jej zasoby i dochody s? sprawiedliwe. Tzw. "wolny rynek", tym bardziej w Polsce, nie jest sprawiedliwy.
    2. Sprawiedliwo?? redystrybucyjna wymaga rekompensowania i dystrybuowania dóbr.
    3. Sprawiedliwo?? z (2) jest obowi?zkiem mocnym, który egzekwowa? mo?emy równie? pod przymusem
    4. Podatki s? wyrazem (2) sprawiedliwo?ci redystrybutywnej.
    5. Podatki s? moralnie uzasadnione

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Monday, 03 June 2013

    Przes?anka której nie by?o ;)

    Ja za? mam k?opot z dostrze?eniem, dlaczego Twoim Krzy?ku zdaniem, powy?sze rozumowanie mia?oby by? oparte na przes?ance "Zyski z pracy wi?kszo?ci osób w spo?ecze?stwie polskim s? sprawiedliwie rozdzielone, podobnie jak zdolno?ci, si?y i zasoby". Nie tylko nie znajduje takiej przes?anki w tek?cie, ale co wi?cej - sam uwa?am j? za fa?szyw? mimo i? podzielam konkluzj? tekstu. Nie ma bowiem zwi?zku pomi?dzy rzekoma przes?ank? a ca?ym wywodem. Je?li ju? powo?ujesz si? w tytule na libertarianizm, to libertarianizm nie g?osi rzekomej przes?anki - wprost przeciwnie. ?wiat nie jest sprawiedliwy. Nie znaczy to jednak, ?e sprawiedliwym jest zabiera? komu? owoce jego pracy.

    Ja za? mam problem z Twoja przes?ank? nr 3. Jak i w ogóle z tym co to znaczy "sprawiedliwie rozdzielone zasoby"? tzn. jak? Wg. jakiego kryterium?

    PS Uwa?aj Krzy?ku na chaos poj?ciowy jaki wprowadzasz: przes?anki 4 i 5 powinny mówi nie o podatkach tout court, ale o redystrybucyjnej funkcji podatków. S? bowiem podatki, które z redystrybucj? nie maj? nic wspólnego, za? ich uzasadnienie nie ma nic wspólnego z ide? sprawiedliwo?ci redystrybutywnej.

  • Wac?aw Janikowski
    Wac?aw Janikowski Wednesday, 05 June 2013

    Nieporozumienie w sprawie integrystycznej wizji prawa

    Twierdzenie, ?e „nale?y przestrzega? ka?dego takiego przepisu prawa, który nakazuje robi? to, co jest s?uszne moralnie” (moja czwarta zasada formalna) nie oznacza, ani nie implikuje tezy, i? czynienie przez pa?stwo ka?dej powinno?ci moralnej obowi?zkiem prawnym jest s?uszn? strategi?. Z ?atwo dostrzegalnych wzgl?dów praktycznych nie by?oby np. s?uszne, aby pa?stwo ustanowi?o prawny nakaz bycia szczerym ka?dego obywatela wobec jego przyjació?, mimo i? taka szczero?? wydaje si? by? uzasadnionym obowi?zkiem moralnym. Istniej? jednak równie? i takie regu?y moralne, które pa?stwo powinno wspiera? przepisami prawa. Tak np. etyka wymaga od rodziców opieki nad swoimi niedoros?ymi dzie?mi, a poniewa? nie wszyscy rodzice wywi?zuj? si? z tego obowi?zku, tak wa?nego dla minimalnych warunków dobrego ?ycia ich dzieci, pa?stwo s?usznie ujmuje si? za nimi, umacniaj?c regu?? moraln? odpowiednimi przepisami prawa alimentacyjnego. S?dz?, ?e podobna sytuacja zachodzi w wypadku minimalnego obowi?zku dobroczynno?ci. Prawdziwo?? tego twierdzenia nie jest zale?na od konkretnych sposobów polityki redystrybucji ?rodków uzyskanych z podatków. Jest to bowiem odr?bna kwestia: czym innym jest ogólna zasadno?? tezy o jakim? stopniu rozs?dnego wymagania przez pa?stwo uczestniczenia w pomocy wspó?obywatelom, którzy nie z w?asnej winy znale?li si? w bardzo nieszcz??liwym po?o?eniu (np. osieroconym kalekom), a czym innym prawid?owa, oszcz?dna i efektywna realizacja takiej polityki. Zgodnie z postawion? powy?ej trzeci? zasad? formaln?, je?li zachodzi sytuacja, w której rzeczywista polityka ?ci?gania i redystrybucji podatków nie spe?nia rzekomej uzasadnionej funkcji etycznej, mamy moralne prawo do niezgody na odno?ne przepisy prawa.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Thursday, 06 June 2013

    ?wieckie pa?stwo wyznaniowe, czyli o idei egzekucji obowi?zków moralnych poprzez prawo stanowione.

