Piekielna natura wojny

Dodane przez w w Wojna i Interwencja wojskowa

„Jest rzecz? równie rozs?dn? ukaza? jaki? rodzaj uwi?zienia przez inny, jak ukaza? co?, co nie istnieje rzeczywi?cie przez co? innego, co istnieje”-  Daniel Defoe.

Nawet je?eli piek?o opisane w literaturze sakralnej nie istnieje, istnieje ono w wymiarze materialnym – podczas wojny. Kiedy mamy do czynienia z wojn? na usta cisn? nam si? s?owa, ?e niewa?ne jaki jest cel, powód wojny (ius ad bellum), niewa?ne jakie ?rodki s? wykorzystywane do jej prowadzenia (ius in bello), kiedy ju? wojn? wszcz?to, wojna jest „piek?em”. Co pozwala nam jednak dokonywa? takiego porównania? Co czyni wojn? „piek?em na ziemi”?

Na wst?pie artyku?u przedstawi? piek?o teologiczne oraz „piek?o” wojny; postaram si? ukaza? ich podobie?stwa [1]. Dalej skupi? si? m.in. na zbrodniach wojennych dokonywanych przez ?o?nierzy, którzy wepchni?ci do piek?a, chwytaj? bakcyla czynienia z?a i sami pot?guj? piekielno?? wojny, przekszta?caj?c si? z ofiary w oprawc?. Zastanowi? si?, kogo powinno si? wini? za dokonane zbrodnie, a zatem kogo obci??y? odpowiedzialno?ci? moraln? za to „piek?o” – ?o?nierzy czy ich dowódców. Po omówieniu tego postaram si? ukaza? piekieln? logik? wojny, która jest „sta?ym parciem ku skrajno?ci moralnej”. Pod koniec artyku?u zadam pytanie, czy "piek?a" wojny mo?na unikn??. Wpis ten jest jedynie szkicem, poniewa? bardziej szczegó?owe opisanie tej problematyki wymaga?oby napisania ksi??ki.

I. Piek?o teologiczne a „piek?o” wojny

Michael Walzer w cz??ci pierwszej Rzeczywisto?? moralna wojny, w ksi??ce Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, stara si? dokona? porównania wojny do piek?a oraz zbada? zasadno?? tego porównania. Mimo licznych przyk?adów zestawienia piek?a z wojn? (przyk?ady b?d? podane w dalszej cz??ci mojego artyku?u) zaprzecza on temu, ?e „piek?o” wojny mo?na przyrówna? dos?ownie do piek?a teologicznego (mówi on o piekle opisanym w wierze chrze?cija?skiej). Wr?cz ostro zaprzecza ich podobie?stwu: „w rzeczywisto?ci wojna jest czystym przeciwie?stwem piek?a w sensie teologicznym i jest piekielna tylko wtedy, gdy to przeciwie?stwo jest ?cis?e”. Stwierdzenie to opiera na argumencie, ?e „w piekle, jak mo?na s?dzi?, cierpi? wy??cznie ludzie zas?uguj?cy na m?ki (…) nieprzymuszeni pope?nili czyny, za które Bóg ich karze. Natomiast ogromna wi?kszo?? tych, którzy cierpi? na wojnie, nie dokona?a ?adnego tego rodzaju wyboru”. [M. Walzer, Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe. W-wa PWN 2010, s. 74-75].

Zgadzam si? ze zdaniem Walzera, ?e w piekle wojny, jak i w piekle teologicznym, mamy do czynienia z innego rodzaju „warunkami uczestnictwa w piekielnym ?yciu” oraz ?e samo istnienie piek?a teologicznego opiera si? na tym, ?e piek?o jest miejscem dla pot?pie?ców, którzy znale?li si? w nim za kar? [2]. Nie jestem jednak pewna tego, ?e Michael Walzer mia? do ko?ca racj?, co do postawionej przez siebie tezy mówi?cej o braku podobie?stwa obu piekie?. Uwa?am bowiem, ?e oba piek?a mo?na ze sob? porówna? i podobie?stwo ich odnale??. Podobie?stwo to widoczne jest, kiedy przypatrzymy si? obrazom piek?a w chrze?cija?stwie oraz tym obrazom, które maluj? nam weterani wojenni, m.in. uczestnicz?cy w wojnie, w Wietnamie, czy weterani II Wojny ?wiatowej b?d? Iraku.

Piek?o teologiczne

Najwcze?niejsze opisy piek?a mo?na spotka? w Starym Testamencie, w Ksi?dze Izajasza 66,24: „Gdy wyjd?, b?d? ogl?da? trupy ludzi, którzy odst?pili ode mnie; bo robak ich nie zginie, a ogie? ich nie zga?nie i b?d? obrzydliwo?ci? dla wszelkiego cia?a”. Samo s?owo ‘piek?o’ nie pada w tym wersecie, jednak po przeczytaniu tego wersetu w g?owie pojawia nam si? skojarzenie, ?e mowa w nim o piekle; miejscu rozpaczy i cierpienia. Nowy Testament wraz z dok?adnym nazwaniem miejsca opisanego przez Izajasza, przynosi o wiele wyra?niejsze jego opisy, szczegó?owiej oddaj?ce obraz piek?a i jego mieszka?ców.

M.in. w Ewangelii ?w. Mateusza Jezus porównuje piek?o do „pieca ognistego”. Jest to miejsce, w którym s?ycha? „p?acz i zgrzytanie z?bów” [Mt 13; 42], zewsz?d roztacza si? „ogie? wieczny” [Mt 25; 41]. ?w. Marek z swojej Ewangelii opowiada s?owami Chrystusa o „ogniu nieugaszonym” [Mk 9; 43], a ?w. ?ukasz potwierdza asocjacje powsta?e po przeczytaniu wersetu z Ksi?gi, Izajasza, poniewa? pisze on wprost o cierpieniu m?k [?k, 16; 24]. Z opisów piek?a w Nowym Testamencie mo?na si? dowiedzie?, ?e piek?o zgotowa? Bóg dla osób grzesz?cych, czyli takich, którzy za ?ycia skupiali si? tylko na aspektach materialnych, nie za? duchowych; nie wype?niali bo?ych przykaza? i nie oddawali Bogu nale?ytej czci. Dusze pot?pie?ców trafiaj? tam po ?mierci skazane na „czyste wino gniewu Bo?ego z kielicha jego gniewu i m?ki w ogniu, i w siarce”, [Obj., 14, 10], które zadawane s? przez Diab?a („gospodarza” Piek?a) i jego anio?ów.

Piek?o teologiczne oraz wizje piek?a opisywane s? równie? przez ?wi?tych Ko?cio?a Rzymsko-Katolickiego. ?w. Faustyna Kowalska w Dzienniczkach, które powsta?y na podstawie wizji ?wi?tej, podaje, ?e jest to miejsce „wielkiej ka?ni”, ustawicznego wyrzutu sumienia i rozpaczy; ustawicznej ciemno?ci, strasznego zapachu, gdzie dusze dr?czone s? w straszny i nie do opisania sposób.

„Dzi? by?am w przepa?ciach piek?a. (...) Rodzaje m?k, które widzia?am: (…) ustawiczna ciemno??, straszny zapach dusz?cy, a chocia? jest ciemno??, widz? si? wzajemnie szatani i pot?pione dusze, i widz? wszystko z?o innych i swoje; (…) jest straszna rozpacz (…). S? to m?ki, które wszyscy pot?pieni cierpi? razem, ale to jest nie koniec m?k. S? m?ki dla dusz poszczególne, które s? m?kami zmys?ów: ka?da dusza (…) jest dr?czona w straszny i nie do opisania sposób. (...)” [Faustyna Kowalska, Dzienniczek. Mi?osierdzie Bo?e w duszy mojej, z. 2, s. 231. cyt za: Bogna Skrzypczak-Walkowiak, Motywy infernalne w ró?nych tekstach kultury. [w:] Zeszyty Szkolne Nr 3 (9)/2003, s. 29.]

?wiadectwo s. ?ucji z Fatimy mówi o w po?owie spopielonych cia?ach wij?cych si? z bólu, dymie, powietrzu przepe?nionym iskrami i odorem.

„Ukaza?o si? nam morze. Nie by?o to zwyk?e, b??kitne morze, to by? ?ywy ogie?. Wszystko falowa?o niczym sztorm na oceanie, dostrzegli?my demony i dusze. Wygl?dem przypomina?y ludzi. Tylko, ?e  ich cia?a by?y brunatne lub czarne, a czasami nawet prze?roczyste, wi?y si? straszliwie pookr?cane j?zykami ognia.. Unosi? si? dym, powietrze przepe?nione by?o odorem i iskrami. (...)...demony i dusze by?y roz?arzone do czerwono?ci lub cz??ciowo spopielone, ale nigdy do ko?ca. Krzycza?y i lamentowa?y rozpaczliwie, niew?tpliwie cierpia?y okrutne katusze. (...).” [Fatima-Wizja piek?a, [w:] Xi?ga przepowiedni, s. 33 cyt za: Bogna Skrzypczak-Walkowiak, Motywy infernalne w ró?nych tekstach kultury. [w:] Zeszyty Szkolne Nr 3 (9)/2003, s. 29.]

