ŁAMANIE PRAWA W OBRONIE ZWIERZĄT

Dodane przez w w Zwierzęta

W ciągu ostatnich 50 lat produkcja mięsa zwiększyła się czterokrotnie. Mimo działalności licznych organizacji ilość zabijanych zwierząt stale rośnie. W świetle znanych powszechnie faktów na temat realiów hodowli przemysłowej, wiwisekcji i rozrywki z udziałem zwierząt należy postawić pytanie: Czy łamanie prawa w obronie zwierząt nie jest naszym obowiązkiem? W siedmiu krokach przedstawię instrukcję uzasadnionego nieposłuszeństwa.

Krótka historia aktywizmu prozwierzęcego 

Zwykle uznaje się, że początki zachodniego ruchu obrony zwierząt to wiek XIX, kiedy zaczęły powstawać pierwsze organizacje takie, jak RSPCA (Królewskie Towarzystwo  Zapobiegania Okrucieństwu Względem Zwierząt - 1824), towarzystwa opieki nad zwierzętami (Niemcy - 1837, Szwajcaria - 1844, Norwegia - 1859, Polska - 1864), czy założone  przez sufrażystkę Frances Power Cobbe NAVS (Narodowe Towarzystwo Antywiwisekcyjne - 1875) oraz BUAV (Brytyjska Unia na rzecz Zniesienia Wiwisekcji - 1898). To właśnie wtedy nastąpiła ważna zmiana sposobu traktowania zwierząt, które zaczęto postrzegać nie tylko w kategoriach prawa własności, ale także jako istoty zdolne do cierpienia i wymagające opieki. Znęcanie się nad nimi, czy to w postaci bicia, czy okrutnych eksperymentów, przestało być rozpatrywane głównie jako zagrożenie dla ludzkiej psychiki (zgodnie z zasadą, że człowiek okrutny wobec zwierząt może podobnie postępować również z innymi ludźmi), ale zyskało status czynu moralnie nagannego z uwagi na wyrządzaną danej istocie krzywdę. Skutkowało to podjęciem licznych inicjatyw ustawodawczych na terenie Europy i Stanów Zjednoczonych. Niestety w związku z Wojnami Światowymi rozwój ruchu pro-animalistycznego znacznie spowolnił w początkach XX wieku. Co ciekawe w latach 30. w Niemczech za sprawą nazistów wprowadzono ustawy o ochronie zwierząt i przyrody, ograniczające polowania, znoszące różnice między zwierzętami dzikimi i domowymi, podkreślające, że nie tylko złe traktowanie ich publicznie powinno być penalizowane, gdyż są one bytami wartościowymi samymi w sobie. a1sx2_Thumbnail1_FrancesPowerCobb.jpgPonowny intensywny wzrost liczby działań podejmowanych w obronie zwierząt przypada na lata 60. i 70., kiedy zaczęło powstawać coraz więcej wyspecjalizowanych organizacji skupiających się na ochronie dzikich gatunków, bądź na określonych formach eksploatacji: wiwisekcji, przemyśle futrzarskim, czy zajmujących się poszczególnymi gatunkami zwierząt. W 1964 roku opublikowana została książka Ruth Harrison, Animal Machines: The New Factory Farming Industry opisująca warunki przetrzymywania zwierząt na fermach przemysłowych, która mocno wpłynęła na zmianę kierunku działań pro-zwierzęcych, skupiających się zwykle na pomocy zwierzętom domowym, nie zaś hodowlanym. Stała się też inspiracją dla powstania Wyzwolenia zwierząt Petera Singera (1975), jednej z najbardziej znaczących dla ruchu obrony zwierząt publikacji. Od tego momentu widzimy wyraźny podział organizacji na te działające na rzecz poprawy dobrostanu zwierząt (animal welfare movement), oraz domagające się przyznania im podstawowych praw (animal rights movement). Nurt welferystyczny skupia się zwykle na polepszeniu warunków życia zwierząt, minimalizacji ich cierpienia i okrutnego zabijania, niemniej dopuszcza eksploatowanie ich dla potrzeb człowieka. W praktyce oznacza to chociażby dążenie do zniesienia hodowli klatkowej kur przy równoczesnym dopuszczeniu przetrzymywania ich na eko-fermach, gdzie będą miały możliwość zaspokajania podstawowych potrzeb, choć ostatecznie mogą zostać zabite w celach konsumpcyjnych. Zupełnie inaczej do kwestii wykorzystywania zwierząt podchodzą zwolennicy obrony ich praw, którzy najczęściej uznają je za istoty mające (podobnie jak ludzie) wewnętrzną wartość gwarantującą im przyznanie podstawowych uprawnień: do życia, wolności, nie bycia krzywdzonymi.  W związku z tym dążą do całkowitego zniesienia wszelkich form ich eksploatacji. Można powiedzieć, że głównym postulatem abolicjonistów jest weganizm, oznaczający sposób życia całkowicie wolny od traktowania zwierząt w sposób przedmiotowy. W praktyce oznacza to zupełnie różne cele i sposoby działania, które przez lata zbudowały znaczący dystans między organizacjami praw zwierząt, a ruchem welferystycznym.

b2ap3_thumbnail_200-henry_spira_dog_zeus.jpgOczywiście nie jest tak, że każdy weganin, przyznający status moralny zwierzętom, staje się radykalnym wojownikiem o ich wolność. Wiele organizacji i jednostek potrafi działać skutecznie w sposób niewymagający łamania ogólnie przyjętych zasad. W historię ruchu prozwierzęcego wpisała się znacząco słynna osiemnastomiesięczna pikieta Henry’ego Spiry (1976), która doprowadziła do zakończenia dwudziestoletniego cyklu absurdalnych badań na kotach. Inny znany przypadek to zatrudnienie się przez dziennikarkę-aktywistkę w placówce prowadzącej eksperymenty i sfilmowanie z ukrycia niezgodnych z prawem praktyk. W ten sposób właśnie powstało słynne nagranie Zoe Broughton z 1997 roku ukazujące okrutne znęcanie się pracowników laboratorium Huntington Life Sciences nad psami rasy beagle i rezusami. Inne metody, które są stosowane, a spełniają kryteria legalności, to chociażby zakłócanie polowań (płoszenie dzikich zwierząt, stosowanie substancji wprowadzających w błąd psy gończe), oraz różne formy obywatelskiego nieposłuszeństwa: protesty, demonstracje, blokady służące np. zatrzymaniu transportów żywych zwierząt (podczas takiej blokady przeprowadzonej w 1995 roku, pod kołami jednej z ciężarówek transportujących cielęta zginęła Jill Phipps, której historia stała się symbolem poświęcenia i a1sx2_Thumbnail2_jillHillfieldW_20130207-002306_1.jpgwytrwałości w działaniu na rzecz zwierząt).

