Krytyka mistycznego uniwersalizmu

Dodane przez w w Religia

Istnieje pogląd, według którego wszystkie religie przedstawiają tę samą prawdę, ale w różny sposób. Łączy się z nim często pogląd drugi – twierdzenie, że tradycyjne prawdy religijne powinny zostać zrewidowane w taki sposób, aby zgadzały się z twierdzeniami nowoczesnej nauki. W ten sposób powstanie duchowość pozbawiona przesądów i jednocześnie zaspokajająca potrzeby człowieka. Łączenie takich przekonań nie jest bynajmniej czymś nowym. Jednakże obecnie staje się znów popularne. 

Niegdyś uważano, że wspólną prawdą wszystkich religii jest uniwersalny rozum, który w połączeniu z „nowoczesną” nauką winien prowadzić człowieka. Teraz pojawialią się ludzie głoszący, że wspólną podstawą wszystkich religii jest „doświadczenie mistyczne”, które, jakżeby inaczej, najardziej pasuje do obrazu świata sugerowanego przez współczesną naukę.. Przykładem człowieka wygłaszającego takie twierdzenia jest Willigis Jager. W książce-wywiadzie „Fala jest morzem” wyraził pogląd pierwszy mówiąc:

Religie się otworzą. Dojdą do przekonania, że ich właściwym celem jest duchowość, która wychodzi poza konfesyjność. Stwierdzą przy tym, że transkonfesyjność istniała w nich zawsze. Budda nie chciał zakładać religii. Jezus nie chciał zakładać religii. Dopiero ich naśladowcy ujęli w formy doświadczenie swoich mistrzów i je zinstytucjonalizowali. Wydaje mi się, że jest to niemal naturalna kolej rzeczy[1]i „Idę z tymi ludźmi drogą duchową, która prowadzi do doświadczenia tego, co zwiastują święte księgi wszystkich religii, co wyrażają rytuały i sakramenty, i co obiecywały pierwotnie ludziom kościoły. Drogą, która prowadzi do doświadczenia tego, co stanowi cel religii: Bóg, Boskość, Pustka, Brahman. Używam tych określeń zamiennie, bo znajduję w nich wskazanie na ostateczność i jednię.[2].

Wyraził też pogląd drugi, gdy stwierdził, że

religie są modelami, za pomocą, których człowiek stara się zrozumieć siebie i świat. Modele nie są jednak rzeczywistością. Często opierają się na postulatach, które się tylko powiela, a których się już nie sprawdza. Jeżeli nauka tworzy model, by wyjaśnić jakieś skomplikowane procesy, to wie, że jest to tylko model i nie jest on rzeczą samą, lecz tylko wyjaśnieniem. Model zostaje zmieniony, gdy pojawiają się nowe fakty. Religie są modelami. Skoro zmienia się widzenie świata, to religie także powinny mieć odwagę tworzenia nowych modeli albo ponownego interpretowania starych. W przeciwnym wypadku raczej zagradzają ludziom drogę, niż ją otwierają[3]

Według mnie powyższe poglądy są nietrafne. Nie będę jednak bliżej rozpatrywał ich prawdopodobieństwa pod względem historycznym, to znaczy zastanawiał się na ile w świetle znanych źródeł historycznych da się argumentować na rzecz tezy, że ani Jezus ani Budda nie chcieli zakładać nowej religii. Jednakże przeanalizuję jak się mają do obecnie istniejących religii na przykładzie buddyzmu i chrześcijaństwa. Uważam, że ich przyjęcie lub odrzucenie prowadzi do znaczących zmian w rozumieniu racjonalności i tym samym w zależności od ich przyjęcia lub odrzucenia przed człowiekiem jawi się odmienny świat wartości, a co za tym idzie odmienny rodzaj postępowania jest uznawany za pożądany. Innymi słowy wskażę, co znaczyłoby dla buddyzmu i chrześcijaństwa zgodzenie się z Wigillisem Jagerem.

Czy „doświadczenie mistyczne” jest celem religii?

Doświadczenie mistyczne raczej trudno uważać za cel chrześcijaństwa. Celem większości chrześcijan, przynajmniej od czasu soboru w Nicei w 325 r. n. e. jest życie wieczne po ciała zmartwychwstaniu. Oczywiście można twierdzić, że częścią owego życia wiecznego w przyadku zbawionych będzie doświadczanie Boga w sposób bezpośredni i w tym sensie będą mieli doświadczenia mistyczne. Jednak nie jest to doświadczenie mistyczne tu i teraz, o które chodzi Willigisowi Jagerowi. Tak czy inaczej nigdy żaden sobór powszechny nie uznał, że doświadczenia mistyczne są konieczne do zbawienia i przynajmniej ja nie znam żadnego odłamu chrześcijaństwa, który by coś takiego głosił.

W przypadku buddyzmu natomiast trudno mówić o „doświadczeniu mistycznym”, ponieważ jest to termin pochodzący z tradycji chrześcijańskiej. To, które buddyjskie doświadczenia nazwiemy doświadczeniami mistycznymi jest arbitralną decyzją człowieka używającego tego określenia na takie a nie inne dowświadczenia związane z praktykowaniem buddyzmu. Dodatkową trudnością jest to, że w różnych odłamach religii buddyjskiej podkreślane są inne rzeczy. W przypadku odłamów buddyzmu Theravady podkreślane są wglądy w brak ostatecznego zadowolenia ze wszystkich rzeczy, nietrwałość, bezjaźniowość i w końcu w nirwanę, natomiast w odłamach buddyzmu Mahajany podkreślane są wglądy w pustkę, które mogą się różnić swoją głębią u bodhisatwów na różnym stopniu zaawansowania. Trzeba więc zapytać czy wszystkie te wglądy i postępujące zrozumienia są „doświadczeniami mistycznymi” czy tylko niektóre? A jeśli tak, to które? Ponadto są one nie celem praktykowania buddyzmu, ale środkiem na osiągnięcie ostatecznego celu, jakim jest nirwana dla buddystów Theravady lub Stan Buddy dla buddystów Mahajany.