Te trzy przedstawione wy?ej opisy (biblijny, ?w. Faustyny oraz s. ?ucji) sk?adaj? si? na w miar? dok?adny opis piek?a ukazuj?cy je jako miejsce niewyobra?alnego cierpienia fizycznego i duchowego, gdzie skazanym na nie towarzyszy lament i krzyk. Jak si? teraz oka?e te opisy idealnie pasuj? do piek?a wojny.

„Piek?o” wojny

Od czasu II Wojny ?wiatowej paralityczno-drgawkowe ?rodki truj?ce s? substancjami uznanymi za przydatne do celów militarnych. Obecnie maj? one status najwa?niejszych trucizn bojowych, które u?miercaj?. Nazwa pochodzi od zewn?trznych objawów ich dzia?ania na organizm ludzki. Powoduj? one charakterystyczne drgawki, które przechodz? pó?niej w parali? mi??ni.

Popularnym gazem, z którego korzystano w wielu wojnach, m.in. I i II Wojnie ?wiatowej, by? iperyt („gaz musztardowy”). Gaz ten, zaliczany do typu parz?cych, wywo?uje na skórze p?cherze i trudno goj?ce si? rany. Powoduje podra?nienie dróg oddechowych i p?uc oraz ?lepot?.

Ostatnim typem ?rodka truj?cego jaki wymieni? s? psychotoksyczne ?rodki truj?ce tzw. psychogazy. Dziel? si? one na dwie grupy: psychomimetyczne i psychotropowe. Te pierwsze zaburzaj? funkcjonowanie o?rodkowego uk?adu nerwowego – s? podobne do substancji psychoaktywnych o dzia?aniu psychodelicznym. Przyk?adem gazów pierwszej grupy jest „BZ” (3-Chinuklidynobenzylan) stosowany przez Armi? Ameryka?sk? w Wietnamie. Symptomami zatrucia przypominaj? schizofreni?; przede wszystkim wyst?puj? intensywne halucynacje wszystkich zmys?ów, którym towarzysz? zaburzenia mowy, utrata zdolno?ci poruszania si? w przestrzeni oraz kompletny brak orientacji czasowej. Druga grupa, której przedstawicielem jest fentanyl, powoduje silne stany depresyjno-l?kowe, nudno?ci i wymioty.

Kiedy wizualizujemy sobie wszystkie objawy zatru? powy?szymi gazami nie trudno przyrówna? cierpienia ludzi nimi zatrutych do cierpie? zadawanych i odczuwalnych w piekle teologicznym, które opisa?am w poprzednim podrozdziale (szczególnie mam tu na my?li opisy ?wi?tych katolickich). Ju? tylko przytaczaj?c te powy?sze przyk?ady wyra?nie rysuje nam si? to podobie?stwo, a spotka? si? mo?na z przyk?adami przeró?nej ma?ci, które równie? w dobitny sposób ukazuj? t? analogiczno??.

Tak?e ogrom cierpienia jest wyczuwalny w opisie praktyk, jakich dopuszczali si? m.in. ?o?nierze ameryka?scy w Wietnamie oraz Iraku [3]. Mowa tu o bezwzgl?dnym horrorze, odci?tych ko?czynach, odcinaniu g?ów, odcinaniu uszu ?ywcem, o gwa?tach, porozrzucanych po polach ko?czynach ludzkich.

Innym argumentem Michaela Walzera za niemo?liwo?ci? przyrównania piek?a teologicznego do piek?a wojny jest czas trwania m?k, cierpie?. W piekle teologicznym, bowiem wyst?puje cierpienie wieczne, niesko?czone. Grzesznicy przebywaj?cy w nim nie mog? liczy? si? z tym, ?e kiedy? ognie piekielne zostan? zgaszone, a p?acz i lamet ucichn?. Odwrotnie jest w przypadku ?o?nierzy. Nie musz? oni rozstawa? si? z nadziej?, ?e wojna (ich cierpienia) si? sko?czy.

Walzer nie zwraca uwagi na aspekt wzgl?dno?ci czasu. Odczucie ró?nic w d?ugo?ciach up?ywaj?cego czasu jest relatywne - jednym z objawów dzia?ania, „BZ”, które wymieni?am w powy?szym rozdziale by? brak orientacji czasowej, co mo?e wskazywa? na to, ?e dla zatrutego, ow?adni?tego bólem cz?owieka, jego m?ki zdaj? si? trwa? wieczno??. Ale nie tylko dla zatrutej osoby „czas mo?e ci?gn?? si? w niesko?czono??”. Ka?dy cz?owiek, walcz?cy – uczestnicz?cy czynnie, czy - uczestnicz?cy biernie, w „piekle” wojny do?wiadcza tego odczucia.

Walzer pomija tak?e, dokonuj?c tego rozró?nienia, fakt wyst?powania w?ród weteranów wojennych tzw. PTSD - ang. posttraumatic stress disorder – czyli silnego stresu pourazowego. Depresja, napady l?ku, z?o?ci, podejrzliwo?ci, irytacji, bezsenno??, koszmary nocne, zaniki pami?ci, przewidzenia, mania prze?ladowcza, ot?pienie, wybuchy niekontrolowanego p?aczu i histerii, poczucie winy i beznadziei to tylko nieliczne z objawów PTSD. Jak wida? „piek?o” wojny dla ?o?nierzy (ale i osób po?rednio w wojnie uczestnicz?cych) trwa i po wojnie.

„30 lat po wyj?ciu z Wietnamu ci?gle zmagamy si? ze skutkami tej wojny, ci?gle wydajemy miliony na weteranów, którzy z powodu PTSD nie potrafili sobie u?o?y? ?ycia. Leczymy ich z alkoholizmu, narkomanii, skazujemy za przest?pstwa i posy?amy do wi?zienia - przypomina Robinson, by?y komandos, który walczy? podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, napisa? raport pt. "Ukryte koszty wojny w Iraku” - Tym wa?niejsza jest teraz pomoc weteranom z Iraku. Inaczej b?dziemy si? z ich problemami zmagali przez nast?pne 50 lat. Wielu z tych ?o?nierzy my?li, ?e powrocie do domu i rodziny ich problemy przemin?. Jednak z poprzednich wojen przecie? wiemy, ?e to nie przemija. Co najwy?ej si? pogarsza.” [4].

Wymienione powy?ej argumenty s? kolejnymi argumentami za przyj?ciem ?wiadcz?cej o mo?liwo?ci porównania piek?a teologicznego do piek?a wojny.

W tym rozdziale stara?am si? pokaza?, ?e Michael Walzer nie do ko?ca mia? racj? stawiaj?c znak nierówno?ci pomi?dzy piek?em teologicznym a piek?em wojny. Wydawa? by si? mog?o, ?e znaku równo?ci tak?e nie mo?na postawi?. Jednak niemo?no?? ta wyst?puje tylko wtedy, gdy pod uwag? bierze si? jedynie powód znalezienia si? danych jednostek w piekle [5], bowiem, gdy pod uwag? we?mie si? aspekt cierpie? fizycznych i psychicznych, znak równo?ci pomi?dzy omówionymi piek?ami postawi? mo?na.

II. „Piekielni” rekruci i ich dowódcy

Mo?emy spotka? si? z powiedzeniem, ?e wojna jest piek?em, które zgotowali?my sobie sami. „Jedna z najwa?niejszych cech wojny, odró?niaj?ca j? od innych plag ludzko?ci, polega na tym, ?e ludzie w ni? uwik?ani s? nie tylko ofiarami, lecz tak?e sprawcami” [Walzer, s. 54.]. Dlatego te?, kiedy mówi si? o tym, ?e wojna jest ograniczona lub nieograniczona w ?rodkach, jest ona ni? nie z przypadku. Tym, czym wojna jest lub nie jest decyduj? sami ludzie. Nie jest ona zjawiskiem przyrodniczym, jak powód?, niekontrolowanym przez cz?owieka. Niestety jednak cz?sto z takim w?a?nie podej?ciem mo?na si? spotka?. Jak gdyby wojna nadesz?a niewiadomo sk?d i ogarn??a swoj? moc? ?wiat. Jest to swoistego rodzaju ideologia m?c?ca nasz ?wiatopogl?d i krytyczny os?d. „Wojny nie wszczynaj? si? same.”. „Piek?o wojny” nie jest, jak piek?o teologiczne, stworzone przez transcendentalnego Boga. Stwórcami „piek?a” wojny s? ludzie, którzy odpowiadaj? za m?ki i ?mier? osób, które w to „piek?o” zosta?y „str?cone” – na tym polega „ró?nica stworzyciela”.

