Życie jako źródło piękna

Koris Zabojszcz

10 marzec 2026

Nasz świat jest pięknym miejscem. Nie jest idealny, ale jednocześnie można odnieść wrażenie, że jest stworzony specjalnie dla nas. Jest pełen problemów, które możemy rozwiązać, pełen doświadczeń, które możemy przeżyć, ale też cierpień, które musimy przezwyciężyć. Jesteśmy w świecie bez instrukcji, do wszystkiego musimy dojść samodzielnie, ale to, co odkrywamy, przepełnia nas uczuciem.

Gdy jako dzieci poznajemy proste mechanizmy rzeczywistości, śmiejemy się, nawet z drobnych dźwięków czy ruchów. Ta wrodzona ciekawość i chęć zabawy wydają się nierozłączną częścią życia. Delfiny potrafią bawić się bańkami powietrza lub falami, a także są bardzo ciekawskimi stworzeniami, podpływającymi do nieznanych im wcześniej obiektów, takich jak łodzie, by uważnie je zbadać. Podobnie jest z innymi gatunkami, słoniami, małpami, wydrami, krukami, psami i kotami, wszystkie w jakiś sposób kierują się tymi emocjami.

Można dojść do wniosku, że piękno jest zatem nierozłączną częścią wszechświata. Skoro w różnych miejscach na naszej planecie różne organizmy, na pewnym etapie swojego rozwoju, zaczynają go doświadczać, to racjonalnym wydaje się założenie, że ono po prostu tkwi w samej strukturze rzeczywistości. Słońce ogrzewające planetę, spadająca gwiazda, rozwijająca się fauna, są piękne, bo taka ich natura, a piękno po prostu czeka na odkrycie.

Taki wniosek jest jednak niekompletny. Należnym jest przeanalizowanie czym jest „odkrycie” piękna zanim nazwiemy go nierozerwalną, ontologiczną częścią wszechświata. Czy naprawdę jesteśmy w stanie powiedzieć, że nieobserwowane gwiazdy rozświetlają niebo? Że widok oceanu uspokaja, a zapach lasu orzeźwia, jeśli nikt tego nie doświadcza? Możemy wydać pewne fizyczne opisy tych zdarzeń nawet pomimo braku obserwatora, ponieważ nie ma on wpływu na emisję fotonów gwiazd, i odbijania się ich od morza, ani rozprowadzanie się cząsteczek spotykanych w lesie.

Upadające drzewo w pustym lesie nie wydaje dźwięku, powoduje jedynie rozprzestrzenienie się energii w określonym układzie. Chcąc opisać piękno w tym samym kryterium, musielibyśmy posiłkować się działaniem neuronów w mózgu i przypisywać im konkretne stany odczuwania piękna. Pomijając trudności z taką kategoryzacją, wynikającą z neuroplastyczności pozwalającej na reorganizację funkcji neuronów, nawet taki opis nie wywoła w nas doświadczenia.

Korzystając z eksperymentu myślowego Franka Jacksona „Mary w czarno-białym pokoju”, możemy rozróżnić qualia od faktów. Mary, posiadająca pełną wiedzę naukową o widzeniu barw, po wyjściu z pokoju i zobaczeniu czerwonego przedmiotu po raz pierwszy doświadcza „jak to jest” widzieć czerwień.

To nie przeczy fizykalności doświadczeń, ponieważ obserwowanie koloru czerwonego powoduje inną aktywność neuronową niż uczenie się o nim. Bezwarunkowo jednak stawia granicę między wiedzą a doświadczeniem. A więc skoro podmiot jest niezbędny do doznania piękna, tak samo jak do usłyszenia dźwięku spadającego drzewa, stwierdzenie, że piękno jest nierozłączną częścią wszechświata, jest poprawne tylko w takim samym stopniu, w jakim nierozłączną częścią go jest życie.