Czym różnią się buddyzm i chrześcijaństwo i co z tego wynika?

Cele ostateczne buddyzmu i chrześcijaństwa są odmienne z formalnego punktu widzenia. Ciała zmartwychwstanie i życie wieczne w przyszłym świecie znaczy coś innego niż wejście w stan bezosobowej nirwany czy też osiągnięcie Stanu Buddy. Przyjęcie tychże celów za możliwe do spełnienia pociąga za sobą opowiedzenie się za określoną wizją świata. Chrześcijańska i buddyjska wizja świata posiadają zarówno podobieństwa jak i różnice. Decydują one o różnicy w zachowaniu i ocenianiu ludzkich zachowań przez wyznawców.

Dla chrześcijanina najwyższą instancją rządzącą światem jest Bóg. Stanowi On też ostateczny przedmiot dążeń ludzkich pragnień. Człowiek może dążyć do zjednoczenia z Nim poprzez wiarę, nadzieję i miłość, tudzież sakramenty. Ważne jest żałowanie za popełnione grzechy, które od Niego oddzielają oraz praktykowanie bezinteresownej służby dla innych ludzi, na przykład przez karmienie głodnych, pojenie spragnionych czy opiekę nad chorymi.

Dla buddysty o losie wszystkich istot decyduje bezosobowa karma, której prawom podlegli są wszyscy od najmniejszego robaka po największego z bogów. Sprawia ona, że wszystkie istoty nieustannie się odradzają i przez to są skazane na doświadczanie cierpienia w różnym nasileniu, w zależności od tego czy przypadł im w udzialena przykład żywot szczęśliwego boga czy cierpiącego, głodnego ducha. Wynika z tego, że najbardziej racjonalnym zachowaniem jest próba poznania praw karmicznych i takiego ich wykorzystania, aby uwolnić się od cierpienia, które wynika z podleganiu im. Do tego służy praktykowanie buddyzmu. Można je podzielić na trzy treningi: moralności, medytacji i mądrości.

Buddyjska i chrześcijańska ścieżka prowadzą do odmiennych celów na płaszczyźnie odmiennych wizji wszechświata. Wszelako ścieżki te posiadają pewne elementy wspólne, albowiem chociaż światopoglądy są różne, to jednak natura ludzka jest ciągle ta sama i dyktuje ludziom podobne potrzeby, które w podobny sposób mogą być zaspokojone. Mam tu na myśli w szczególności potrzebę samodoskonalenia się i rozwijania mądrości. Z niej wynika, że zarówno buddyści jak i chrześcijanie poddają się rozmaitym ćwiczeniom ascetycznym, dzięki którym starają się wykształcić w sobie podobne sprawności, na przykład samoopanowanie, wytrwałość, niezłomność, umiejętność rozróżniania, bycie uważnym itp. Ponadto starają się rozwijać mądrość za pomocą obserwowania siebie i świata oraz refleksji nad przemijalnością wszystkiego. Natomiast podczas modlitw, postów i praktykowania skupienia na określonych przedmiotach mogą znajdować się też w podobnych stanach umysłu.

Jednakże ani buddyzm ani chrześcijaństwo nie ogranicza się do sprawności, które można zdobyć na drodze podejmowania ćwiczeń ascetyczncyh, jeśli nie brać pod uwagę osób, które już stały się Buddami. W każdej z obu religii znajdują się nakazy i zakazy, które nie są oczywiste i nie wynikają w sposób konieczny z przeżyć medytacyjnych, rozmyślań czy praktykowania ćwiczeń ascetycznych. W chrześcijaństwie takim nakazem jest miłość bliźniego, z włączeniem miłości nieprzyjaciół i nadstawianiem drugiego policzka. W buddyzmie za taki nakaz może uchodzić przestrzeganie niektórych wskazań mniszych, jak na przykład nakaz utrzymywania się z żebrania lub też bardziej rygorystyczne regulacje dyscypliny względem mniszek niż mnichów.

Dlatego też podsumowując można powiedzieć, że buddyzm i chrześcijaństwo mają cechy wspólne oraz odmienne. Cechy wspólne prawdopodobnie wynikają z natury ludzkiej, natomiast cechy odmienne z odmienności obu religii. Sądzę też, że właśnie owe różnice sprawiają, że religie są tym czym są i na właściwy sobie sposób dają wyznawcom drogowskazy odnośnie sposobu „właściwego” prowadzenia życia.

Co się stanie jeśli w imię wspólnego doświadczenia mistycznego stwierdzimy, że wszystkim religiom chodzi o to samo?

Jeżeli w imię rzekomo wspólnego wszystkim religiom doświadczenia mistycznego uznamy, że każdej religii w gruncie rzeczy chodzi o to samo, ponieważ jej twórcy mieli takie same przeżycia religijne, to tak naprawdę zanegujemy istnienie doświadczeń religijnych w tym sensie, że pozbawimy je jakichkolwiek treści. Jeśli bowiem przyznać, że Jezus i Budda posiadali takie same przeżycia duchowe, to jak wytłumaczyć fakt, że obaj głosili różne rzeczy? Jezus pozostawał wierny religii Izraela i głosił nadejście Królestwa Bożego, zaś Siddhartha Gautama sprzeciwił się panującym poglądom religijnym o atmanie będącym trwałym, niezmiennym i szczęśliwym centrum każdego człowieka i zaczął głosić naukę o braku atmana oraz o możliwości wyzwolenia się z kręgu wcieleń przez wejście w stan nirwany. Te dwa nauczania nie pokrywają się. Jeśli z tego samego „doświadczenia mistycznego” mogą wypływać tak odmienne nauki, to równie dobrze może z niego wypływać wszystko. Zresztą, jeśli Budda sprzeciwiał się panującym poglądom o atmanie, to oznaczało to, że jego doświadczenie było inne niż doświadczenia pokoleń joginów, którzy odkrywali w sobie prawdę o spokojnym, niezmiennym i szczęśliwym bycie wewnątrz nich samych.