W tym rozdziale postaram si? przyjrze? osobom, które bezpo?rednio uczestnicz? w „piekle” wojny, a s? nimi walcz?cy ?o?nierze. Przytaczaj?c opinie Michaela Walzera zastanowi? si? tak?e nad kwesti? zbrodni wojennych [6] pope?nionych przez ?o?nierzy, którzy automatycznie przez dopuszczenie si? ich, z ofiar staj? si? oprawcami. Którzy nie tak „znale?li si? w szponach” „piek?a” wojny, jak sami stali tymi szponami dla innych – cywili. Omówiona w tym przypadku zostanie odpowiedzialno?ci moralnej za pope?nione zbrodnie – zasi?gn? tu opinii tak?e Jeffa McMahana. Zestawiaj?c jego zdanie ze zdaniem Walzera zobacz?, czy uda si? usprawiedliwi? moralnie ?o?nierzy dopuszczaj?cych si? zbrodni wojennych.

O wojnie jako piekle mo?emy mówi? na przyk?adzie ?o?nierzy bior?cych w niej udzia?, a dok?adnie wtedy, kiedy do walki przymuszeni s? ludzie, którzy nie chc? walczy?. Ma si? tu wtedy do czynienia z dzia?aniem wbrew w?asnej woli, dzia?aniem z przymusu zewn?trznego, ze strony instytucji b?d? warunków, w jakich przysz?o cz?owiekowi ?y?. Walzer powo?uje si? w tej sytuacji na przypadek rekrutacji spo?ród ubogich m??czyzn, którzy nie maj?c innego sposobu na wy?ywienie siebie i swoich rodzin, zaci?gaj? si? do wojska. Znane s? tak?e sposoby, jakimi rekrutowano do wojska m?odych Amerykanów, którzy znajdowali si? cz?sto w sytuacji patowej i nie maj?c lepszych ?yciowych mo?liwo?ci stawali si? oni po?ywk? dla wojska ameryka?skiego.

„Wojna jest piek?em, gdy ludzi zmusza si? do walki, gdy przekroczona zostaje granica zgody” [Walzer, 72 s.] i dodaje, ?e przygl?daj?c si? wi?kszo?ci wojen, by?y one piek?em w?a?nie z tego powodu. Lecz nawet w przypadku, kiedy do wojska ?o?nierz wst?pi? z w?asnej woli, czyli z ochotniczego zasi?gu, poboru, z nakazu sumienia, mamy do czynienia z piek?em [T.H. Greek za Walzer, s. 73], poniewa?, kiedy osoba staje si? ?o?nierzem walka staje si? obowi?zkiem. ?o?nierze staj? si? w?asno?ci? pa?stwa i przez to, pó?niej nie maj?c wp?ywu na swoje w?asne poczynania, staj?c si? „narz?dziami politycznymi”, nie mog? decydowa? o rozmiarze brutalno?ci wojny, w jakiej uczestnicz?. [7].

„Piek?o” wojny dotyka ?o?nierzy, którzy w jego obliczu, jak wy?ej napisa?am, staj? si? ofiarami. Na gruncie wy?ej podanych przyk?adów mo?na by wyt?umaczy? ?o?nierzy bior?cych udzia? w wojnach niesprawiedliwych (z regu?y napastniczych). [8]. Czy mo?na jednak usprawiedliwi? „piek?o” zbrodni wojennych, które to „piek?o” ?o?nierze b?d?cy na wojnie zgotowali innym ?o?nierzom, b?d? cywilom? A co wi?cej, czy mo?na ich czyny usprawiedliwi? moralnie? Aby odpowiedzie? na to pytanie przyjrz? si? argumentom, które wysuwane s? cz?sto w obronie ?o?nierzy, którzy pope?nili zbrodnie wojenne.

Pierwszym rodzajem jest argument „gor?czki bitewnej i furii lub szale?stwa, które ona rodzi” [Walzer, s. 435], natomiast drugi rodzaj argumentów odnosi si? do dyscypliny wojskowej i pos?usze?stwa. Sugeruj? one, ?e ?o?nierze nie posiadaj? wolno?ci wyboru walki, któr? tocz? oraz dyscypliny, której podlegaj?.

Argument z „gor?czki bitewnej” opiera si? na przypisaniu ?o?nierzowi „dora?nej niepoczytalno?ci”. Polega ona na czym? w rodzaju sza?u, który rodzi si? w walce, a ko?czy dokonaniem zbrodni. W umy?le ?o?nierza nast?puje w takich sytuacjach zatarcie granic dopuszczalnego zachowania, co doprowadza do pozbycia si? wszelkich zahamowa?, a w konsekwencji do brutalnych walk, b?d? po prostu „piekielnej rzezi”. Walzer stanowczo stwierdza, ?e nie mo?na zbrodni wojennych t?umaczy? nami?tno?ciami, które do nich prowadz? [Walzer, s. 438]. [9].

Podczas wojny w Wietnamie dosz?o do masakry we wiosce My Lai. ?o?nierze po wkroczeniu do wioski spodziewali si? zasta? partyzantów jednak zastali tam tylko cywili (m.in. kobiety, dzieci), których zacz?li gwa?ci?, dotkliwie okalecza?, aby w ostatecznym rozrachunku zabi?. Nie obchodzi?y ich przera?liwe krzyki niewinnych i niewalcz?cych Wietnamczyków b?agaj?cych o lito?? [10]. Broni?c ?o?nierzy, którzy dopu?cili si? tej masakry twierdzono, ?e „dzia?ali w warunkach okrutnej i dehumanizuj?cej wojny, które popchn??y ?o?nierzy do zabijania bez rozró?nienia ofiar”. Wiadomym jest jednak, ?e ?o?nierze, którzy strzelali byli ?wiadomi tego, co robi?, poniewa? czuli potem obrzydzenie i wyrzuty sumienia - nie mogli, wi?c powo?a? si? na argument „gor?czki bitewnej” [11]. Atoli Walzer zaznacza, ?e ?o?nierze mogli na swoje usprawiedliwienie u?y? argumentu, ?e wykonywali oni rozkazy swych dowódców – si?gn?liby oni wówczas do drugiego rodzaju argumentów, który odnosi si? do dyscypliny wojskowej i pos?usze?stwa. [12].  Tak te? si? sta?o i ?o?nierze obronili si? tym argumentem - nie postawiono ich w stan oskar?enia, skazano natomiast dowódc? oddzia?u.

Michael Walzer uwa?a, ?e argumenty drugiego rodzaju – usprawiedliwiaj?ce dzia?ania ?o?nierzy ze wzgl?du na rozkazy - sprowadzaj? si? do dwóch argumentów: powo?ania si? na niewiedz? i na przymus. Argument z niewiedzy opiera si? na za?o?eniu, ?e ?o?nierz nie ma dost?pu do informacji, które mia?yby go informowa? o tym, w jakich dzia?aniach wojskowych uczestniczy. ?o?nierz w tym przypadku zdaje si? na opini? dowódców zak?adaj?c (wierz?c), ?e post?puj? oni rozs?dnie i  wydaj?c rozkazy anga?uj? swoich ?o?nierzy w sprawiedliwe dzia?ania wojenne. Co si? za? tyczy argumentu powo?uj?cego si? na przymus, wynika on z faktu, ?e ?o?nierze rezygnuj? z w?asnego zdania i bezkrytycznie zobowi?zani s? (przymuszeni s?) w swych dzia?aniach do poddania si? rozkazom swych dowódców. Ale nale?y zaznaczy?, ?e wyj?tek stanowi sytuacja, gdzie od ?o?nierza wymagane jest niepos?usze?stwo dowództwu.

?o?nierze posiadaj?, bowiem obowi?zek moralny, aby nie wykona? polecenia dowódcy, gdy wiedz?, ?e rozkaz ten ?amie regu?y wojny (ius in bello) [13] i jest niesprawiedliwy tak?e wtedy, gdy grozi im za to degradacja. Walzer zaznacza, w przypadku rzezi we wiosce My Tai ?o?nierze nie mogli mie? w?tpliwo?ci, co do sprawiedliwo?ci akcji oraz niewinno?ci ofiar. „W?a?nie w takich sytuacjach wymagamy [od ?o?nierzy – przyp. B.S.] niepos?usze?stwa”. ?o?nierzy, którzy odmówili strzelania w My Tai nie spotka?a ?adna nagana ze strony instytucji wojskowej, co sk?ania do wniosku, ?e powinno si? pot?pi? pozosta?ych za ich pos?usze?stwo.

