Czy zakaz małżeństw jednopłciowych jest dyskryminujący?

Dodane przez w w Dyskryminacja

Każda nierówność wobec prawa powinna mieć swoje uzasadnienie. Jeśli nauczyciel matematyki, który jest gejem, jest tak samo wykwalifikowany pod względem merytorycznym, dydaktycznym i wychowawczym jak jego heteroseksualny kolega, nie ma powodu, aby nie miał uczyć dzieci. Jeśli lesbijka miałaby kwalifikacje do tego, aby być opiekunką do dzieci lub prezydentem Rzeczpospolitej, nie powinniśmy jej tego zabraniać. Czy nie istnieją jednak istotne różnice między parą gejów a parą osób heteroseksualnych, które usprawiedliwiałyby uprawnienia małżeńskie dla drugich, zakazując ich zarazem pierwszym? Poniżej przedstawię główne powody, które skłaniają mnie do takiego poglądu.

Struktura argumentu z dyskryminacji

Zarzut niesprawiedliwej dyskryminacji jakiejś grupy ma uzasadnienie, jeśli grupie tej nie przysługują pewne prawa, które posiada inna grupa, choć nie różnią się one od siebie niczym istotnym. Stwierdzenie niesprawiedliwej dyskryminacji opiera się zatem na następującym ciągu myślowym:

  1. Uprawnienie A przysługuje grupie osób P1.

  2. Uprawnienie A nie przysługuje grupie osób P2.

  3. Grupa osób P2 nie różni się niczym istotnym od grupy osób P1. Osoby z grupy P1 nie mają żadnej cechy dodatkowej x, której nie posiadają osoby z grupy P2, a która stanowiłaby uzasadnienie dla uprawnienia A.

  4. Zatem: Osoby z grupy P2 są dyskryminowane i nie przyznanie im uprawnienia A jest niesprawiedliwe.

Nie wydaje się jednak, aby OSOBY homoseksualne były dyskryminowane w naszym kraju w powyższym sensie. Jeśli przez uprawnienie A rozumieć zespół praw i obowiązków regulowany przez polskie prawo, które wyznaczają instytucję małżeństwa, osoby homoseksualne nie są ze względu na nie dyskryminowane. Każda osoba, bez względu na orientację seksualną, jeśli tylko spełni odpowiednie warunki, może zawrzeć związek małżeński. Jeśli jakiś gej, powiedźmy Adam, chciałby poślubić jakąś lesbijkę, powiedźmy Ewę, nie usłyszy, że nie może tego zrobić ze względu na orientację seksualną jego czy jego partnerki. Nie znam przypadków dyskryminacji OSÓB homoseksualnych ze względu na prawo do małżeństwa. Osoby homoseksualne są więc w innej sytuacji niż, np. niepełnosprawni czy ubodzy. Homoseksualiści nie są pokrzywdzeni dlatego, że nie mogą wyegzekwować posiadanych praw. Dyskryminacja grup społecznie upośledzonych przybiera bowiem taką właśnie formę. To, że np. brak rozwiązań architektonicznych w budynkach państwowych dyskryminuje osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich związane jest z faktem, że nie mogą oni wyegzekwować prawa, np. do głosowania czy edukacji. Osoby homoseksualne nie są jednak dyskryminowane w ten sposób. Nie są osobami, wobec których nie przestrzega się prawa. Jeśli spotkalibyśmy się z takimi przypadkami, należałoby je potępić.

Osoby homoseksualne często są dobrze zorganizowanymi, wpływowymi i inteligentnymi ludźmi. Środowiskom LGBT nie może zależeć więc na zniesieniu dyskryminacji OSÓB o odmiennej orientacji seksualnej - co zazwyczaj słyszy się w mediach – lecz na zmianie prawa dotyczącego PAR jednopłciowych. Celem środowisk zrzeszających gejów i lesbijki jest więc taka zmiana prawa, która nie dyskryminowałaby PAR jednopłciowych. Jednak to, iż PARY takie są dyskryminowane nie może być wykazane w oparciu o powyższe rozumowanie, które dotyczy OSÓB. Poprawny argument z dyskryminacji par jednopłciowych względem par dwupłciowych zrekonstruować należy następująco:

  1. Uprawnienie A (małżeństwo) przysługuje grupie osób P1, które stanowią PARY dwupłciowe.

  2. Uprawnienie A nie przysługuje grupie osób P2, które stanowią PARY jednopłciowe.

  3. Pary z grupy P2 nie różnią się niczym istotnym od par z grupy P1. Znaczy to, że pary z grupy P1 nie mają żadnej cechy dodatkowej x, której nie posiadają pary z grupy P2, a która stanowiłaby uzasadnienie dla uprawnienia A.

  4. Zatem: Pary z grupy P2 są dyskryminowane i nie przyznanie im uprawnienia A jest niesprawiedliwe.

Czy argumentacja powyższa jest poprawna i może być użyta, aby uzasadnić zmianę polskiego prawa? Na wstępie należy zauważyć, że nie istnieje prawo do małżeństwa, które przysługiwałoby wszystkim ludziom bez względu na posiadane przez siebie cechy oraz osobom w dowolnych związkach. Nie jest więc automatycznie dyskryminujące to, że niektórzy ludzie nie mogą wejść ze sobą w związek małżeński. Można byłoby tak stwierdzić, literalnie czytając art. 16 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, która stwierdza, iż:

Art.16. (1) Mężczyźni i kobiety bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, narodowości lub wyznania mają prawo po osiągnięciu pełnoletności do zawarcia małżeństwa i założenia rodziny.

Dosłowne odczytanie powyższego artykułu byłoby jednak błędem. Nie mamy przecież prawa poślubić kogoś, i nie uznamy tego faktu za niesprawiedliwą dyskryminację, jeśli moją żoną miałaby być moja córka, jeśli moja przyszła żona nie wyraziłaby na to zgody, jeśli miałbym już żonę. Nie mogę poślubić sam siebie ani mojej umierającej babci, aby uzyskać jakieś wyższe świadczenia społeczne. Nie uznamy też za niesprawiedliwą dyskryminację OSÓB ani PAR zakaz wchodzenia w związek małżeński braci i sióstr czy osób niepełnoletnich. Aby udowodnić więc, że pary jednopłciowe powinny móc zawierać małżeństwa, nie wystarczy stwierdzić, że prawo do małżeństwa jest podstawowym prawem człowieka. Literalnie rzecz biorąc, tak bowiem nie jest. Z pewnością nie w tym sensie, że każdy obywatel ma prawo żądać zawarcia małżeństwa kiedy i z kim chce.

Aby dowieść, że pary jednopłciowe powinny mieć te same uprawnienia do zawarcia małżeństwa co pary dwupłciowe, należałoby dowieść, że prawdą jest przesłanka (3), tj. że pary dwupłciowe nie mają żadnej cechy dodatkowej x, której nie posiadają pary jednopłciowe, a która stanowiłaby uzasadnienie dla formalizacji związku w postaci małżeństwa.

Czym różni się związek jednopłciowy od dwupłciowego?

Odmówienie prawa do małżeństw homoseksualistom powinno opierać się na faktach, nie zaś na przekonaniach religijnych czy ideologicznych. To samo dotyczy przypisania im uprawnień małżonków. Przyjrzyjmy się więc kilku faktom dotyczącym związkom jedno i dwupłciowym. Według Rocznika Demograficznego z 2010 roku1 ludność polska żyjąca w rodzinach wynosi 34 mln osób2 przy czym dzieci urodzone w trakcie trwania małżeństwa stanowią 80% wszystkich urodzonych w 2009 roku. Trzeba jednak uwzględnić, że spora część rodziców bierze ślub po uzyskaniu świadectwa urodzenia swego dziecka, w statystykach ich dzieci widnieją więc jako pozamałżeńskie. Jeśli połowa par, które urodziły dzieci pozamałżeńskie zawiera związek małżeński w późniejszym okresie, około 90% dzieci w Polsce żyje w rodzinach, w których rodzice są małżonkami. W związku z tym przytłaczająca większość małżeństw ponosi duże koszty związane z wychowaniem. Jak szacują analitycy Centrum im. Adama Smitha minimalny koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia dwudziestego roku życia) wynosi 160 tys. zł, dwójki zaś 280 tys. zł. Do tego należy dodać poświęcony czas, który mógłby zostać spożytkowany na osiąganie sukcesów zawodowych. Poza tym wychowanie nie kończy się zazwyczaj w wieku lat dwudziestu. Po jakimś czasie małżonkom „rodzą się” wnuki.

Obraz polskiego małżeństwa nie byłby kompletny bez danych dotyczących rozwodów. Ponieważ separacje stanową znikomy odsetek i raczej mają charakter przejściowy, nie będę ich brał pod uwagę. Na 250 tyś3. zawartych małżeństw w 2009 roku przypadło 65 tyś4 rozwodów. Prawdopodobieństwo rozwodu nie jest jednak równo rozłożone. Jest ono wysoko skorelowane z ilością posiadanych dzieci. Tak więc około 50% rozwodów dotyka małżeństw bez dzieci, 38% rozwodów dotyczy małżeństw z jednym dzieckiem. Jeśli małżeństwo ma 3 lub więcej dzieci, ilość rozwodów stanowi jedynie 4%5. Trwałość związku między dwojgiem ludzi jest więc wysoko skorelowana z ilością posiadanych dzieci. Małżeństwa wiec, pomimo zmieniających się postaw w ostatnich dziesięcioleciach, ciągle pozostają bardzo stabilną instytucją wspierającą wychowywanie i edukację. Warto zauważyć, że dzieci poniżej 18 roku życia pozostające z małżeństw rozwiedzionych w 2009 stanowiły 68806 osób, co w stosunku od wszystkich dzieci w naszym kraju (7.3 mln. w 2009 roku7) wynosi jedynie 0.1%8. Małżeństwa są więc modelową komórką rodzinną - bardzo stabilnym środowiskiem, w którym przychodzi na świat większość Polaków, którzy następnie są utrzymywani, wychowani oraz edukowani przez rodziców.