Oczywiście Wigillis rzekłby, że Królestwo Boże i nirwana to symbole oznaczające tę samą rzeczywistość, tylko że wyrażone w różnych językach, w różnych uwarunkowaniach kulturowych. Jeżeli jednak w ten sposób zaczniemy rozumować, to w końcu możemy uznać, że tak naprawdę wszystko, niezależnie od tego skąd pochodzi, wyraża nic innego, jak tylko „doświadczenie mistyczne” samego Willigisa. Innymi słowy pozbawimy je wszelkiej treści poza treścią z góry zakładaną przez naszą interpretację. Jeśli jednak uznamy, że na świecie możliwa jest mnogość doświadczeń, wówczas możemy mieć i doświadczenia buddyjskie i doświadczenia chrześcijańskie i doświadczenia wspólne dla wyznawców obu religii.

Faktyczną konsekwencją przyjęcia poglądów Willligisa byłby kres norm posiadających swoje źródło w praktykowaniu określonej religii. Jeżeli bowiem jedynym sensem religii jest „doświadczenie mistyczne”, z którego w różnych religiach wynikają różne rzeczy, a więc może wynikać wszystko, czyli faktycznie nie wynika nic, wówczas z praktykowania religii nie wynikałyby żadne religijne normy o charakterze moralnym. Oczywiście można utrzymywać, że doświadczane w doświadczeniu mistycznym odczucie jedności z wszechświatem prowadzi do miłości powszechnej, współczucia lub czegoś w tym rodzaju, ale byłyby to wartości w każdym poszczególnym przypadku wynikające z subiektywnych doznań danego człowieka i jego ich interpretacji, a nie z religii jako takiej.

W koncepcji, którą wspiera Willigis po upadku autorytetu religii zostaje jeszcze autorytet nauki. W końcu Jeżeli nauka tworzy model, by wyjaśnić jakieś skomplikowane procesy, to wie, że jest to tylko model i nie jest on rzeczą samą, lecz tylko wyjaśnieniem. Model zostaje zmieniony, gdy pojawiają się nowe fakty. Religie są modelami. Skoro zmienia się widzenie świata, to religie także powinny mieć odwagę tworzenia nowych modeli albo ponownego interpretowania starych. Czyli innymi słowy religie powinny się dostowywać do obrazu świata proponowanego przez naukę. Dotyczy to zwłaszcza chrześcijaństwa, którego teologia „trzyma się zasadniczo średniowiecznego obrazu świata, a więc jego trwałego, przyczynowego, geocentrycznego porządku. Dlatego dochodzi do niezwykłego rozziewu między immanentnym obrazem świata proponowanym przez teologię chrześcijańską a dominującym dziś widzeniem świata ukształtowanym przez nauki przyrodnicze. W konsekwencji teologiczne metafory nieba i piekła, stworzenia i końca świata coraz bardziej tracą siłę wyrazu. Nawet, jeśli były przekonujące dla wcześniejszych generacji, dzisiaj często wydają się przestarzałe. Podobnie jest zresztą ze społecznymi metaforami, których używamy, żeby określić nasz stosunek do Boga. Określenia „Król", „Pan Zastępów", „Pasterz" - wszystkie zostały wzięte z myślenia agrarnego społeczeństwa stanowego. Myślenia obcego naszemu demokratycznemu pojmowaniu siebie[4]

Jednakże czy nauka rzeczywiście może wchodzić w kompetencje religii i wypowiadać ostatnie słowo w sprawach, o których mówią religie? Pozwolę sobie na to pytanie odpowiedzieć cytując nieco dłuższą wypowiedź Lwa Szestowa, która trafnie obrazuje rodzącą się we mnie wątpliwość:

Wbrew temu, co myśleli antyczni mędrcy, zasady rozumu naturalnego nie są uniwersalne. Mają swoje granice, swoją ograniczoność. W perspektywie zwykłego ludzkiego życia granice te mogą wydawać się niezmierzone, wręcz nie istniejące: wszak biednemu ludzkiemu umysłowi przestrzenie opanowane przez imperium rzymskie praktycznie wydają się bez granic, podobnie jak nieograniczona wydaje się władza tyrana rozporządzającego życiem i majątkiem poddanych. Czyż człowiekowi bez reszty pochłoniętemu i przytłoczonemu trudami codzienności może przyjść na myśl, że widzialna rzeczywistość nie wyczerpuje wszystkich ewentualności? Że istnieją przestrzenie, w porównaniu z którymi rozległe posiadłości rzymskich cesarzy są znikome, że istnieć może siła unicestwiająca władzę wszechmocnego tyrana?

Człowiekowi bardzo trudno to sobie wyobrazić! Miałby przypuścić, że prawa przyrody, którym posłuszny jest niezwyciężony cesarz, ustąpią w swej niezmienności przed jakąś inną siłą? Im umysł jest bardziej oświecony, im lepiej zmierzył władzę sił naturalnych, tym bardziej jest skłonny uznać ich wieczne znaczenie. To właśnie, nazywane jednością sił przyrody, uskrzydlało nadzieje ludzi myślących na rozwiązanie ostatecznej zagadki wszechświata. Tylko na mocy takiego założenia możliwe jest przezwyciężenie,używając języka filozofii współczesnej, intensywnej i ekstensywnej różnorodności zjawisk życiowych. Wystarczy przyjąć, że zakres oddziaływania praw przyrody ograniczony jest czasem i przestrzenią, tzn. że porządek, który obserwujemy obecnie, nie obowiązywał sto tysięcy lat temu i nie będzie obowiązywał za lat tysiąc albo że poza granicami układu słonecznego ciała nie podporządkowują się „prawom” ciążenia, a całe gigantyczne marzenie o filozofii jako nauce legnie w gruzach[5]”.