Zdaniem Walzera nie nale?y jednak przedwcze?nie wini? ?o?nierzy za to, ?e nie sprzeciwili si? rozkazom dowódców. Wojsko to organizacja, która dzia?a sprawnie tylko wtedy, gdy podw?adni pos?uszni s? swoim zwierzchnikom. Jednostka „wychodz?ca przed szereg” staje si? zepsut? cz??ci? wcze?niej dobrze naoliwionej maszyny instytucjonalnej. [14]. ?o?nierz chc?cy podda? pod w?tpliwo?? b?d? zanegowa? rozkaz dowódcy staje przed niebezpiecze?stwem „g??bokiego i niepokoj?cego moralnie osamotnienia”. Nie znaczy to jednak, ?e w imi? tego argumentu mo?na uczestniczy? w pope?nianiu zbrodni wojennych, gdy takie zaistniej?. Nale?y jednak fakt zaistnienia takiego problemu, dokonuj?c os?du ?o?nierzy, uwzgl?dni? – „?ycie moralne zakorzenione jest w tego rodzaju wi?zi spo?ecznej, któr? dyscyplina wojskowa wyklucza lub dora?nie przecina” [Walzer, s. 450].

Jeff McMahan w artykule Etyka zabijania na wojnie (Unjust War), rozpatruj?c kwestie odpowiedzialno?ci moralnej ?o?nierzy uczestnicz?cych w wojnach niesprawiedliwych (nies?usznych) przygl?da si? argumentom, które poda? Walzer. McMahan argument z niewiedzy nazywa argumentem epistemologicznym, a drugi z przymusu argumentem pragmatycznym. Wnioski McMahana mo?na odnie?? do wniosków Walzera.

McMahan uwa?a, ?e Walzer myli si? twierdz?c, ?e mo?liwe jest usprawiedliwienie moralnie ?o?nierzy uczestnicz?cych w wojnach niesprawiedliwych (w zbrodniach wojennych) na podstawie obu tych argumentów. Zastrze?enia Walzera s? tylko wyt?umaczeniami: mog? dowodzi?, ?e ?o?nierze uczestnicz?cy w zbrodni wojennej nie s? przest?pcami i nie nale?y ich ani wini?, ani kara?, za to, co zrobili; nie dowodzi to jednak tego, ?e ?o?nierze ci dzia?ali w sposób dozwolony – usprawiedliwiony. [15]. Czyli, zdaniem McMahana, ?o?nierzy mo?na na podstawie tych argumentów tylko wyt?umaczy?, nie za? usprawiedliwi? moralnie. Uwa?a on, ?e Walzer wyolbrzymia znaczenia ograniczenia wiedzy i przymusu, jakim podlegaj? ?o?nierze, m.in. dlatego, ?e powo?anie si? na przymus „nigdy w pe?ni nie zwalnia z odpowiedzialno?ci w przypadkach bezprawnego zabójstwa” [ Jeff McMahan, Etyka zabijania na wojnie. [w:] T. ?uradzki, T. Kuni?ski, Etyka wojny, W-wa PWN 2009, s. 108]. Lecz nawet, gdyby przyj?? (co McMahan przyjmuje hipotetycznie), ?e w niektórych przypadkach ma si? do czynienia z usprawiedliwieniem ich dzia?a?, nie ?wiadczy to o tym, ?e dzia?ania te by?y by sprawiedliwe – dozwolone. Jednak mimo wszystko, Walzer s?usznie zauwa?y?, ?e ci??ar odpowiedzialno?ci w przypadku masakry w My Lai przechyla szal? na stron? dowództwa i to zwierzchników powinno si? przede wszystkim (lecz nie tylko) obarcza? win? za pope?nione zbrodnie wojenne, poniewa? to oni jako dowódcy s? w obowi?zku nadzorowa? operacje podw?adnych.

III. Logika wojny

Za?o?eniem wojny, o którym rozprawia? za Carlem von Clausewitzem Michael Walzer, jest to, ?e aby zwyci??y? przeciwnika, zawsze jedna ze stron musi „dzia?a? wyprzedzaj?co”. Na wojnie zawsze mamy do czynienia z „oddzia?ywaniem wzajemnym”, tj. ka?da ze stron chc?cych wygra? wojn? jest zmuszona do dorównania przeciwnikowi b?d? przewy?szenia go. Cz?sto jest tak, ?e w dzia?aniach wojennych dochodzi si? do „ostateczno?ci”. Taka jest owa „logika wojny”, która jest „sta?ym parciem ku skrajno?ci moralnej” [Walzer, s. 66]. Zdaj? si? nie istnie? inne granice oprócz „granic samej si?y”.

Znane s? sytuacje, w których ?o?nierze b?d? cywile buntuj? si? przeciwko agresji i postanawiaj? stan?? do walki. [16] Kieruj? si? celami wy?szymi, dla nich znacz?cymi moralnie. Walzer nazywa to „wy?sz? ambicj?”, kiedy d??? oni do zmniejszenia tyranii i do zmniejszenia prawdopodobie?stwa wyst?pienia jej w przysz?o?ci. Jednak jak ju? zauwa?ono na pocz?tku tego rozdzia?u, aby wygra? zmuszeni s? do odrzucenia wszelkich ogranicze?, które pozosta?y; zmuszeni s? wr?cz do przewy?szenia okrucie?stwa tyrana, b?d? na?ladowania go. Prowadzi to do spirali przemocy, jakby uj?? to Martin Luther King, narody schodz? po militarnych schodach w dó?, do piek?a. Zdaniem Michaela Walzera logika wojny w szczególno?ci ukazuje piekieln? natura wojny.

IV. Podsumowanie. Czy "piek?a" wojny mo?na unikn??? [17]

W artykule tym pragn??am wyja?ni?, na czym polega piekielna natura wojny. Z faktu, ?e wojn? porównuje si? do piek?a udowodni?am, ?e porównania i upodabniania pomi?dzy piek?em teologicznym a „piek?em” wojny dokonywa? s? mo?liwe. Zwróci?am uwag? na to, ?e wojna jako wytwór piekielny jest stworzona przez ludzi, co ods?oni?o - ca?kowicie zale?ny od ludzi - wymiar „piek?a wojny”. Pó?niej ukaza?am „ludzk? twarz” rekrutów, ich piekieln? dol?, a tak?e na czym polega „logika wojny” i jej piekielne konsekwencje.

Mo?na si? pokusi? i powiedzie?, ?e istnieje jeszcze jedno podobie?stwo pomi?dzy piek?em teologicznym a „piek?em” wojny, o którym nie pisa?am na pocz?tku, a które pozwala odpowiedzie? na pytanie: czy piek?a wojny mo?na unikn??? Podobie?stwo to wynika z tego faktu, ?e tak jak piek?a teologicznego, tak i „piek?a” wojny mo?na unikn?? nie dopuszczaj?c si? lub zaprzestaj?c pewnych dzia?a?. Problem jednak polega na tym, ?e unikni?cie piek?a teologicznego jest bardziej realne [18] ni? unikni?cie tego drugiego, poniewa? w tym pierwszym zawsze mo?emy liczy? na „?ask?” itp. odwo?uj?c si? do instancji nieomylnego, wszechwiedz?cego i mi?uj?cego Boga, gdzie w przypadku „piek?a” wojny mamy do czynienia z instancjami pod postaci? ludzi, których cechami s? omylno?? i u?omno??. Maj?c, zatem do czynienia z „ludzkimi lud?mi” jedyne, o co mo?emy wnosi? na rzecz „wojny bez broni” to apel o pow?ci?gliwo?? uzbrojonych. „Warunkiem przekszta?cenia wojny w walk? polityczn? jest ograniczenie wojny jako walki zbrojnej” – stwierdza Walzer i dodaje, ?e apel ten powinien mie? nast?puj?c? posta?: „Nie mo?esz do mnie strzela?, poniewa? ja nie strzelam do ciebie i nie zamierzam do ciebie strzela?. Jestem twoim wrogiem niewalcz?cym, ty za? musisz wywiera? na mnie przymus i panowa? nade mn?, je?eli potrafisz, bez przemocy” [Walzer, s. 472]. [19]. Respektowanie tego wi?za?oby si? z uszanowaniem pewnych praw i konwencji – z dochowaniem im wierno?ci od strony ?o?nierzy i ich dowódców, nad czym trzeba by by?o mie? baczenie. Takie ograniczenie wojny, zdaniem Walzera, jest pocz?tkiem pokoju, co w konsekwencji mo?e prowadzi? do unikni?cia „piek?a” wojny.