Istnieje jednak całe spektrum działań, które często wiążą się z łamaniem powszechnie obowiązujących praw a nawet stosowaniem przemocy. Większość z nich kojarzona jest z działaniem ALF (Frontu Wyzwolenia Zwierząt), stanowiącego wielokomórkową, ponadnarodową strukturę ludzi, których działania skoncentrowane są na jak najszybszej zmianie losu wykorzystywanych zwierząt, najczęściej przy użyciu nielegalnych metod. Mam tu na myśli: włamania w celu uwolnienia zwierząt, wykradanie materiałów dokumentujących warunki bytowania i prowadzone eksperymenty (w ten sposób doprowadzono m.in. do przerwania eksperymentów Thomasa Genarellego z Uniwersytetu Pensylwania w 1984, który powodował urazy głowy u małp, by badać uszkodzenia mózgu), niszczenie mienia (malowanie farbą futer, zaklejanie zamków, rozbijanie szyb, dewastowanie sprzętu laboratoryjnego), fałszywe powiadomienia o zanieczyszczeniach produktów. Na przestrzeni lat pojawiały się organizacje takie jak ARM (Milicja Praw Zwierząt), czy ELF (Front Wyzwolenia Ziemi), które w odróżnieniu od ALF z jego credo o niestosowaniu przemocy, nie stroniły od jej użycia stosując zastraszenia, podpalenia, podkładanie bomb niosące ze sobą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia a nawet życia ludzi. W kontekście przytoczonych sposobów działania z perspektywy etyki szczególnie ważne jest zbadanie, czy mają one postać uzasadnionego nieposłuszeństwa wobec prawa, co być może oznaczałoby, iż mimo ich powiązania z naruszaniem ważnych zasad porządku prawnego, należy je uznać za moralnie usprawiedliwione, a być może postulować nawet niewymierzanie kary osobom, które się ich dopuszczają.

Na podstawie książki Nieposłuszeństwo wobec prawa zrekonstruowane, a następnie rozważone zostaną pytania, jakie powinien postawić sobie każdy, kto zamierza dopuścić się łamania prawa w celu obrony zwierząt pozaludzkich, bądź kto takie działania zamierza oceniać.

1) Jaka jest Twoja motywacja?

Słusznym wydaje się postawienie każdej osobie, która zamierza dopuścić się nieposłuszeństwa wobec prawa, lub takich czynów dokonała, wymogu przeprowadzenia dowodu na rzecz słuszności tez uzasadniających jej postępowanie. Powinna ona wskazać na niezależne od praktyki politycznej źródło wyznawanych przez siebie zasad, zgodnie z którymi decyduje się postępować. Musi bowiem udowodnić, że wyznawane przez wspólnotę wartości, czy ustalone przepisy, nie spełniają wymogów moralności i w związku z tym wymagają gruntownych zmian.

a1sx2_Thumbnail1_WORDSINTOACTIONSweb-2810.jpgZanim ktokolwiek zaangażuje się w nielegalne formy aktywizmu, warto by postawił sobie pytanie o cel, jaki chce osiągnąć. Wymaga to gruntownego zbadania istniejących norm i przepisów, ustalenia skuteczności aktualnie i dotychczas prowadzonych kampanii. Kolejny krok to wyznaczenie celów priorytetowych, czyli takich, które trzeba zrealizować w jak najkrótszym czasie, oraz przeanalizowanie dostępnych środków, które mogą w tym pomóc. Należy pamiętać o tym, że podejmowane inicjatywy mogą wymagać nie tylko przekonania o słuszności swojego postępowania, ale również poświęcenia związanego z gromadzeniem informacji, zdobywaniem nowych umiejętności, ryzykiem utraty wolności. Aktywizm nie jest sposobem zaradzenia smutkowi, jaki wywołują w nas informacje na temat cierpienia zwierząt, a pracą, której skuteczność zależy od rzetelności i oddania jednostki. Zazwyczaj celem prowadzonych działań jest chęć całkowitego zakończenia eksploatacji zwierząt, przy czym zasady prawa są łamane wtedy, kiedy ten cel chce się osiągnąć jak najszybciej. Uznaje się, że w ramach współpracy z rządem nie zawsze jest to możliwe, ponieważ państwo, oparte o silny szowinizm gatunkowy jest częścią problemu, a tym samym w jego interesie nie leży jego rozwiązanie. Nie znaczy to, że aktywiści stoją na z góry przegranej pozycji, a jedynie, iż potrzebna jest z ich strony wytrwałość i zaangażowanie, zaś podczas określania celu działań powinni brać pod uwagę nie tylko cierpienie, jakie jest związane z wybraną formą wykorzystywania zwierząt, ale też prawdopodobieństwo wprowadzenia zmian oraz wrażliwość opinii publicznej na dany temat.

2) Jakie jest uzasadnienie Twojego postępowania?

W związku z tym, że świadome łamanie prawa jest podważaniem jego wiarygodności, chcąc je uzasadnić powinniśmy wskazać, czy mamy do czynienia z prawem niesprawiedliwym, a następnie określić, jakie są źródła jego złego funkcjonowania. Być może jest niezgodne z zasadami, ze względu na które zostało ustanowione (s.31). Warto poszukać takiego punktu odniesienia, do którego zarówno osoba łamiąca prawo, jak i Ci stojący na jego straży, mogą się odwołać. W tym celu najlepiej odnieść się do transcendentnych norm etycznych. To, że większość obywateli zdecydowała się na przyjęcie obowiązujących zasad, nie znaczy wcale, że prawo jest sprawiedliwe. Aby to ustalić należy się odwołać do publicznej debaty analizującej argumenty każdej ze stron (s.162). Nie jest bowiem tak, że jesteśmy zobowiązani do bezwzględnego posłuszeństwa odgórnej władzy, jak to bywało w dawniejszych czasach. Musimy być jednak gotowi na dogłębną analizę obowiązującego porządku, jeśli zamierzamy podważać jego wiarygodność, czy sprawiedliwość.