Poza tym nauka, niezależnie od tego jak bardzo będzie rozwinięta, z samej swojej natury nie może udzielić odpowiedzi na ważne dla człowieka pytania, takie jak: W jaki sposób należy przeżywać swoje życie? Co jest dobre, a co złe? Co jest wartościowe, a co nie? Teorie naukowe mogą podawać jedynie informacje, możliwe wyjaśnienia rozmaitych zjawisk. Jednak już Hume zauważył, że z tego, co jest, bynajmniej nie wynika to, co być powinno. Mówiąc obrazowo z tego, że zdrowe odżywianie prowadzi do zdrowego ciała, wcale nie wynika, że człowiek powinien się zdrowo odżywiać. Na najważniejsze pytania egzystencjalne odpowiedzi mogą udzielić jedynie religia i filozofia. Zresztą obie bardzo często się łączą, czego przejawem jest na przykład przedstawianie Jezusa jako filozofa przez pierwszych chrześcijan.

Wszelako aby religia i filozofia dostarczały odpowiedzi na ważne dla człowieka pytania, muszą posiadać jednoznaczną treść. „Doświadczenie mistyczne”, które rzekomo jest fundamentem każdej religii, takiej jednoznacznej treści nie posiada, toteż w praktyce nie zobowiązuje do niczego poza tym, co doświadczająca go jednostka nie uzna za stosowne. Zatem nie zobowiązując do niczego konkretnego nie może stać się fundamentem religii, która dzieląc rzeczy na wartościowe i bezwartościowe, pożądane i niechciane, dobre i złe, prowadzące do oświecenia lub zbawienia (w zależności od tego jaką religię bierzemy pod uwagę) i od nich oddalające. Dlatego też uznając nadrzędny autorytet „uniwersalnego doświadczenia mistycznego” w imię religii uniwersalnej tworzymy religię beztreściową, czyli innymi słowy karykaturę religii, która może posłużyć do uzasadniania dowolnych światopoglądów i norm moralnych.

Wnioski

Willigis Jager i jemu podobni myślicielie podają kuszącą propozycję spojrzenia na wszystkie religie jak na dzieci tego samego „doświadczenia mistycznego”. Jeśli człowiek na to przystanie, wówczas nie będzie musiał zastanawiać się nad tym która religia jest prawdziwa albo czy jakakolwiek jest prawdziwa. Jednakże przyjęcie tej propozycji prowadzi do pozbawienia religii ich treści i w rezultacie zanegowania. Jest to droga do subiektywnego woluntaryzmu, z którego może rodzić się to, co każdemu się podoba. W imię zgodny między religiami stara się nie dostrzegać faktycznych różnic między nimi i fałszuje się tym samym rzeczywistość. Moim zdaniem na takim fundamencie nie można zbudować niczego trwałego. Sądzę, że w różnych religiach występują różne doświadczenia religijne i jedynie część z nich może być uznawana za wspólne. Ponadto religie nie ograniczają się tylko do tych doświadczeń, lecz są czymś o wiele bogatszym. Dzięki temu mogą dostarczać swoim wyznawcom wskazówek dotyczących percepcji wartości oraz dokonywania wyborów. Próba zanegowania tego wszystkiego w imię opartej na „doświadczeniu mistycznym” religii uniwersalnej wydaje mi się intelektualnie nieuczciwa. Bardziej uczciwym jest określenie siebie jako wyznawca określonej religii, wahający się pomiędzy religiami lub ktoś kto się z żadną religią nie identyfikuje, a odpowiedzi na pytania egzystencjalne poszukuje gdzie indziej.

[1] Willigis Jager, Fala jest morzem. Rozmowy o mistyce. Rozmawiał Christoph Quarh, przeł. Zenon Mazurczak, Wydwanictwo Jacek Santorski, wersja elektroniczna, zbiory własne autora s. 29.

[2] Tamże, s. 7.

[3] Tamże, s.1.

[4] Tamże, s. 51.

[5][5] Lew Szestow, Tylko przez wiarę, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 156.

 

W Polsce ukończyłem studia magisterskie z historii. Przez dwa lata uczyłem się języka chińskiego w Shandong University w Chinach. Potem pracowałem w Shenzhen. Teraz mieszkam w Warszawie i pracuję w SWPS. Nazwałbym się filozofem, w znaczeniu jakie nadawali temu słowu starożytni Grecy, czyli inaczej mówiąc jestem miłośnikiem mądrości, której ciągle mi brakuje, a moje życie wypełniają jej poszukiwania.
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!
URL Trackback dla tego wpisu na blogu

Komentarze

  • Gość
    Rhhh sobota, 23 czerwca 2012

    Wątpliwość

    Świetny artykuł. Ale. Pytanie brzmi: czy owe doświadczenie mistyczne jest czymś co można analizować w kategoriach umysłu racjonalnego?

  • Marek Tylkowski
    Marek Tylkowski wtorek, 26 czerwca 2012

    Analiza doświadczeń mistycznych

    Dziękuję za pochwałę!