[1] Michael Walzer stwierdzi?, bowiem, ?e obu piek?a nie s? do siebie podobne – ja natomiast uwa?am, ?e pod pewnymi wzgl?dami s? do siebie podobne. Zaznaczam, ?e piekieln? natur? wojny w tym kontek?cie uka?? tylko na przyk?adzie cierpie? ?o?nierzy oraz weteranów wojennych, nie za? na przyk?adzie cierpie? cywili. Nawi?zanie do cierpie? tych drugich wyst?pi w rozdziale o odpowiedzialno?ci moralnej za zbrodnie wojenne po to, aby ukaza? dobitniej t? problematyk?.

[2] W USA pojawi? si? pomys?, aby skaza?ców na tle kryminalnym wysy?a? do wojska; stan?liby oni przed narzuconym im wyborem: pobyt w wi?zieniu albo pój?cie do wojska. Pojawia si? tutaj element wolno?ci wyboru ze strony skaza?ca jednak de facto wolnego wyboru on nie ma. Gdyby pomys? ten wszed? w ?ycie argument, który ma za zadanie rozró?ni? oba piek?a, upad?by.

[3] Wp?ywem wojny na ?o?nierzy i aspektem odpowiedzialno?ci moralnej za zbrodnie wojenne zajm? si? w rozdziale „„Piekielni rekruci” i ich dowódcy”.

[4] Zach?cam do zapoznania si? artyku?em Gazety Wyborczej: http://wyborcza.pl/1,75515,2334528.html. Tak?e wiele przyk?adów nieko?cz?cego si? dla weteranów wojen cierpienia mo?na znale?? w artykule Rzeczpospolitej: http://newarch.rp.pl/artykul/52407_Powrot_do_Wietnamu.html

[5] Zdaje sobie spraw?, ?e istnieje jeszcze ró?nica mi?dzy obydwoma piek?ami, nazw? j? tutaj „ró?nic? stworzyciela”; nie wp?ywa ona mimo wszystko na warto?? dokonanego tu porównania i wykazanego podobie?stwa obu piekie? w sensie opisanym w tym rozdziale. Ró?nica ta pozwoli nam ukaza? piekieln? natury wojny – wi?cej o tym przede wszystkim w rozdzia?ach „„Piekielni rekruci” i ich dowódcy”.

[6] Zbrodniom wojennym o charakterze pogwa?cenia praw i zwyczajów wojny, takim jak: morderstwa, zn?canie si? nad ludno?ci? zamieszkuj?c? okupowany obszar, burzenie osiedli, miast, wsi oraz powodowanie wszelkich zniszcze?. W rozdziale wykorzystam przyk?ad Masakry w My Lai [Walzer, s. 441]. Zbrodni? wojenn? potraktuj? jako wojn? niesprawiedliw? (nies?uszn?), a ?o?nierzy uczestnicz?cych w tej zbrodni jako nies?usznie walcz?cych. Niestety zbrodnie wojenne maj? miejsce tak?e w przypadku, kiedy ?o?nierze uczestnicz? w wojnach sprawiedliwych.

[7] Pó?niej postaram si? pokaza?, ?e ?o?nierze dopuszczaj?cy si? zbrodni wojennych wp?ywaj? na rozmiar brutalno?ci wojny - podlegaj? oni zwierzchnikom, przez co automatycznie nie mog? decydowa? formalnie o rozmiarze wojny, ale nie?wiadomie (b?d? ?wiadomie) ten rozmiar de facto zwi?kszaj? – w?tek ten znale?? b?dzie mo?na w rozwa?aniach nad odpowiedzialno?ci? moraln? i mo?liwo?ci? usprawiedliwienia ?o?nierzy dopuszczaj?cych si? zbrodni wojennych.

[8] ‘Wyt?umaczenie’ – s?owo zapo?yczone od Jeffa McMahana. McMahan odró?nia, bowiem ‘wyt?umaczenie’ od ‘usprawiedliwienia moralnego’ – o tym dalej w tek?cie.

[9] Nie mo?na tego t?umaczy? tak?e powo?uj?c si? na powody wszcz?tej walki (ius ad bellum). Powód walki, cho? najbardziej sprawiedliwy nie powinien poci?ga? za sob? niesprawiedliwych praktyk. Jak twierdzi Walzer: zabijanie „ponad norm?” nie jest ?wiadectwem ducha walki, czy determinacji ?o?nierzy oraz stopnia s?uszno?ci wojny, ale histerii. [Walzer, s. 439].

[10] W dyskursie etyki wojny okre?lenie „niewinny i niewalcz?cy” jest istotne. W celu wi?kszego zapoznania zob. R. K. Fullinwider Wojna i niewinno??.

[11] W Dzienniczkach ?w. Faustyna Kowalska twierdzi, ?e jednym z wielu rodzajów m?k, jakie prze?ywali grzesznicy jest „ustawiczny wyrzut sumienia”. Jest on spowodowany prze?wiadczeniem, ?e mo?na by?o post?pi? inaczej ni? si? post?pi?o - gdyby post?pi?o si? w?a?ciwie cz?owiek nie znalaz?by si? w piekle. Tak?e w tym przypadku mo?na piek?o teologiczne upodobni? do „piek?a” wojny.

[12] Mogli oni tego dokona?, poniewa? dowódca kompanii nie poda? im precyzyjnie sformu?owanych wytycznych, a kiedy pad?y one w formie bardziej sprecyzowanej przez bezpo?redniego dowódc? oddzia?u, brzmia?y one jednoznacznie, aby zabija? niewinnych niewalcz?cych.

[13] Jeff McMahan dowodzi, ?e nawet, je?eli regu?y ius in bello s? przestrzegane przez ?o?nierzy nie oznacza tego, ?e walka nie mo?e by? niesprawiedliw?. Pó?niej jednak zaznacza w swym artykule Etyka zabijania na wojnie, ?e wojny niesprawiedliwe nigdy nie s? prowadzone zgodnie z regu?ami ius in bello.

[14] Opiera si? to na ró?nicy mi?dzy organizacj? a wspólnot? – protest obywatelski wyp?ywa ze wspólnoty warto?ci – armia wspólnot? nie jest.

[15] Ró?nica w stanowiskach Walzera i McMahana opiera si? m.in. na tym, ?e ten pierwszy uwa?a, ?e prawo ius ad bellum oraz ius in bello s? niezale?ne, gdy ten drugi stawia temu kontr? i ukazuje, ?e oba prawa s? zale?ne. Aby dowiedzie? si? o tym wi?cej, zob. Jeff McMahan, Etyka zabijania na wojnie. [w:] T. ?uradzki, T. Kuni?ski, Etyka wojny, W-wa PWN 2009, s. 101-142].

[16] Przyk?adem mo?e by? tutaj Powstanie Warszawskie.

[17] W postawionym tu pytaniu nie chodzi o to jak sprawi?, aby instytucja wojska przesta?a istnie?; chodzi o to jak sprawi?, aby pomimo jej istnienia nie mia?o si? do czynienia z „piek?em” wojny – stosowaniem jakiejkolwiek przemocy wobec siebie i innych osób; by mie? do czynienia z „wojn? bez broni”. Odpowiedzenie, bowiem na pierwsze rozumienie tego pytania wi?za?oby si? z kwesti? pacyfizmu i jego warunków, a na poruszenie osobno tej kwestii nie mam ju? tutaj miejsca.

[18] Unikni?cie tego piek?a jest bardziej realne pomimo tego, ?e samo istnienie piek?a teologicznego poddawane jest w w?tpliwo?? i cz?sto to istnienie uwa?a si? za nierealne.

[19] Musia?oby si? to wi?za? z bezwzgl?dnym zaufaniem walcz?cych po przeciwnych stronach. W innym przypadku mo?na by?oby zadawa? pytanie, w jakim stopniu mo?liwym sta?oby si? stwierdzenie, ?e rzeczywi?cie potencjalny przeciwnik broni nie posiada.