Większość działań podejmowanych na rzecz zwierząt opiera się bądź na przea1sx2_Thumbnail1_565px-StevenBestLondon.jpgkonaniu, że mają one podstawowe prawa (w tym prawo do życia bez ludzkiej ingerencji), bądź ich preferencje powinny być objęte zasadą równego rozważenia interesów. Adwokaci praw i interesów zwierząt uważają, że prowadzą walkę o sprawiedliwość analogiczną do działań sufrażystek, abolicjonistów walczących z segregacją rasową, ruchu LGTB. Ich zadanie wydaje się jednak dużo trudniejsze, gdyż nie domagają się jedynie poszerzenia kręgu moralności, tak by obejmował wszystkich ludzi, a przyjęcia koncepcji, w której etyka dotyczy każdej istoty zdolnej do odczuwania cierpienia, czyli całkowitej zmiany paradygmatu, w którym zwierzę jest przedmiotem (mięsem, butami, kołnierzem, testerem toksyczności, zabawką). Widząc niemowlę topiące się w płytkim stawie, z pewnością pobiegniemy mu pomóc, niezależnie od tego, czy ubłocimy sobie buty lub spóźnimy się na spotkanie ze znajomymi. Zwierzęta kręgowe trudno w świetle najnowszych badań naukowych uznać za mniej świadome bólu i cierpienia. Niemniej coroczne zabijanie kilkudziesięciu miliardów w celach konsumpcyjnych nie budzi równie raptownej reakcji, a przecież mogłoby zostać zatrzymane dzięki tak trywialnym decyzjom jak zaprzestanie spożywania mięsa, noszenia futer, kupowania kosmetyków testowanych na zwierzętach. Radykalne działania są uzasadniane dążeniem do sprawiedliwości moralnej, która nie jest realizowana w obowiązujących przepisach. Mają być urzeczywistnieniem prawa do samoobrony istot, które (tak jak ludzkie dzieci) same nie są w stanie zapobiec krzywdzie, jaka może je czekać. Jeśli bowiem uznamy, że zwierzęta posiadają interesy, które powinniśmy brać pod uwagę w naszych codziennych decyzjach i konstruowanych przez nas normach, może się okazać, że biernie przyglądamy się obozom koncentracyjnym, gwałtom, niewolniczej pracy, pozbawianiu praw rodzicielskich i torturom. W wielu sektorach gospodarki w ostatich czasach sytuacja zwierząt się pogorszyła. Produkcja mięsa w ciągu ostatnich 50 lat wzrosła przynajmniej czterokrotnie i przewiduje się, że podwoi się do 2050 roku. Zdjęcia z ferm przemysłowych ukazują przetrzymywanie zwierząt, które powoduje ogromne cierpienie a nierzadko zgon. Otwarte rany pokryte odchodami, rozkładające się ciała towarzyszy, akty kanibalizmu, obdzieranie ze skóry bez pozbawienia świadomości, ciasnota i powodowany nią stres, są codziennością współczesnej hodowli. W naszym kraju przetrzymuje się w urągających warunkach tysiące norek w celu sprzedaży ich futer na zagraniczny rynek. Stąd pojawiające się  pytanie o to, czy mamy obowiązek za wszelka cenę i wszelkimi możliwymi środkami się temu przeciwstawić? Nie zdziwi chyba nikogo fakt, że odpowiedź na to pytanie przynajmniej raz na jakiś czas brzmi „tak”.

Poniżej film, który omawia metody, motywy i uzasadnienie działań podejmowanych przez radykalnych aktywistów na rzecz zwierząt:

3) Czy Twoje nieposłuszeństwo powinno mieć charakter publiczny?

Być może Twoja ocena prawa, jako niesprawiedliwego nie powinna prowadzić do działania i prób zmiany istniejącego stanu rzeczy. Jeśli jest subiektywnym niezadowoleniem, które wiąże się jedynie z prywatnym interesem, nie będzie mogła zostać publicznie usprawiedliwiona. Z drugiej strony milczenie na temat stronniczego czy wręcz dyskryminującego prawa, można nie tylko uznać za hipokryzję, ale świadome tolerowanie zła (s.62). Zazwyczaj celem aktów nieposłuszeństwa jest zamierzone zwrócenie uwagi na nieprawidłowości do tej pory pomijane przez opinię publiczną, zatem na tyle na ile to możliwe powinny mieć one charakter jawny. Oczywiście nie możemy oczekiwać od aktywistów, że będą za każdym razem informować nas o swoich zamiarach zwłaszcza, jeżeli mają przynieść pożądane skutki. Jeśli zatem istnieje powszechna świadomość o uzasadnionym charakterze wykonywanych działań, nie muszą być one jawne (s.82), w przeciwnym razie niezwykle ważne jest uwzględnienie konieczności publicznego przedstawienia motywów, za sprawą których zostały one podjęte.

Z pewnością ważny element planowania działań stanowi przygotowanie na reakcję opinii publicznej. Należy pamiętać, że informacje mogą trafić do przeciętnego obywatela, który nie przeczytał setek raportów z ferm hodowlanych, laboratoriów, nie zna teorii etycznych. Potrzebne jest zatem rzetelne przemyślenie podejmowanej kampanii, poznanie przepisów prawa, raportów naukowych, zgromadzenie jak największej ilości danych na temat nieetycznych działań danej firmy/osób. Każda krytyka powinna być konstruktywna, poparta faktami, które wskażą alternatywy, możliwość wprowadzenia zmian i podjęcia dialogu. Kiedy zaś strona przeciwna wypiera się nieetycznych praktyk, wtedy można polegać jedynie na twardych dowodach, które często są zdobywane nielegalnie. Zazwyczaj łącznikiem między grupami działającymi bezprawnie a opinią publiczną są powszechnie znane i cenione organizacje takie jak  PETA (Ludzie na Rzecz Etycznego Traktowania Zwierząt). Otrzymują one anonimowe informacje, wykradzione dokumentacje, materiały wideo, po czym zwołują konferencje prasowe, by przekazać oświadczenia aktywistów oraz uzasadnić i przedstawić motywy ich działań. Udzielają także pomocy prawnej zatrzymanym, których działanie jest szczególnie ważne dla osiągnięcia wspólnego dla organizacji i aktywistów celu. Dbają też o wykorzystanie zdobytych materiałów, np. wytoczenie procesów sądowych sprawcom ujawnionego okrucieństwa. Nierzadko okazuje się, że to nie aktywiści powinni być karani i zobowiązani do skrupulatnego uzasadniania swoich działań lecz osoby reprezentujące instytucje przeciwko którym występują.

4) Jakie przepisy zamierzasz złamać?

Bardzo często akty nieposłuszeństwa mają charakter pośredni, oznacza to, że złamane zostaje prawo inne niż to, które jest przedmiotem protestu (s.76). Występując przeciw segregacji rasowej mogę stawać w obronie czyichś interesów (dyskryminacja z racji mojego koloru skóry może mnie nie dotyczyć), ponadto mogę stosować środki takie jak niszczenie mienia, wkraczanie bez pozwolenia na teren prywatny, występując tym samym przeciw prawu własności i innym powszechnie obowiązującym zasadom, bezpośrednio nie dotyczącym przepisów, z którymi walczę. Dlatego tak istotne jest jasne określenie celu i metod, które zamierza się stosować w walce z niesprawiedliwym prawem, ponieważ bez tego akty nieposłuszeństwa będą traktowane jak zwykły wandalizm, wybryki i fanaberie, działania podejmowane jedynie w prywatnym interesie, które należy jak najszybciej wyeliminować, by utrzymać publiczny porządek.

