Suprateizm, czyli o tym dlaczego bezsensowny jest teizm oraz ateizm

Dodane przez w w Religia

Suprateizm

Zagadnienie, czy istnieje transcendentny Bóg, mo?na rozwa?a? na dwa sposoby. Pierwszy polega na przedstawieniu konkretnych argumentów za tym, ?e on jest lub za tym, ?e go nie ma. Drugi dotyczy natomiast namys?u nad przedk?adanymi w tej sprawie argumentami, co pozwala na klasyfikowanie ludzi wed?ug stanowisk, jakie zajmuj? wobec problemu istnienia takiego Boga.

Z tego punktu widzenia teistami nazywa si? tych, którzy s? przekonani, ?e Bóg istnieje obiektywnie i ?e mo?na tego dowie?? na drodze rozumowej. Powiedzenie, ?e istnieje obiektywnie oznacza, ?e jego istnienie jest niezale?ne od przekona? na ten temat i ?e móg?by istnie? nawet wtedy, gdyby nigdy nie powsta? ?aden ludzki umys?. Z kolei powiedzenie, ?e w tej sprawie mo?liwe jest rozumowe dowodzenie, to?same jest ze zdaniem, ?e przes?anki, z których wynika jego istnienie mog? by? albo twierdzeniami syntetycznymi albo analitycznymi, i jako takie podlegaj? logicznym procedurom wnioskowania oraz weryfikacji. Taki charakter maj? mi?dzy innymi znane dowody na rzecz istnienia Boga formu?owane przez Arystotelesa, Tomasza z Akwinu, Anzelma z Canterbury czy Kartezjusza. Ci, którzy si? do nich odwo?uj? aby dowie?? istnienie Boga, nazywani s? teologami. Za zwolennika tak rozumianego teizmu mo?na uzna? równie? osob?, która nie potrafi argumentowa? w tak wyrafinowany sposób, je?li szczerze uwa?a, ?e rozum jest g?ównym ?ród?em wiedzy o istnieniu Boga oraz o przys?uguj?cych mu atrybutach.

Sposób, w jaki poznajemy Boga nie jest istot? teizmu. Jest ni? twierdzenie, ?e istnieje Bóg. Dlatego teist? mo?e by? równie? osoba, która zaprzecza temu, ?e rozum jest podstawowym ?ród?em wiedzy o Bogu, a pewno?ci co do jego istnienia nabywa za pomoc? wewn?trznego do?wiadczenia zwanego mistyczn? ekstaz? lub mistyczn? intuicj?, które nie jest ani wnioskowaniem ani obserwacj?, lecz jakim? rodzajem bezpo?redniego, cho? pozapercepcyjnego i pozarozumowego, kontaktu z transcendentn? rzeczywisto?ci?. Mistyk, jako teista, dochodzi zatem do przekonania o istnieniu Boga w sposób pozaempiryczny i niedyskursywny. W teologii chrze?cija?skiej do rozpowszechnienia tej odmiany teizmu przyczyni? si? Aureliusz Augustyn i Pseudo-Dionizy Areopagita, natomiast dojrza?? form? uzyska?a ona mi?dzy innymi w pracach Bernarda z Clairvaux, Johannesa Eckharta i Henryka Suzo. 

Mistycyzm jest cz?sto uto?samiany z apofatyczn? odmian? teizmu. Jest to pogl?d s?uszny tylko wówczas, gdy odnosi si? do umiarkowanej (gnoseologicznej) wersji apofatyzmu, której najbardziej znanym przedstawicielem by? Thomas Merton. G?osi ona, ?e Bóg istnieje i sam w sobie mo?e by? istot? inteligibiln?, jednak poznanie go znajduje si? poza mo?liwo?ciami, jakimi dysponuje ludzki rozum. Jest natomiast nies?uszny, gdy uto?samia mistycyzm na przyk?ad z ontyczn? wersj? apofatyzmu utrzymywan? przez hinduskiego jezuit? Anthony’ego de Mello, która zak?ada ca?kowit? niepoznawalno?? Boga, a przyczyn? tego stanu rzeczy upatruje nie w u?omno?ci ludzkich w?adz poznawczych, lecz w  naturze samego Boga. Z tego punktu widzenia pytanie o racje przemawiaj?ce za istnieniem Boga wydaje si? bezsensowne nie dlatego, ?e natura boska znajduje si? poza granicami ludzkiego poznania, lecz dlatego, ?e jest cz??ci? rzeczywisto?ci, która jest niepoznawalna sama w sobie. Takie my?lenie cz?sto prowadzi do przekonania, ?e problem istnienia Boga mo?e by? rozpatrywany tylko na drodze negacji. Oznacza to, ?e nadaj?c znaczenie terminom orzekanym o Bogu, mo?emy mówi? tylko o tym, jak nie nale?y ich rozumie?, a jedyna dost?pna z tej perspektywy wiedza mo?e dotyczy? jedynie tego, w jaki sposób Bóg nie istnieje, czym lub kim nie jest oraz jaki nie jest.