    Czy tytu? niniejszego komentarza zawiera sprzeczno??? Jak mo?na mówi? o ?wieckim pa?stwie wyznaniowym? Otó? mo?na! Pa?stwo wyznaniowe, oprócz pewnych cech instytucjonalnych, charakteryzuje si? m.in. tym, i? prawo stanowione, prawo pa?stwowe traktowane jest jako narz?dzie egzekucji zasad religijnych, w tym g?ownie kodeksu etycznego danej religii. Patrz?c z tej perspektywy, o pa?stwie wyznaniowym mo?emy mówi? równie? w wersji ?wieckiej! Ro?nica polega jedynie na tym, ?e zamiast kodeksu moralnego jakiej? religii, prawo ma egzekwowa? kodeks moralny jakiej? ?wieckiej etyki, wciela? w ?ycie jaki? idea? moralny (vide: "idea? cz?owieka socjalistycznego" w PRL). Tak? wizj? relacji mi?dzy prawem a moralno?ci? okre?lam mianem integrystycznej czy totalitarnej. Przeciwstawiam j? wizji liberalnej, wedle której funkcj? prawa jest nie egzekucja zasad moralno?ci, ale - tylko i a? - ochrona ?ycia i wolno?ci obywatelskich. Nie oznacza to, ?e w pa?stwie liberalnym nie istniej? socjologiczne narz?dzia wspierania czy promowania zasad moralnych - istniej?, ale na poziomie spo?ecze?stwa obywatelskiego, nieformalnej kontroli spo?ecznej, a nie na poziomie przepisów prawa stanowionego.

    Istot? przedstawionego wy?ej podzia?u jest, jak ju? napisa?em, postrzeganie tego, jaka jest funkcja prawa stanowionego i jego relacja do moralno?ci. Nie jest istotne jednak dla wy?ej przedstawionej integrystycznej wizji prawa to, czy pa?stwo egzekwuje prawnie wszystkie mo?liwe obowi?zki moralne, czy tylko niektóre. Stwierdzasz Wacku, i? istniej? "takie regu?y moralne, które pa?stwo powinno wspiera? przepisami prawa", podaj?c przyk?ad obowi?zku opieki rodziców nad niedoros?ymi dzie?mi. Przyk?ad symptomatyczny, gdy? odwo?uj?cy sie do osób nie samodzielnych w ?wietle prawa (czyli nie posiadaj?cych pe?nej zdolno?ci do czynno?ci prawnych). Po pierwsze, przyk?ad ten dotyczy - jak sam stwierdzasz - "minimalnych warunków dobrego ?ycia (...) dzieci", czyli ich podstawowych praw i wolno?ci, z ochron? ich ?ycia na czele. Po drugie, wszelkie analogie do osób posiadaj?cych pe?na zdolno?? do czynno?ci prawnych (nieubezw?asnowolnionych osób doros?ych) s? w tym momencie w?tpliwe, gdy? - w przeciwie?stwie do dzieci - nie s? oni z definicji zale?ni od innych osób. W przeciwie?stwie do wymogu opieki nad nieletnimi, moralny obowi?zek dobroczynno?ci nie ma uzasadnienia jako nakaz prawa stanowionego. Zacznijmy od prostej intuicji moralnej: je?li opowie?? z pierwszego akapitu powy?szego tekstu MR odnie?? nie do potrzeb obcych osób, a do potrzeb w?asnych dzieci, wi?kszo?? z nas mia?a by zupe?nie inne odczucia co do obowi?zku pomocy. Nie sposób porównywa? opieki nad w?asnym dzieckiem do zaspakajania potrzeb obcych (doros?ych, nieubezw?asnowolnionych) osób. Wreszcie mo?na zada? pytanie, jakie ma by? kryterium odró?niania tych zasad moralnych, które winny by? prawnie egzekwowane, od tych, które ju? egzekwowane prawnie by? nie musz?. Czy tylko chodzi tu - jak sugerujesz - o trudno?ci praktyczne egzekucji moralno?ci (vide przyk?ad z oszukiwaniem przyjació?)? A co je?li takie przeszkody techniczne by znikn??y - pe?en totalitaryzm?

    Istnieje jednak jeszcze inna obiekcja przeciw idei wykorzystywania przymusu prawnego do egzekwowania moralno?ci. Czy mo?na sensownie mówi? o przymusowej dobroczynno?ci? W moim odczuciu to jaki? be?kot. Je?li tak to nie ma wr?cz logicznej mo?liwo?ci egzekwowania prawnego dobroczynno?ci. Co wi?cej, nie ma nawet takiej potrzeby - od tego s? przecie? NGOsy, ca?a sfera spo?ecze?stwa obywatelskiego. Kto twierdzi, i? tylko pa?stwo mo?e porz?dkowa? ?ycie spo?eczne, cierpi na ?lepot? homo sovieticusa...

  • Guest
    Maciej Skibinski Thursday, 06 June 2013

    Rewolucyjne

    Wniosek z tekstu taki, ?e pa?stwo jest nieetyczne - trudno wyobrazi? sobie pa?stwo funkcjonuj?ce bez podatków lub opieraj?c si? na podatkach pobieranych w formie umowy równoprawnych stron. O tyle szokuj?ce, ?e pogl?d wyg?oszony przez profesora uczelni publicznej - cz?owieka ?yj?cego z podatków innych, których nikt nie pyta? o to czy chc? utrzymywa? profesora filozofii ;)

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja Friday, 07 June 2013

    Obrona Sokratesa

    Panie Macieju, widz? ?e ma Pan tendencj? do niemerytorycznego dyskutowania. Filozofowie nie s? jednak po to, aby mówi? ludziom to, co chc? us?ysze?. Od tego s? politycy. Nasza profesja, si?gaj?ca czasów Sokratesa, polega m.in. na mówieniu i uzasadnianiu rzeczy niepopularnych. Z tego powodu nie jeden odwa?ny filozof mia? ju? problemy (casus Sokratesa).
    Poza tym, teza Autora jest niepopularna jedynie w Polsce. Podejrzewam, ?e autor zgodzi?by si? na minimalne podatki, których celem jest budowa dróg, utrzymywanie wojska, policji i minimalnego rz?du. Prosz? poczyta? sobie o uznanym w podr?cznikach do filozofii politycznej stanowisku, które nazywa si? libertarianizm.