    Uważam, że doświadczenia mistyczne można analizować i porównywać ze względu na ich przyczyny, charakterystykę i skutki. Można zadawać pytania: Co wedłgug doświadczającego doprowadziło go do doświadczenia mistycznego? Jakie występowały wtedy warunki? Jak przebiegało doświadczenie - jakie uczucia emocjonalne i odczucia fizyczne mu towarzyszyły? Jak doświadczający je interpretuje? Jak doznanie tego doświadczenia wpłynęło na doświadczającego? Co on sądzi o wpływie tego doświadczenia na niego samego? Sądzę, że odpowiadając na powyższe pytania możemy z dużym prawdopodobieństwem określić czy chodzi o takie samo doświadczenie w przypadku dwóch różnych ludzi czy też nie. Myślę też, że posługując się tą metodą będziemy mogli wyróżnić różne typy doświadczeń mistycznych. Oczywiście potrzebne są jeszcze dodatkowe założenia, na przykład, że ludzie używający tego samego języka w taki sam sposób będą podobnie opisywać takie same lub bardzo podobne doznania.

    Pozdrawiam wszystkich czytelników!

    Odpowiedz Anuluj
  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja środa, 27 czerwca 2012

    Tezy tekstu

    Dziękuję za ciekawy tekst. Zastanawiam się nad tezami, które Pan stawia, lub skrótem rozumowania. Czy przedstawia się ono tak?:
    1. Nie ma jednego, uniwersalnego doświadczenia mistycznego. Doświadczenie mistyczne zależne jest ono wybranego światopoglądu religijnego.
    2. Nawet gdyby było uniwersalne doświadczenie mistyczne, mistyczny uniwersalizm pozbawia religii treści.
    3. Religia pełni ważną funkcję normatywno-aksjologiczną, której nie mogą pełnić np. nauki. Może pełnić ją jednak filozofia (etyka).
    4. Religia pozbawiona swych treści nie może spełniać tych funkcji.
    5. Zatem, pogląd taki jest "groźny".

    Mam problem z przyjęciem zdań 1 i 2. Poza tym, można przecież twierdzić, że skoro etyka również spełnia rolę sensotwórczą i normatywną, religia wraz z jej światopoglądami jest niepotrzebna. Pozostaje jedynie jej ważna funkcja zaspokajania ludzkich potrzeb duchowo-mistycznych. Wniosek 5 więc nie zachodzi, bo możemy mieć:
    1. Naukę do opisu i wyjaśniania świata;
    2. Etykę, filozofię polityczną i prawo do dawania normatywnych podstaw naszej kulturze i życiu prywatnemu;
    3. Psychologię pozytywną, która podpowiada nam, jakie są najkrótsze drogi do osiągnięcia pewnych powszechnych celów (np. dobrostanu, satysfakcji z życia);
    4. Uniwersalny mistycyzm + np. sztuka i sporty, które zaspokajają nasze pragnienia duchowe i perfekcjonistyczne.

    Oczywiście, argumentacja powyższa dotyczy użyteczności uniwersalnego mistycyzmu, nie zaś jego prawdziwości czy fałszywości poszczególnych przekonań religijnych.

  • Marek Tylkowski
    Marek Tylkowski czwartek, 28 czerwca 2012

    Objaśnienie tez tekstu

    Witam!

    Dziękuję za uwagi!

    Pozwolę sobie najpierw ustosunkować się do Pana interpretacji mojego tekstu, a następnie podać kilka uwag odnośnie Pana Twierdzeń.

    „Nie ma jednego, uniwersalnego doświadczenia mistycznego. Doświadczenie mistyczne zależne jest ono wybranego światopoglądu religijnego.”

    Problem polega na tym, że sam termin „doświadczenie mistyczne” jest bardzo nieostry. Ludzie posiadają różne doświadczenia. Niektóre z nich są powszechnie występujące, a inne nie. Wszelako, jeśli dane doświadczenie jest wynikiem określonego treningu, to jest dostępne dla każdego, kto zostanie poddany takiemu treningowi.

    Doświadczenia mistyczne obejmują swoim zakresem bardzo różne przeżycia ludzkie. W ramach chrześcijaństwa możemy na przykład wyróżnić spotkanie z Jezusem u Juliany z Norwich, kontemplację św. Jana od Krzyża, postrzeganie niestworzonych energii Boga przez świętego Serafina z Sarowa itd. W buddyzmie możemy wyróżnić rozmaite wglądy w naturę rzeczywistości, brak trwałego ja, cierpienie, nirwanę itd.

    Część z tego, co nazywamy doświadczeniem mistycznym może wynikać z określonego treningu lub sposobu życia – ta część winna być dostępna dla każdego, kto podda się danemu treningowi lub będzie żył w określony sposób.

    Część może być uwarunkowana światopoglądem – a więc będzie dostępna tylko dla tych, którzy wyznają dany światopogląd.

    Część wreszcie może pochodzić z przypadku, karmy lub łaski Boga, a więc nie można czynić żadnych przewidywań odnośnie tego kto ich może doświadczyć albo nie.

    „Nawet gdyby było uniwersalne doświadczenie mistyczne, mistyczny uniwersalizm pozbawia religii treści”

    Przynajmniej w buddyzmie i chrześcijaństwie występują różne „doświadczenia mistyczne”. Z żadnego z nich nie da się wyprowadzić całości buddyzmu ani całości chrześcijaństwa. Raczej jest tak, że jeśli poprzez takie doświadczenia dany człowiek chciałby poznać cały buddyzm lub całe chrześcijaństwo, to musiałby nazbierać całą gamę różnorakich doświadczeń.