Ani teolog, ani mistyk, ani te? apofata nie neguj? istnienia Boga. Zak?adaj? te? zgodnie, ?e pytanie o jego istnienie jest autentycznym pytaniem, a wypowiedzi na ten temat nie s? pozbawione sensu. Ró?ni? si? mi?dzy sob? g?ównie co do tego, za pomoc? jakich metod mo?na Boga pozna? oraz w jakim zakresie mo?liwa jest taka wiedza. Powszechnie uwa?a si?, ?e pogl?du teistycznego nie nale?y jednak myli? ze stanowiskiem, jakie w tej sprawie maj? agnostycy oraz atei?ci. U podstaw tej tezy le?y szeroko podzielana opinia, ?e z punktu widzenia zarówno agnostycyzmu jak i ateizmu nie mo?na mówi? o racjach, które uzasadnia?yby przekonanie o istnieniu transcendentnego Boga.

Agnostyk utrzymuje, ?e nie sposób dowiedzie? si?, czy taki Bóg istnieje czy nie istnieje. Nie wyklucza jednak mo?liwo?ci jego istnienia, ani nie jest sk?onny s?dzi?, ?e pytania na ten temat s? pozbawione sensu. Je?li z dwóch osób jedna jest zdania, ?e Bóg istnieje, a druga ma na ten temat zdanie przeciwne, to w tej sytuacji zmuszony jest przyzna?, ?e nie dysponuje wiedz? potrzebn? do tego, by ustali?, która z nich ma racj?. Co wi?cej, uwa?a równie?, ?e takiej wiedzy nie mo?e mie? nikt inny. To nie przeszkadza mu twierdzi?, ?e ka?da z tych osób wypowiada s?dy, które mog? by? prawdziwe lub fa?szywe, i zaleca? jednocze?nie, aby?my ?adnego z nich nie uznawali. Czy stanowisko agnostyka faktycznie sprzyja sceptycyzmowi w odniesieniu do kwestii istnienia Boga? Wydaje si?, ?e nie bardziej, ni? niektóre odmiany teizmu. Agnostyk nie neguje istnienia Boga; utrzymuje tylko, ?e faktu tego nie mo?na dowie??. Jednak to samo mog? równie? twierdzi? osoby wierz?ce. Jedyna istniej?ca mi?dzy nimi ró?nica, która ma znaczenie doktrynalne, polega na tym, ?e w przeciwie?stwie do agnostyka teista jest przekonany, ?e istniej? racje przemawiaj?ce za istnieniem Boga. Rzecz jednak w tym, ?e tei?ci na ogó? nie mog? spe?ni? tego warunku. Na pewno nie spe?niaj? go ci spo?ród nich, którzy wyra?aj? prze?wiadczenie, ?e Bóg nie mo?e by? przedmiotem rozumu. Takie stanowisko oznacza bowiem, ?e nie potrafimy zdefiniowa? Boga w terminach posiadaj?cych uchwytne znaczenie. Ka?dy, kto tak s?dzi przyznaje tym samym, ?e nie jest w stanie zrozumie? ?adnego zdania, jakie wyg?asza na temat Boga. Tak wi?c teista, który pogl?d ten utrzymuje musi zgodzi? si? co do tego, ?e nawet gdyby by?o prawd?, ?e ma  bezpo?redni kontakt z Bogiem, to i tak nie móg?by sensownie g?osi? przekonania o przys?uguj?cych mu atrybutach, gdy? przekonanie to wyra?one by?oby w terminach, których znacze? nie rozumie. Zgodnie z t? zasad? nie mo?na by? sensownie przekonanym, ?e turelemum de fikse piksus, je?li nie pojmuje si? o czym tu mowa.