Jak natomiast wyglądają dane dotyczące dzietności par homoseksualnych, które zechciałyby zawrzeć związek małżeński? Jak wyglądają ich realne możliwości wychowawcze, tzn. jakie jest prawdopodobieństwo ponoszenia przez nie ciężarów edukacyjno-wychowawczych? Nie istnieją dane statystyczne dotyczące rodziców homoseksualnych w Polsce. Nie ma takich danych również w rocznikach statystycznych np. Dani czy Holandii (są to kraje, w których istnieje możliwość zawarcia małżeństwa między osobami tej samej płci). W statystykach tych krajów nie wyróżnia się małżeństw ze względu na orientację seksualną. Prawdopodobnie uznaje się to za dyskryminujące. Wystarczy tu jednak dedukcja.

Biologia jest nieubłagana: mężczyźni nie mogą zajść w ciążę wcale, kobiety natomiast jedynie przy udziale mężczyzn. 100% par homoseksualnych, które chciałyby wstąpić w związek małżeński, nie może spłodzić wspólnych dzieci. Jeśli mają potomstwo, jednym z biologicznych rodziców nie będzie partner w związku. Rodzi to zazwyczaj problemy prawne i wychowawcze. Podobne dysproporcje dotyczą wychowywania. Ponieważ bez udziału osób przeciwnej płci pary jednopłciowe nie mogą począć dzieci, zazwyczaj nie maja również kogo wychowywać. Istnieją jednak pewne wyjątki. Zasadniczo wśród rodzin par jednopłciowych wyróżnić można trzy kategorie: pary wychowujące biologiczne dzieci jednego z partnerów, urodzone w poprzednim, heteroseksualnym związku, pary lesbijek wychowujące dzieci poczęte metodą in vitro lub w drodze sztucznej inseminacji, adopcja dzieci niespokrewnionych z partnerami lub opieka zastępcza nad takimi dziećmi. Część par jednopłciowych teoretycznie mogłoby więc stać się rodzicami, jeśli NAJPIERW uznalibyśmy, iż mają one prawo do zapłodnienia in vitro, do adopcji lub przejęcia praw rodzicielskich. Aby podnieść współczynnik dzietności par jednopłciowych, co mogłoby stanowić sposób zrównania ich w tym względzie z parami heteroseksualnymi, najpierw należałoby jedak podjąć dyskusję dotyczącą praw rodzicielskich dla homoseksualistów. Wielu aktywistów LGBT w publicznych wypowiedziach rzekomo odcina się od tych postulatów, pragnąc jedynie posiadać te same uprawnienia małżeńskie, co heteroseksualiści bez prawa do zapłodnienia lub adopcji dzieci. Jeśli jednak zgodzilibyśmy się, że pary jednopłciowe nie mogą żądać poczęcia lub adopcji dzieci, podstawy swe traci argument, że nie różnią się one niczym istotnym od par dwupłciowych.

Co więcej, nawet jeśli wcześniej przyznalibyśmy parom jednopłciowym prawa do zapłodnienia in vitro czy sztucznej inseminacji, zauważyć trzeba, że dotyczyłoby ono jedynie około 50% wszystkich par jednopłciowych (lesbijek). Nie można spodziewać się również masowych adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Większość ludzi czuje bowiem opór przed wychowywaniem obcych biologicznie osób. Poza tym przyznanie prawa do adopcji konkretnej parze wymaga spełnienia wielu rygorystycznych kryteriów, które obecnie trudno jest spełnić również osobom heteroseksualnym. Podejrzewać więc można, że jedynie niewielki odsetek par jednopłciowych posiadałby i wychowywał dziecko. Jak można wyczytać w broszurze wydawanej przez Kampanię na Rzecz Homofobii, reprezentującej środowiska LGBT, „w szeroko zakrojonym badaniu norweskim (2983 gejów i lesbijek) 10 proc. respondentów odpowiedziało, że ma dzieci, a 5 proc. przyznało, że ich dzieci przebywają z nimi we wspólnym gospodarstwie domowym”9. Podejrzewać więc można, że ilość sformalizowanych par jednopłciowych wychowujących dzieci wahałaby się między 5 a 10%. Dysproporcje między małżeństwami heteroseksualnymi a związkami jednopłciowymi są więc olbrzymie: gdy mówić o prawdopodobieństwie powołania do życia osób różnica ta wynosi jak 80% do 0%, w kwestii wychowania natomiast 80% do 5%. Osoby, które weszłyby w homoseksualne związki sformalizowane w bardzo małym prawdopodobieństwem przyczyniłyby się więc do poczęcia a następnie wychowania nowych obywateli. Co więcej, pamiętać trzeba, że odsetek 5% małżeństw jednopłciowych wychowujących dzieci mógłby stać się faktem pod warunkiem, że NAJPIERW uznalibyśmy, że mają one takie uprawnienie. To natomiast, czy para lesbijek może żądać zapłodnienia in vitro czy adopcji jest jeszcze bardziej kontrowersyjne niż zgoda na niektóre uprawnienia ekonomiczne czy prawne, związane z instytucją małżeństwa.

Istnieje więc poważna różnica między małżeństwami heteroseksualnymi a ewentualnymi małżeństwami jednopłciowymi. Różnica, która znosi zarzut dyskryminacji. Aby argument „z dyskryminacji” par jednopłciowych był bowiem konkluzywny, prawdziwa musiałaby być przesłanka (3), która zakłada brak istotnej między nimi różnicy. Taka różnica jednak istnieje: małżeństwa homoseksualne nie są instytucją mogącą w jakikolwiek sposób promować dzietność oraz promować ponoszenie ciężarów wychowawczych rodziców. Mogą mieć one zazwyczaj charakter kontraktów zawartych jedynie w interesie zainteresowanych stron. Dotyczy to zazwyczaj tak motywacji, jak i prawie zawsze skutków zawartych związków. Pary jednopłciowe nie wnoszą więc porównywalnej wartości dodanej do społeczeństwa danego kraju, chcąc czerpać takie same korzyści jak pary dwupłciowe. Ów brak symetrii małżeństwa jednopłciowe czyniłby niesprawiedliwymi.

Dlaczego dzieci są ważne?

Jednak nie każda różnica między grupami osób jest moralnie i prawnie istotna. Dlaczego więc odsetek małżeńskich narodzin oraz wychowywania dzieci miałby być ważną cechą różnicującą pary jednopłciowe od dwupłciowych? Dlaczego nie powinniśmy tych faktów zignorować? Istnieje kilka ważnych powodów.

Po pierwsze, w naszym społeczeństwie uprawnienia małżeńskie faktycznie skorelowane są z ilością posiadanych dzieci. Jest to statystyczny fakt. Najczęściej rozpadają się bowiem małżeństwa osób, które nie mają lub mają jedynie jedno dziecko, najbardziej stabilne są natomiast małżeństwa wielodzietne. Ponieważ rozwodnicy przestają korzystać z uprawnień małżeńskich, prawdopodobieństwo trwałego posiadania uprawnień małżeńskich wzrasta wraz z ilością posiadanych dzieci.

Po drugie, małżeństwo to bardzo poważna instytucja. Wiedzą o tym osoby rozwiedzione, które tracąc w wyniku rozwodu pewne korzystne dla nich uprawnienia, wciąż po rozwodzie obciążone są przez prawo wieloma obowiązkami związanymi ze swoją decyzją. Małżeństwo to bowiem nie tylko zbiór korzystnych uprawnień, ale również ważne obowiązki. Uzyskanie rozwodu nie jest więc kwestią prostą, zazwyczaj związane jest z podziałem majątku, obciążeniami alimentacyjnymi na dzieci oraz współmałżonka. Ciężar owych obowiązków wzrasta zazwyczaj wraz z ilością potomstwa. Małżeństwo obarczone jest więc olbrzymim „ryzykiem” posiadania dzieci, które powoduje ryzyko posiadania długotrwałych obowiązków wobec innych. Korzyści prawne i ekonomiczne płynące z małżeństwa uzasadnione są więc również obowiązkami, które wiszą nad małżonkami. Obowiązki te natomiast w dużej mierze związane są z posiadaniem dzieci.