    Jednakże nawet mając doświadczenia mistyczne, człowiek musi je ocenić. Musi odpowiedzieć sobie na pytania: Czy moje doświadczenie jest autentyczne, czy też oszukuję sam siebie? Jaką ma wagę w kontekście innych doświadczeń? Czy jest to doświadczenie prawdy najwyższej, ostatecznej czy też jest to stopień na drodze dochodzenia do tej prawdy? Odpowiedzi na te pytania dostarcza wyznawana przez jednostkę religia. Szczególnie wyraźne jest to w konkurencji odmiennych szkół buddyjskich, gdzie przedstawiciele jednej ze szkół twierdzą, że przedstawiciele innych szkół mają coprawda wglądy w naturę rzeczywistości, ale te wglądy nie są tak głębokie jak wgląd tejże szkoły. Przykładem jest niezgoda między buddystami uważającymi, że wszystko jest współzależnie powstałe i nie istniejące samoistnie, a buddystami, którzy twierdzą, że podstawą współzależnego powstania jest nie powstały i nie przemijający umysł, który przechowuje nasiona karmiczne z jednego żywotu na drugi i sprawia, że kiełkują gdy zajdą sprzyjające ku temu okoliczności. Buddyści obu frakcji nie negują doświadczeń buddystów frakcji przeciwnej, ale twierdzą, że to ich frakcja posiada doświadczenia najpełniejsze i najwyższe. Nasuwa się więc wniosek, że to nie doświadczenie mistyczne nadaje znaczenie religii, ale to religia nadaje znaczenie doświadczeniu mistycznemu umieszczając go w odpowiednim kontekście i decydując o jego ważności względem innych możliwych doświadczeń.

    Z perspektywy historycznej powyższe założenie się potwierdza. Można bowiem zauważyć, że ludzie posiadający doświadczenia mistyczne lub pewne rodzaje doświadczeń mistycznych (znów problem z nieostrością pojęć!) najpierw byli ludźmi religijnymi, a dopiero potem uzyskiwali owe doświadczenia. Przy czym większość znanych mi religii (aczkolwiek przyznam szczerze, że moja wiedza jest ograniczona) twierdzi, że charakterystyczne dla nich doświadczenia nie są możliwe bez uprzedniego wypełniania nakazów religijnych. Na przykład najstarsze szkoły buddyjskie często twierdzą, że doświadczenie najwyższego oświecenia nie jest możliwe, jeśli człowiek nie powstrzymuje się od wszelkiej aktywności seksualnej.

    Nie neguję przy tym, że ci, którzy mieli „doświadczenia mistyczyne” nieraz stawali się reformatorami religijnymi lub może nawet twórcami innych religii. Jednakże najpierw ich doświadczenia wyrastały z danej tradycji religijnej, a nie były czystymi i pozbawionymi kontekstu.

    Dlatego uważam, że nie da się tworzyć religii na bazie koncepcji uniwersalnego, nie odwołującego się do nadającej mu kontekst tradycji, doświadczenia mistycznego.

    „Religia pełni ważną funkcję normatywno-aksjologiczną, której nie mogą pełnić np. nauki. Może pełnić ją jednak filozofia (etyka)”.

    Religia pełni różne funkcje. Ponadto funkcje te mogą różnić się w zależności od danej kultury.

    W swych rozważaniach ograniczę się do kontekstu kultury europejskiej.

    Człowiek dokonując wyborów musi zdecydować co dla niego dobre. Decydując o tym co dla niego dobre świadomie lub nieświadomie odwołuje się do przekonań dotyczących tego, co dla człowieka jest dobre w ogóle. Przekonania te nie znajdują się w próżni, ale zależą od odpowiedzi na najważniejsze pytania egzystencjalne. Należą do nich na przykład: Czy życie jest warte tego, aby żyć? Czy świat jest w jakiś sposób sprawiedliwy? Jakie są uprawnione źródła poznania? Co posiada wartość a co nie? Co jest możliwe a co jest niemożliwe?

    Odpowiedzi na powyższe pytania są arbitralne. Nie da się ich uzasadnić racjonalnie, albowiem to od nich zależy, co jesteśmy skłonni uznawać za racjonalną argumentację. Można je wyrazić w formie religii. Można też to uczynić w formie filozofii. Niezależnie jednak od tego czy będziemy mieć do czynienia z religią czy filozofią, będzie ona się opierać na świadomym lub nieświadomym opowiedzeniu się za jakimiś odpowiedziami na pytania egzystencjalne.

    Jeśli zaś chodzi tylko o same normy postępowania, to mogę przypomnieć Tomasza z Akwinu, który twierdził, że część norm postępowania da się wywieść z samego rozumu, a część posiada charakter prawdy objawionej, do której nie sposób dojść przez same rozważania. Przykład pierwszego rodzaju normy, to zakaz kradzieży. Przykład normy drugiego rodzaju, to nakaz miłości nieprzyjaciół. Tomasz powiada, że religia poucza nas o jednych i drugich normach. Poucza nas o pierwszych, ponieważ nie wszyscy mają wystarczająco czasu i zdolności, aby ich dochodzić na drodze filozoficznej i o drugich, ponieważ nie wiedzielibyśmy o nich bez Objawienia. Abstrachując od prawdziwości lub fałszywości tomaszowego założenia o wartości rozumu, pragnę zauważyć, że z tego punktu widzenia normy religijne częściowo mogą być zastąpione normami pochodzącymi z rozmaitych filozofii a częściowo nie, ponieważ wynikają z natury konkretnej religii. Jednakże normy o specyficznie religijnym charakterze nie są konieczne do funkcjonowania społeczeństwa jako takiego i mają sens jedynie w kontekście wiary religijnej.

    Niemniej niezależnie od tego czy ktoś głosi dany system norm jako przedstawiciel danej religii czy danej filozofii stoi na fundamencie arbitralnych wyborów dotyczących podstawowej natury świata. W tym sensie filozofia i religia czerpią ze wspólnego źródła.

    „Religia pozbawiona swych treści nie może spełniać tych funkcji”.