W tym miejscu mog? pojawi? si? nieporozumienia co do zakresu, jaki obejmuje zarzut stawiany w ten sposób osobom wierz?cym. Niektórzy b?d? go zapewne u?ywa? jedynie w wersji minimalistycznej. W takim rozumieniu teista cierpi na swoisty syndrom zamkni?cia, albowiem nie potrafi zwerbalizowa? swojej wiedzy w przestrzeni publicznej, tj. nie potrafi wyrazi? i przekaza? innym, co wie o Bogu. Z tego powodu, to co sam wie na ten temat nie mo?e stanowi? dla nikogo innego autentycznej wiedzy. Cho? wersja ta zak?ada, ?e osoby religijne nie s? w stanie sformu?owa? ani jednego zdania o Bogu, które by?oby zrozumia?e dla innych ludzi, nie wyklucza jednak sytuacji, w której ostatecznie mo?liwe jest, ?e na swój w?asny sposób potrafi? one odkry? i pozna? prawd? na ten temat. To budzi powa?ne w?tpliwo?ci. Skoro teista nie mo?e opisa? Boga tak, aby by?o to zrozumia?e dla innych, to czy mo?e to uczyni? w taki sposób, aby by?o to zrozumia?e dla niego samego? Je?li powodem wskazanej niemo?no?ci jest brak mo?liwo?ci opisania Boga w terminach zrozumia?ych dla ludzkiego rozumu, to odpowied? musi by? przecz?ca. Teista bowiem nie tylko nie potrafi sformu?owa? na ten temat zda? zrozumia?ych dla innych – problem w tym, ?e on sam ich równie? nie rozumie. Jego wewn?trzny monolog o Bogu mo?e by? dla niego zrozumia?y tylko wówczas, gdy odnosi si? bezpo?rednio do tre?ci wype?niaj?cych jego w?asny umys?; w innym wypadku zawiera?by wy??cznie nonsensy. ?aden jednak akt poznawczy nie odkrywa prawdy o bytach umiejscowionych w obr?bie ?wiata zewn?trznego je?li dotyczy tylko stanu jakiego? umys?u i gdy nie prowadzi do zrozumia?ych poj?? oraz twierdze?, które do tego ?wiata si? odnosz?.

Dowodzi to, ?e sceptycyzm, jaki emanuje z agnostycyzmu nie jest obcy równie? osobom wierz?cym w transcendentnego Boga. Niektórzy z nich, jak mistycy czy apofaci, czyni? go cz??ci? w?asnego ?wiatopogl?du religijnego w sposób mniej lub bardziej ?wiadomy. Podstawowe pytanie dotyczy jednak tego, czy charakteryzuje on tak?e teologów, a wi?c tych, którzy nie tylko uwa?aj?, ?e istnienie Boga jest w?a?ciwym przedmiotem rozumowania, lecz s? równie? przekonani, ?e jest to prawda, któr? stosunkowo ?atwo mo?na dowie??.

G?ównym problemem, jaki napotyka teolog jest zak?adana przez niego idea transcendentno?ci Boga, która przenosi go poza granice dost?pnego nam bytu. Je?li decyduje si? on dowie?? istnienia takiego Boga na drodze rozumowania, mo?e to zrobi? tylko za pomoc? j?zyka, a to poci?ga za sob? znajomo?? znaczenia u?ywanych w nim poj?? oraz regu? wnioskowania. Tak wi?c, gdy mówi na przyk?ad: „Bóg istnieje”, „Bóg jest sprawiedliwy” albo „Bóg jest dobry”, to zak?ada, ?e zarówno on sam, jak i ka?dy, kto go s?ucha, w podobny sposób rozumie tre?? tych wypowiedzi. Mówi?c to musi zatem rozumie?, co w odniesieniu do Boga znaczy termin „istnieje”, „sprawiedliwy” oraz „dobry”. Znajomo?? tych terminów oraz sk?adaj?cych si? z nich wypowiedzi jest warunkiem koniecznym do tego, aby przys?uguj?ce Bogu atrybuty, a w konsekwencji równie? Bóg jako z?o?ona z nich ca?o??, mog?y by? przedmiotem poprawnego rozumowania. Gdyby?my nie znali ich znaczenia, to wypowiadaj?c si? w ten sposób nie tylko nie mówiliby?my o Bogu, ale, co gorsze, nie mówiliby?my niczego sensownego. Jest to powa?ny problem, gdy? przypisuj?c Bogu supranaturalistyczn? natur? pozbawili?my si? z jednej strony mo?liwo?ci nadania tym terminom  znacze? na podstawie autentycznych aktów poznawczych, tj. takich, dla których Bóg jest rzeczywistym przedmiotem poznania, z drugiej za? strony, mi?dzy innymi w obawie przed antropomorfizacj? Boga, uniewa?nili?my z góry wszelkie próby scharakteryzowania go za pomoc? poj??, których znaczenie zosta?o ukonstytuowane w odniesieniu do ?wiata empirycznego.