Po trzecie, łożenie przez wszystkich obywateli na korzystne uprawnienia innych grup powinno mieć swoje dobre uzasadnienie. Dlaczego osoby w małżeństwach mają mieć różnego rodzaju ulgi podatkowe i „darmowe” ułatwienia prawne? Jaki jest powód, aby wspierać ich takimi przywilejami? Dlaczego podnosić prestiż związków małżeńskich odpowiednią ceremonią, podniosłą atmosferą, gestami urzędników państwowych i uznaniem rodziny i świadków? To, że ktoś czuje miłość i pragnie spędzić ze sobą życie, nie wydaje się wystarczającym powodem. Bardzo dobrym uzasadnieniem są jednak dzieci. W sytuacji mniej lub bardziej stabilnych relacji międzynarodowych, dzieci to przyszli obrońcy, osoby dbające o interes wspólnoty. Przyczyniają się do stabilności demograficznej kraju. To dzieci, przez większość swojego życia płacąc podatki, zasilać będą wspólną służbę zdrowia, policję, administrację czy system emerytalny, z których korzystać będziemy na starość. To one będą konsumentami i odbiorcami dóbr, które sprzedawać będą ich rodzice. To one wynajdą technologie czy lekarstwa, które ułatwią nam życie w podeszłym wieku. To jedynie dzieci mogą być gwarantem kultury, języka i dziedzictwa narodowego, do ochrony których m.in. powołane jest państwo. Zrozumiało to wiele krajów, które z powodów niskiej dzietności swych obywateli skazane są na ryzykowne w długiej perspektywie przyjmowanie dużej ilości imigrantów. Imigranci zaś radykalnie zmieniają charakter populacji takich krajów jak Niemcy, Dania czy Holandia. Co raz śmielej promuje się więc politykę pronatalistyczną. Najprostszą i najskuteczniejszą jej formą jest natomiast polityka prorodzinna. Małżeństwa heteroseksualne są bowiem instytucją prognozującą najbardziej stabilne środowisko do rozwoju i wychowania dzieci. Wspieranie heteroseksualnych małżeństw wydaje się więc najbardziej sensowną inwestycją w dobrostan doświadczany w długiej perspektywie czasu.

Czy bezdzietni powinni być małżonkami?

Jeden z podstawowych zarzutów wysuwanych przeciwko natalistycznemu uzasadnieniu uprawnień małżeńskich polega na wskazaniu, że istnieją przecież małżeństwa bezdzietne, którym przysługują te same uprawnienia co tym, którzy posiadają dzieci. W jaki sposób więc uprawnienia małżeńskie mogą być ugruntowane na dzietności, skoro nie wszystkie małżeństwa posiadają dzieci? Czy osoby bezpłodne lub kobiety po menopauzie nie powinny mieć prawa do małżeństwa? Czy nie jest niesprawiedliwym to, że pary jednopłciowe łożą na przywileje niektórych małżeństw dwupłciowych, które z powodu swego podeszłego wieku nie będą miały dzieci? Jak uzasadnić te dysproporcje między bezpłodnymi parami heteroseksualnymi a parami jednopłciowymi?10

Wydaje się, iż istnieją dwa główne uzasadnienia. Po pierwsze, ponieważ uprawnienia prawne muszą być pragmatycznie skuteczne, prawo nie może być nadmiernie skomplikowane. Dane uprawnienie czy sankcja muszą być skorelowane z takimi grupami osób, które najprawdopodobniej posiadać będą własności uzasadniające to uprawnienie. Nie przyznajemy praw wyborczych siedemnastolatkom, gdyż wychodzimy z założenia, że ich kompetencje do podejmowania decyzji politycznych są zbyt małe. Uzasadnienie takie nie dotyczy jednak wszystkich siedemnastolatków. Wielu z nich posiada większe kompetencje obywatelskie niż niejeden siedemdziesięciolatek. Czy nie jest dyskryminujące to, że np. siedemnastoletni laureat olimpiady z wiedzy o społeczeństwie nie ma pełni praw obywatelskich, a przysługują one osobie, która ma demencję starczą? Nie można niestety stanowić prawa, które potrafiłoby precyzyjnie nadawać uprawnienia zawsze i tylko tym osobom, wobec których byłoby to w pełni sprawiedliwe. Jeśli trudno jest uczynić inaczej, uprawnienia prawne nadaje się pewnym grupom osób ze względu ich TYPOWE CECHY, biorąc pod uwagę PRAWDOPODOBIEŃSTWO jej wystąpienia. To, że jakaś osoba czy wąska grupa osób charakteryzuje się innymi cechami niż typowi przedstawiciele jej grupy, ze względu na które to typowe cechy przypisujemy grupie pewne uprawnienia, nie stanowi jeszcze powodu do stwierdzenia dyskryminacji. Tym bardziej, gdy osób tych nie karzemy, ale przypisujemy im korzystne dla nich, choć de facto niesprawiedliwe, uprawnienia. Wydaje się, że sytuacja taka dotyczy dwupłciowych par bezdzietnych. Ilość małżeństw, które nie mają dzieci, stanowi około 10%. O znacznej większości par heteroseksualnych domniemywać można, że będą miały potomstwo. Większość z nich tego pragnie, czasami jednak jedno z małżonków ma problem z płodnością. O swojej chorobie dowiaduje się po kilku latach od zawarcia małżeństwa i bardzo często podejmuje próby leczenia. Przed zawarciem małżeństwa bardzo trudno jest jednoznacznie stwierdzić, które pary będą miały z tym kłopot. Nie wydaje się również rozsądnym, aby przed formalizacją związku wymagać zaświadczeń o płodności. Biorąc pod uwagę niewielkie ryzyko niepłodności oraz coraz skuteczniejszą możliwość jej leczenia, nie byłoby mądrym zmieniać wiekowe status quo. Również po zawarciu małżeństwa w obliczu przeżywanego dramatu bezpłodności byłoby szkodliwym w imię „sprawiedliwości” rozwiązać małżeństwa bezpłodne. Powinno się raczej wspierać leczenie choroby lub nakłaniać do adopcji cudzych dzieci.

Jak ocenić jednak małżeństwa osób, o których możemy być pewni, że są bezpłodne? Osobami trwale bezpłodnymi są kobiety po menopauzie. Jest to nowe zjawisko związane z podniesieniem się średniej długości życia. Kilkadziesiąt lat temu znakomita większość kobiet wychodziła za mąż w wieku płodnym. Prawo więc nie musiało różnicować małżonków ze względu na wiek, gdyż nie było takiej potrzeby. Czy istnieje ona dzisiaj? Zgodnie z danymi demograficznymi za 2009 rok odsetek kobiet, wychodzących za mąż w wieku starszym niż 45 lat wynosił 4%11. Założyć jednak należy, że duża część z tych małżeństw to małżeństwa powtórne, w których są już dzieci, inne dotyczą formalizacji związków, w których dzieci były już urodzone wcześniej. Podejrzewać więc można, że wśród wszystkich małżeństw znajduje się około 1% tych, które zawarte są przez osoby bezdzietne oraz nie zdolne do posiadania dzieci z racji wieku. Czy 1% osób w grupie, które niesprawiedliwie nabywają uprawnienia jej członków, powinno być argumentem za tym, aby zmieniać wielowiekowy prawny status quo, ryzykując że wzbudzi to duże poczucie krzywdy oraz zaniecha realizację pobocznych celów małżeństwa jakimi są promowanie monogamii, miłości czy wzajemnej opieki na starość? Zapewne wiele z tych kobiet, które wyszły za mąż w wieku dojrzałym, pragnęło założyć rodzinę już wcześniej. Czy fakt, że znalazły partnera trochę za późno byłby rozsądnym uzasadnieniem, aby odmówić im małżeństwa, jeśli znalazły go o rok później, niż przewidywałoby ewentualne prawo?

Tak więc bezpłodne pary dwupłciowe nie tylko stanowią statystycznie nieistotną anomalię, którą rozsądnie jest zignorować stanowiąc prawo, ale z natury rzeczy, w przeciwieństwie do par jednopłciowych, będą taka anomalię stanowiły. Naturalne jest, że pary dwupłciowe są płodne. Sytuacja par jednopłciowych wygląda natomiast zupełnie inaczej. To, że nie posiadają one dzieci nie jest anomalią czy wynikiem późno rozpoznanej choroby, ale ich TYPOWĄ, NATURALNĄ CECHĄ. Anomalią jest posiadanie dzieci przez pary jednopłciowe. Co więcej, STATYSTYCZNIE istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że zostaną one rodzicami.

Filozofia małżeństwa a uprawnienia państwowe

Wszystko co zostało powiedziane powyżej wystarcza, moim zdaniem, do odparcia zarzutu o dyskryminacji par jednopłciowych. Przedstawiona argumentacja opiera się jednak na natalistycznym i wychowawczym uzasadnieniu instytucji małżeństwa, które było ratio legis rozwoju tej instytucji w dziejach. Małżeństwo od wieków było legalną formą przekazywania sukcesji oraz instytucją wzmacniającą i chroniącą najsłabszych członków rodziny. Pozostanie „starą panną” czy bękartem dla wielu było przekleństwem. Nieskonsumowane pożycie lub fakt bezpłodności mogły stać się podstawą rozwiązania małżeństwa. Jednak może pora zmienić tę staroświecką koncepcję i uznać, że nie jest to już przekonująca ideologia małżeństwa? Może status małżonków powinniśmy nadawać każdemu, kto deklaruje wzajemną miłość i chęć spędzenia ze sobą życia, a cechy, takie jak prawdopodobieństwo płodności i stania się rodzicem, nie powinny być wcale brane pod uwagę?