  1. Michael Walzer, Wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe. Rozwa?ania natury moralnej z uwzgl?dnieniem przyk?adów historycznych. Warszawa PWN 2010.
  2. Tomasz ?uradzki, Tomasz Kami?ski, Etyka wojny. Antologia tekstów. Warszawa PWN 2009.
  3. Carl von Clausewitz, O wojnie. Red A. Rudnicka, wyd. Mireki.
  4. Biblia to jest Pismo ?wi?te Starego i Nowego Testamentu. Brytyjskie i Zagraniczne Towarzystwo Biblijne, Warszawa 1991.
  5. doc. K. Korzeniewskiego, Zaburzenia psychiczne na wspó?czesnym polu walki. http://pml.strefa.pl/ePUBLI/144/26N.pdf (z dnia: 24.08.2010.).
  6. Gazeta Wyborcza: http://wyborcza.pl/1,75515,2334528.html  ( z dn. 26.08.2010).
  7. Rzeczpospolita: http://newarch.rp.pl/artykul/52407_Powrot_do_Wietnamu.html (z dn. 25.08.2010).
  8. Bogna Skrzypczak-Walkowiak, Motywy infernalne w ró?nych tekstach kultury. [w:] Zeszyty Szkolne Nr 3 (9)/2003, s. 29.
Magister filozofii, etyk. Specjalizacja: etyka wojny i interwencji wojskowych. Zainteresowania: filozofia spo?eczna i polityczna, bioetyka, neuroetyka.
Obecnie pracuj? dla Blackwell UK Ltd. i odbywam kurs Applied Ethics na Oxford University.
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa sobota, 04 września 2010

    Par? braków i nie?cis?o?ci

    Tekst mi si? podoba, jest ciekawy i wci?gaj?cy. Pozwol? sobie na kilka uwag - pyta?, poniewa? by?o par? fragmentów, które sprawi?y mi trudno?ci.Oto one: 1)Nie bardzo rozumiem przypis drugi, a mianowicie co mia?oby oznacza?, ?e skazaniec wybieraj?c wi?zienie albo wojsko nie ma wolnego wyboru? Niejasne jest te? dla mnie dlaczego gdyby pomys? z USA wszed? w ?ycie argument by upad?, wydaje mi si?, ?e jest to tutaj niejasne.2) Porównanie piek?a teologicznego i wojennego jest oczywi?cie bardzo fajn? ciekawostk? (zw?aszcza z uwagi na ciekawe opisy czelu?ci piekielnych i do?wiadcze? ?o?nierzy), nie mniej nie wiem w?a?ciwie czemu ono ma s?u?y?. Mam na my?li, jakie jest etyczne znaczenie tego wywodu? Bo wydaje mi si?, ?e w?a?ciwie s?u?y ono jedynie wyja?nieniu czy s?usznie u?ywamy s?owa "piekielny" odno?nie wojny. Jako, ?e rozwa?ania lingwistyczne nie s? dla mnie zbyt interesuj?ce, uwa?am, ?e t? kwesti? mo?na by spokojnie pomin??.3)Wydaje mi si?, ?e b??dny jest twój zarzut do Walzera, gdzie twierdzisz, ?e mo?na porównywa? czas trwania cierpienia w przypadku piek?a teologicznego i wojny. Czy to bowiem, ?e odczucia up?ywaj?cego czasu s? relatywne oznacza, ?e mo?emy przyrówna? 5 minutowe cierpienie ?o?nierza, któremu wydaje si?, ?e trwa ono wiecznie, do tego które by?oby 'rzeczywi?cie' niesko?czone? My?l?, ?e to zbyt daleko id?ce porównanie, nawet uwzgl?dniaj?c wszystkie podane przez Ciebie czynniki, wydaje si? logicznie niepoprawne.4) Piszesz: "Michael Walzer nie do ko?ca mia? racj? stawiaj?c znak nierówno?ci pomi?dzy piek?em teologicznym a piek?em wojny. Wydawa? by si? mog?o, ?e znaku równo?ci tak?e nie mo?na postawi?..." – to zdaje si? taki niewielki b??d. No bo albo P albo ~P . Je?li nie mo?na postawi? znaku nierówno?ci, to chyba znaczy, ?e mo?na równo?ci? Piszesz, ?e jest to zale?ne od tego, czy bierzemy pod uwag? jeden aspekt czy wiele. Nie czyta?am Walzera, ale chyba musia? bra? pod uwag? sum? aspektów. Po drugie nie s?dz? by uda?o Ci si? wykaza?, ?e istnieje równo?? mi?dzy cierpieniami fizycznymi i psychicznymi odbywaj?cymi si? na wojnie, a tymi piekielno-teologicznymi. Równie? moim zdaniem próba zrównania ich to spory b??d. Je?li przypatrzymy si? wymienianym przez Ciebie opisom, to cechy takie jak :"robak ich nie zginie", "ogie? nie zga?nie","ogie? wieczny","nieugaszony","ustawiczna rozpacz","dr?czenie w nie do opisania sposób" - s? cechami specyficznymi. Ich istot? jest w?a?nie to, ?e s? wi?ksze ni? cokolwiek strasznego, obrzydliwego, z?ego, co mo?emy sobie wyobrazi?. Nie widz? sensu porównywania obu kwestii, gdy? piek?o z definicji jest czym? du?o bardziej okrutnym ni? wojna.(pomijam tutaj fakt, ?e moim skromnym zdaniem odwo?ywanie do rozwa?a? teologicznych w tekstach etycznych jest zb?dne i zak?óca postulat racjonalno?ci wywodu ;) )5)Piszesz: „Tym, czym wojna jest lub nie jest decyduj? sami ludzie. Nie jest ona zjawiskiem przyrodniczym, jak powód?, niekontrolowanym przez cz?owieka. Niestety jednak cz?sto z takim w?a?nie podej?ciem mo?na si? spotka?. Jak gdyby wojna nadesz?a niewiadomo sk?d i ogarn??a swoj? moc? ?wiat. Jest to swoistego rodzaju ideologia m?c?ca nasz ?wiatopogl?d i krytyczny os?d. „Wojny nie wszczynaj? si? same.”.”My?l?, ?e podej?cie, które umniejsza sprawcz?, a przede wszystkim rozumow? rol? ludzi w wojnie pochodzi z pewnej opinii o naturze ludzkiej. Chodzi tu o tzw. "walk? o byt" - walk? o przetrwanie, która ma popycha? do wojen o terytoria, zasoby itd. Warto by si? nad tym zastanowi?, jaki ma wp?yw taka wizja natury ludzkiej – cz?owieka jako „drapie?nika” usi?uj?cego przetrwa? – na podej?cie ludzi do konfliktów zbrojnych. (Ta wizja natury ludzkiej jest oczywi?cie b??dna, z uwagi na wyst?puj?cy szeroko altruizm odwzajemniony, niemniej wydaje mi si?, ?e cz?sto mo?emy napotka? opinie typu: "Wojny zawsze by?y i b?d?, taka jest natura ludzka" ).6) Piszesz: „ Ma si? tu wtedy do czynienia z dzia?aniem wbrew w?asnej woli, dzia?aniem z przymusu zewn?trznego, ze strony instytucji b?d? warunków, w jakich przysz?o cz?owiekowi ?y?.” – wydaje mi si?, ?e przymus wynikaj?cy z zewn?trz ró?ni si? od tego wynikaj?cego z ci??kiej sytuacji ?yciowej, czy tym bardziej tego wynikaj?cego z braku perspektyw, warto by? mo?e równie? nad t? kwesti? si? pochyli? i ewentualnie wykaza?, ?e s? to kwestie bardzo zbli?one.7) Argument z „gor?czki bitewnej” – nie wydaje mi si? tak banalny jak go przedstawi?a?. Je?li przeanalizujemy najnowsze dane neurologiczne dotycz?ce tego w jaki sposób podejmujemy decyzje i przedstawimy jak du?y jest udzia? emocji w naszych decyzjach (równie? moralnych), nie wydaje mi si?, ?e tak ?atwo b?dzie nam si? z nim rozprawi?. 8) Piszesz dalej : „Jednak mimo wszystko, Walzer s?usznie zauwa?y?, ?e ci??ar odpowiedzialno?ci w przypadku masakry w My Lai przechyla szal? na stron? dowództwa i to zwierzchników powinno si? przede wszystkim (lecz nie tylko) obarcza? win? za pope?nione zbrodnie wojenne, poniewa? to oni jako dowódcy s? w obowi?zku nadzorowa? operacje podw?adnych.”No i znowu tutaj pytanie brzmi, co to znaczy: "lecz nie tylko”. Jak powy?sze zdanie ma si? do tego co wspomnia?a? o McMahanie, a tak?e wcze?niej wspomnianej mo?liwo?ci odmówienia rozkazu? Czy w przypadku tych ?o?nierzy nie mo?emy jedynie mówi? o wyt?umaczeniu ich zachowania, ale nie o usprawiedliwieniu, a tym samym, ci??ar odpowiedzialno?ci przechyla si? równie? na nich? (rozumiem, ?e to mia?o znaczy? "nie tylko", ale warto to jako? lepiej nakre?li?.)9)Je?li za? chodzi o wnioski: wydaje mi si?, ?e nie wykaza?a?, i? mo?na s?usznie wojn? porównywa? z piek?em teologicznym. Piszesz równie?: „Zwróci?am uwag? na to, ?e wojna jako wytwór piekielny jest stworzona przez ludzi, co ods?oni?o - ca?kowicie zale?ny od ludzi - wymiar „piek?a wojny”.” – rozumiem, ?e jak nie zale?ny od ludzi to od si? nadprzyrodzonych? Nie bardzo wiem co tu mia?a? na my?li, odnios?am si? do tego wcze?niej pisz?c o koncepcji natury ludzkiej.10) Na koniec dodajesz: P: „…istnieje jeszcze jedno podobie?stwo pomi?dzy piek?em teologicznym a „piek?em” wojny..” „... piek?a teologicznego, tak i „piek?a” wojny mo?na unikn?? nie dopuszczaj?c si? lub zaprzestaj?c pewnych dzia?a?. " A nast?pnie: ~P : "Problem jednak polega na tym, ?e unikni?cie piek?a teologicznego jest bardziej realne [18] ni? unikni?cie tego drugiego…” - czyli jednak NIE ma podobie?stwa! Chodzi mi o wzajemn? sprzeczno?? tych zda?.Podsumowuj?c: Artyku? bardzo fajny, jakie? tam ma?e niedoci?gni?cia, no i jestem ciekawa dalszych rozwa?a? w kwestii usprawiedliwionego zabijania, moralnej odpowiedzialno?ci ?o?nierzy itp.