Co zatem tak naprawd? czyni osoba wierz?ca w Boga, która za pomoc? jednego ze znanym argumentów udowadnia jego istnienie? W zasadzie s? trzy mo?liwo?ci. Pierwsza zak?ada, ?e terminów orzekanych o Bogu u?ywa w znaczeniu, jakie maj? one w odniesieniu do ludzi. Wówczas jednak Boga nieuchronnie ucz?owiecza, co zwykle jest niema?ym grzechem. Druga polega natomiast na stosowaniu negacji ad infinitum. Post?powanie to sprowadza si? g?ównie do dowodzenia, jak terminów orzekanych o Bogu nie nale?y rozumie?. Z tego punktu widzenia zdanie „Bóg istnieje” mog?oby na przyk?ad znaczy?, ?e Bóg nie istnieje ani tak jak ja, ani tak jak mój kot Py?ka. Wydaje si? jednak, ?e ostatnia mo?liwo?? by?aby dla zwolennika rozumowego dowodzenia Boga najgorsza. Oznacza bowiem, ?e jego wypowiedzi s? pozorne, wi?c tak naprawd? nie wie o czym mówi. Z tej perspektywy pozbawione sensu by?oby nie tylko to, co sam g?osi na temat Boga, ale równie? i to, co zawiera religijna tradycja i ?wi?te ksi?gi. W tej sytuacji jedynym pocieszeniem mog?oby by? uznanie religii za u?yteczn? fikcj?, jak? pe?ni? na przyk?ad bajki, ba?nie czy legendy.               

Taki stan rzeczy zmienia dotychczasowe przekonania na temat relacji, jaka mia?aby zachodzi? mi?dzy osobami religijnymi a ateistami. Wed?ug powszechnego mniemania, je?li ateista g?osi, ?e Boga nie ma, a teista, ?e Bóg jest, i je?li uznajemy, ?e oba zdania si? wykluczaj?, prowadzi to z konieczno?ci do wniosku, ?e pogl?dy ateisty na kwesti? istnienia Boga s? sprzeczne z pogl?dami teisty. Z tego mi?dzy innymi powodu w ?wiadomo?ci potocznej ateizm by? zawsze uwa?any za ?wiatopogl?d ca?kowicie przeciwnym teizmowi.

Rzecz jednak w tym, ?e cho? stanowisko ateisty w kwestii istnienia Boga jest formalnie przeciwne temu, jakie w tej sprawie zajmuje teista, nie oznacza to jednak, ?e stanowisk tych nic nie ??czy i ?e pierwsze jest ca?kowicie niezale?ne od drugiego. Otó? ateista, pomimo i? nie zgadza si? ze zdaniem „Bóg istnieje”, uwa?a je za równie autentyczne i sensowne, jak osoba wierz?ca. Jest to zrozumia?e, gdy? zdaje sobie zapewne spraw?, ?e nie móg?by powa?nie przeczy? zdaniom, które uznaje za nonsensowne. Je?li zatem wdaje si? w polemik? z osobami, które podzielaj? przekonanie o istnieniu transcendentnego Boga, to fakt, ?e uznaje to przekonanie za fa?szywe nie pozwala mu zakwestionowa? jego sensu. Bardziej interesuje go wykazanie, ?e nie jest ono prawdziwe, ani?eli to, co w przypadku tego typu przekona? wydaje si? najwa?niejsze a mianowicie, czy w ogóle mog? by? one prawdziwe lub fa?szywe. Zda? na temat transcendentnego Boga nie mo?na jednak uzna? za prawdziwe b?d? fa?szywe je?li si? ich nie rozumie, a potrafimy je zrozumie? tylko wówczas, gdy wiemy, w jaki sposób mo?na je zweryfikowa? lub sfalsyfikowa?. Ateista nie ma jednak takiej wiedzy. Nie odczuwa nawet potrzeby jej posiadania, gdy? nie rozpoznaje znaczenia, jakie wiedza ta mo?e mie? w sporze, który prowadzi z wiernymi. Dowodz?c, ?e zdanie „Bóg istnieje” jest nieprawdziwe, odwo?uje si? zazwyczaj do krytycznego rozwa?enia tradycyjnych argumentów na rzecz istnienia Boga. Jego g?ównym celem jest pokazanie, ?e rozumowanie teistyczne zawiera b??dy. Nie jest jednak ?wiadomy, ?e tym samym daje mu imprimatur  i w??cza je do zbioru sensownych wypowiedzi.

