Etyka, nielegalne kopiowanie a dozwolony użytek - wywiad z prof. Romanem Tokarczykiem

Dodane przez w w Wywiad

Wywiad na temat praw autorskich, dozwolonego użytku oraz etycznej oceny kopiowania bez zgody autorów z prof. Romanem Tokarczykiem - prawnikiem i etykiem z Wydziału Prawa i Administracji UMCS. 

W jaki sposób ocenia Pan piractwo rozumiane jako używanie dóbr intelektualnych bez nabycia do nich praw np. poprzez ich zakup. Czy masowe używanie dzieł takich jak muzyka, filmy, książki bez ich legalnego zakupu przez wiele osób uznaje Pan za niemoralną formę masowej i powszechnej kradzieży czy też korzystanie z prawa do uczestnictwa w kulturze?

Zamiast określenia"piractwo"chętniej sięgam po określenia pretendujące do aksjologicznej neutralności. Już samo posłużenie się bowiem określeniem "piractwo" pociąga za sobą ocenę w kategoriach moralnego zła czy nawet bezprawia. Takimi próbami neutralnych określeń są tutaj: "kopiowanie bez autoryzacji", "kopiowanie zakazane", "kopiowanie niemoralne", "kopiowanie bezprawne". W ocenach wspomnianych kopiowań za najbardziej istotną uznaję konstrukcję prawną znaną pod nazwą "dozwolony użytek", w języku angielskim-  fair use. Jest to, jak już dość szeroko wiadomo, zawężenie wyłączności właściciela praw autorskich lub patentowych, dopuszczające legalne korzystanie bez jego zgody ze znanego już dzieła na użytek wyłącznie prywatny, w jasno określonych sytuacjach i warunkach. Regulacje prawne dozwolonego użytku są odmienne w kulturze prawa powszechnego (common law), jak zwłaszcza w prawie północnoamerykańskim, od regulacji w kulturze prawa stanowionego, do której należy jeszcze w przeważającym zakresie prawo polskie. Ogólnikowe, abstrakcyjne regulacje kultury prawa stanowionego niemal nigdy całkowicie nie są dostosowane do różnorodności należących do nich konkretnych spraw, w języku prawniczym zwanych stanami faktycznymi, toteż wymagają interpretacji rozszerzających czy też zwężających literę prawa, co stawia je często pod pręgierzem ostrej krytyki społecznej. Natomiast w kulturze prawa powszechnego prawo jest głównie tworzone poprzez orzecznictwo sądowe w konkretnych sprawach przy walnym współudziale ławy przysięgłych, a więc czynnika społecznego, a nie tylko profesjonalnego sędziów zawodowych. Takie prawo jest nie tylko lepiej "dopasowane" do spraw ale i cieszy się większą aprobatą społeczną. Te ogólne uwagi można odnieść do odmiennego stosunku nie tylko internautów do regulacji własności intelektualnej w Internecie - kultury prawa stanowionego a kultury prawa powszechnego, w szczególności prawa polskiego a prawa północnoamerykańskiego. Ze względu na dużą i poważną aktualność tych regulacji do przygotowywanego dwunastego wydania książki Prawo amerykańskie wprowadzę nowy, dodatkowy rozdział Prawo autorskie. Osobiście wyżej cenię rozwiązania kultury prawa powszechnego niż kultury prawa stanowionego. Ta pierwsza jest bowiem na wskroś pragmatyczna, polega na zdrowym rozsądku, niekoniecznie pochodzącym ze zorganizowanej edukacji, szanującej głos ludzi doświadczonych w określonych sprawach jak np. internauci w sprawach korzystania z Internetu. Polegając na kulturze zdrowego rozsądku, masowe używanie, nie w celu wyłącznie prywatnym, takich dzieł jak muzyka, filmy, książki, bez ich legalnego zakupu, uznaję w zasadzie za niemoralne i bezprawne, szczególnie gdy temu przyświecają nieuczciwe cele zarobkowe. Nie jest to uczestnictwo w kulturze lecz w podkulturze pirackiej, tutaj zrezygnowałbym z poszukiwania neutralnych aksjologicznie określeń. Oceniam to bowiem bez zawahań negatywnie.

Czy ocena ta dotyczy w równym stopniu dóbr rozrywkowych, oprogramowania, książek naukowych, „nieoryginalnych” lekarstw i części zamiennych do samochodów?

Wspomniana moja powyższa ocena jest wszakże zróżnicowana odnośnie różnych dzieł. Nie dostrzegam cienia niemoralności, tym bardziej bezprawia, odnośnie czerpania z dostępnych w Internecie książek naukowych pod wskazanymi tam warunkami. Dostrzegam niemoralność odnośnie dóbr rozrywkowych zaś i bezprawie odnośnie do lekarstw i części samochodów, wykluczających całkowicie regulacje dozwolonego użytku.