  • Guest
    Maciej Skibi?ski Monday, 10 June 2013

    Obrona Macieja

    Panie Krzysztofie, widz?, ?e ma Pan dwie tendencje: do idealizowania swojego zawodu/pasji oraz do odnoszenia si? w rozmowie do twierdze? drugiej strony, które nigdy nie pad?y. Ale mi?o, ?e postawi? Pan siebie i prof. Rutkowskiego w dziejowym ci?gu wraz z Sokratesem, tych którzy mówi? rzeczy niepopularne.

    Poza Polsk? teza Autora, ?e podatki to z?o te? jest niepopularna, a ruch libertaria?ski jest relatywnie silny (ale i tak daleki od statusu relewantnego ruchu politycznego) - prawdopodobnie tylko w Stanach Zjednoczonych. Albo inaczej, ludzie nie lubi? podatków, ale nie widz? innego bytu, który móg?by ich chroni? w wielu ró?nych sferach ?ycia. Bo w jakim kierunku zwracaj? oczy gdy zbankrutuje biuro turystyczne?

    I nadal mam w?tpliwo??, czy nie czuj? Panowie swoistego dysonansu - postuluj? pogl?d, którego realizacja z ogromnym prawdopodobie?stwem zako?czy?oby si? konieczno?ci? poszukiwania przez Panów nowego zawodu. W pa?stwie minimalnym, instytuty filozofii w miastach wielko?ci 400 000 raczej nie rokuj? na zwyci?stwo w walce z niewidzialn? r?k? rynku. Co wi?cej, aktualnie s? Panowie beneficjentami nieetycznego procederu, a to chyba te? nieetyczne? ;)

    " Podejrzewam, ?e autor zgodzi?by si? na minimalne podatki, których celem jest budowa dróg, utrzymywanie wojska, policji i minimalnego rz?du" A to zdanie demaskuje pewne braki w tym tek?cie. Z tego tekstu taka zgoda na pewno nie wynika, a wr?cz móg?bym znale?? fragmenty, które po?rednio temu przecz?. I przecie? chyba nie chodzi o to, na co zgodzi?by si? autor, ale co jest "etyczne". Dlaczego mój brak zgody na przeznaczanie pieni?dzy na wojsko i narzucony obowi?zek p?acenia podatków, z których to wojsko jest finansowane, mia?by by? traktowany inaczej ni? mój brak zgody na redystrybucj? moich podatków?

    Koniec ko?ców, co s?dzicie panowie, o pogl?dach wielu, ?e rz?d minimalny to drastyczne nierówno?ci spo?eczne, dziedziczenie biedy, rz?dy korporacji ... (mo?emy mno?y?, prof. Kochan uj??by to ?adniej). Inne pytanie - czy rz?d minimalny jest w ogóle realny poza krajami Trzeciego ?wiata? Kto mia?by zajmowa? si? ochron? konsumentów, normami sanitarnymi, stosunkami pracy itp. Likwidacja agend rz?dowych prze?o?y?aby te obowi?zki w praktyce na wymiar sprawiedliwo?ci, mno??c koszty jego funkcjonowania wielokrotnie - wi?cej s?dziów, wi?cej bieg?ych itd. Chyba, ?e kto? wierzy, ?e w cywilnoprawnych relacjach rynek i dobra marka rozwi??? ogromn? wi?kszo?? problemów.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Friday, 07 June 2013

    Podejrzenia i fakty

    Na obron? p. Macieja warto podkre?li?, ?e cho? moje przypuszczenia, dotycz?ce zgody Autora tekstu na minimalne podatki, s? takie jak Twoje Krzy?ku, to jednak tekst nie jest jednoznaczny - momentami mo?na odnie?? wra?enie, ?e Autor krytykuje wszelkie (!) podatki (a nie tylko podatki redystrybucyjne). A wtedy w?tpliwo?ci p. Macieja nie s? pozbawione podstaw.

  • Guest
    Adriana Schetz Friday, 07 June 2013

    Filozof i jego rozbrat z filozofi?

    Ale filozofia to co? wi?cej ni? "pokaza? alternatywny punkt widzenia", to go uzasadni?. Kiepska to filozofia, która dokonuje przeskoku od moralnej powinno?ci, do sankcji prawnych.