Ca?? sytuacj? dobrze ilustruje podany przez Bertranda Russella przyk?ad kosmicznego czajniczka. Otó? wyobra?my sobie osob?, która z pe?nym przekonaniem informuje nas, ?e gdzie? w przestworzach po eliptycznej orbicie jednej z planet kr??y czajniczek pe?en herbaty o niewyobra?alnym aromacie. Planeta jest tak odleg?a od ziemi, a czajniczek tak niewielkich rozmiarów, ?e nie sposób go wykry?. Aby uwierzytelni? swoj? wypowied? osoba ta przedstawia liczne argumenty, które maj? niezbicie dowodzi?, ?e fakt ten rzeczywi?cie ma miejsce. Ci, którzy po zapoznaniu si? z przedstawion? argumentacj? nie uwierzyli w istnienie czajniczka mog? zrobi? dwie rzeczy: mog? sformu?owa? stosowne kontrargumenty, czyli podj?? równie powa?n? prób? wykazania, ?e zaprezentowane rozumowanie jest wadliwe i nie uzasadnia wniosku o istnieniu takiego czajniczka; mog? te? skwitowa? ca?? t? opowie?? wzruszeniem ramion, gdy? w g??bi ducha uwa?aj?, ?e osoba ta ?artuje lub prawi nonsensy. Ka?da powa?na polemika z argumentami uzasadniaj?cymi istnienie czajniczka uwiarygadnia i nobilituje pogl?dy czajniczkowiczów, gdy? zak?ada, ?e sensowna jest zarówno teza o jego istnieniu, jak i argumenty, których u?ywaj? na jej poparcie. Wydaje si? jednak, ?e w odniesieniu do wypowiedzi egzystencjalnych, które nie wyra?aj? s?dów mo?liwych do zweryfikowania, a takimi wypowiedziami s? w??snie zdania: „Istnieje Bóg”, „Istnieje kosmiczny czajniczek” lub „Lataj?cy Potwór Spaghetti w pe?ni popiera krasnoludki pomagaj?ce sierotce Marysi”, wdawanie si? w dyskusj? na temat s?uszno?ci b?d? nies?uszno?ci racji maj?cych przemawia? za ich prawdziwo?ci? jest zachowaniem ca?kowicie irracjonalnym. Post?puj?c w ten sposób afirmujemy nieprawd?, gdy? sugerujemy, ?e zdania te opisuj? jak?? konkretn? rzeczywisto?? oraz, ?e opisuj? j? w sposób dla nas zrozumia?y.

Ateista, który w dobrej wierze wdaje si? w polemik? z osob? wierz?c? na temat s?uszno?ci jednego z dowodów na istnienie transcendentnego Boga, najprawdopodobniej myli poprawno?? zda? o Bogu z ich sensowno?ci?. Zdanie uwa?a si? na ogó? za poprawne, je?li spe?nia techniczne wymogi j?zyka, w którym jest wyra?one. Sensowne jest natomiast dopiero wówczas, gdy ma znaczenie i gdy mo?na wskaza?, co przemawia przeciwko jego prawdziwo?ci. J?zykowo poprawne wypowiedzi nie musz? by? zatem sensowne. O zdaniach: „Kwadrat skacze wy?ej ni? grypa ?o??dkowa” lub „Statystyczny smerf jest bardziej zamo?ny ni? Wenezuelczyk”  powiemy, ?e s? gramatycznie poprawne, niemniej odmawia? b?dziemy im sensu dopóki nie poznamy warunków, które umo?liwi?yby ich weryfikacj? lub falsyfikacj?. Tak samo jest ze zdaniami o Bogu. Wielu ludzi nie wierz?cych w Boga jest przekonanych, ?e wie co oznaczaj? zdania: „Bóg istnieje” lub „Boga nie ma”. S? równie? przekonani, ?e dyskusja na ten temat mo?e by? w pe?ni sensowna i nie widz? nic absurdalnego w tym, ?e bior? w niej udzia?. Tak naprawd? ich wiedza o Bogu sprowadza si? jedynie do wiedzy o tym, co na jego temat s?dz? osoby religijne. Opinia, jak? w tej kwestii maj? tei?ci z podanych wcze?niej powodów nie mo?e mie? jednak ?adnego sensu. A zatem o ile twierdzenie teisty o istnieniu Boga jest nonsensowne i je?li wiedza ateisty na ten temat jest taka sama jak wiedza, któr? ma teista, to twierdzenie ateisty, ?e Boga nie ma, jest równie nonsensowne.

Ateista niczego nie dowodzi jeszcze z jednego powodu. Otó? teista nie tylko, ?e wik?a go w rozwa?ania dotycz?ce problemów, które sam kreuje (tak jak moja córka przed laty anga?owa?a mnie co wieczór w dyskusj? na temat Hermenegildy Kociubi?skiej, o której istnieniu wcze?niej kompletnie nic nie wiedzia?em), ale tworz?c dowody na rzecz istnienia istoty transcendentnej zmusza ateist? do obrania jedynej mo?liwej w tym przypadku drogi rozumowania – zbijania przedstawionych przez siebie argumentów. W takim po?o?eniu ateista nie ma szans. Nawet bowiem je?li dowiedzie ponad wszelk? w?tpliwo??, ?e argumenty te s? b??dne, nie oznacza to, ?e tym samym dowiód?, i? fa?szywy jest wniosek, który mia?y one uzasadnia?. Cokolwiek by nie zrobi?, teista zawsze mo?e pokaza?, ?e jego przekonanie o istnieniu Boga pozosta?o nienaruszone.