Dyskusja dotycząca podstaw i uzasadnienia małżeństwa to jednak zupełnie nowy i skomplikowany temat. Nie wiele wspólnego ma on z formułowanym publicznie argumentem „z dyskryminacji”. Pytania powyższe mogą stanowić jedynie asumpt do nowej dyskusji nad filozofią rodziny i małżeństwa. Warto jednak zwrócić uwagę, że istnieją poważne ograniczenia owej nowoczesnej, tj. romantyczno-partnerskiej wizji formalnego związku. Jeśli podstawą korzystnych uprawnień małżeńskich miałoby być uczucie oraz deklaracja wspólnego życia, jak uzasadnić wymóg łożenia na przywileje małżeńskie przez całe społeczeństwo, więc również przez tych, którzy są rodzicami, którzy są kawalerami lub pannami. Co takiego wnoszą do społeczeństwa ci, którzy postanawiają spędzić ze sobą życie, że uzasadniać miałoby to ich korzystne uprawnienia? Dlaczego państwo miałoby jakkolwiek powody aby wtrącać się za sprawą swoich urzędników w takie „romantyczne przedsięwzięcia”? Indywidualne przedsięwzięcia, które niekoniecznie promują istotne z punktu całej wspólnoty cele. Romantyczna wizja miłości i związku jest bowiem bardzo młodym „wynalazkiem” (związana jest z przemianami obyczajowymi lat sześćdziesiątych) i jako społeczny eksperyment niekoniecznie niesie same korzyści. Jeśli przyjrzymy się danym statystyczny np. Holandii12 czy Danii13, możemy zauważyć, że ilość związków małżeńskich, rozwodów oraz dzieci urodzonych poza małżeństwami jest znacznie większa niż kilkadziesiąt lat wcześniej czy obecnie w Polsce. Dlaczego państwo miałoby wspierać model związków, który nie sprzyja stabilności środowiska rodzinnego?

To, że prawo nie zezwala na zawieranie małżeństw jednopłciowych przez PARY homoseksualne, nie stanowi jeszcze o dyskryminacji OSÓB ze względu na ich orientację seksualną. Klimat tolerancji i poszanowania osób o innej orientacji seksualnej jest ważny. Homofobia jest szkodliwa i krzywdząca. Wśród nas żyją homoseksualiści, których stygmatyzacja jest złem. Jeśli mają taką potrzebę, powinni móc wyrażać swoją inność. Nie wolno dyskryminować osób ze względu na orientację seksualną. Nie należy jednak mylić moralnej oceny relacji homoseksualnych, homofobii, braku tolerancji czy "ciasnej atmosfery zaścianka" z kwestią formalizacji małżeństw jednopłciowych. Mogę mieć wielu wybitnych przyjaciół gejów i uważać, że ich prawne roszczenia są nieuzasadnione. Nie powinno się bowiem ustanawiać niesprawiedliwego prawa, w celu polepszenia społecznej atmosfery wokół homoseksualistów.

Rozwinięty tekst w postaci artykułu naukowego przeczytać można w czasopiśmie Diametros:
O dyskryminacji par jednopłciowych, Diametros 34 (grudzień 2012)

1Rocznik demograficzny, red Halina Dmochowska (Warszawa: Główny Urz̨ad Statystyczny, 2010).

2Dmochowska, s 165.

3Ibid., 179.

4Ibid.

5Ibid., 245.

6Ibid., 247.

7Dmochowska, Rocznik demograficzny, 130.

8{Citation}

‘Ile kosztuje wychowanie dzieci w Polsce? - eGospodarka.pl - Finanse’ <http://www.finanse.egospodarka.pl/31376,Ile-kosztuje-wychowanie-dzieci-w-Polsce,1,48,1.html> [udostępniono 22 czerwiec 2011].

10Zob. M. Klinowski, ‘Moralność, reprodukcja i homoseksualizm’, Diametros, 2005, 21-50 (s 47).

11Dmochowska, s 184.

12Statistics Neatherlands, Statistical Yearbook 2010 (Statistics Neatherlands).

13Statistical Yearbook 2010, red Stefan Jul Gunnersen (Denemark: Statistics Denmark).

Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor książki Język etyki a utylitaryzm. Filozofia Moralna R.M.Hare'a
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek czwartek, 23 czerwca 2011

    Małżeństwo czyli co?

    Zdecydowanie bardziej podoba mi się ta wersja artykułu. Mam jednak pewną uwagę - zabrako mi w tym wszystkim analizy tego, czym - w sensie prawnym - jest małżeństwo. Bowiem to nie jest jakieś pojedyncze uprawnienie, ile raczej agregat różnych uprawnień przysługujących parze. Uzasadnionym byłoby zatem przeanalizowanie każdego elementu pod kątem tego, czy każde z uprawnień ma, czy nie ma uzasadnienia w przypadku par jednopłciowych. Mówienie bowiem o "prawie do małżeństwa" - bez swiadomości, o zestaw jakich konkretnie praw chodzi - jest zawieszone w próźni. Na koniec - tytułem uzupełnienia - dodam, że zrównanie praw par hetero i homoseksualnych nie musi wcale oznaczać legalizacji związków tych ostatnich... Może również oznaczać deregulacje w kwestii pierwszych ;)

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda piątek, 24 czerwca 2011

    Dzieci wychowują osoby, a nie małżeństwa

    W świeckim ładzie prawnym małżonkowie nie są zobowiązani do posiadania dzieci. W artykule znajduje się wiele interesujących argumentów, lecz nie mogą one odnosić się do świeckiej instytucji małżeństwa, która na płaszczyźnie prawnej przekłada się w Polsce na kontrakt między dwojgiem ludzi, a państwem. Małżeństwa które nie mogą, lub nie chcą posiadać dzieci, nie są wyjątkiem od pewnej rzekomej reguły prawnej antycypującej dzietność, a związanej jakoby z samą instytucją małżeństwa. Taka reguła po prostu nie istnieje (owszem istnieje w tradycji kulturowej oraz w religijnej instytucji małżeństwa). Jeśli w momencie pojawienia się w małżeństwie dzieci, może liczyć ono na płynące od państwa benefity, to te ostatnie nie wynikają z samej kondycji bycia w małżeństwie, lecz z faktu iż małżonkowie wychowują dzieci.Czy osoba samotnie wychowująca dziecko nie powinna zostać otoczona ze strony państwa wszelkimi przywilejami przysługującymi w związku posiadaniem potomstwa także małżeństwu? W rzeczywistości np. zapomogi w przypadku samotnych rodziców są wyższe. Stwierdzenie iż szczególne ciężary związane z wychowaniem dzieci spadają na małżeństwo wydaje mi się z gruntu fałszywe. Spadają one na konkretne osoby które dzieci wychowują, niezależnie od tego czy żyją one w jakimkolwiek związku, a jeśli już żyją w związku, to niezależnie od tego czy jest on sformalizowany.Według ostatnich danych eurostatu odnośnie Polski, ilość gospodarstw domowych gdzie rodzice wychowują samotnie dzieci wynosi 3,6% przy ciągłej tendencji wzrostowej. Pary dzietne (coraz rzadziej formalne małżeństwa) stanowią 25% gospodarstw domowych, a pary bezdzietne 20%. Jak więc widać spośród gospodarstw domowych w których wychowują się dzieci, w aż 12,6% mamy do czynienia z pojedynczym rodzicem (dwunastokrotnie częściej jest to matka). Duża ilość par bezdzietnych - jak przypuszczam w dużej mierze formalnych małżeństw, nie nastraja optymistycznie w kwestii ich przyszłych sukcesów reprodukcyjnych.W moim przekonaniu sprawiedliwe prawo musi się charakteryzować rozdziałem kwestii związanych ze świeckim małżeństwem (sformalizowany związek dwojga ludzi) od kwestii związanych z wychowaniem dzieci. Ale gdzie ma przebiegać ta dystynkcja?Z pozoru podział na "małżeństwo" i "rodzinę" wydaje się sensowny. Fakt zawarcia małżeństwa nie implikuje powstania funkcjonującej rodziny, a to rodzina nazywana jest podstawową komórką społeczną. Sam fakt istnienia rodziny nie gwarantuje jednak odpowiedniej jakości wychowania dzieci (w przypadku rodziny patologicznej wyższą jakość wychowania może dostarczyć dom dziecka). Zamiast rodziny należałoby więc mówić operacyjnie o podmiotach prawnych w postaci "osób wychowujących dzieci". Nie jestem prawnikiem, lecz mam wrażenie iż właśnie w ten sposób to w tej chwili w Polskim prawie funkcjonuje, choć pewnie wiele regulacji można poprawić.Podsumowując, czym innym jakościowo jest uprzywilejowanie instytucji małżeństwa, a czym innym uprzywilejowanie osób wychowujących dzieci. W perspektywie prawnej powinno chodzić o zupełnie różne przywileje. Jeśli faktyczny stan prawny jest inny, należałoby go poprawić niezależnie od argumentacji homoseksualnego lobby.

  • Gość
    ... niedziela, 03 lutego 2013

    pytanie

    Witam. Chciałbym wiedzieć, bo pisze Pan, że nie jest prawnikiem, a jednak w swoim uzasadnieniu zawiera b. dużo (jak mi się zdaje) prawnych argumentów. Ja też nie jestem prawnikiem, ale chciałbym uzyskać odpowiedz na pytanie, mianowicie: skoro w instytucji małżeństwa z cywilnego punktu widzenia nie występuje obowiązek posiadania potomstwa, to dlaczego (prawnicy, posłowie szczególnie prawa strona) szczególnie podkreślają ten fakt jako główny argument przeciw związkom jednopłciowym?
    Przyglądam się temu "tematowi" ostatnio i jesczze nie słyszałem, żeby ktoś (w telewizji czy na trybunie sejmowej) wyjaśnił to o czym Pan pisał: że posiadanie dzieci nie jest obowiązkiem w systemie prawnym? Jak Pan myśli czy to nieuwaga, czy świadome przemilczenie? Bardzo prosze o jakiś komentarz, bo mnie to szalenie interesuje. Pozdrawiam

  • Gość
    ... niedziela, 03 lutego 2013

    ...

    tzn. szczególnie podkreślają mozliwość posiadania potomstwa jako argument przeciw takim zwiazkom jednopłciowym...