    Krzysiek, ja w ogóle nie twierdz?, ?e powinno?? moralna powinna przek?ada? si? na, jak to okre?li?e?, sankcje prawne. Mia?am na my?li to, ?e np. powinno?? moralna niesiania pomocy innym mo?e by?, jak to pokaza? Nagel, realizowana w ten sposób, ?e dzielimy si? z innymi swoimi dochodami. Obawiam si?, ?e lubisz interpretowa? s?owa innych wedle swoich upodoba?. Nie wiem, na jakiej podstawie przypisujesz mi uto?samienie poj?cia "sfery moralnej" z "porz?dkiem prawnym". Zadziwiasz mnie w tym. Obowi?zek jest w mojej wypowiedzi tak samo rozumiany, jak w przypadku, gdy przy za?o?eniu, ?e powinni?my nie?? pomoc innym, mamy obowi?zek (moralny! prawu stanowionemu nic do tego) wyci?gn?? ton?cego z wody (przy za?o?eniu, ?e temu rzecz jasna potrafimy podo?a?), nawet je?li przy tym zniszczymy sobie buty za 500 z?. Rozumowanie jest proste. Nie rozumiem Twojej z?o?liwo?ci. Chyba ostatnio fair paly jest Ci obca.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Friday, 07 June 2013

    Meritum czy brak fair play? Czyli o ró?nicy mi?dzy podatkiem a ja?mu?n?

    Adriano! Niepotrzebnie przypisujesz mi z?o?liwo??. Kluczem hermeneutycznym moich interpretacji nie s? "moje upodobania" ale kontekst naszej rozmowy (jakim jest przede wszystkim powy?szy artyku?)! Nie rozumiem tego oburzenia - twierdzisz teraz, ?e pisa?a? o moralnej powinno?ci, a nie mówi?a? nic o prawie stanowionym (a ja rzekomo to sobie dopowiadam). Dziwisz si?: "Nie wiem, na jakiej podstawie przypisujesz mi uto?samienie poj?cia "sfery moralnej" z "porz?dkiem prawnym""...

    Adriano! Przecie? rozmawiamy o podatkach! Czyli o prawnym przymusie oddawania swych dochodów pa?stwu. Nie rozmawiamy o powinno?ciach moralnych tout court. Nie dyskutujemy o tym, czy Ja? powinien (!) podzieli? si? swoimi dochodami ze Stasiem. Rozmawiamy o tym, czy pa?stwo ma prawo si?? zabiera? Jasiowi dochody. Dlatego w?a?nie pisz? o prawie stanowionym i jego relacji do moralno?ci - nie jest to ?adna z?o?liwo?? ani zagranie nie fair, tylko... taki jest temat tej dyskusji. Nie potrzebnie si? unosisz.

    Poza tym, teraz to ja ju? zupe?nie nie rozumiem Twojego stanowiska. Teraz piszesz, ?e wypowiadasz si? o obowi?zkach moralnych a "prawu stanowionemu nic do tego" (czyli jak rozumiem prawu podatkowemu równie?), a wcze?niej (w odniesieniu do Nagela) ?e "Je?li nie lubimy p?aci? podatków, to po prostu nie lubimy pomaga? innym.". I kto tu zrówna? kwestie moralne (pomoc innym) z kwestiami prawa stanowionego (podatki)? To nie jest z?o?liwo?? - to autentyczne niezrozumienie tego, do czego chcesz nas w tej dyskusji przekona?.

    Pozdrawiam serdecznie, bez cienia z?o?liwo?ci :)

  • Wac?aw Janikowski
    Wac?aw Janikowski Saturday, 08 June 2013

    Osoby b?d?ce w niezawinionej zale?no?ci od pomocy innych

    Warto by zastanowi? si?, co jeszcze ??czy pa?stwa znajduj?ce si? na kuli ziemskiej oraz na li?cie pa?stw, w których nie istniej? ?adne podatki pe?ni?ce funkcje redystrybucyjne. Otó? kraje takie mo?na podzieli? na trzy grupy: a) kraje niezwykle bogate, poniewa? czasowo korzystaj?ce z bardzo cennych surowców naturalnych; b) malutkie kraje utrzymuj?ce si? ze ?wiatowej spekulacji, same jednak poza us?ugami finansowymi udzielanych zewn?trznym firmom czy milionerom niemal nie produkuj?ce innych rzeczywistych dóbr; i 3) kraje skrajnej n?dzy wi?kszo?ci populacji. Oczywi?cie, przeciwnik jakichkolwiek podatków redystrybucyjnych mo?e powiedzie?, ?e on mówi, jak powinno by?, a nie, jak jest. S?dz? jednak, ?e fakt, i? we wszystkich rozwini?tych cywilizacyjnie pa?stwach demokratycznych, a nie mog?cych prosperowa? na zasadzie a) lub b), funkcjonuj? (w ró?nym zakresie) podatki maj?ce pe?ni? funkcj? redystrybucyjn?, wskazuje na prawdopodobie?stwo, i? bardzo trudno, b?d? niemo?liwe, jest „na d?u?sz? met?” pogodzi? istnienie demokratycznego ustroju z ca?kowitym brakiem podatków omawianego rodzaju. Wobec takiego stanu rzeczy przeciwnik jakiejkolwiek redystrybucji podatkowej mo?e po pierwsze uzna?, ?e ustrój demokratyczny jest z gruntu z?y moralnie. W takim razie powinien zaproponowa? jak?? realn? alternatyw?; przy tym aby wyj?? poza tautologi?, winna by? ona zdefiniowana inaczej ni? przez iunctim: demokracja taka, jak inne, ale bez podatków redystrybucyjnych.