Osoby wierz?ce cz?sto wykorzystuj? trudn? sytuacj?, w jakiej znajduj? si? ich oponenci, aby utwierdzi? si? w przekonaniu o s?uszno?ci w?asnych przekona? religijnych. Ich rozumowanie przebiega nast?puj?co: je?li ateista nie mo?e obali? tezy, ?e Bóg istnieje i je?li nie mo?e równie? uzasadni? tezy przeciwnej, ?e Boga nie ma, to wynika z tego, ?e przekonanie o istnieniu Boga jest prawdziwe. Teista zdaje si? nam zatem mówi?, ?e skoro nie jeste?my w stanie udowodni? nieistnienia Boga, to powinni?my uzna? prawd? zdania „Bóg istnieje”. Rozumowanie to nie prowadzi jednak do za?o?onego celu. Nie bierze bowiem pod uwag?, ?e brak dowodów na rzecz prawdziwo?ci tezy o nieistnieniu Boga nie implikuje, i? teza ta jest fa?szywa. Jest te? absurdalne, albowiem wymaga aby?my za istniej?c? uwa?ali ka?d? rzecz, której nieistnienia nie jeste?my w stanie udowodni?. W tym starciu teista ma jednak wyra?n? przewag? nad ateist?. Nie tylko zachowuje w nienaruszonym stanie swoje przekonanie, ?e Bóg istnieje, ale mo?e równie? optymistycznie zak?ada?, ?e sformu?owanie dowodu na rzecz istnienia Boga jest ci?gle jeszcze spraw? otwart?.      

Ten, kto uwa?a, ?e religia jest zwyk?ym bajdurzeniem, nie mo?e zatem poprzestawa? na tak ograniczonych mo?liwo?ciach, jakie w sporze o istnienie Boga daje stanowisko ateistyczne, lecz powinien pój?? dalej i zanegowa? równie? ateizm. Osi?gni?cie tego celu wymaga jednak dokonania daleko id?cych zmian w naszych preferencjach odno?nie do tego, co uznajemy za g?ówny przedmiot dyskusji. Z punktu widzenia ateisty na pierwszy plan wysuwa si? zagadnienie, czy zdania o Bogu s? prawdziwe czy fa?szywe. Ogniskowanie naszej uwagi na kwestii logicznego statusu przekona? religijnych jest na r?k? teistom, gdy? nie sposób wykaza? fa?szywo?ci s?dów dotycz?cych transcendentnego bytu. W tych okoliczno?ciach mo?emy jedynie dowie??, ?e stosuj? oni b??dn? argumentacj? kiedy uzasadniaj? prawdziwo?? w?asnych przekona?. To jednak nie jest to samo. Dlatego wydaje si?, ?e warunkiem rozpocz?cia rozmowy na ten temat powinno by? rozwa?enie takich zagadnie?, jak mo?liwo?? ustalenia znacze?, jakie maj? poj?cia oraz zdania sk?adaj?ce si? na przekonania religijne oraz dost?pno?? metod, za pomoc? których mo?na by je weryfikowa? lub falsyfikowa?. Nie nale?y bowiem zbyt pochopnie anga?owa? si? w dyskusj? na temat bytów istniej?cych rzekomo niezale?nie od ludzkich umys?ów, je?li przys?uguj?ca im transcendentno?? sytuuje ich poza granicami naszego poznania. Je?eli Bóg jest w taki sposób niepoznawalny, to nie mo?na udawa?, ?e rozumie si? co znacz? wypowiadane na jego temat zdania. W konsekwencji tego nie mo?na te? powa?nie zajmowa? si? problemem ich prawdziwo?ci. Zdania: „Bóg istnieje” lub „Bóg jest niesko?czenie dobry” pozbawione s? w tych okoliczno?ciach znaczenia i cho? s? poprawne, to z pewno?ci? nie maj? takiego sensu, jaki chcieliby im nada? tei?ci oraz atei?ci.

Ci, którzy stoj? na takim stanowisku na ogó? odmawiaj? udzia?u w dysputach teologicznych, gdy? uwa?aj? je za bezprzedmiotowe. Je?li rozwa?aj? kwestie dotycz?ce Boga lub dowody przemawiaj?ce za jego istnieniem, to nie czyni? tego jako jedna ze stron dyskusji tocz?cej si? pomi?dzy teistami a ateistami, lecz, co najwy?ej, z powodu znaczenia, jakie ma religia w ?yciu spo?ecznym albo po prostu dla przyjemno?ci, któr? czerpi? z oddawania si? rozwa?aniom na tematy abstrakcyjne. Takie osoby nazywaj? si? suprateistami.