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda piątek, 24 czerwca 2011

    Reifikacja dziatwy

    Trudno jest mi także przystać na to, by w dyskursie etycznym operować argumentami reifikującymi, w tym przypadku nasze dzieci, a tak odczytuję redukowanie ich osób do elementów systemu zabezpieczenia społecznego poprzedzających je pokoleń. Ale może ja jakiś dziwny jestem. Więcej na ten temat pisze moja żona:[url]http://pacinka.xemantic.com/2009/06/nikt-nie-rodzi-sie-podatnikiem.html[/url]

  • Wacław Janikowski
    Wacław Janikowski piątek, 24 czerwca 2011

    Prawa małżeńskie dla par wychowujących dzieci

    Krzysztof bardzo się rozpisał w drugim wpisie, ale ani na jotę nie rozprawił się z moim stanowiskiem. Tymczasem proponowana przeze mnie opcja wydaje się rozsądniejsza. W skrócie, u Krzysztofa clue jest takie: pary jednopłciowe nie powinny mieć praw małżeńskich, bo nie ponoszą ciężarów związanych z wychowaniem dzieci. To samo w pierwszym wpisie, to samo w drugim. Nieruszony problem taki: no dobrze, ale niektóre z par jednopłciowych chciałyby ponosić takie ciężary związane z wychowaniem adoptowanych bądź urodzonych w pierwszym dwupłciowym związku, jak to jest np. z lesbijką, która w związku z mężczyzną nieboszczykiem urodziła dziecko, teraz wychowuje je, ale już w związku z drugą lesbijką. Cóż wtedy? Zgodnie z clue Krzysztofa Saji również należą im się wszystkie wynagradzające taką robotę opiekuńczo-wychowawczą uprawnienia małżeńskie. M.in. ponosiłyby przecież te same koszty, podane za Centrum im. A. Smitha. Tylko się dziwię, że Krzysztof w ogóle tego traktu nie zauważył, nawet w drugim wpisie. Ciągle rozważa tak: Czym różni się związek jednopłciowy od dwupłciowego? Tym, że w drugim jest wysokie prawdopodobieństwo tego, że będą mieli/wychowywaliby dziecko. Sęk w tym, że przy poszerzonym prawie do adopcji biednych dzieci czekających na rodziców zastępczych związki jednopłciowe po pewnym czasie cechowałoby podobne prawdopodobieństwo. A Krzysztof jakby tego nie zauważa i mówi: a widzicie? To jest ta istotna różnica. Nie wychowują dzieci! Ergo nie powinny mieć podobnych uprawnień.Następnie rozważa możliwość adopcji dzieci przez pary jednopłciowe w taki sposób. Ogólnie niewiele par jednopłciowych chciałoby ubiegać się o bycie rodzicami adopcyjnymi, a jeszcze mniej przeszłoby pozytywnie wymagane procedury. A więc nie należy z powodu tak małej ilości udzielać praw przypisanych małżeństwu całej grupie par jednopłciowych. Krzysztofie, zgadzam się. Nie należy udzielać pełni praw małżeńskich wszystkim parom jednopłciowym. Bo na to nie zasługują. Co prawda i powiedzmy 10 proc. par dwupłciowych nie zasługuje, no ale, przymykamy na to oczy, bo w końcu wygodniej jest nie walczyć z silną tradycją, a wysokie prawdopodobieństwo cechujące pary dwupłciowe jako klasę usprawiedliwia nasze wygodne jako ogólniejsze rozwiązanie kategoryzujące grubiej rozwiązanie prawne. Dlaczego jednak nie udzielić praw małżeńskich parom jednopłciowym, które uzyskując dzięki sprawiedliwszemu prawu możność adopcji, PRZESZŁYBY procedurę sprawdzającą wszystkie wymagane kryteria? O to mi chodzi od pierwszego komentarza. Do tego postulatu sprawiedliwości nie ma się nijak fakt, że „osoby, które weszłyby w homoseksualne związki sformalizowane z bardzo małym prawdopodobieństwem przyczyniłyby się do poczęcia, a następnie wychowania nowych obywateli” (cytat z wpisu Krzysztofa Saji).Odniosę się z kolei do sugestii Krzysztofa Hubaczka, aby powyróżniać wszystkie poszczególne uprawnienia i pospecyfikować, które z nich należałoby przyznać również parom jednopłciowym (nie wychowującym dzieci). Poruszyłem ten postulat już w swoim pierwszym komentarzu (tj. do poprzedniego wpisu Krzysztofa Saji). Zapostulowałem z grubsza, aby nadać takim parom jednopłciowym wszystkie prawa konkubinatu istniejące już dla par dwupłciowych. Ale sądzę, że to powinno pójść nieco dalej, bowiem konkubinat jako związek niezarejestrowany nie daje wystarczających praw. Dlatego piszę o wprowadzeniu specjalnej instytucji związku dwóch osób, niezależnie od płci, ale nie będącej małżeństwem. Więc związki takie miałyby słusznie prawo do np. odwiedzania się wzajemnie w szpitalach w ciężkich sytuacjach, gdy np. jedna z osób jest nieświadoma, ale nie powinny im przysługiwać ulgi podatkowe zwane rodzinnymi. Itd. To trzeba by właśnie pospecyfikować. Kiedyś w przyszłości (w pierwszym komentarzu piszę, kiedy) należałoby dać możliwość adoptowania dzieci parom jednopłciowym, a wówczas pary takie, które po przejściu procedury weryfikującej adoptowałyby dziecko, z tą samą chwilą winny uzyskiwać automatycznie pełnię praw małżeńskich.Proponowana przeze mnie opcja rozwiązań nie jest sprzeczna z czymkolwiek, co napisał, czy to w pierwszym, czy w powyższym drugim wpisie, Krzysztof Saja. Może być ewentualnie sprzeczne z czymś, co ma on w zanadrzu swojej mądrej głowy, ale jest zupełnie zgodne z postawionymi dotąd literami. Napisałem, że proponowana przeze mnie opcja jest rozsądniejsza, ponieważ choć jest ona spójna logicznie z dotychczasowymi wpisami Krzysztofa, jest inna o tyle, o ile logicznie rzecz biorąc może być traktowana jako treściowe ich uzupełnienie. I tak uzupełnione, stanowisko właśnie jest rozsądniejsze, bo nie zostawia spraw nieruszonych. Podejrzewam jednak, że nie byłoby to zgodne z intencją Autora. Czy Autor mógłby mi wyjaśnić, jak to jest?Jeśli ja czegoś dotąd nie poruszyłem, to na pewno kwestii: czy niezależnie od zmiennej negatywnych reakcji społecznych przy ceteris paribus wszystkich czynnikach podobnych dzieci wychowywane przez pary jednopłciowe wychowywane byłyby równie dobrze (w takich to a takich parametrach zdrowia psychicznego, szczęścia etc., mierzonych w badaniach podłużnych), jak dzieci wychowywane przez pary dwupłciowe? Pomimo eksperymentów w niektórych krajach zachodnich, jest jeszcze o wiele za wcześnie, aby liczyć na jakieś ważne badania tych korelacji. To, poza sprawą owych silnych negatywnych reakcji, które z pewnością często odbiłyby się negatywnie na psychice dziecka, skłania mnie do nieprzyzwolenia na adopcję dzieci przez pary jednopłciowe w bieżącym dziesięcioleciu.

  • Wacław Janikowski
    Wacław Janikowski piątek, 24 czerwca 2011

    Zero życia, addentum

    Dodam, że domy dziecka nie powinny istnieć. Nota bene, przy boku, właśnie obejrzałem ciekawy film w temacie. Na yt zob.: Zero życia (cały film). Może na początku trzeba mieć nieco cierpliwości na niewielkie dłużyzny. Obraz z 1987 r., ale co się zmieniło (chyba, że na gorsze)? A propos filmu. Jak ktoś nie obejrzy od początku do końca, niech się nie wypowiada. Niestety to często się zdarza.Od dawna wydawało mi się dziwne, że etycy w Polsce nie zajęli się sprawą domów dziecka. Wygodniej rozprawiać o Twarzy Innego (adresuję m.in. do kilku kolegów).