    Na pewno nie zamierzam spiera? si? z Krzysztofem Hubaczkiem (mamy w dyskusji dwóch Krzysztofów) o to, czy na ?wiecie by?oby lepiej, gdyby nie istnia?y ?adne podatki maj?ce spe?nia? funkcj? redystrybucji. Czy na pewno by?oby lepiej, gdyby nie istnia?o w ?adnej postaci obowi?zkowe ubezpieczenie emerytalne, ani jakiekolwiek obowi?zkowe ubezpieczenie zdrowotne? Nie b?d? wchodzi? w t? dyskusj?, poniewa? z do?wiadczenia wiem, ?e mo?e si? ona sko?czy? niedobrymi emocjami po obu stronach. Wyra?? tylko swoje tezy: 1) wcale nie jest pewne ani to, ?e taki stan rzeczy jest mo?liwy do utrzymania i wprowadzenia na d?u?sz? met?; co wi?cej, s?dz?, i? jest pewnym, ?e to nie jest pewne; 2) wcale nie jest pewne, ?e ?wiat lub kraj, w którym istnia? by (trwale, o ile to mo?liwe) taki stan rzeczy, by?by lepszy; równie? utrzymuj?, ?e jest pewne, i? nie jest to pewne. W obu wypadkach pomijam z rozwa?a? kraje tak bogate ze wzgl?du na z?o?a kopalne etc., jak Zjednoczone Emiraty Arabskie, ?e (do czasu) nie potrzebuj? ?ci?ga? od obywateli podatków redystrybucyjnych, i mog? sobie pozwoli?, tak jak ZEA, na powszechn? opiek? zdrowotn? czy system darmowej edukacji.

    Krzysztofie, pisz?c o zasadnym usankcjonowaniu prawnym obowi?zku alimentacyjnego, wydajesz si? zgadza? na zasad? niezb?dnej pomocniczo?ci (NP): pa?stwo powinno pomóc odpowiednimi przepisami prawnymi zabezpieczy? podstawowe interesy osób niewinnie cierpi?cych i pozostaj?cych w niezawinionej zale?no?ci od pomocy innych. Do grupy tej nale?? w?a?nie a) opuszczone lub ci??ko zaniedbane dzieci z?ych lub chorych rodziców. Do grupy tej nale?? równie? b) sieroty (do czasu pe?noletnio?ci), c) osoby ci??ko chore i nie b?d?ce w stanie zapracowa? na swoje utrzymanie, jak te? d) osoby w podesz?ym wieku, z przyczyn losowych nie posiadaj?ce ?rodków na utrzymanie. Mo?na by dyskutowa?, czy lista obejmuje jeszcze jakie? inne grupy, jak np. e) uczniowie z bardzo biednych, cywilizacyjnie podupad?ych, regionów kraju, itp. By? mo?e takich grup jest nie pi??, lecz dziesi??. Je?li zgadzamy si? na powy?sz? zasad? NP, to kwestia, czy pa?stwo powinno pomaga? jedynie poprzez ustanowienie prawa pozwalaj?cego na swobodne dzia?anie charytatywnych organizacji pozarz?dowych, czy te? konieczny jest jednak równie? – dla udzielenia dostatecznej pomocy mo?liwie najwi?kszej liczbie osób nale??cych do jakiejkolwiek grupy kwalifikowanej w formule NP – podatek redystrybutywny w jakiej? postaci i zakresie, pozostaje ju? kwesti? faktów, a nie etyki.

  • Guest
    Adam Sunday, 09 June 2013

    Jaki? indeks

    Na jakiej podstawie twierdzi Pan, ?e kraje o niskich podatkach redystrybutywnych dziel? si? na wymienione 3 grupy. Znam wska?niki wysoko?ci opodatkowania, ale trudno mi znale?? jaki? wska?nik opodatkowania redystrybutywnego...

  • Wac?aw Janikowski
    Wac?aw Janikowski Sunday, 09 June 2013

    Odpowied?

    A to jest hipoteza, jak? formu?uj? ?mia?o na podstawie mojej wiedzy o pa?stwach i ekonomiach. Jest ona zasadna dopóty, dopóki ani ja, ani nikt mi jej nie sfalsyfikuje. Tu nale?y zauwa?y?, ?e w ca?ej dotychczas prowadzonej dyskusji mówimy w?a?ciwie o podatkach redystrybucyjnych w w?skim sensie: tj. przeznaczanych na pomoc potrzebuj?cym i zale?nych od innych obywatelom. W sensie szerszym redystrybucja podatkowa mo?e oznacza? np. inwestycje w autostrady, które s?u?? wszystkim, a nie jakiej? szczególnie ubogiej czy cierpi?cej cz??ci populacji; utrzymywanie armii i s?downictwa i in. Aby obali? moj? typologi?-hipotez?, nale?y wykaza? prawdziwo?? pozytywnej odpowiedzi na pytanie: Czy istniej? pa?stwa, w których nie funkcjonuj? ?adne podatki na cele redystrybucyjne w w?skim, tj. pomocniczym, sensie, a które nie nale?? do której? z wymienionych trzech typów? Przypuszczam, ?e ewentualna falsyfikacja pokaza?aby jedynie tzw. wyj?tek od regu?y.

  • Guest
    Adam Sunday, 09 June 2013

    Czyli na jakiej podstawie ocenia? t? wysoko?? podatków r.

    Hipoteza jest BEZzasadna,póki kto? jej (nieudanie) nie sfalsyfikuje...
    Nie bardzo rozumiem, jak? Pan dr posiada wiedz? na temat systemów podatkowych, bo nie widz? ?adnego ewentualnego jej ?ród?a. Wysoko?? opodatkowania - owszem, ale opodatkowania redystrybutywnego? Najró?niejsze bajki si? opowiada ze szczer? wiar?, np. ?e Szwecja jest krajem zniewolonym gospodarczo - póki nie ma podstaw do danego twierdzenia w tej kwestii, nie ma co w nie wierzy?...