    Oczywiście religia pozbawiona swych treści jest religią pozbawioną odpowiedzi na najważniejsze pytania egzystencjalne. Dlaczego? Dlatego, że z pojedynczego doświadczenia mistycznego nie wynika cały komplet odpowiedzi na wszystko. Ponadto samo umiejscowienie go w odpowiednim kontekście oraz ocena jego ważności wynika uprzedniego uporania się z tymi odpowiedziami.

    Sądzę przeto, że ludzie, którzy uważają, że posiadają uniwersalne doświadczenie mistyczne i z niego wywodzą odpowiedzi na pytanie jak żyć nieświadomie łudzą samych siebie nie zauważając, że już sama ich ocena tego doświadczenia jest uwarunkowana wcześniejszymi przekonaniami, a co za tym idzie wcześniejsze przekonania wpływają też na to, co z niego wynika. Przez to , chociaż być może dzięki swoim doświadczeniom przybliżają się do prawdy o świecie, paradoksalnie oddalają się jednocześnie od prawdy o sobie.

    „Zatem, pogląd taki jest "groźny"”

    Myślę, że „mistyczny uniwersalizm” jest groźny w tym sensie, że prowadzi do pewnego rodzaju oszukiwania samego siebie przez przypisywanie różnym doświadczeniom większej wagi niż ją posiadają. Jednakże jeszcze groźniejsze jest to, że postrzeganie faktycznie istniejących religii przez pryzmat „doświadczenia mistycznego”, stworzonego z własnych wyobrażeń na temat tego czym doświadczenie mistyczne powinno być, prowadzi do niemożliwości zrozumienia tego czym faktycznie istniejące religie są ani za co się uważają. Może stać się to przeszkodą w dialogu międzyreligijnym i pośrednio także w dialogu międzyludzkim.

    Teraz chciałbym się zastanowić czy rzeczywiście możemy mieć:
    „1. Naukę do opisu i wyjaśniania świata;
    2. Etykę, filozofię polityczną i prawo do dawania normatywnych podstaw naszej kulturze i życiu prywatnemu;
    3. Psychologię pozytywną, która podpowiada nam, jakie są najkrótsze drogi do osiągnięcia pewnych powszechnych celów (np. dobrostanu, satysfakcji z życia);
    4. Uniwersalny mistycyzm + np. sztuka i sporty, które zaspokajają nasze pragnienia duchowe i perfekcjonistyczne”.

    Nauka opisuje świat, ale czy go wyjaśnia? Odpowiedzi na najważniejsze pytania egzystencjalne leżą poza możliwościami nauki, to raczej zakres stosowalności metod naukowych oraz ich wartość zależy od naszego ustosunkowania się do pytań egzystencjalnych. Żeby wyjaśnić dany fakt, najpierw musimy odpowiedzieć sobie na pytania co jest możliwe w ogóle. Innymi słowy nauka nie daje wyjaśnienia na najwyższym stopniu ogólności, ale funkcjonuje w ramach metawyjaśnień tworzonych przez arbitralne wybory naukowców, które określają między innymi jakie wyjaśnienia danych obserwacji są możliwe do przyjęcia a jakie nie.

    Etyka, filozofia polityczna i prawo też funkcjonują w ramach tworzonych przez odpowiedzi udzielane na pytania egzystencjalne.

    Tak samo psychologia pozytywna jest jednym z przykładów nauki funkcjonującej w ramach jakiegoś metawyjaśnienia. Zawsze można się zapytać: nawet jeśli wszyscy ludzie na świecie dążą do jakiegoś dobrostanu, czemu ja też mam do niego dażyć? Czy życie powinno być satysfakcjonujące? A może wartość naszemu życiu nadają inne rzeczy niż dobrostan i satysfakcja?

    Uniwersalny mistycyzm i sport zapewne zaspakajają różne ludzkie potrzeby. Jednakże co z tego wynika? Co określa wartość zaspokojenia tych potrzeb? Czy te potrzeby są ważniejsze niż inne czy też nie?

    Nauka, etyka, psychologia pozytywna, uniwersalny mistycyzm – wszystkie razem mogą mieć wartość jeśli umieścić je odpowiednim kontekście i oprzeć na fundamencie określonych odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Jednakże wszystkie razem nie mogą posłużyć za argument na rzecz opowiedzenia się za takimi lub innymi odpowiedziami, bo nie ma argumentów tam, gdzie decyduje się sama możliwość argumentacji. Dlatego potrzebna jest religia lub czerpiąca z tego samego źródła filozofia, coś, co pozwoli sformułować odpowiedzi na pytania egzystencjalne, chyba że wolimy zdać się na przypadkowość.

    Na końcu chcę podkreślić, że mogę się mylić.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • Gość
    Quyuan wtorek, 19 lutego 2013

    Podstawa analizy doświadczeń mistycznych

    Uważam, że doświadczenia mistyczne można analizować i porównywać ze względu na ich przyczyny, charakterystykę i skutki.

    Zastanaiwam się, na ile takie porównania mają sens ( i czy w ogóle są uprawnione). Przy całej nieostrości terminu, pojawia się również pytanie: Czy mistyczny musi zawsze oznaczać religijny? Jeśli przyjąć, że religia jest mocno osadzona w danej kulturze (pomijam tu kwestię wzajemnego wpływu na siebie tych dwóch podmiotów), to czy można ją (i jej doznania mistyczne) analizować, oceniać i porównywać z punktu widzenia swojej własnej kultury? Uważam, że nie jesteśmy w stanie "wyjść z siebie" i obiektywnie ocenić danego zjawiska, ponieważ jak nauczał Mistrz Zhuang kryteria oceny są częścią dao, którą podążamy. Tłumacząc to na język naukowy - obserwator będący wewnątrz danego układu odniesienia nie jest w stanie bezstronnie go ocenić, bo sam jest częścią tego układu, czy też jak chce fizyka kwantowa - sam proces obserwacji zmienia obiekt, który obserwujemy.