Literatura:

  1. A.J.Ayer, Language, Truth and Logic, London 1946 
  2. A. Flew, A. MacIntyre, New Essays in Philosophical Theology, London 1955
  3. R.B. Braithwaite, An Empirists View of the Nature of Religious Belief, Cambridge 1955
  4. B. Russell, Is There a God? [w:] The Collected Papers of Bertrand Russell, t. 11, pod red. J.C. Slatera i P. Kollnera,  London 1997

 

Oznaczone w: ateizm Bóg religia teizm
Profesor Uniwersytetu Szczeci?skiego, kierownik Zak?adu Etyki Instytutu Filozofii US. Autor kilku ksi??ek naukowych z dziedziny metaetyki i etyki praktycznej
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Gość
    Ewa niedziela, 27 maja 2012

    Suprateisto !

    Czytaj?c, zastanawia?am si? w jakim to momencie b?dziesz musia? odci?? si? od a - i teistów :P
    A mo?e podobny wywód na temat rzeczowników abstrakcyjnych ? Co? o rado?ci, smutku , mi?o?ci , zw?tpieniu na ten przyk?ad ? Tylko prosz? bez opisywania przejawów w/w rzeczy, zewn?trznych oznak kultów religijnych czy ateistycznych multum równie? istnieje.
    :)

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak niedziela, 30 grudnia 2012

    Kilka uwag o praktyce

    Co to temat tabu? Czy logika powala? Aby przerwa? t? cisz? pozwol? sobie zabra? g?os.
    To bardzo sprawny i potrzebny wywód, a z punktu widzenia logiki trudno by by?o znale?? w nim luk?.Troch? trwa?a moja analiza tekstu, ale intuicyjnie czu?em, ?e suprateizm nie jest lepszym stanowiskiem ni? ateizm. Poniewa? jest to etyka praktyczna, pozwol? sobie na zamieszczenie kilku uwag. Ateista to nie jest cz?owiek tylko niewierz?cy w Boga. Istniej? taoi?ci, buddy?ci Zen i inni niewierz?cy w Boga, których trudno by by?o nazwa? ateistami. Sam s?ownik j?zyka polskiego definiuje niewierz?cego dwojako:niewierz?cy (ateista), niewierz?cy (niedaj?cy wiary komu?, czemu?). Dla mnie ateista, to nie daj?cy wiary innym, którzy twierdz?, ?e Bóg istnieje. Ateista to cz?owiek oceniaj?cy rzeczywisto?? w sposób racjonalny zgodnie z naukowym pogl?dem na ?wiat. teizm narodzi? si? jako odpowied? na teizm, ze zwyk?ego sceptycyzmu po??czonego z coraz lepszym
    pojmowaniem przyrody. Ateista nie potrzebuje niczego dowodzi?, to teista musi pl?ta? si? w dowodach. Ateista na podstawie dost?pnej wiedzy przyrodniczej i obserwowanych faktów wysnuwa wiosek, ?e Boga nie ma. W nauce ka?da teoria musi by? weryfikowalna. Teoria o istnieniu Boga nie jest dla niego weryfikowalna. Nie twierdzi przy tym, ?e nauka jest sko?czona, ?e je?li pojawi si? nowa wiedza, nie zmieni zdania. Jest cz?owiekiem racjonalnym. S?usznym jest aby ateista nie anga?owa? si? w logiczne dowody na nie istnienie bytów transcendentnych gdy? nauka nic o nich nie wie, natomiast spory mi?dzy teologi? i filozofi? w tym temacie ko?cz? si? prawie zawsze na p?aszczy?nie bytu niepoznawalnego. Uwa?am, ?e ateizm jest praktyk? ?ycia, wi?c wyobra?my sobie, ?e teista, agnostyk, ateista i suprateista (s? oni ?rednio wykszta?conymi lud?mi) staj? wobec trzech informacji o ?wiecie, przytoczonych przez Sama Harrisa w ksi??ce Koniec wiary:

    "1. Prezenter wieczornych wiadomo?ci mówi, ?e jest wielki po?ar w stanie Kolorado. Sp?on??o ju? czterdzie?ci tysi?cy hektarów, a po?ar nadal jest nie do opanowania.

    2. Biolodzy mowi?, ?e DNA jest molekularn? podstaw? rozmna?ania p?ciowego. Ka?dy z nas jest podobny do swoich rodziców, poniewa? dziedziczymy zestawy ich DNA. Ka?dy z nas ma r?ce i nogi, bo nasze DNA koduje bia?ka, które wytwarzaj? je podczas wczesnego etapu naszego rozwoju.