Działacze nurtu animal welfare, ale także część przedstawicieli nurtu abolicjonistycznego, stoją na stanowisku, że wszelkie postawy radykalne niszczą pozytywny obraz ruchu animalistycznego i zniechęcają do pomagania. Warto jednak zauważyć, że opinia publiczna może zareagować przychylnie jeśli otrzyma informację, iż na skutek włamania do laboratorium ujawniono bestialskie praktyki. Trudno się jednak spodziewać podobnej reakcji w przypadku informacji o zniszczeniu rzeźni/fabryki przez podpalenie, które mogło powodować zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzi. Podobnie zresztą jest z oceną uwalniania zwierząt. Nieprzemyślane wypuszczenie norek z klatek być może kilku osobnikom uratuje życie, natomiast może stanowić zagrożenie dla ekosystemu bądź być śmiertelne dla samej norki, która nie będzie potrafiła w danym środowisku zdobyć pożywienia. Zupełnie inaczej można ocenić działania typu open rescue, w których aktywiści uwalniają pojedyncze (najczęściej zaniedbane i cierpiące) osobniki, zapewniają im opiekę weterynaryjną, dom oraz przy okazji filmują, a następnie udostępniają informacje o warunkach, w jakich są one przetrzymywane. Członkowie tych grup ujawniają swoją tożsamość i otwarcie mówią o cierpieniu, jakiego byli świadkami, tak by zmniejszyć barierę między zamaskowanymi aktywistami, kojarzonymi z terroryzmem, a opinią publiczną. Niestety ich działania wymagają łamania istniejących przepisów: zakazu wkraczania na teren prywatny i przywłaszczania cudzego mienia. Jednak cel - doprowadzenie do zamknięcia przedsiębiorstw związanych ze znęcaniem się, powodowaniem cierpienia i bezsensownej śmierci zwierząt - ma uświęcać środki, zwłaszcza, że nie można go od wielu lat osiągnąć drogą bezpośredniej nowelizacji ustaw czy zmian innych aktów prawnych.

Poniżej przykład działań open rescue hiszpańskich aktywistów z Ingualdad Animal:

5) Czy dopuszczasz użycie przemocy?

Niektórzy twierdzą, że aby jakiekolwiek akty nieposłuszeństwa wobec prawa mogły zostać usprawiedliwione, powinny one wykluczać użycie przemocy. Przy czym przemoc definiuje się bardzo ogólnie obejmując tym terminem zakres czynów takich, jak: zabicie, obrażenia cielesne, zastraszanie czy szkody materialne (s.84). Należy pamiętać, że akty przemocy możemy rozróżniać z uwagi na intencje działającego podmiotu i konsekwencje jego zachowania. Przemoc może być celem działania (wiązać się z chęcią wyrządzenia krzywdy), bądź być skutkiem, do którego doprowadziły działania podejmowane z zupełnie innych powodów. Rozsądne wydaje się stwierdzenie, że istnieją wyjątkowe okoliczności, w których przemoc może zostać usprawiedliwiona, na przykład, gdy jest skierowana przeciw większemu złu (s.91), tak jak to ma miejsce w aktach samoobrony, ratowania czyjegoś życia. Podobnie wydaje się uzasadnione wprowadzenie rozróżnienia między różnymi rodzajami działań uznawanych za przemoc. Większość z nas zgodzi się z tym, że wyłamanie zamka w drzwiach nie jest tym samym, co pobicie ze skutkiem śmiertelnym.

a1sx2_Thumbnail2_shepherd.jpgOrganizacje działające na rzecz zwierząt niezwykle rzadko uciekają się do przemocy, przede wszystkim dlatego, że ich głównym zadaniem jest walka z nią. Należy jednak pamiętać, że zasada nie stosowania przemocy może pomijać przedmioty, które są traktowane, jako środek służący udaremnieniu większego zła. Oznacza to chociażby dopuszczanie zniszczenia klatek w celu uwolnienia zwierząt, niszczenia mienia, które stosowane było w okrutnych i nieuzasadnionych testach, wykradania materiałów badawczych, bedących dowodami znęcania się nad zwierzętami. To właśnie dzięki nim zamknięto wspomniane już laboratorium w University of Pensylvania, po tym jak aktywiści wykradli 60 godzin materiałów dokumentujących wieloletnie znęcanie się nad małpami. Wydaje się mocno wątpliwe utożsamianie takich działań z terorryzmem, choć oczywiście nie należy przesadnie ich wybielać. Jest to każdorazowe złamanie przepisów prawa, najczęściej w imię etycznej sprawiedliwości, które może się spotkać z reakcją sił prewencyjnych i prowadzić do kary więzienia. Warto zapamiętać, że celem obrońców zwierząt jest nie tylko uratowanie tak wielu istot, jak to możliwe, ale przede wszystkim zakończenie wszelkich czynności, które związane są z ich cierpieniem. W związku z tym, że podstawowe praktyki znęcania się nad zwierzętami wciąż stanowią istotną gałąź gospodarki, przedsiębiorstwa, które czerpią z tego zyski stały się celem ataków organizacji takich jak ALF. Dochodziło więc do dewastacji sklepów z bronią myśliwską, podpaleń i niszczenia mienia w laboratoriach wiwisekcyjnych, psucia namiotów cyrkowych, uszkodzeń pojazdów służących do transportu zwierząt do rzeźni.  Radykalne ugrupowania w akcie desperacji sięgały też po stosowanie pogróżek, a nawet podkładanie materiałów wybuchowych w samochodach w celu zastraszenia.

Nie należy a priori odrzucać żadnego ze stosowanych środków, natomiast podczas podejmowania decyzji o tym, jaki sposób działania wybrać, (lub jak je ocenić) niezwykle ważne jest rozważenie jego skutków. Przede wszystkim należy sprawdzić, czy oceniane działanie naraża czyjeś życie bądź zdrowie, czy negatywnie wpływa na prowadzone prozwierzęce kampanie oraz czy istnieją silne przesłanki za tym, że możemy dzięki niemu zapobiec większemu złu. Z tej perspektywy zniszczenie 3 ciężarówek firmy drobiarskiej jakiego dokonała Milicja Praw Zwierząt ponad 10 lat temu w Szczecinie nie miało większego sensu. Aktywiści nie tylko bowiem nie wpłynęli na politykę firmy, lecz również w oświadczeniu dla prasy nie przygotowali dobrego uzasadnienia swoich działań. Nie sporządzili również materiałów przedstawiających warunki przetrzymywania drobiu, a mogli narazić zdrowie ochroniarzy oraz utrwalili wizerunek altywisty-terrorysty, od którego odcinają się lokalne organizacje.

6) Czy istnieją inne sposoby zrealizowania Twoich celów?