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja piątek, 24 czerwca 2011

    Odpowiedź K.Hubaczkowi, W.Janikowskiemu, K.Pogodzie

    Drodzy dyskutanci, dziękuję za wasze komentarze. Ponieważ są one ze sobą powiązane, odpowiem na nie zbiorczo.Najpierw chciałem zauważyć, że tak ten wpis, jak i mój poprzedni są jedynie reakcją oraz próbą rozbrojenia "argumentu z dyskryminacji". Cel jest więc minimalny. Moja teza jest tylko taka: ani osoby homoseksualne, ani pary jednopłciowe nie są niesprawiedliwie dyskryminowane przez obecne prawo. Z tego jeszcze nie wynika, że nie istnieją dobre racje ku temu, aby sformalizować status niektórych związków jednopłciowych. Nie chcę tego przesądzać. Mówię jedynie, że najczęściej powtarzany w mediach zarzut dyskryminacji jest niezasadny. Jeśli istnieją dobre racje za formalizacją par jednopłciowych, inne niż dyskryminacja, z chęcią je rozważę.Większość Waszych komentarzy jest próbą uzupełnienia tego, czego nie napisałem. Cieszę się na te uzupełnienia, dają one bowiem sposobność wypracowania sobie bardziej ugruntowanego stanowiska. Zaznaczę tu jednak, co zapewne wiecie, że oba moje teksty są jedynie wpisami na blogu i ani nie chciałem, ani nie mogłem zawrzeć tu wielu ważnych kwestii. Odniosę się poniżej jednak do uwag, które otrzymałem.(1)W pełni zgadzam się z K.Hubaczkiem, że wyczerpująca analiza zagadnienia uprawnień par jednopłciowych powinna rozpocząć się od zrobienia listy uprawnień i obowiązków małżeńskich, a następnie zastanowienia się nad każdym z nich z osobna. Może zajmę się tym w przyszłości. Byłyby to jeszcze kolejne 3 lub 4 wpisy na Blogu EP.(2)W.Janikowski pyta mnie o moje stanowisko w kwestii formalizacji par jednopłciowych, która nie zrównałaby ich w prawach z małżeństwami. Nie mam w tej kwestii jasnego zdania. Abym takie sobie wyrobił, należałoby najpierw wykonać pracę, o której piszę w p. (1). Z jednej strony skłonny jestem przychylić się do poglądów W.Janikowskiego, który postulowałby gradację instytucji i uprawnień. Z drugiej jednak strony mam wątpliwości, które związane są z potrzebą i uzasadnieniem takich light-małżeństw. Jak mi się bowiem wydaje, większość prawnych regulacji, które mogłyby ich dotyczyć, może być już obecnie uzyskanych u notariusza. A jeśli tak się dzieje, nie widzę zbytnio powodów, dla których państwo miałoby się mieszać w takie "romantyczno-partnerskie” związki (krótko o tym piszę w powyższym tekście).(3) Kwestia powyższa związana jest również z podaniem uzasadnienia dla formalizacji związków i nadawania im uprawnień. Zagajam na ten temat w punkcie "Filozofia małżeńska a uprawnienia państwowe”. K.Pogoda proponuje całkowite rozdzielenie uprawnień związanych z byciem w parze, od uprawnień związanych z byciem rodzicem. Choć ciekawa, jest to dość rewolucyjna propozycja. Po pierwsze, nie mam zaufania do zbyt postępowych rozwiązań. Jak czytelnicy zapewne mogli rozpoznać, w wielu kwestiach myślę jak konserwatysta. Zatem aby zmieniać status quo, należy mieć mocne powody. Po drugie, gdyby rozdzielić bycie rodzicem od bycia w związku, nie widzę powodu, dla którego państwo miałoby wspierać i "uświęcać" bycie jedynie w związku (przypominam na przykład, że prawdopodobieństwo rozwodów skorelowane jest z małą dzietnością). Gdyby przyjąć więc propozycję K.Pogody, na serio należałoby rozważyć uwagę K.Hubaczka, który w swoim komentarzu pisze

    zrównanie praw par hetero i homoseksualnych nie musi wcale oznaczać legalizacji związków tych ostatnich... Może również oznaczać deregulacje w kwestii pierwszych

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda sobota, 25 czerwca 2011

    Pajdopochodne przywileje małżeńskie

    Krzysiek, czy mógłbyś przytoczyć jakąś konkretną regulację w polskim prawie, która uprzywilejowuje małżeństwo (lub nakłada na nie obowiązki) z racji potencjalności wychowywania przez nie dzieci (czyli zanim dzieci zostaną poczęte).

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja sobota, 25 czerwca 2011

    Uzasadnienie praw małżeńskich

    Powtórzę jeszcze raz: tezą moją jest, że zarzut dyskryminacji jest nieuzasadniony, gdyż istnieją istotne różnice między parami jednopłciowymi a dwupłciowymi. Uważam, że dzietność jest istotną w tym względzie cechą.INNE ciekawe pytanie dotyczy tego, jakie jest uzasadnienie w polskim prawie dla uprawnień małżeńskich, w tym ekonomicznych. Jakiekolwiek by ono nie było (będę to zapewne niedługo studiował) uważam, że JEŚLI NIE BYŁOBY ONO oparte na fakcie, iż małżeństwo jest "podstawową komórką rodzinną", nie rozumiałbym dlaczego małżeństwo w ogóle jest wyróżnione poprzez korzystne uprawnienia. Wtenczas, moim zdaniem, instytucja małżeńska dyskryminowałaby singli.

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak sobota, 25 czerwca 2011

    Struktura argumentu – dyskryminacja nie jedno ma imię

    Panie doktorze przedstawił Pan analizę argumentu dyskryminacji, która jest bardzo mocna, ale to moim zdaniem nie kończy sprawy albowiem można rozważać różne rodzaje dyskryminacji, dyskryminację bezpośrednią i pośrednią.Definicje: 1. Dyskryminacja bezpośrednia występuje w przypadku gdy osobę homoseksualną traktuje się mniej przychylnie niż traktuje się, traktowano lub traktowano by osobę heteroseksualną w porównywalnej sytuacji. 2. Dyskryminacja pośrednia występuje w przypadku, gdy przepis, kryterium lub pozornie neutralna praktyka może doprowadzić do szczególnej niekorzystnej sytuacji dla osób o homoseksualnej orientacji, w stosunku do osób heteroseksualnych, chyba że: taki przepis, kryterium lub praktyka jest obiektywnie uzasadniona zgodnym z prawem celem, a środki mające służyć osiągnięciu tego celu są właściwe i konieczneCo do dyskryminacji bezpośredniej to zgadzam się, że nie ma o niej mowy po za wyjątkami kiedy zazwyczaj łamane jest prawo.Jeśli chodzi o Dyskryminację pośrednią to nie jest już tak prosto. Wszystkie dalsze podrozdziały Pańskiego artykułu starają się uzasadnić, że zakaz zawierania małżeństw jednopłciowych jest słuszny, uzasadniony zgodnym z prawem celem (ochrona i promocja małżeństwa i rodziny), a środki mające służyć osiągnięciu tego celu są właściwe i konieczneOtóż ja się z tym nie zgadzam, bowiem oczywistym jest, że cel odnoszący się do ochrony małżeństwa i rodziny nie może być uzasadniony dyskryminacją ze względu na orientację seksualną. Trudno jest argumentować, na czym miałby polegać związek przyczynowy pomiędzy taką dyskryminacją pośrednią, rozumianą jako środek, a ochroną małżeństwa, rozumianą jako pozytywny skutek dyskryminacji.Aby nie istniała dyskryminacja pośrednia, mimo że zabrania się małżeństw lub rejestracji partnerów jednopłciowych (czyli że znajdują się oni w „szczególnej i niekorzystnej sytuacji”), konieczne byłoby uzasadnienie, że w celu zapewnienia ochrony małżeństwa i rodziny jest właściwe i konieczne odmawianie rejestracji związków partnerskich. Jak już wcześniej napisałem, moim zdaniem tak nie jest, jeśli zauważymy, że rozpatrywany środek nie jest niezbędny, a tym bardziej proporcjonalny w odniesieniu do ochrony i promocji małżeństwa i rodziny. Jest dużo innych materialnych i pozamaterialnych środków jak chociażby dopłata do dzieci.Uważam, że także Pana stwierdzenie dotyczące powiązania pomiędzy homoseksualnością a formą związku dwóch osób - „Jeśli jakiś gej, powiedzmy Adam, chciałby poślubić jakąś lesbijkę, powiedzmy Ewę, nie usłyszy, że nie może tego zrobić ze względu na orientację seksualną jego czy jego partnerki” - rozszerzone o to że osoba o orientacji homoseksualnej dokona wyboru społecznego i zawrze związek małżeński z osobą odmiennej płci i odwrotnie,i poszerzone o to że, gdyby były związki partnerskie nic nie stoi na przeszkodzie, by osoba o orientacji heteroseksualnej zdecydowała się na zarejestrowany związek partnerski z osobą tej samej płci, staje się sofizmatem. Moim zdaniem, nie należy iść tą drogą, gdyż byłoby to sprzeczne z istniejącą rzeczywistością. Przyznanie, że w Polsce, gdzie wykluczone jest zawarcie związku małżeńskiego i zarejestrowanie związku partnerskiego przez osoby tej samej płci, nie stanowi źródła dyskryminacji pośredniej ze względu na orientację seksualną byłoby błędem.Moim zdaniem przypadek, w którym państwo nie dopuszcza żadnej formy prawnej uznania związku osób tej samej płci, można uznać za stanowiący dyskryminację, ponieważ możliwe jest odejście od zasady równości, w związku z obowiązkiem państwa przestrzegania godności ludzkiej osób homoseksualnych, czyli obowiązku przyznania im możliwości życia w trwałej relacji uczuciowej w ramach prawnie uznanego związku jak to się ma w przypadku parheteroseksualnych.Waldemar Pietrzak