    3. Papie? mówi, ?e Jezus narodzi? si? z dziewicy i zmartwychwsta? fizycznie po ?mierci. Jest synem Boga, który stworzy? wszech?wiat w sze?? dni. Je?li w to wierzysz po ?mierci pójdziesz do nieba; je?li nie wierzysz pójdziesz do piek?a, gdzie b?dziesz cierpia? m?ki przez ca?? wieczno??."

    Dla teisty prawd? b?dzie (3),prawdopodobne b?dzie (1) i mo?e (2).
    Dla agnostyka prawd? b?dzie (2), prawdopodobne b?dzie (1), a na temat (3) nie zabierze g?osu bo nie sposób si? dowiedzie? czy Bóg istnieje.
    Dla ateisty prawd? b?dzie (2), prawdopodobne b?dzie (1), a (3) b?dzie nieprawdziwe.
    Dla suprateisty prawd? b?dzie (2), prawdopodobne b?dzie (1), a na temat (3) si? nie wypowie bo nie ma sensu dyskusja bezprzedmiotowa.
    Dla obserwatora z zewn?trz, który nie zna motywów nie zabierania g?osu w sprawie (3) przez agnostyka i suprateist?, ich post?powanie mo?e oceni? tak samo, jako wstrzymanie si? od g?osu w sprawie istnienia Boga. Pragn? tak?e zauwa?y?, ?e dokonane wybory informacji maj? wp?yw na dalsze dzia?ania praktyczne tych ludzi i ich relacje z innymi. Uwa?am, ?e znaczenie praktyczne w walce o równoprawno?? dwóch ?wiatopogl?dów ateizm jest bardziej wyrazisty ni? suprateizm. hocia? w d?u?szej perspektywie ignorowanie teizmu mo?e by? skuteczniejsze.

  • Gość
    Edward poniedziałek, 22 października 2018

    Problem

    Problem ze stanowiskiem autora ma charakter praktyczny. Tak rozumiany ateizm wy??cza z dyskusji o religii, uniewa?nienia wyczuwaln? ró?nic? mi?dzy j?zykiem w?a?ciwym dla pobo?no?ci a opowiadaniem (w najlepszym wypadku) bajek. Teraz ka?dy mo?e powo?a? si? na to, czym jest "prawdziwy ateizm" i na tej podstawie dyskredytowa? wszelk? krytyk? ludzi wierz?cych z pozycji niewiary. Okazuje si? bowiem, ?e z punktu widzenia super-ateizmu wszystko jest jasne. Podmiot interpretuj?cy si? w sposób religijny majaczy (niewa?ne, ?e wraz wi?kszo?ci? dzisiejszej i minionej ludzko?ci), ponadto niezale?nie od tego, co by cz?owiek religijny nie robi? i jaki faktycznie by?, jest ?mieciem ulegaj?cym manipulacji lub obrzyd?ym manipulatorem. Apriorycznie i mo?emy to jedynie maskowa? grzeczno?ciowymi formu?kami.? Problem ze stanowiskiem autora dobrze pokazuje pewne ?wiczonko. http://www.nauczaniefilozofii.uni.wroc.pl/index.php/animacje-filozofii-2/193-scenariusz-smok

  • Gość
    Czes?aw wtorek, 26 lutego 2019

    Troch? kontra ....

    Dlaczego przed opisem problemu piszesz Autorze z góry wykombinowane tezy o w?tpliwej warto?ci?
    Przyk?ad: "Z tego punktu widzenia teistami nazywa si? tych, którzy s? przekonani, ?e Bóg istnieje obiektywnie i ?e mo?na tego dowie?? na drodze rozumowej."

    De facto jest inaczej: U teisty wiara w Boga zasadza si? na tym, ?e widzi on wi?cej subiektywno-obiektywnych przes?anek ni? by w Niego mia? nie wierzy?. Ka?da wiara w Boga ma zawarty w sobie pierwiastek niepewno?ci. Jak mo?e kto? z tytu?em profesora o czym? takim nie wiedzie??

    Albo tutaj:
    "Skoro teista nie mo?e opisa? Boga tak, aby by?o to zrozumia?e dla innych,"
    Przecie? to jakie? nieporozumienie. Gdyby tak by?o jak Profesor pisze, to by nie a? tak du?a ilo?? ludzi mia?a dosy? szerok? wiedz? o Bogu. A ?e nie wszystkich udaje si? przekona?, to zupe?nie inna sprawa.

    Na Razie tyle, mo?e pó?niej wi?cej.

  • Najpierw zaloguj siÄ™ a potem wyĹ›lij komentarz
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.