Bardzo częstym zarzutem wobec aktów łamania prawa w celu wymuszenia jego zmiany, jest odwołanie się do legalnie dostępnych procedur, które mogą pomóc nam dokonać zmian w ramach systemu (s.98). Pytanie bowiem brzmi, czy nie powinniśmy wykorzystać wszystkich powszechnie dostępnych sposobów, zanim podejmiemy decyzję o podważaniu porządku ustalonego przez większość również dla naszego dobra. Kiedy zatem usprawiedliwione będzie użycie nielegalnych środków? Jeśli nasze dotychczasowe działania kończyły się niepowodzeniem, a ich powtarzanie daje ten sam wynik, zachodzi warunek, który mógłby usprawiedliwić naruszanie prawa, jako uzasadnionego nieposłuszeństwa (s.99).  Ponadto należy się zastanowić, jak powinniśmy postąpić w sytuacji, w której złamanie zakazu może zapobiec już teraz wielkiemu cierpieniu, czy nawet śmierci konkretnych jednostek, a zastosowanie uprawnionych strategii narzuci nam bierność wobec niezasłużonej krzywdy.

Oczywiście ruch wyzwolenia zwierząt nie jest monolityczny ani pod względem teorii etycznych, do których się odnosi, ani pod względem sposobów działania stosowanych przez różne stowarzyszenia i jednostki. Istnieje wiele metod dostępnych w a1sx2_Thumbnail1_peta.jpgramach systemu, które mogą być skuteczne, a nie muszą wiązać się z łamaniem prawa i użyciem przemocy. Pokojowe zgromadzenia, demonstracje, rozdawanie ulotek, rozsyłanie materiałów, zbieranie podpisów pod petycjami, przedstawienia uliczne, bilbordy, wykłady i wiele innych środków, może wpływać na zmianę dotychczas akceptowanych praktyk. Protesty prowadzone w latach 1996-1999 przez The Fund for Animals, w których zastosowano bierny opór oraz analogię do cierpiących zwierząt, zakończył raz na zawsze okrutne Fred Coleman Memorial Shoot w Pensylvanii, podczas którego rok rocznie (od lat 30-tych) strzelano do ponad 5 tys. gołębi.

Dobrym sposobem prowadzenia działań może być wyznaczanie mniejszych zadań niż "zniesienie wykorzystywania zwierząt w przemyśle spożywczym". Zakończenie testów kosmetyków na zwierzętach, hodowli ich na futra, wykorzystywania w cyrkach mają charakter abolicjonistyczny i  mogą zostać osiągnięte w krótszym czasie. Są jednak cele, które są niemal niemożliwe do osiągnięcia przy użyciu środków dostępnych w ramach porządku prawnego.

Chris DeRose, aktor i założyciel LCA (Ostatnia Szansa dla Zwierząt) był kilkanaście razy skazywany, a także kilkukrotnie posłany do więzienia za swoje działania na rzecz zwierząt. Dzięki nim udało mu się zebrać dowody wskazujące na firmy i osoby dopuszczające się okrucieństwa wobec zwierząt, które następnie zostały osądzone i skazane. Różnorodne metody działania stosują równeiż aktywiści SHAC. Od 1999 prowadzą oni kampanię wymierzoną przeciw jednemu z największych laboratoriów w Europie - Huntington Live Sciences - które zajmuje się testowaniem produktów przemysłu chemicznego i farmaceutycznego na ok 80 tys. zwierzętach rocznie.  Dzięki temu wielokrotnie udało się  ujawnić poważne naruszenia przepisów oraz znęcanie się nad przetrzymywanymi zwierzętami przez pracowników. Zdobyte i ujawnione materiały wpłynęły na wycofanie się kilkudziesięciu firm ze współpracy z HLS.

7) Czy jesteś gotów poddać się karze?

Istnieją sytuacje, w których, mimo iż doszło do złamania prawa, można postulować odsunięcie wymierzenia kary (na przykład, kiedy ofiara w akcie samoobrony pozbawia życia seryjnego mordercę). Niemniej każdy z nas ma głęboką świadomość tego, że nieprzestrzeganie zasad wiąże się z określonymi sankcjami. Gotowość do poddania się karze wskazuje zwykle, że sprawca nie działał z uwagi na swój prywatny interes (s.122), co może wpływać na zwiększenie wiarygodności jego działań, a także zwrócić uwagę opinii publicznej. Oczywiście nie znaczy to, że powinien on uznać, iż na karę zasługuje. Jest natomiast wyrazem akceptacji dla systemu. Unikanie kary wydaje się słuszne we wspólnotach funkcjonujących w oparciu o niesprawiedliwe prawo, natomiast bardzo często (zwłaszcza w krajach demokratycznych) akty uzasadnionego nieposłuszeństwa mają charakter pośredni i nie stanowią sprzeciwu wobec zasad, które zostały naruszone, ani wobec systemu w ogóle. Dlatego bardziej rozsądne wydaje się przyjęcie wyznaczonych przez prawo konsekwencji, z jednoczesnym wyraźnym wskazaniem na cel i uzasadnienie podjętych działań.

Wspomniany już Chris DeRose poddawał się wyznaczanym karom dlatego, że nie rościł sobie praw do zmiany całego sytemu (wyznaczania nowego porządku, w którym włamania będą czymś akceptowalnym moralnie). Uważał jedynie, że nie ma innej możliwości niż działać niezgodnie z nim by zapobiec większemu złu. W USA wprowadzono nawet b2ap3_thumbnail_BarryHorne.gifspecjalną ustawę, która chroni instytucje wykorzystujące zwierzęta i określa karę grzywny i więzienia w zależności od dokonanych wykroczeń. Każda osoba, która świadoma swoich moralnych racji decyduje się na radykalne działania, musi pogodzić się z tym, że uznana zostanie za przestępcę i tak też będzie traktowana.

Barry Horne, który pod koniec lat 90tych stał się ikoną radykalnego ruchu wyzwolenia zwierząt, został skazany na 18 lat więzienia m.in. za podpalenia w sklepach i instytucjach związanych z wykorzystywaniem zwierząt, do których sam się przyznał. Następnie zmarł na skutek uszkodzeń wątroby wywołanych kolejnym więziennym strajkiem głodowym, który podjął nie w celu zakończenia swojej kary, ale wywarcia wpływu na władzę by zdelegalizowała wiwisekcję. Znana jest wspomniana przy okazji działań grup open rescue strategia tzw. „przyjaznego rebelianta”. Polega ona np. na dokonaniu aktu nieposłuszeństwa, np. zniszczeniu sprzętu w rzeźni, a następnie pozostawieniu listu z przeprosinami dla pracowników oraz powiadomienie prasy i policji o dokonaniu wykroczenia. Wydaje się, że tym, czego wymaga usprawiedliwione nieposłuszeństwo wobec prawa, jest również akceptacja ewentualnej, czasem niesłusznej, kary.