  • Zu Kas
    Zu Kas sobota, 25 czerwca 2011

    widmo arstolelesowsko-tomistyczne krążące nad Europą

    Dopiero dzisiaj zauważyłam że pojawił się nowy bardzo ciekawy artykuł i chyba dyskusja mnie ominęła. Wątków jest dużo, ale moim zdaniem najważniejsze są dwa: 1. Argument z różnic między grupami osób i tego, że geje nie są dyskryminowani bo mają prawo do małżeństwa. 2. Kwestia warunków małżeństwa i jego racji bytu. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że argument jest arystotelesowsko-tomistyczny, a nie utylitarystyczny ;) Ad 1. Rozumowanie jest takie: Geje nie są dyskryminowani, bo przecież mogą się żenić z lesbijkami - małżeństwo jest dla nich dostępne. Problem jednak nie dotyczy ludzi i różnic między nimi, tylko definicji małżeństwa, a ją Autor pozostawia w stanie głębokiego zamrożenia: geje nie mogą się, żenić między sobą, bo małżeństwo jest dla kobiety i mężczyzny - i basta. Zakrawa to na pettitio principii. Jeżeli chodzi o różnice między ludźmi, to na gruncie prawa, podmiot - czyli tzw. osoba fizyczna - jest wyjątkowo skąpo obdarzona w treść: jest pełnoletnia i zdolna do podejmowania czynności prawnych, lub nie jest, np. gdy jest niepełnosprawna intelektualnie, lub gdy jest niepełnoletnia. Tylko takie informacje są prawnie relewantne, natomiast kolor skóry, stan majątkowy, światopogląd i PŁEĆ są nieistotne. W ten sposób zarówno OSOBY jak i GRUPY OSÓB należą wszystkie do tej samej klasy: "OSÓB FIZYCZYCH, PODMIOTÓW PRAWA", czyli nie różnią się istotnie. Na tej podstawie można odrzucić argument dotyczący małżeństw z kozami, albo małżeństw pedofilskich - ani kozy, ani dzieci nie są osobami fizycznymi i przez to nie mogą dokonywać czynności prawnych, takich np. jak zawieranie umów. Ad2. Kwestia ratio legis: Przepisy prawne są formułowane w celu ochrony praw, np. prawa do wolności. Podążając za Millem możemy powiedzieć że wolność człowieka ma granice tam, gdzie zaczyna się wolność innych ludzi: czyli, że ludzie nie powinni wzajemnie siebie krzywdzić ( np. pozbawiać wolności) W świetle prawa cywilnego małżeństwo jest umową, czymś w rodzaju kontraktu. Obie strony ustalają warunki i zobowiązują się ich dotrzymać. Tak definiowane było małżeństwo w prawie rzymskim, tak się je definiuje we współczesnym prawie cywilnym, a nawet w prawie kanonicznym. Można zatem powiedzieć, że prokreacja jest jednym z "punktów kontraktu" - małżeństwa się unieważnia gdy nie dochodzi do współżycia lub gdy małżonek jest bezpłodny, bo przez ten brak doszło do zerwania warunków umowy. To jest argument zarówno na gruncie prawa cywilnego, jak i kanonicznego, bo oba dziedziczą takie rozumienie małżeństwa z prawa rzymskiego. Uniemożliwienie parom jednopłciowym zawarcia małżeństwa jest pozbawieniem ich możliwości zawarcia kontraktu w którym są inne punkty niż prokreacja. Jest to ograniczenie wolności, bo przecież nie można powiedzieć, że małżeństwo gejów przynosi szkodę innym obywatelom.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda sobota, 25 czerwca 2011

    Czy potencjalna dzietność uzasadnia przywileje małżeńskie?

    tezą moją jest, że zarzut dyskryminacji jest nieuzasadniony, gdyż istnieją istotne różnice między parami jednopłciowymi a dwupłciowymi. Uważam, że dzietność jest istotną w tym względzie cechą.
    Zgadzam się co do istnienia tej i innych różnic. Trudno mi jednak zgodzić się na podaną interpretację ich znaczenia dla kształtu ładu prawnego w Polsce.Argumentacja w obu artykułach opiera się na założeniu, iż osoby prawne będące stronami cywilnego związku małżeńskiego nabywają przywileje, których uzasadnieniem jest potencjalność wychowywania w tym związku potomstwa. Wacław pokazuje iż taką potencjalnością charakteryzuje się również związek jednopłciowy.Opisaną argumentację chciałbym jednak podważyć na innym poziomie. Chciałbym pokazać iż nie istnieją tego rodzaju przywileje małżeńskie. Ja na ten moment nie potrafię znaleźć żadnego, ale moja wiedza z zakresu prawa jest bardzo ograniczona. Natomiast z perspektywy etycznej ich istnienie i ekskluzywny charakter stanowiłoby jak mi się wydaję dyskryminację osób samotnie wychowujących dzieci - odsetek takich gospodarstw domowych stanowi w Polsce tak jak pisałem 12,6%, a zatem nierówności tutaj mają istotny ciężar społeczny, znacznie większy niż symboliczne śluby gejów i ewentualne przypadki adoptowania przez takie pary dzieci. Coraz częściej się zdarza, że dzieci wychowują się przez lata w związkach niesformalizowanych (jak np. u moich znajomych prawników, którzy mają już dwójkę potomstwa). We Francji, która ma jeden z największych w Europie współczynników dzietności, nawet 40% dzieci rodzi się poza związkami formalnymi. Nie formułuję tu moich "rewolucyjnych" postulatów odnośnie zmian w Polskim prawie mających na celu "rozdzielenie bycie rodzicem od bycia w związku". Chodzi mi o ustalenie stanu faktycznego, a jak mi się zdaje stan faktyczny w większości rozdział tych ról uwzględnia - trudno bez tego wyobrazić mi sobie sprawiedliwe prawo skorelowane z rzeczywistością.Dlatego proszę o podanie choć jednego przykładu przywileju wyłącznego dla małżeństwa, a związanego z potencjalnością wychowania w małżeństwie potomstwa.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda sobota, 25 czerwca 2011

    Przywilej świadczeń emerytalnych po zmarłym małżonku

    INNE ciekawe pytanie dotyczy tego, jakie jest uzasadnienie w polskim prawie dla uprawnień małżeńskich, w tym ekonomicznych. Jakiekolwiek by ono nie było (będę to zapewne niedługo studiował) uważam, że JEŚLI NIE BYŁOBY ONO oparte na fakcie, iż małżeństwo jest "podstawową komórką rodzinną", nie rozumiałbym dlaczego małżeństwo w ogóle jest wyróżnione poprzez korzystne uprawnienia. Wtenczas, moim zdaniem, instytucja małżeńska dyskryminowałaby singli.
    Weźmy np. pod uwagę przywilej świadczeń emerytalnych po zmarłym małżonku. Nie jest on automatyczny, a tym bardziej bezwarunkowy, lecz wymaga spełnienia wielu określonych kryteriów, przy czym o ile mi wiadomo żadne z nich nie odnosi się do wychowywania w związku dzieci. Muszą być spełnione warunki iż osoby pozostawały we wspólnym gospodarstwie domowym przez x czasu i ża taka emerytura stanowiła pośrednie źródło utrzymania ubiegającej się o świadczenie osoby, etc. Jeśli z perspektywy etycznej chcemy ocenić sensowność tego przywileju, to wystarczy tutaj jak sądzę argument o wspólnym wkładzie partnerów w utrzymanie gospodarstwa domowego - nie potrzeba odwoływać się do ponoszenia ciężarów wychowania dzieci. Nie widzę tu dyskryminacji singli, skoro przywilej zależy od pewnej konfiguracji faktów, która w przypadku singli nie ma szans zaistnieć.Ciekawy kontekst tutaj:[url]http://lex.pl/?cmd=artykul,12557[/url]

  • Wojciech Sopel
    Wojciech Sopel poniedziałek, 27 czerwca 2011

    Społeczeństwo i jego wzory

    Możecie się powoływać na Arystotelesa-św Tomasza. Na Platona. Ale jak się odnajdziecie w społęczeństwie, które odwoła się do Szympansa Bonobo?Mówiąc inaczej: małżeństwo ma sens tylko w społeczeństwie opartym o fundament nadprzyrodzony. W społeczeństwie opartym o fundament przyrodzony jeden powie tak, drugi powie siak i nie wiadomo nic.

  • Wacław Janikowski
    Wacław Janikowski wtorek, 19 lipca 2011

    Czy domy dziecka mają istnieć

    Po dzisiejszych wypowiedziach prof. Marka Andrzejewskiego (US, UAM) w Radiu TOK FM muszę wycofać się ze zbyt mocnej tezy, że domy dziecka w ogóle nie powinny istnieć. Można się spodziewać, że domy dziecka w pewnej liczbie będą zawsze potrzebne, mimo najlepszych wysiłków na rzecz 1) integracji czy naprawy rodzin patologicznych lub żyjących w nędzy, i mimo dobrych rozwiązań regulujących instytucje 2) adopcji i 3) rodzin zastępczych. Po prostu pewne przypadki nie da się rozwiązać przez 1)-3), w każdym razie nie w odpowiednim czasie. Dyskutując te kwestie, warto też przyjrzeć się nowej ustawie o pieczy zastępczej. Wchodzi ona w życie z dniem 01 stycznia 2012 r. Opinie na temat jej przewidywanych skutków są podzielone.