  • Begina S?awi?ska
    Begina S?awi?ska poniedziałek, 06 września 2010

    W odpowiedzi...(1)

    Na wst?pie mej odpowiedzi serdecznie dzi?kuj? za uwagi. Dzi?kuj? tak?e za mi?e s?owa. Ciesz? si?, ?e portal ten daje mo?liwo?? debaty pod opublikowanymi artyku?ami. Postaram si? odpowiedzie? na Twoje uwagi (oraz pozosta?ych osób, które zaznaczy?y, ?e równie? podzielaj? Twoje zdanie). Je?eli co? zrozumia?am opacznie – zach?cam do dalszej debaty. Z ch?ci? nanios? poprawki w mych dalszych rozwa?aniach odno?nie tego tematu, je?eli uwagi oka?? si? zasadne.1. Odno?nie niezrozumienia przypisu nr 2: Walzer uwa?a, ?e „piek?a” wojny z piek?em teologicznym nie mo?na porównywa?, poniewa? na wojn? nie zostaj? wys?ani „grzesznicy” za kar?, czyli zostaj? pos?ani ci, którzy (ogólnie rzecz ujmuj?c) post?pili ?le. Natomiast na wojnie nie mamy do czynienia z „grzesznikami” tylko cz?sto „niewinnymi” ?o?nierzami. (tutaj s?owa tego u?ywam w znaczeniu potocznym a nie w tym, w jakim ono funkcjonuje w dyskursie etyki wojny). Mog?abym si? z tym zgodzi?, gdyby nie ten pomys? z USA. Je?eliby skaza?ców („grzeszników”) wysy?ano do wojska, gdzie mieliby oni „odpokutowa?” swoje winy, to jest to do?? podobne do koncepcji karania w piekle teologicznym. Co do ich wolno?ci wyboru, a raczej jej braku – skazaniec i tak znajdzie si? w niewoli – mi?dzy dwoma zniewoleniami: wi?zieniem b?d? wojn? (mo?e i tego, i tego by nie chcia? wybiera? decyduj?c o sobie sam). Mimo tego, co wybierze i tak b?dzie pos?any na „odpokutowanie” swoich win (pope?nionych czynów). Dlaczego ten argument by upad?? Poniewa? mieliby?my w tym przypadku do czynienia z kwesti?, ?e jednak i do „piek?a” wojny zsy?ano by za kar?.2. Dzi?kuj? za Twoj? opini? i rozumiem Twoje obawy. Zabra?am si? jednak za wyja?nienie u?ywania tych s?ów, poniewa? uwa?a?am to za konieczne, aby na pocz?tku w miar? nakre?li? „poj?cia”, którymi mo?na si? w tym temacie pos?ugiwa?. Wyda?o mi si? to osobi?cie bardzo istotne – wa?enie, bowiem s?ów w tej kwestii jest do?? wa?ne i interesuj?ce z uwagi na dalsze rozwa?ania etyczne i konsekwencje pos?ugiwania si? jakim? danym s?ownictwem w tych rozwa?aniach. Nie mo?na moim zdaniem pomija? tego. Walzer te? tego nie pomin?? w swej ksi??ce.

  • Begina S?awi?ska
    Begina S?awi?ska poniedziałek, 06 września 2010

    W odpowiedzi...(2)

    3. Oczywi?cie porównanie czasu trwania cierpie? itp. mo?e wyda? si? o drobin? przejaskrawione jednak nie uwa?am do ko?ca, aby mój zarzut by? b??dny oraz logicznie niepoprawny. Mimo, ?e m.in. Damasio wprowadzaj?c „marker somatyczny” wywo?a? „rewolucj?” w postrzeganiu relacyjno?ci ‘emocje-rozum’, uwa?am, ?e nie zawsze emocje da si? rozwa?y? ‘rozumowo’. Opisa? je "logicznie". Poza tym, czym jest czas? Czym? oderwanym od nas, czy czym?, czego up?yw odczuwamy subiektywnie? Mo?emy si? tym „pobawi?” - je?eli we?miemy pod uwag? subiektywne jego odczuwanie mój argument nie wydaje mi si? by? nieuzasadnionym.4. Nie do?? precyzyjnie si? wyrazi?am. M.W. postawi? znak nierówno?ci. Ja próbowa?am postawi? znak równo?ci. Jednak wydawa? by si? mog?o, ?e i tego znaku równo?ci tak?e postawi? nie mo?na, „jednak niemo?no?? ta wyst?puje tylko wtedy, gdy pod uwag? bierze si? jedynie powód znalezienia si? danych jednostek w piekle [5], bowiem, gdy pod uwag? we?mie si? aspekt cierpie? fizycznych i psychicznych, znak równo?ci pomi?dzy omówionymi piek?ami postawi? mo?na.”. Tak?e odsy?am Ciebie do wst?pu pierwszego rozdzia?u, w tym artykule jeszcze raz. Nie potrafi? ostatecznie przyzna? Ci racji, co do niemo?no?ci ich zrównywania. Je?eli piek?o z definicji jest czym? gorszym ni? wojna, to, co Ty my?lisz o samym zdaniu „wojna to piek?o”? Co do Twojego komentarza w nawiasie: owe porównanie jest dla mnie tym, co g?osi cytat podany na wst?pie tego artyku?u.5. Ciekawe spostrze?enie. Podej?cie do wojny pod k?tem ewolucji, tak?e uwarunkowa? genetycznych, „ci?gotek” do agresji, itp. powsta? ju? ciekawy artyku? w „Gazecie Wyborczej” – bodaj?e, które? z wyda? sierpniowych 2009. Mam w domu – poszukam. ? Ca?y artyku? udowadnia (w skrócie podaj?), tak jak napisa?a?, ?e ludzka natura jest taka, a nie inna. Mo?na si? tym nie zgodzi? nie tylko wysuwaj?c ten argument, który poda?a? Ty w swej uwadze. W filozofii idzie spotka? si? z rozwa?aniami na temat tego, czy cz?owiek jest z gruntu dobry, czy z?y, itp.

  • Begina S?awi?ska
    Begina S?awi?ska poniedziałek, 06 września 2010

    W odpowiedzi...(3)

    6. Zgodz? si? z Tob? tak?e w tym, ?e s? to kwestie zbli?one. 7. Tak, tu Walzer za szybko omówi? ten argument. Mi te? zdawa?o si?, ?e czego? w tym brakuje. Jednak jestem w stanie go usprawiedliwi? – ksi??ka mog?a powsta? jednak wcze?niej (1977) ni? owe nowinki si? pojawi?y. Niemniej powinnam pewnie da? przypis ukazuj?cy to, co Ty nadmieni?a?.8. Tak, racja; o to w?a?nie mi chodzi?o.9. Ulu, spójrz jeszcze raz na ten fragment: „Zwróci?am uwag? na to, ?e wojna jako wytwór piekielny jest stworzona przez ludzi, co ods?oni?o - ca?kowicie zale?ny od ludzi - wymiar „piek?a wojny”.”. Nie napisa?am tam nie-zale?ny, ale zale?ny. Co za tym idzie: „Tym, czym wojna jest lub nie jest decyduj? sami ludzie. Nie jest ona zjawiskiem przyrodniczym, jak powód?, niekontrolowanym przez cz?owieka”.10. Stwierdzi?am, ?e mo?na si? pokusi? i powiedzie?, ?e „podobie?stwo to wynika z tego faktu, ?e tak jak piek?a teologicznego, tak i „piek?a” wojny mo?na unikn?? nie dopuszczaj?c si? lub zaprzestaj?c pewnych dzia?a?. Na tym polega? mo?e owo podobie?stwo. A dalej: „…problem jednak polega na tym, ?e unikni?cie piek?a teologicznego jest bardziej realne [18] ni? unikni?cie tego drugiego, poniewa? w tym pierwszym zawsze mo?emy liczy? na „?ask?” itp. odwo?uj?c si? do instancji nieomylnego, wszechwiedz?cego i mi?uj?cego Boga, gdzie w przypadku „piek?a” wojny mamy do czynienia z instancjami pod postaci? ludzi, których cechami s? omylno?? i u?omno??”. Rozwa?aniami tymi nie os?dzam jednoznacznie, czy mo?na, czy nie mo?na postawi? znaku równo?ci w tutaj podanym przypadku. Na zako?czenie dzi?kuj? jeszcze pewnej osobie za zwrócenie uwagi, ?e pewne uwagi poczynione przeze mnie, s? uwagami o podobie?stwie jako?ciowym, a nie podobie?stwie rodzajowym.Dzi?kuj? tak?e za komentarz pani dr Ma?gorzacie Derc. Mam nadziej?, ?e komentarz pani doktor znajdzie si? na stronie Etyki Praktycznej - do czego Pani? Doktor zach?cam - z niego wynik?aby niesamowicie ciekawa dyskusja.