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Sunday, 09 June 2013

    Argumentum ad ignorantiam

    Te ?mia?e sformu?owania mo?liwe s? tylko i wy??cznie dlatego, ?e metoda eksperymentalna w naukach spo?ecznych jest praktycznie nie mo?liwa. Ale równie? z metodologiczny powodów, pytanie w stylu: "Czy istniej? pa?stwa, w których nie funkcjonuj? ?adne podatki na cele redystrybucyjne?" jest kompletnie bez znaczenia dla tej dyskusji. O czym to niby ma ?wiadczy?, ?e istniej? b?d? nie? 150 lat temu praktycznie nie istnia?y na ?wiecie kraje, w których podatki pe?ni?y funkcj? redystrybutywn?, co wi?cej do niektórych z tych krajów biedni ludzie pchali si? jak mogli w celu poprawy swego losu. No ale jak ju? ustalili?my, "tym gorzej dla faktów".. o pardon: "wyj?tek od regu?y".

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Saturday, 08 June 2013

    Czy Janosik prowadzi? dzia?alno?? dobroczynn?, czyli o ró?nicy pomi?dzy rozdawaniem swojego a cudzego.

    Wacku, Twoja typologia pa?stw, w których podatki nie pe?ni? funkcji redystrybucyjnych - poza tym ?e wydaje mi sie do?? "sufitowa" (ciekaw jestem podstaw tej typologii) - jest symptomatyczna: opiera si? bowiem na cichym za?o?eniu, ?e albo dany kraj utrzymuje w n?dzy wi?kszo?? obywateli (przypadek c), albo dostaje zastrzyki finansowe ze ?róde? nie dost?pnych w normalnym pa?stwie (przypadek a i b) - np. surowce naturalne. Po pierwsze nie bardzo rozumiem, jaki jest zwi?zek mi?dzy bogactwami naturalnymi (b?d?cymi w posiadaniu pa?stwa jak mniemam) a brakiem podatków redystrybucyjnych - masz zapewne na my?li to, ?e pa?stwo z zysku ze znacjonalizowanego przemys?u wydobywczego finansuje pomoc spo?eczn? (vide Wenezuela Chaveza), wiec nie musi tego robi? z podatków. To co nas ró?ni, to wizja tego, jak powstaje to, co Smith nazwa? bogactwem narodów, a co w skróci mo?na okre?li? jako PKB oraz odpowiedz na pytanie: jakie s? skuteczne metody bogacenia si? narodów. Jako ?e dla mnie jest oczywiste, i? od mieszania herbata nie staje si? s?odsza, wiem, ?e nie poprzez zabieranie przedsi?biorczym aby da? nieprzedsi?biorczym. Historycznym faktem pozostaje to, i? zawsze, podkre?lam zawsze (!) ludzie szukali okazji do wyzwolenia si? z biedy uciekaj?c z krajów o gospodarce mniej wolnorynkowej do krajów o gospodarce wolnorynkowej. WW alternatywa zdaje sie zak?ada?, i? PKB wzrasta tylko je?li mamy z?o?a naturalne albo inne "cudowne" zastrzyki gotówki z zewn?trz, ?e ludzie wydoby? si? z biedy mog? tylko gdy pa?stwo im da (zabieraj?c wcze?niej innym albo sprzedaj?c pa?stwow? rop?)... Esencja homo societicusa...


    Ponadto, Twój argument z rzekomej powszechno?ci podatków redystrybucyjnych jest historycznie fa?szywy. Po pierwsze z powodów merytorycznych: pa?stwo opieku?cze z jednej a podatek dochodowy z drugiej, to bardzo m?ody wynalazek. Takie demokracje jak Ameryka?ska rozwija?y si? praktycznie bez jednego i drugiego (vide Ameryka XiX wieku - notabene to w?a?nie tam miliony ludzi z ca?ego ?wiata szuka?y szansy na lesze ?ycie - w kraju w którym nie by?o nawet podatku dochodowego! "Tym gorzej dla faktów"?). Po drugie z powodów formalnych: to, ?e jaka? generalizacja historyczna jest prawdziwa a danym wycinku czasu, nie stanowi podstawy do ?adnych tego typu wniosków: 400 lat temu praktycznie wszystkie kraje Europy by?y od wieków monarchiami - czy z tego wynika? wtedy wniosek i? "jest prawdopodobne ze na d?u?sz? met? tylko monarchia jest stabilnym systemem rz?dów" etc? Nie. Podobnie jest z Twoim wnioskowaniem.

    O Twoim subiektywnym poczuciu pewno?ci/niepewno?ci dyskutowa? nie b?d?. Przyjmuj? do wiadomo?ci, ?e w odniesieniu do wymienianych kwestii nie masz pewno?ci.