Nawet gdybyśmy próbowali spojrzeć na rzeczywistość bez udziału podmiotu, jest to niemożliwe. To, w jaki sposób wyobrażamy sobie krajobraz górski, wynika bezpośrednio z tego, jak jesteśmy uwarunkowani do egzystowania w świecie. Widzimy kontury gór, powietrze jest dla nas przezroczyste, wybieramy perspektywę, z której patrzymy. Ale dlaczego świat miałby wyglądać w ten sposób w hipotetycznej sytuacji, w której próbujemy opisać rzeczywistość „obiektywnie”?

Stworzenie takiego modelu jest absurdalne. Chcąc opisać świat, musimy przyjąć obecność obserwatora, a więc pewną interpretację informacji. Uparty człowiek mógłby próbować skonstruować opis oparty na ustawieniu i właściwościach poszczególnych cząstek. Ale nawet wtedy, dlaczego mielibyśmy postrzegać świat właśnie z poziomu cząsteczkowego? Czy wówczas wszystko nie zaczęłoby się zlewać w jeden wielki blok materii? A dlaczego nie zejść jeszcze niżej, do poziomu kwantowego? Który poziom byłby satysfakcjonujący?

Jeśli doświadczenie świata w sposób podmiotowy jest nieuniknione, a jednocześnie za każdym razem choć w najmniejszym stopniu inne, unikatowe, to bliższe prawdy jest założenie, że to sam fakt doświadczania powoduje pojawienie się piękna. Nie musi być to jednak sprzeczne z przekonaniem, że piękno istnieje również w świecie rzeczywistym, niezależnie od obserwatora.

Świat działa według określonych zasad, sprawiając, że pewne wydarzenia są bardziej prawdopodobne od innych, wynikające z ich trwałości, częstotliwości zachodzenia lub konieczności. Nie jest więc nieracjonalnym założenie, że piękno może istnieć jako mechanizm zakorzeniony w rzeczywistości, pojawiający się tam, gdzie pojawia się życie. W sposób emergentny, co samo w sobie już jest piękne. Jeśli wszechświat działa tak, aby życie mogło lub musiało powstać, a życie zawsze w pewnym momencie zaczyna doświadczać piękna, to pośrednio oznacza to, że musi ono istnieć naprawdę.

A więc nawet, jeśli piękno istnieje niezależnie od życia, pewnym jest to, że niesie ze sobą swoją unikalną wartość, zdolności do odczuwania, która inaczej byłaby niedostępna dla wszechświata.

Ten pusty wszechświat, mógłby być wypełniony najbardziej pięknymi planetami i krajobrazami, ale bez życia nigdy nie będzie w stanie opowiedzieć historii. To wnosi pewne szczególnie ważne stanowisko. Obowiązku zachowania życia. Aby móc odkrywać, bawić się i cieszyć się tym co oferuje nam świat, życie musi trwać. Jednym z tematów przewodnich The Talos Principle, jest projekt Soma/Talos, czyli próba zachowania ludzkiego życia w obliczu katastrofy, która jest nieuniknionym końcem ludzkości.

Grupa naukowców na czele z Alexandrą Drennan stworzyła symulację, mającą na celu odwzorować ludzką istotę, tak aby po zakończonym procesie mogła powrócić do świata i na nowo odkrywać i cieszyć się nim. Inna postać z drugiej części The Talos Principle, Miranda, idzie o krok dalej. Uważa, że nie powinniśmy jedynie chronić i zachowywać życia, lecz nasz obowiązek obejmuje także jego rozprzestrzenianie. My, jako ludzkość, będąc świadomi, że życie jest wartościowe, a wszechświat piękny, powinniśmy dążyć do tego, aby mogło się ono rozwijać w sprzyjających warunkach. Być może pewnego dnia także inne planety i galaktyki będą mogły tego doświadczyć.

Oczywiście, jest to wizja bardzo odległej przyszłości, w której takie możliwości znajdą się w naszym zasięgu. Mimo to jest to pogląd, który jest potrzebny. Pozwala uniknąć naiwnej adoracji wszechświata i uświadamia jego zimną brutalność. Uczy, że wszechświat nie uważa wyginięcia gatunku, katastrof klimatycznych czy rozkładu za coś złego, ponieważ fundamentalnie nie może niczego uważać. Życie, a w szczególności życie świadome, ma taką możliwość.