Podsumowanie

Oceniając radykalne działania podejmowane w obronie zwierząt powinniśmy zadać sobie pytanie: Czy w świetle znanych faktów nie zachodzą okoliczności, kiedy łamanie praw w celu obrony zwierząt nie tylko nie powinno być uznawane za moralnie naganne, lecz wręcz jest naszym obowiązkiem? Jeśli odpowiedź jest pozytywna każdy, kto łamiąc prawo chce skutecznie działać na rzecz zwierząt, powinien:

1) Wybrać cel działań uwzględniając: ilość cierpienia, jaka się z nim wiąże, wrażliwość opinii publicznej na dany temat, otwartość przeciwnika na dyskusję i wprowadzanie zmian.

2) Zgromadzić jak najwięcej informacji o: nieetycznych praktykach stosowanych przez dane przedsiębiorstwo/ osobę, przepisach prawnych związanych z daną działalnością, które mogły zostać naruszone, akcjonariuszach i inwestorach, którzy je wspierają, opiniach ekspertów związanych z tematem prowadzonej kampanii.

3) Przygotować w formie oświadczenia uzasadnienie etyczne swoich działań, wsparte o zgromadzone fakty i ekspertyzy.

4) Uwzględnić reakcję opinii publicznej przygotowując się do debaty, krytyki, zarzutów i oskarżeń płynących z mediów. O ile to możliwe zapewnić sobie wsparcie wśród szanowanych organizacji ekologicznych i pro-zwierzęcych.

5) Zbadać przepisy prawa, mieć dokładną świadomość, jakie przepisy zostaną naruszone oraz jak uzasadnić prawnie pewne działania.

6) O ile to możliwe wykluczyć użycie przemocy, zwłaszcza powodujące zagrożenie zdrowia lub życia innych ludzi i zwierząt.

7) Być gotowym do przyjęcia kary oraz obrony swoich racji przed wymiarem sprawiedliwości.

a1sx2_Thumbnail1_Rosie.jpg

Wyróżnione kursywą wstępy do każdego rozdziału tekstu są rekonstrukcją tez zawartych w książce: M. Rutkowski, Nieposłuszeństwo wobec prawa, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 2011 . Artykuł powstał między innymi dzięki dyskusji, która odbyła się w ramach seminarium Zakładu Etyki Instytutu Filozofii US (03.01.2012), uwagom Kazika Pogody oraz kilku ciekawym artykułom i książkom, które wymieniam poniżej.

  • Ch. DeRose, In Your Face: From Actor to Activist w: S.J. Armstrong (red.), R.G. Botzler (red.), The Animal Ethics Reader 2nd Edition, Routledge, London and New York, 2008

  • C.L. Dillard, Civil Disobedience: A Case Study in Factors of Effectiveness w: S.J. Armstrong (red.), R.G. Botzler (red.), The Animal Ethics Reader 2nd Edition, Routledge, London and New York, 2008

  • M. Rutkowski, Nieposłuszeństwo wobec prawa, Wydawnictwo Naukowe PWN SA, Warszawa 2011

  • E. Posłuszna, Ekstremizm ekologiczny, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2012

  • P. Singer, H. Spira, Ten Ways to Make a Difference w: S.J. Armstrong (red.), R.G. Botzler (red.), The Animal Ethics Reader 2nd Edition, Routledge, London and New York, 2008

  • P. Strindlund, Noże rzeźnickie na sierpy: Obywatelskie nieposłuszeństwo dla zwierząt, w: P. Singer (red.), W obronie zwierząt, Czarna Owca, Warszawa 2011

 

Aktualnie zajmuje się tematem moralnego statusu zwierząt w Zakładzie Etyki Uniwersytetu Szczecińskiego. Od czasu do czasu publikuję artykuły popularnonaukowe związane z tematyką mojej pracy oraz prowadzę wykłady o prawach i interesach zwierząt pozaludzkich.
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • rudawy
    rudawy sobota, 09 lutego 2013

    źródła

    Ciekawy tekst. Chciałbym się jednak dopytać o źródła. Chodzi mi przede wszystkim o informacje potwierdzające, że rząd III Rzeszy uchwalając niektóre ustawy ochroniarskie kierował się "dobrem zwierząt", a nie wprowadzaniem ścisłego, sterylnego wręcz porządku, tak jak czynił to we wszystkich dziedzinach życia.

    W Niemczech w latach 30. zaczęto na ogromną skalę kopiować amerykańskie wzorce masowych hodowli - nie tylko, jak piszą niektórzy - ze względu na plany eksterminacji Żydów. Byłbym więc raczej ostrożny w przytaczaniu tego typu przykładów, bo to raczej kiepski PR dla ruchów pro-zwierzęcych. A jeśli już, to warto by to robić z rzetelnym przytoczeniem konkretnych ustaw i tła polityczno-społecznego tamtego czasu. Inaczej będą powtarzane hasła w stylu "Hitler też był wegetarianinem". Podczas gdy był jedynie przez pewien czas jaroszem (jadł ryby) i miało to podłoże zdrowotne, a nie wynikające z troski o zwierzęta.

    Co do ilości norek przetrzymywanych na fermach futrzarskich w Polsce, to nie są to tysiące, a miliony. Według Stowarzyszenia Otwarte Klatki na terenie RP rocznie zabijanych jest około 4,3 mln norek (http://www.otwarteklatki.pl/antyfutro/#.URY7Xx0Y8mw)

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa niedziela, 10 lutego 2013

    Ciąg dalszy ciekawostki

    O stosunku nazistów do zwierząt przeczytałam m.in. w książce Elżbiety Posłusznej (którą zamieściłam w bibliografii). Z kolei ona powołuje się na dwie pozycje:
    1) L. Ferry, Nowy ład ekologiczny- drzewo, zwierzę człowiek
    2) B. Sax, Animals In the Third Reich: Pets, Scapegoats, and Holocaust - która "untangles paradoxes such as the Nazis' rigorous laws regarding the humane transportation of cattle in the same railroad cars that carried suffocatingly packed human victims to death camps."
    Zajrzałam też na wikipedię, na której poświęcono wpis tej tematyce: http://en.wikipedia.org/wiki/Animal_welfare_in_Nazi_Germany - zawiera ona odwołanie do Saxa, oraz bogatą bibliografię.
    Podałam tę informację jedynie jako ciekawostkę, bo jest to naprawdę mocne, paradoks, w który trudno uwierzyć. Nie sądzę jednak by ta informacja miała jakiekolwiek znaczenie dla tego, co się współcześnie dzieje w ramach ruchu wyzwolenia zwierząt.

  • rudawy
    rudawy niedziela, 10 lutego 2013

    Dziękuję.

    ((-;

  • Gość
    AL wtorek, 12 lutego 2013

    ochrona zwierząt

    Uważam, że życie jest wartością nadrzędną i tak jak ratując życie i zdrowie człowieka nie należy oglądać się na przepisy, tak samo powinno się postępować w przypadku zwierząt. Wstyd, że w XXI wieku naraża się żywe, czujące istoty na cierpienie i śmierć dla ludzkiego "widzi mi się". I niby my mamy być tym "lepszym gatunkiem"?