    Piszesz: "Je?li zgadzamy si? na powy?sz? zasad? NP, to kwestia, czy pa?stwo powinno pomaga? jedynie poprzez ustanowienie prawa pozwalaj?cego na swobodne dzia?anie charytatywnych organizacji pozarz?dowych, czy te? konieczny jest jednak równie? – dla udzielenia dostatecznej pomocy mo?liwie najwi?kszej liczbie osób nale??cych do jakiejkolwiek grupy kwalifikowanej w formule NP – podatek redystrybutywny w jakiej? postaci i zakresie, pozostaje ju? kwesti? faktów, a nie etyki." Czytaj?c to zdanie dozna?em szoku... Wynika z niego bowiem i? jest dla Ciebie zupe?nie pozaetyczn?, nie podlegaj?c? jakikolwiek moralnej ocenie kwesti?, czy Ja? pomaga Stasiowi w ramach dobrowolnego dzia?ania w organizacji charytatywnej, czy te? pod gro?ba kary zmuszany jest wbrew swej woli do oddania owoców swej pracy pa?stwu. Je?li tak, to widz?, ze nie dostrzegasz centralnej kwestii powy?szego artyku?u - przymusowo?ci podatków. Je?li tak, to rzeczywi?cie si? nie dogadamy, gdy? dla mnie istnieje ogromna aksjologiczna ró?nica pomi?dzy dobrowoln? ze swej istoty dobroczynno?ci?, a grabie?? maj?tku pod gro?b? pa?stwowej kary. Je?li stosowanie przymusu jest dla Ciebie czym? zupe?nie pozamoralnym, rozumiem dlaczego tylko z "praktycznych" powodów nie sankcjonowa?by? prawnie uczciwo?ci wobec przyjació?. Mi to jednak pachnie Orwellem...

    PS Ponadto dodam, i? z EP jako minimalnej zasady pomocniczo?ci (osobom niesamodzielnym ?yciowo) - w skrócie: zgoda na zrzutk? na renty - nie wynika oczywi?cie zgoda na pomoc osobom samodzielnym (np. zasi?ki dla bezrobotnych). Nawet je?li si? zatem zgodzimy na tak rozumian? minimaln? redystrybucj?, nie usprawiedliwi ona redystrybucji w szerszej skali. Swoj? drog? mam spore w?tpliwo?ci, czy EP powinna obejmowa? osoby, które mog?yby sie zabezpieczy? przed zdarzeniami losowymi (np. poprzez ubezpieczenia).

  • Wac?aw Janikowski
    Wac?aw Janikowski Sunday, 09 June 2013

    Mo?e nie stoimy na antypodach

    Krzysztofie, stara?em si? pisa? raczej ?ci?le, wi?c prosz? zauwa?, podchodz?c sine ira et studio, ?e odczyta?e? mój ostatni komentarz nie do?? ?ci?le. Po pierwsze, mój komentarz nie prowadzi do implikacji, ?e gospodarka wolnorynkowa nie jest ?ród?em bogactw narodów. S?dz?, ?e nie ma sprzeczno?ci mi?dzy gospodark? wolnorynkow? a minimalnym podatkiem solidarno?ciowym na rzecz naprawd? powa?nie i niezawinienie potrzebuj?cych – mo?e wystarczy?oby ograniczy? grupy docelowe do wymienionych w punktach a)-e). Uwa?am po prostu za niecywilizowane kraje, w których pa?stwo nie okazuje ?adnej solidarno?ci z pokrzywdzonymi przez los (spraw? koniecznych prywatnych ubezpiecze? we?my na bok, ale nie mo?na si? chyba ubezpieczy? od wszystkiego?). Mam bardzo powa?ne podejrzenie, oparte na wieloletniej obserwacji, ?e ilo?? „Jasiów” gotowych do dobrowolnej dzia?alno?ci charytatywnej nie jest wystarczaj?ca dla zapewnienia podstawowej pomocy grupom a)-e). St?d uznaj? za uzasadniony przymus minimalnych podatków redystrybucyjnych, o ile b?d? one dociera? do grup docelowych, a nie b?d? marnotrawione w wi?kszej cz??ci na biurokracj?. Nie uwa?am tego za „grabie?” i tu si? po prostu ró?nimy. Nie traktuj? nieograniczonego prawa w?asno?ci jako warto?ci absolutnej. W tej kwestii po mojej stronie stoj? prawie wszystkie systemy etyczne, intuicje potoczne oraz koncepcje dojrza?o?ci s?du moralnego w psychologii rozwojowej.

    W komentarzu nie postulowa?em zasi?ku dla bezrobotnych. „Nawet je?li si? zatem zgodzimy na tak rozumian? minimaln? redystrybucj?, nie usprawiedliwi ona redystrybucji w szerszej skali”. I tu szcz??liwie dochodzimy do jakiej? zgody. Ja równie? nie akceptuj? redystrybucji w szerszej skali.

    Je?li bawi Ci? nadu?ywanie etykiety „homo sovieticus”, to prosz? bardzo stosowa? j? wobec mnie ku w?asnej satysfakcji. Nie dra?ni mnie to jeszcze tak, jak „razwiedka” w ka?dym tek?cie Stanis?awa Michalkiewicza (merytorycznie mo?e mie? racj?, ale maniera jest nu??ca).

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek Sunday, 09 June 2013

    Antypody rzeczywistej redystrybucji, czyli o tym, ?e niezawinienie niesamodzielni to kropla w morzu redystrybucji.

    Wacku, zanim - w odwecie za "homo sovieticusa" jak rozumiem, którego na wyrost wzi??e? do siebie ;) - przypiszesz mi niedojrza?o?? s?dów moralnych (vide ostatnie zdanie pierwszego akapitu), zauwa?, ?e nie o kaleki czy sieroty rozchodzi si? w komentowanym przez nas artykule. Co prawda - i taki by? mój pierwotny zarzut do Autora - do ko?ca nie za bardzo wiadomo, jak radykalna jest teza tego tekstu: czy chodzi o wszelkie podatki czy tylko te redystrybucyjne vel janosikowe. Ciekaw jestem, co na to Autor...