Bardzo łatwo jest zatracić się w naturze i ogromie jej piękna, jeśli nie doświadczamy jej chłodu na co dzień. Dzieje się tak dlatego, że żyjemy w cywilizacji. To ona zdołała opanować znaczną część świata i stworzyła warunki, w których nie musimy już codziennie obawiać się zamarznięcia, wygłodzenia albo ataku groźnego drapieżnika. W świecie bez cywilizacji takie zagrożenia były pospolite i kończyły się cierpieniem lub śmiercią.

Możemy więc kochać miejsca naznaczone mroźną nieprzychylnością, takie jak strefy podbiegunowe czy jałowe pustynie Sahary, właśnie dlatego, że istnieją miejsca, w których tej nieprzychylności nie ma. Natura w swej istocie jest bezmyślna. Jest najpotężniejszą chaotyczną siłą opartą na żerowaniu. Jednocześnie pozostaje naszym najbardziej bezwzględnym przeciwnikiem. Pokona nas natychmiast, gdy tylko przestaniemy walczyć. Pogląd, według którego to natura jest ofiarą, a ludzie jej oprawcami, należy uznać za jedno z najbardziej mylnych przekonań.

Patrząc na pustynię, dostrzegamy miejsce skrajnie nieprzyjazne dla życia. Gdyby taka była nasza codzienność, jawiłaby się nam jako złowroga i przerażająca. Są to warunki wrogie życiu. Kiedy wówczas wsłuchamy się w jej ciszę, w której znikają złożone problemy cywilizacji, dostrzeżemy, że ten spokój nie jest dobry. To nie on nas napędza, lecz ekscytacja i entuzjazm, które popychają ludzkość do przodu, pozwalają jej odkrywać i cieszyć się życiem. Poddanie się naturze, jej entropii, byłoby tchórzliwym i haniebnym sposobem popadnięcia w zapomnienie.

Podobne spojrzenie prezentuje Lifthrasir z The Talos Principle 2, który postrzega życie jako walkę, mającą na celu zobaczenie świata takim, jaki jest, a nie takim, jakim chcielibyśmy go widzieć.

Dlatego musimy docenić to, co daje nam życie. Owszem, możemy spojrzeć w gwiazdy, na lasy i góry, i zachwycić się ich pięknem. Jednak one nie spojrzą na nas i nie okażą pogardy. Dla skały nie ma znaczenia, czy mijamy ją dzisiaj, czy robili to nasi przodkowie tysiące lat temu. Nie kryje się w niej żadne przekonanie. Natura jest okrutna i bezwzględna, lecz nie pełna nienawiści ani nikczemności. Jest piękna i fascynująca, ale nie jest troskliwa ani czuła. To materia, która śpi i stanowi całość wszechświata. Życie jest jej cząstką, która się obudziła i wie, że lepiej jest być obudzonym. Celem życia jest po prostu być, aby piękno mogło istnieć.

The Talos Principle (2014) – gra logiczna typu first-person puzzle, w której gracz wciela się w robota z ludzką świadomością budzącego się w wirtualnym świecie. Fabuła porusza tematy sztucznej inteligencji, świadomości i wyginięcia ludzkości z powodu wirusa uwolnionego z wiecznej zmarzliny. Projekt Soma/Talos to próba zachowania ludzkiego dziedzictwa poprzez stworzenie nowej mechanicznej speciesy.

The Talos Principle 2 (2023) – kontynuacja gry, dziejąca się w świecie, gdzie androidy zbudowały własne miasto. Miranda, jedna z postaci, argumentuje za rozprzestrzenianiem życia poza Ziemię, uważając, że nasz obowiązek obejmuje nie tylko zachowanie, ale i ekspansję świadomego egzystencji.

Fragment mojej pracy magisterskiej, Wszechświat w ludzkich rękach: Nadzieja, piękno i przyszłość świadomego życia, Uniwersytet Szczeciński