  • Adam Hajduk
    Adam Hajduk piątek, 02 września 2011

    Teza główna udowodniona - kilka uwag marginalnych

    Ponieważ przywileje prawne mażonków nigdzie na świecie nie zostaly ustanowione w celu jeszcze większego pognębienia osób samotnych, nie kochanych czy seksualnie sfrustrowanych, lecz wszędzie ustanawiano je ze względu na prokreacyjną funkcję malżeństwa, autor wykazal, że przywileje te nie dyskryminują osób homoseksualnych, gdyż w takiej samej sytuacji osoba homo- i hetero- seksualna zustalaby potraktowana w ten sam sposób. Faktycznie jednak doprecyzowanie prawa w taki sposób, by pary homoseksualne posiadające dzieci posiadaly przywileje malzenstw a malzenstwa bezdzietne tych przywilejow nie posiadaly, byloby krokiem w dobra strone (W.Janikowski). Osobiście natomiast jestem za zniesieniem przywilejów malzenstw (K.Humaczek). Mam też parę uwag do kwestii pobocznych dla tematu:1.Czemu autor uważa,że nie mogą istnieć pary gejów wychowujące dzieci poczęte metodą in vitro lub w drodze sztucznej inseminacji? Czyżby dlatego, że jego zdaniem ktoś, kto nie urodzil dzieci,nie jest ich rodzicem? To by się zgadzalo z moim uzupelnieniem slawnego hasla feministycznego "Moje cialo moj wybor. Nie moje cialo, nie moje dziecko". Ale czy w takim razie autr nie uważa się za ojca swoich dzieci? Pary gejów wychowujące dzieci poczęte in vitro faktycznie istnieją, a skoro istnieją, to też mogą istnieć. Mogę też istnieć uregulowania prawne tego zjawiska i takie regulowania też w wielu krajach istnieją. 2.Zdumiewa mnie skąd bierze się pogląd,że w państwie jest lepiej,gdy rodzi się w nim dużo dzieci? Owszem, gdy struktura demograficzna jest niewlasciwa czasem potrzeba jest wiecej lub mniej dzieci (czy w Chinach tez powinno zakazywać się malżeństw homoseksualnych?). Ale pomysl, ze im wiecej dzieci tym wiecej podatkow na policje, slużbe zdrowia itd. jest absurdalny. Z definicji PRZECIETNY OBYWATEL zużywa w swoim życiu tyle ile wytwarza, a nie licząc deficytu budżetowego wpalaca do budżetu tyle ile budżet na niego wydaje (uwzdledniając obecne dodatnie deficyty należaloby nawet stwierdzic,że obywatel urodzony teraz wyda więcej niż wplaci do budżetu).3.Jest trochę arytmetyczno-logicznego zamieszania przy porównaniu 80% spośród spośród dzieci rodzących się w związkach malzeńskich z tylko 10% homoseksualistów posiadających dzieci. Należaloby porównywać,jaki odsetek par homo i hetero posiada dzieci ewentualnie ile dzieci przypada na przeciętną parę hetero i homo, bo stwierdzenie,że 80% dzieci rodzi się w malzenstwach jeszcze niczego nie przesadza.Gdyby tylko 10% heteroseksualistów, tak jak tylko 10% homoseksualistów posiadalo dzieci, z czego 8 punktów % w malzenstwie a 2 punkty % poza (w każdym wypadku średnio tyle samo), to taki sam odsetek homo- i heteroseksualistów posiadalby dzieci. Co więcej, jedne dane są dla Polski a drugie dla Holandii. Nie wukluczone,że dysproporcja spowodowana jest w jakiejś mierze różnicami między krajami, jestem pewien, że w Holandii znacznie mniej niż 80% dzieci rodzi się w malżenstwach. Jest to jednak problem marginalny, dysproporcja między dzietnością homoseksualistów i heteroseksualistów jest mimo wszystko ogromna.

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak wtorek, 29 stycznia 2013

    Zwycięstwo konserwy

    Niestety szereg osób zabierających tu głos na czele z Krzysztofem Sają wpisało się w historycznie kompromitujący fakt dn. 25.01.2013. Sejm odrzucił wszystkie projekty w sprawie związków partnerskich zgłoszone przez SLD, PO i Ruch Palikota. Konserwatywnej frakcji PO udało się zablokować nawet projekt posła tej partii, Artura Dunina. Hurra Polska zaściankiem Europy.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 04 lutego 2013

    Kompleksy

    Panie Waldemarze, niech się Pan tak nie frustruje. Znając naszego zakompleksionego "ducha narodowego" niedługo i tak podążymy ślepo za Europą, bo oni przecież wiedzą lepiej... :)

    Ten "ostateczny argument" - argument z ciemnogrodu i zaściankowości - jest w naszym życiu publicznym najbardziej krzykliwy, ale też najbardziej oddający mizerię naszego myślenia o naszych możliwościach. Jak trafnie zauważył to Ziemkiewicz, jest to wyraz ducha niewolnika państwa postkolonialnego.

    Odpowiedz Anuluj
  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak czwartek, 27 czerwca 2013

    nie postkolonialnego tylko neokolonialnego

    Myślałem,że już nie będę pisał na ten temat, ale mnie Pan, panie Krzysztofie sprowokował.

    1. Tak naprawdę to nie obalił Pan mego argumentu o dyskryminacji pośredniej. Stworzył Pan po prostu w artykule zupełnie inną definicję i do niej się odniósł.Dlatego nie ma Pan racji w kwestii małżeństw.

    2.Gratuluję wyboru osoby znaczącej dla Pana - R.Ziemkiewicza.
    Pan Rafał Ziemkiewicz ostatnio powiedział: "Jako Polak czuję się głęboko zawstydzony tym, że aby zwrócić uwagę na to, jak niestosowne jest fetowanie NKWD-zisty na wrocławskim uniwersytecie trzeba było Narodowego Odrodzenia Polski i kiboli."Czy Pan też uważa, że faszyzm to dobry patriotyzm? Czy uważa Pan, że wykluczanie ludzi z powodu socjalistycznych poglądów i decyzji podjętych w wieku 17 lat na uchodźstwie, dla Pana jako Etyka jest do przyjęcia?
    Propaganda neoliberalna tak wypłukała ludziom mózgi, że z bibliotek wyrzucono na śmietnik ksiąźki Marksa i Engelsa nigdzie ich nie znalazłem, a tu zonk: "UNESCO uznała dzieła Karola Marksa za bezcenne dla historii i cywilizacji. Zdaniem UNESCO szczególnie „Manifest komunistyczny” i pierwszy tom „Kapitału”, to pisma niemieckiego myśliciela, które wywarły największy wpływ na ruchy socjalne na świecie. O przyjęcie dzieł Marksa na listę starały się Niemcy wspólnie z Holandią." Marks dołączył do 21 nigdy nie zrealizowanych postulatów Solidarnosci. To chichot historii.
    A Pan tu mówi o jakieś misji Polski. Przeciwstawić się Unii Europejskiej i mieć inne prawo moralne niż wszyscy. A przecież nie dawno: stosunkiem pięciu głosów do czterech, Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych unieważnił kluczową trzecią sekcję Defense of Marriage Act ("ustawy obrony małżeństwa").DOMA została uchwalona przez Kongres i podpisana przez prezydenta Billa Clintona w 1996 roku. Kluczowa sekcja trzecia ustawy definiowała małżeństwo wyłącznie jako związek osób przeciwnych płci, zamykając tym samym drogę związkom osób jednej płci, legalnych w niektórych stanach, do uznania przez władze federalne, oraz władze stanów, gdzie takie ustawodawstwo nie obowiązuje.

    3.Tak uważam, że i Pan i ja i wiekszośc Polaków jest niewolnikiem państwa kolonialnego (sic!).Nie wiem czy czytał Pan Marksa, ale żeby doprowadzić do
    odrodzenia kapitalizmu potrzeba było dwóch rzeczy: wolnego kapitału i wolnej siły roboczej. Wolna siła robocza powstała w wyniku tak zwanych przekształceń własnościowych, które były zwykłym rabunkiem i grabieżą jak to w kapitalizmie zawsze jest na początku. Wywołało to bezrobocie powyżej 20%. Wolny kapitał na zaproszenie nie czekał urodził się z rabunku i przyjechał z zagranicy. Nasz kraj jest typowo neokolonialny ma do zaoferowania jedynie możliwość niskopłatnej pracy. Czy z Etycznego punktu widzenia rabunek jest w porządku, umowy śmieciowe są w porzadku. Czy Pan w swych artykułach nie realizuje propagandy kapitalistycznego panstwa neoliberalnego? Tak proszę Pana marzą mi się Socjalistyczne Stany Zjednoczone Europy.
    Wątek trochę sie upolitycznił, ale tak to jest z Etyką, jest klasowa.
    cytaty za lewica.pl, gazeta pl

  • Gość
    Kamil niedziela, 03 lutego 2013

    ...

    Nie jestem prawnikiem, więc mam pytanie do internautów prawników: jak interpretować konstytucje art. 18?? małżeństwo, rodzina, macieżyństwo i rodzicielstwo??? czy te wszystkie aspekty odnoszą się do wymienionego jako pierwsze: małżeństwa? A co z smotną matką, która korzysta z przywilejów nie będąc po ślubie, a czy o rodzinie można mówić jako o np. babci z wnuczkiem. W polskim kodeksie nie ma też obowiązku posiadania dzieci (sprawdziłem :). Czy związku partnerskiego nie możnaby "podciagnać" pod rodzinę??czy woogóle ująć jako nowy byt prawny, podrzędny przecież względem małżeństwa?? Bardzo proszę o jakieś komentarze. Pozdrawiam

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 04 lutego 2013

    Uzupełnienie

    Tak jak napisałem w ramce pod tekstem, pełne uzasadnienie stanowiska zawartego w tym wpisie znaleźć można w czasopiśmie Diametros:
    O dyskryminacji par jednopłciowych, Diametros 34 (grudzień 2012)
    http://www.diametros.iphils.uj.edu.pl/?l=1&p=anr25&m=25&if=0&ii=2&ik=34&ij=374

  • Gość
    ... poniedziałek, 04 lutego 2013

    ...

    dzięki. Pozdrawiam serdecznie

  • Gość
    Grzegorz piątek, 20 czerwca 2014

    pytanie

    Mam pytanie i prośbę do autora tekstu. Proszę o przedstawienie wiarygodnych statystyk medycznych, które przedstawią czytelnikom stan stopnia bezpłodności par heteroseksualnych i liczbę heteroseksualistów, którzy są bezpłodni. W artykule wspomniał pan, że ten odsetek jest mało znaczący. Wątpię w pana tezę.

Zostaw komentarz

Gość sobota, 25 marca 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.