  • Gość
    k wtorek, 12 lutego 2013

    zwierzęta też czują

    Zycie zwierząt jest tak samo ważne jak nasze i nie mamy prawa ich zabijać żeby mieć obiad. Nie potrzebujemy mięsa żeby żyć.Ja nie jem zwierząt i daje rade. Każde żywe stworzenie ma prawo do godnego życia i śmierci

  • Gość
    Hubert piątek, 24 lutego 2017

    Gratuluję myślenia

    Komentarz wspólny dla wszystkich tych rozważań. Macie już wspaniałego prekursora. Powinniście na pierwszej stronie umieścić zdjęcie swego mentalnego mentora i patrona ADOLFA HITLERA. To właśnie zrównanie ludzi i zwierząt doprowadziło do powstania obozów koncentracyjnych, komór gazowych i Holokaustu. Widzę że większość z was z chęcią wsadziłaby, do odrestaurowanych obozów 99% populacji (jedzącej mięsko). Gratulacje ekofaszyści!!!!!!!!!!!

  • Gość
    Hubert piątek, 24 lutego 2017

    Gratuluję myślenia

    Komentarz wspólny dla wszystkich tych rozważań. Macie już wspaniałego prekursora. Powinniście na pierwszej stronie umieścić zdjęcie swego mentalnego mentora i patrona ADOLFA HITLERA. To właśnie zrównanie ludzi i zwierząt doprowadziło do powstania obozów koncentracyjnych, komór gazowych i Holokaustu. Widzę że większość z was z chęcią wsadziłaby, do odrestaurowanych obozów 99% populacji (jedzącej mięsko). Gratulacje ekofaszyści!!!!!!!!!!!

  • Gość
    KW wtorek, 12 lutego 2013

    Sea Shepherd

    "Organizacja Sea Shepherd znana jest z akcji bezpośrednich, w których niszczone są statki wielorybników" - nie do końca.

    Warto podkreślić, że Sea Shepherd nigdy nie podejmują akcji, których celem jest uszkodzenie statków wielorybniczych. Inną sprawą jest, że niebezpieczne manewry wykonywane zarówno przez flotę aktywistów, jak i kłusowników (polujących na wieloryby, ale także np. nielegalnie łowiących tuńczyki), czasami doprowadzają do uszkodzenia statków obydwu stron. Jedyne udokumentowane wydarzenie, w którym można podejrzewać intencje uszkodzenia statku to wypadek, w którym statek ochrony floty wielorybniczej Shonan Maru nr 2 staranował lekki katamaran Sea Shepherd, Ady Gil.

    Znane są też przypadki, w którym aktywiści SSCS niszczyli sprzęt kłusowników, np. sieci rybackie.

  • Gość
    KW wtorek, 12 lutego 2013

    Jeszcze o Sea Shepherd

    Nota bene, Sea Shepherd ciekawie (i trafnie) kategoryzują swoje działania jako "aggresive, non-violent action".

  • Robert Maślak
    Robert Maślak środa, 20 lutego 2013

    Refleksje na kanwie "Łamania prawa w obronie zwierząt"

    Zawsze, gdy mowa o nazistach i zwierzętach przypomina się ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=KC9XfcJFeOM .
    Bardzo interesujący artykuł. Sukces w świecie globalnej wioski, w jakim żyjemy, odnoszą ci, którzy są przede wszystkim dobrze przygotowani. Bez strategii medialnej niewiele się zdziała, podobnie jak bez dobrej dokumentacji działalności, z jaką mamy zamiar walczyć. Z tym jest problem, bo wymaga to często działań niemal detektywistycznych. Słabość akcji tego typu dostrzegam czasem w tym, że są one nastawione często wyłącznie na emocje, co zapewne trafia, ale tylko do części opinii publicznej. Spora część, często ta lepiej wykształcona, oczekuje także racjonalnych przesłanek usprawiedliwiających takie działanie. Niestety organizacje prozwierzęce zarówno przy tego typu działaniach, jak w w ogóle, rzadko korzystają z pracy naukowców, ze znanych mi organizacji, dział naukowy (i to bardzo dobry!) ma tylko RSPCA. Emocje tak, ale i dobre przygotowanie merytoryczne.

    W polskich warunkach jest jeszcze wiele do zrobienia bez uciekania się do takich akcji, co nie znaczy, że przy dobrym przygotowaniu te bardziej radykalne nie mają szans powodzenia. Możliwość wpływania na pewien segment wykorzystywania zwierząt jest w lokalnych komisjach etycznych ds. doświadczeń na zwierzętach. Ale co z tego? Organizacje często nie wykorzystują przysługującego im prawa do delegowania do komisji swoich kandydatów lub delegowane są osoby nie znające się na materii, w której mają podejmować decyzje, nie umiejące uzasadnić swoich opinii i wniosków lub po prostu niekompetentne. Dlatego zamiast komisji etycznych mamy ich karykaturę, praktycznie wszystkie wnioski są akceptowane jak nie w lokalnych, to w krajowej komisji etycznej.

    To luźne refleksje niekoniecznie na temat, ale na kanwie tego tekstu...
    Tekst wykorzystam na konwersatorium z bioetyki dla doktorantów, jakie zacznę prowadzić od przyszłego roku. Świetny do dyskusji.

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa środa, 20 lutego 2013

    edukacja

    Serdecznie dziękuję za komentarz, zwłaszcza że w zupełności się zgadzam z tym co Pan pisze. Staram się nie narzekać na lokalny aktywizm, gdyż podziwiam zaangażowanie i oddanie ludzi, którzy swój wolny czas i pieniądze poświęcają na walkę o wprowadzenie zmian; niemniej od wielu lat mam poczucie, że opieranie ruchu wyzwolenia zwierząt na przesłankach emocjonalnych jest niewystarczające. Na szczęście coraz więcej organizacji zaczyna się koncentrować na przemyślanym, dokładnym, przygotowanym działaniu, jak chociażby niedawno powstałe Stowarzyszenie Otwarte Klatki - które opublikowało materiały nakręcone przez aktywistów na fermach futrzarskich. Publikacji tej towarzyszyła kampania w mediach, do tego zgłoszono popełnienie przestępstwa przez niektórych właścicieli ferm. Na stronie komentuje się chyba na bieżąco dyskusję polityczną związaną z tematem hodowli zwierząt futerkowych, itd. Cała kampania antyfutrzarska wydaje się bardzo dobrze przygotowana merytorycznie i strategicznie.