    Za? miedzy nami ró?nica polega na tym, ?e inaczej warto?ciujemy przymus... Dla mnie granice uzasadnionego przymusu wyznacza tylko i wy??cznie ochrona ?ycia i wolno?ci innych obywateli. Cho? oczywi?cie dyskusja jak to sie praktycznie przek?ada na poszczególne kazusy mo?e by? d?uga... Obaj jak widz? zgadzamy si? jednak co do tego, ?e mi?dzy podatkiem na osoby niesamodzielne ?yciowo a podatkiem, dzi?ki któremu pan Heniek b?dzie móg? dalej siedzie? na kuroniówce i nic nie robi?, jest przepa??... ;)


    PS "Mam bardzo powa?ne podejrzenie, oparte na wieloletniej obserwacji, ?e ilo?? „Jasiów” gotowych do dobrowolnej dzia?alno?ci charytatywnej nie jest wystarczaj?ca dla zapewnienia podstawowej pomocy grupom a)-e)" Rozbawi?o mnie to zdanie setnie ;) Nie ma na ?wiecie podobno kraju, gdzie móg?by? dokona? obserwacji, jak to rzekomo organizacje charytatywne s? niewystarczaj?ce dla zaspokojenia potrzeb spo?ecznych, ale jako? rzekomo taka wieloletni? obserwacj? przeprowadzi?e?? ;) Metodologicznie zabawne...

  • Guest
    Adam Sunday, 09 June 2013

    Zwrotny wp?yw ustaw na odruchy moralne, które je ukonstytuowa?y

    Idea,?e w spo?ecze?stwie jest wystarczaj?co wiele osób,by wprowadza? najró?niejsze podatki redystrybutywnego, ale ?e nie ma w nim wystarczaj?co wielu osób, by pomóc potrzebuj?cym jest jaka? dziwaczna.

    Je?eli gdzie? czai si? znieczulica i niewra?liwo?? spo?eczna, to w?a?nie w opodatkowaniu redystrybutywnym, które sugeruj?c, ?e prywatna inicjatywa nie jest w?a?ciwym sposobem pomagania, jednocze?nie z hamowaniem takich inicjatyw hamuje te? odruchy inicjatywne - a to pewnie te? zmniejsza równie? polityczne wsparcie dla podatków r. Ergo: wra?liwo?? spo?eczna mo?e by? g??bsza i wy?sza ni? si? wielu wydaje - tylko troch? przyt?umiona panuj?cym ?wiatopogl?dem.

    Dobrze, ?e panuje tu jako taka zgoda co do faktu, ?e pomaga? nale?y jedynie NIEZAS?U?ENIE potrzebuj?cym, tzn. takim, jakich pomoc nie zdemoralizuje. Zgoda w tej kwestii to ju? po?owa sukcesu. Nie uwa?am, ?eby "zas?u?enie" potrzebuj?cym nie nale?a?o pomaga? - ale na pewno nie nale?y uznawa?, ?e nale?y im si? pomoc, takie uznanie niweczy bowiem powód, dla którego pomoc ta ma sens. Mi?dzy (prywatnie) pomagaj?cym i (prywatnie) przyjmuj?cym pomoc - dzi?ki temu, ?e czyn ten jest nadobowi?zkowy - rodzi si? relacja wdzi?czno?ci, wymagaj?ca od beneficjenta zas?u?enia sobie na t? pomoc, wzi?cia spraw we w?asne r?ce, wstydu z powodu wykorzystywania dobroci innych itd.

  • Guest
    Valentin August Sunday, 28 April 2019

    Pro?ciej i inaczej .....

    - Sama podatkowo?? (przymus) ma warto?? moraln? ujemn?!
    Rozdzielnictwo ?rodków podatkowych dla ludzi w biedzie (uczciwe) ma warto?? moraln? dodatni?!
    Bilans moralny obydwu w/w mo?e wygl?da? przyk?adowo jako? tak:

    (podatkowo?? --> -10) + (rozdzielnictwo --> +50) = + 40.
    Inaczej: obydwa razem maj? sumaryczn? warto?? moraln? +40.

    - Tu niektórzy pisali, ?e nie p?acenie podatków jest nie moralne, a ich p?acenie moralne jest, a sprawa jest duuu?o bardziej z?o?ona.
    Ja twierdz?, ?e w p?aceniu podatku najcz??ciej nie ma dodatniej warto?ci moralnej, ze wzgl?du na przymus! Uzasadnienie: Bycie dobrym z przymusu jest wielkie NIC warte! Dobrym si? powinno by? z potrzeby serca, albo (jeszcze bardziej szlachetne) z wdzi?czno?ci wobec Najwy?szego .......

    - Przeznaczanie ?rodków finansowych z podatków na budow? narz?dzi wojny, jest tysi?ckro? niemoralne! W tej wielkiej niemoralno?ci udzia? maj? tak?e ci, co te podatki wykorzystywane na ten niecny cel odprowadzaj?, cho?by nawet w dobrej wierze .......

  • Please login first in order for you to submit comments
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Active Groups

No active groups.