    Oceniając i interpretując (czyli odpowiadając na pytania autora z komentarza zatytułowanego Analiza doświadczeń mistycznych) dokonujemy tego w oparciu o własne wyuczone i nabyte wzorce kulturowe, często nieuświadomione (zakładanie istnienia prawdy absolutnej, transcendentu, obiektywizmu, itp.), podczas gdy osoba poddawana analizie może kierować się zupełnie oddmiennymi wzorcami kulturowymi, filozoficznymi, czy tez etycznymi. Nisbett w "Geografii myślenia" wykazał, że nawet na poziomie zmysłów ludzie Wschodu i Zachodu inaczej postrzegają otaczający ich świat. To rodzi we mnie wątpliwości czy jakiekolwiek tego typu porównania są możliwe, czy też jest to wyłącznie projekcja typu Co ja myślę o tym, co oni myślą

    Oczywiście to tylko mój punkt widzenia, a nie żadna prawda lub fakt ;)

  • Marek Tylkowski
    Marek Tylkowski niedziela, 24 lutego 2013

    Odpowiedź dla Pana Quyuan

    Szanowny Panie Quyuan

    O ile dobrze zauważyłem, to nie krytykuje Pan głównej tezy mojego artykułu, a tylko metodę, którą się w pewnym momencie posłużyłem do jej udowodnienia. Przypominam, że moja główna teza głosi, że doświadczenia religijne różnych religii są nieredukowalne do siebie nawzajem, występują w nich nieraz elementy podobne, ale są także istotne różnice, których nie można przeoczyć.

    Odwoływanie się do Nisbetta i jego, skądinąd dobrze mi znanej, „Geografii myślenia” tylko może wspomóc moją tezę, wszak jeśli ludzie w różnych kulturach postrzegają świat w odmienny sposób, to jakże mogą dokładnie tak samo postrzegać doświadczenia religijne? Jednakże jest to dyskusja nad poznaniem, podczas gdy ja pisałem swój tekst analizując nie tyle sposoby poznania, ile to, co jest poznawane.

    Dokonując analizy tego, co jest poznawane opierałem się na tekstach pozostawionych przez ludzi, którzy opisywali swoje „przeżycia mistyczne”, „oświecenie” i tym podobne rzeczy, które uniwersaliści mistyczni bezkrytycznie podciągają pod jedną wspólną kategorię „doświadczenia mistycznego”.

    Postępowanie wymienionych wyżej uniwersalistów jest błędne. Świadczą o tym teksty, które mówią o odmiennej metodzie (na przykład modlitwa w wypadku Katarzyny ze Sieny, zazen u japońskich mistrzów zen), odmiennej charakterystyce przeżyć ( na przykład brak „ja” w przypadku mistrzów zen lub mistyczne zaślubiny z Chrystusem w przypadku Katarzyny ze Sieny) oraz odmiennego wpływu, jaki mają te przeżycia na doznające je osoby (buddyści zen chcą rozszerzać krąg istot wolnych od cierpienia, a Katarzyna ze Sieny cierpieć dla Chrystusa).

    Oczywiście czytając tektsty pozostaję pod wpływem swoich uwarunkowań kulturowych, dlatego też nie mogę w sposób absolutnie dokładny zrozumieć tego, co przekazują. Wszelako mimo to, sądzę, że jestem w stanie zrozumieć je przynajmniej na tyle, iż mogę stwierdzić, że mam uzasadnione przesłanki do twierdzenia, iż teksty te mówią o odmiennych sprawach.

    Mógłby Pan zaprzeczyć stwierdzając, iż mówią o tym samym, ale używają odmiennego języka. Jednakże stawiając taką tezę, musiałby Pan stwierdzić również, że Pana wiedza o autorach tych tekstów i ich rozumienie znacznie wykracza poza to, co zostało przez nich napisane.

    Może też Pan stwierdzić, że istotnie mamy tu do czynienia z różnymi doświadczeniami, a jedno z nich jest doświadczeniem wyższego poziomu niż drugie, innymi słowami wszystkie doświadczenia religijne prowadzą w jednym kierunku. Ale co, prócz myślenia życzeniowego, mogłoby stanowić podstawę takiego postawienia sprawy? Czyż mówienie w ten sposób nie zakłada, że jest się wszechwiedzącym, zna się wszystkie rodzaje doświadczeń oraz ich dalekosiężne (najlepiej sięgające życia pozagrobowego) konsekwencje?

    Podsumowując: uważam, że chociaż nie możemy poznawać siebie nawzajem z absolutną dokładnością, to jednak możemy poznawać siebie z mniejszą lub większą niedokładnością, o czym świadczy zarówno antropologia kulturowa, traktaty międzynarodowe, jak i, podobne do mojego, szczęśliwe małżeństwa między ludźmi wywodzącymi się z różnych kultur. Sądzę, że mimo swej niedokładności w rozumieniu tekstów religijnych różnych tradycji, pochodzących z różnych cywilizacji, mogę je rozumieć na tyle, by wiedzieć, że przynajmniej czasami nie mówią o tym samym. Wynika z tego, że świat jest bardziej skomplikowany niż chcieliby tego uniwersaliści wszelkiej maści i rzeczy odmiennych nie można redukować do siebie nawzajem. Tymbardziej zaś nie należy zachęcać innych do takiego redukowania i upraszczania rzeczywistości, ponieważ prowadzi to do ślepoty na faktycznie występujące w naszym świecie zróżnicowanie.

    Pozdrawiam!

Zostaw komentarz

Gość czwartek, 23 listopada 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.