Czy naukowcy mogą bez uzasadnionego poczucia winy korzystać z nielegalnych, internetowych bibliotek książek i artykułów naukowych, z których ściągnąć można „za darmo” bardzo wiele prestiżowych publikacji zagranicznych?

Wolny obieg informacji i wyników badań naukowych powinien być całkowicie wyłączony z kręgów niemoralności i bezprawia. Niemoralności i bezprawia należałoby się dopatrywać z wielką skrupulatnością w sposobach i celach wykorzystywania informacji i wyników badań naukowych. Piszę o tym szerzej w książce Etyka prawnicza, wydanie piąte.

Czy szkoły wyższe powinny stosować sankcje dyscyplinarne, gdyby naukowiec został przyłapany na posiadaniu „nielegalnej biblioteki”? Czy prawo powinno przewidywać sankcje za takie praktyki?

Rozważania o możliwości sankcjonowania naukowców za posiadanie "nielegalnej biblioteki" są nierealne. Mogłyby się też kojarzyć z ponurymi czasami "ksiąg zakazanych".

Czy niekomercyjne używanie pirackich kopii programów komputerowych, np. edytorów tekstu, grafiki, filmów, gier, powinno być karane?

Niekomercyjne używanie tzw."pirackich" kopii komputerowych, a więc w granicach dozwolonego użytku, nie powinno być w żaden sposób potępiane czy też karane.

Czy ocena piractwa dóbr intelektualnych zależy od poziomu ekonomicznego rozwoju kraju, w którym proceder ten ma miejsce?

Ocena tzw."piractwa" dóbr kulturowych mogłaby zależeć od ekonomicznego poziomu rozwoju kraju,w którym ma to miejsce. Pod dwoma jednakże warunkami. Po pierwsze, znajomości ekonomicznej analizy prawa. Po drugie, rodzaju kultury prawnej, czy też raczej treści regulacji prawnych bądż orzeczeń sądowych.

Gdzie powinna leżeć granica między prawem dysponowania własnością intelektualną a dobrem publicznym?

Granice między prawem dysponowania własnością intelektualną a tzw. dobrem publicznym, jeśli w ogóle coś takiego istnieje, powinny być wyłącznie granicami sytuacyjnymi, faktycznymi, a nie abstrakcyjnymi, czyli z istoty rzeczy nieudolnymi. I znowu przewaga kultury prawa powszechnego nad kulturą prawa stanowionego!

Czy porozumienie ACTA zagraża swobodom obywatelskim?

Porozumienie ACTA - jak już wiemy - okazało się zbyt restrykcyjne w świetle ocen większości społeczeństw demokratycznych. Ogólnie rzecz ujmując, najróżniejsze i coraz to liczniejsze propozycje prawnego ograniczania kopiowania dzieł utrwalonych w formie elektronicznej są i będą mało skuteczne. Powiedziałbym wprost - nierealistyczne, wręcz utopijne. Jak prawo prawem a życie życiem to drugie zawsze przebiega
szybciej niż jest tworzone z mozołem to pierwsze. Szczególnie technologia,wśród niej Internet, rozwija się nadzwyczaj szybko. Postępy technologii mogą też służyć i służą szybkiemu uprzedzaniu, omijaniu i wszelakiemu "przechytrzaniu" prawa. Internet okazuje sią nieprzewidywalny, co niweczy rzekomą przewidywalność prawa stanowionego. Kultura prawa powszechnego zna tę zdroworozsądkową prawdę toteż tworzy tylko prawo
dla już zaistniałych sytuacji, stanów faktycznych. Pamiętajmy też, że w Internecie panuje przede wszystkim pełna dynamizmu młodzież zaś wśród prawodawców zasiedziali wiekowi konserwatyści. W konfrontacjach więc Internauci - Prawodawcy stawiam zdecydowanie na tych pierwszych. Kierowany wyłącznie poczuciem realizmu, bez śladu kokieterii wobec moich Studentów, bez wyjątku dojrzałych Internautów.

Roman Tokarczyk jest profesorem zwyczajnym, prawnikiem i filozofem, specjalistą z zakresu historii doktryn politycznych i prawnych, filozofii prawa, etyki prawniczej, komparaty-styki prawniczej, kultur prawnych i prawa amerykańskiego. Rozwija nowy nurt prawoznawstwa – biojurysprudencję.

Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Gość
    litwin poniedziałek, 27 lutego 2012

    Kordian

    Jak dla mnie, stoi sobie samoobsługowa stacja paliw, bez ochrony i ogrodzenia, prawie każdy nauczył się z niej brać benzynę, bo tak łatwo, bezkarnie i "każdy tak robi" a tym bardziej, że koncern nadał bardzo wysokie ceny za litr, a bez pali...wa, w tym świecie, nie da rady. I jak bardzo ta cała sprawa obnaża, że ludzie, ze swej natury, są moralni, bo jest to użyteczne, a gdy, pojawi się możliwość przytulenia nieswojego + parę warunków dodatkowych (że inni też tak robią, że to na własny użytek, że to niefizyczne, itp.), to nasze mechanizmy obronne wytłumaczą wszystko, wszystko, wszystko. I tu jest wielka rola etyków, bo prawo jest martwe i potrzebna wielka czujność i filozoficzne wizjonerstwo, co będzie dalej z tym gatunkiem, jeśli etyka, która i tak nie ma dużego oddziaływania na ludzkie rozumy i serca, da zgodę na branie nieswojego, lub zażartuje terminem "neutralne aksjologicznie" ( n. a. to np. obejrzałem się teraz za siebie, a raczej nie fakt, że borę coś co jest kogoś, bo uznaniem kopii systemu np. za dobro kultury, to kolejny puls mechanizmu obronnego). Co do ACTA zgadzam się z profesorem.

  • Gość
    M.Cz. wtorek, 28 lutego 2012

    M.Cz.

    Filip, jedno "ale".

    Kopiowanie ("ściąganie plików) to powielanie.
    Nalewanie sobie benzyny ze stacji paliw.
    Pierwsze jest replikacją, nie zabieramy niczego.
    Drugie jest zaś zabieraniem.

    Oczywiście moglibyśmy pójść dalej, bo i tu i tam jest ekwiwalent pieniężny. Ale ten tok "różnicowania" stacji benzynowej od plików komputerowych jest możliwy do obrony. Z tego względu, że nie każdy użytkownik filmów/mp3/książek pdf musiałby kupić oryginał dla niezbędnego funkcjonowania. Natomiast benzynę raczej musiałby. Więc z dwóch przyczyn:
    - rozróżnienia powielania wobec kradzieży
    - rozróżnienia determinacji w zakupie produktu
    ... mówienie o stacji oraz plikach w tym samym kontekście jest chybione

    Zresztą, nie muszę się specjalnie do nauki odwoływać, potrzeba konsumpcji wypiera zawsze potrzebę kulturową. Człowiek wybierze prędzej chleb i lekarstwa, niż bilet do kina, czy na płytę, za jedyne 60 zł...

    P.S. Zaraz będę obserwował c.d. dyskusji na F.B.

  • Gość
    M.Cz. wtorek, 28 lutego 2012

    Etyka koncernów

    Jeśli zaś chodzi o "etyczność" samych koncernów, to polecam ten artykuł:http://www.spidersweb.pl/2012/02/sony-podniosl-ceny-muzyki-whitney-houston-zaczely-sie-zniwa.html

    Gdyby jednak znikł, to wklejam część jego treści:
    "Wszyscy kochamy wytwórnie muzyczne i chcemy oddać im jak największą część swoich pieniędzy. Po co oddawać je artystom, skoro można wytwórniom? Zresztą nawet nie musimy dbać o to, bo one same się upomną o swoje. Tak jak w weekend. Po śmierci Whitney Houston Sony Music szybko zwiększyło ceny przeczuwając, że przyjdą żniwa. Sony miał rację, bo utwory i albumy Houston znalazły się na szczytach najczęściej kupowanych pozycji. A zarzut żerowania na śmierci? Kto by się tym przejmował. Sony się należy i już!"

  • Gość
    zaciekawiony niedziela, 04 marca 2012

    etyka piractwa?

    Gdybym był autorem książki i dowiedziałbym się, że ludzie ściągają ją sobie z internetu, to jakoś bym to przebolał, bo coś takiego świadczyłoby tylko o popularności. Ale gdybym się dowiedział że serwis z którego ściąga się moje dzieło na tym zarabia, bo na przykład plik ma dużą objętość i trzeba zapłacić ileśtam za dostęp - to wówczas żądałbym ścigania tego jako przestępstwo właścicielka serwisu. Bo ja coś zrobiłem a ktoś za to bierze kasę. Tak działa wiele serwisów, tak działał Megauploud zamknięty w USA po wejściu ustawy SOPA, z rocznymi przychodami 300 mln $.

Zostaw komentarz

Gość czwartek, 22 listopada 2018
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.