  • Marek Paw?owski
    Marek Paw?owski wtorek, 07 września 2010

    Komentarz do Zarzutu drugiego Pani Urszuli Zarosy i odpowiedzi...

    Wyda?o mi si? to osobi?cie bardzo istotne – wa?enie, bowiem s?ów w tej kwestii jest do?? wa?ne i interesuj?ce z uwagi na dalsze rozwa?ania etyczne i konsekwencje pos?ugiwania si? jakim? danym s?ownictwem w tych rozwa?aniach.
    W dyskursie etycznym dla wi?kszej zrozumia?o?ci powinno si?, o ile zajdzie taka potrzeba wyja?nia? poj?cia kluczowe dla wywodu. Metafora wojny piekielnej, piek?a wojny w tym sporze nie jest ani kluczowa ani potrzebna. Sam spór oraz debata na temat wojny ma si? ca?kiem dobrze bez jej u?ycia, zaprzestanie go nie prowadzi tak?e do jakichkolwiek konsekwencji etycznych. Co za tym idzie, u?ywanie tego typu metafor nie wnosi nic do sporu na temat etyki wojny. Pos?uguj?c si? zasad? ekonomii nie widz? sensu ani celu u?ywania tego stwierdzenia w jakichkolwiek debatach etycznych. Co za tym idzie, nie widz? sensu wyja?niania tego poj?cia. Nie jestem pewny, jaka by?a motywacja Waltzera w tym przypadku, jedyne co mi si? nasuwa to po prostu powi?kszenie obj?to?ci ksi??ki lub umilenie czytelnikowi lektury przed przej?ciem do powa?nej argumentacji.Kolejnym aspektem jest sama próba wyja?nienia wszelkiego rodzaju metafor. Pole interpretacji oraz zawarte w nich wszelkiego rodzaju ?adunki emocjonalne s? zbyt wieloznaczne. Chocia? dla ?cis?o?ci, na ten temat toczy si? do?? du?y spór z zakresu filozofii j?zyka. Nie s?dz? jednak, ?e jakiekolwiek rozwi?zanie tego sporu, czy te? postawienie si? na jednym z jego stanowisk podwa?y?y w jakimkolwiek stopniu mój wcze?niejszy komentarz.

  • Milena Zeidler
    Milena Zeidler sobota, 11 września 2010

    komentarz od nie-filozofa

    Ciekawy artykul z punktu widzenia Religious Studies; poruszona tu zostala tematyka, ktora naukowcy tej dziedziny i dziedzin pokrewnych zajmuja sie juz od dekad. Prawdopodobnie jego interdyscyplinarnosc wzbudza watpliwosci zwolennikow monodyscyplinarnosci w tematyce wojny czy samej etyki jako takiej, jednakze rozwazania na szerszym gruncie maja swoje plusy, nie tylko naukowo-uzasadnialne. Pani Beginie gratuluje otwartosci, oczytania i odwagi w stawianiu pierwszych krokow; Pani Urszuli - jasnosci umyslu i spojnej argumentacji, jest co podziwiac.Pozdrawiam!

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda środa, 20 października 2010

    Jakie jest piek?o teologiczne?

    Doskonale rozumiem prób? (zreszt? bardzo udan?) ukazania paralelno?ci piek?a wojny i piek?a w sensie religijnym. Pisz? "religijnym", poniewa? termin "teologiczny" nie wydaje mi si? do ko?ca adekwatny. Teologii nie lubi? i mo?e z tego w?a?nie powodu chcia?bym wiedzie? czym teologowie si? zajmuj?, a czym nie - przynajmniej je?li chodzi o Ko?ció? katolicki.W Kk tzw. "objawienia prywatne" (Faustyna, Fatima, etc.) nie stanowi? obowi?zuj?cej wyk?adni teologicznej.Natomiast JP2 o piekle mówi? tak:

    Piek?o oznacza nie tyle miejsce, co raczej wskazuje na sytuacj?, w jakiej znajduje si? cz?owiek, który w sposób wolny i ostateczny oddala si? od Boga, ?ród?a ?ycia i rado?ci.
    I mniej wi?cej tak w?a?nie wygl?da dzisiaj piek?o w teologii Kk - odarte ze znacze? symbolicznych, nie jest przedstawiane jako miejsce, lecz stan ducha. Nie mówi?c ju? o wci?? powracaj?cej od czasów Orygenesa koncepcji tzw. "pustego piek?a".Pozdrawiam i wspieram w staraniach o ?wiat bez piek?a wojny. Dzi?ki za dzisiejsz? projekcj?.

  • Begina S?awi?ska
    Begina S?awi?ska środa, 20 października 2010

    Odn. wypowiedzi Kazika

    Co do s?ów Papie?y o piekle, to ostatnio wypowiedzia? si? o nim obecny:

    "Piek?o nie jest wcale religijnym symbolem, który zosta? wymy?lony po to, ?eby zastrasza? wiernych i zmusi? ich do przestrzegania dekalogu. Jak powiedzia? papie?, jest to realne miejsce, w którym grzesznicy cierpi? katusze w ogniu piekielnym."
    - powiedzia? Benedykt XVI w homilii wyg?oszonej w parafii w Fidene na przedmie?ciach Rzymu...Mo?e "objawienia prywatne" nie s? obowi?zuj?c? wyk?adni? ale pos?u?y?am si? nimi instrumentalnie, aby ukaza?, na ile to tylko mo?liwe w tego typu artykule, "zarys" piek?a teologicznego. Tak, ten wyraz "teologicznego" sprawia problem jak wskaza?e? wy?ej. Religijnego mo?e tak?e brzmi mniej 'anga?uj?co' ale te? znowu poci?ga za sob? pewne konsekwencje u?ycia tego terminu. Materia? na ksi??k? nie artyku? na blogu.Mi?o wiedzie?, ?e to Ty Kaziku by?e? dzisiaj na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Philmowego Sekcji Etyki! Dzi?ki za bycie i ?yw? dyskusj?. Mam nadziej?, ?e nie ostatni?.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda czwartek, 21 paĹşdziernika 2010

    Piek?o jest, ale Otch?ani za to ju? nie ma ... no prawie

    Nie zna?em tej wypowiedzi, ale jako? specjalnie mnie ona nie dziwi. W ko?cu to kardyna? Ratzinger sta? na czele Kongregacji Nauki Wiary (dawniej zwanej ?wi?t? Inkwizycj?) kiedy w roku 2000 powsta?a deklaracja Dominus Iesus:http://pl.wikipedia.org/wiki/Dominus_IesusZdaniem wielu ten dokument cofn?? dialog ekumeniczny o dziesi?ciolecia.Z kolei inny watyka?ski dokument, który powsta? ju? za obecnego pontyfikatu, w popularnej recepcji kwitowany jest has?em "Papie? zamkn?? limbus". Dalej jednak dopuszcza si? mo?liwo?? refleksji teologicznej na ten temat.http://pl.wikipedia.org/wiki/Otch%C5%82a%C5%84Mam wra?enie ?e etyka i ogólnie refleksja filozoficzna poziomem spekulatywno?ci nie dorasta teologii do pi?t. ;)Przepraszam ?e odbiegam od zasadniczego tematu - wiem ?e to nie licuje z ich powag?, ale nie mog? si? powstrzyma?:http://www.youtube.com/watch?v=zTOffYj5TxU

  • Tomasz K?kol
    Tomasz K?kol niedziela, 03 kwietnia 2011

    Jeszcze co? o piekle i nie tylko

    Przegl?daj?c tzw. prywatne objawienia natrafi?em na szczególnie sugestywny opis piek?a:[url]http://www.i-h-s.eu/www/gloria/htdocs/testimonio/Polnisch01.doc[/url]Zgadzam si? poza tym, ?e bardzo interesuj?ce jest poszukiwanie ?wieckich odpowiedników (by tak rzec) wizji, poj?? itp. religijnych.

  • Najpierw zaloguj siÄ™ a potem wyĹ›lij komentarz
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.