    Niestety bardzo często też spotykam aktywistów, którzy zupełnie nie poświęcają czasu na czytanie prac naukowych, gromadzenie faktów, szkolenia, wykłady, gdyż mają poczucie, że: oni to wszystko wiedzą i jest oczywistym, że zwierząt nie można krzywdzić. Niestety stosowane przez nich argumenty zupełnie mnie (wegankę) nie przekonują, więc tym bardziej mogą okazać się jałowe w praktyce. Ponadto wydaje mi się, że brakuje też dostosowania technik do grup docelowych - stworzenia działu edukacji dla dzieci, form aktywności dla nastolatków, zaplecza intelektualnego dla studentów, przystępnie przedstawionych informacji dla osób starszych itp.
    Obawiam się jednak, że wiąże się to w dużej mierze z finansami. Za granicą w organizacjach takich jak PETA, czy wymienione RSPCA - na etatach zatrudnionych jest wiele osób, które mogą poświęcać swój czas tylko i wyłącznie na działalność statutową. U nas prawami zwierząt zajmują się głównie wolontariusze, którzy godzą pracę, zajęcia wynikające z ich pasji/hobby z działaniami na rzecz zwierząt, więc cały proces powstania ruchu wyzwolenia zwierząt, którego głos naprawdę będzie się liczył, jest nieco wolniejszy.

    Co do komisji bioetycznych. Również zauważyłam ten problem wiele lat temu. W szczecińskiej komisji był wtedy przedstawiciel organizacji ekologicznej, który nie miał kompletnego pojęcia o problematyce jaką komisja się zajmuje, inną zaś osobą (funkcjonującą jako specjalista od bioetyki) był ksiądz, który na wykładach powtarzał: "ja tam pozwalam na wszystkie testy, bo muszą przecież studenci na czymś ćwiczyć". Niestety w Polsce nie ma żadnej organizacji na rzecz zwierząt, która zajmowałaby się testami na zwierzętach (zapewne dlatego, że jest to problem niezwykle złożony i wymaga potężnej wiedzy oraz pracy). Mam jednak nadzieję, że w końcu pojawią się wykształceni biolodzy i etycy, którzy podejmą tą tematykę, zwłaszcza, że ogromna część aktualnie prowadzonych badań, to badania często absurdalne i bezsensowne (co od lat powtarzają mi osoby, które trafiają na uczelnie medyczne i biotechnologiczne).

    Cieszę się niezmiernie, że tekst może się okazać przydatny na zajęciach. Taką właśnie miał pełnić funkcję - zbioru informacji, które mogą posłużyć jako punkt wyjścia do dalszych rozważań, dyskusji, polemik.

    Film ukazujący Hitlera - bardzo mocny, wręcz przerażający - przedstawia jakby rzeczywistą empatię i ciepło, które trudno jest powiązać z psychopatycznym umysłem tego człowieka. Oglądają go czekałam, czy może nie wyciągnie pistoletu, by psa zastrzelić, bo to byłoby zachowanie bardziej wiarygodne. Jednak podobnie być może zachowywali się strażnicy w obozach spacerując z psami, którym rzucali kiełbaskę i głaskali po głowie podczas gdy dzieci były spalane w krematoriach, a dorośli pili wodną zupę, by cały dzień harować, aż do momentu całkowitego wycieńczenia.

  • Gość
    Krzysztof czwartek, 13 czerwca 2013

    Moralność zagubiona w systemie

    Co do ostatniego akapitu, to taki dysonans moralny był i jest często spotykany. Raczej wyjątkowo mamy do czynienia z psychopatami, dla których przejawianie empatii jest tylko udawaniem i grą. Osoby pracujące w rzeźniach wydają się być pozbawione empatii, jednak potrafią mieć zupełnie inne podejście wobec uczuć swoich bliskich, a nawet psów lub kotów. Większość społeczeństwa, mimo że potrafi współodczuwać, to jednocześnie aprobuje gehennę zwierząt w hodowli. Nie zajmuję się zawodowo etyką, ale myślę że ten temat wart jest dogłębnej analizy (chyba, że przeoczyłem taki artykuł). Ma to również istotne znaczenie w kontekście walki o prawa zwierząt. Zazwyczaj spotykamy się w takich przypadkach z określeniem „schizofrenia moralna”. Jednak traktowanie tego zjawiska jako choroby - a tym jest schizofrenia - pokazuje raczej etyczną bezradność w jego ocenie.
    W kwestii walki o prawa zwierząt jestem zwolennikiem reformistycznego podejścia Martina Ballucha. Ludzie chętnie uznają różne prawa zwierząt, jeżeli zmienia się system i poszczególne prawa stają się normą. Uważam, że (poza nielicznymi przypadkami) mamy naturalną empatię wobec odczuwających istot i de facto przyznajemy im prawo moralne do tego, żeby nie cierpiały. Myślenie, że ich życie nie ma wartości samej w sobie, to raczej domena filozofów. Natomiast jest potrzeba stopniowego wymuszania zmian systemowych prowadzących do obowiązywania praw zwierząt. Wracając do przedstawionego dysonansu moralnego. Należy sobie zadać pytanie, dlaczego tak bardzo nas dziwi ten strażnik obozu czy rzeźnik? Systemy, w których funkcjonują uznają przecież takie postępowanie za normalne, a ludzie zazwyczaj chcą być normalni, bo są istotami społecznymi. Dlatego kluczowa jest zmiana norm i systemu, w którym funkcjonują.

  • Gość
    Maria sobota, 02 marca 2013

    Dogłębny artykuł

    Bardzo ciekawy artykuł, potwierdzający dogłębną znajomość poruszanej problematyki. Co ciekawe, jak najbardziej wpisuje się w konwencję etyki praktycznej. Pozwala zrozumieć każdej osobie, bez względu na wykształcenie, dla której los torturowanych zwierząt nie jest obojętny, na czym polega mądrość w dochodzeniu ich praw. Do tej pory brak było właśnie takiego spojrzenia. Jakże ciekawe i mądre są cytowane fragmenty z pracy prof. Rutkowskiego. Jego wnikliwe sądy, czy opinie, w artykule przekładają się na sytuacje praktyczne, z którymi, my, zwykli zjadacze chleba, spotykamy się często i nie potrafimy pewnych spraw uzasadnić i mądrze wyjaśnić . Artykuł odpowiada na wiele naszych wątpliwości przez poddanie analizie bulwersujących zachowań czy zjawisk wobec bezbronności zwierząt. Podane argumenty mogą być wykorzystane podczas różnych dyskusji dotyczących ochrony czy obrony zwierząt.

  • Gość
    ajmk niedziela, 28 kwietnia 2013

    Pieskie zycie w Polskich schroniskach

    Nie mam wiele do napisania, gdy tego co dzieje sie w Polskich schroniskach i orzeczeniach sadowych o bezkarnosci, to nie mozna tego opisac w kilku zdaniach. To trzeba samemu poczytac i ogladnac zdjecia
    http://www.facebook.com/media/set/?set=oa.435141606573712&type=1

Zostaw komentarz

Gość środa, 28 czerwca 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.