Kompleksowe ujęcie ochrony normatywnej zwierząt w świetle biojurysprudencji

Dodane przez w w Zwierzęta

Biojurysprudencja jest jedynym nurtem filozofii, który wyraża kompleksowe, uzasadnione i niepodważalne podstawy myślowe dla ochrony istot żywych, szczególnie ludzi i zwierząt. Swoją kompleksowość zawdzięcza porównawczemu uwzględnianiu w skali globalnej opisów, ocen i norm życia w religiach, moralności i prawie. Uzasadnienia czerpie z potwierdzonych wyników badań różnych dyscyplin naukowych, stwierdzających zarówno podobieństwa jak i różnice między ludźmi i zwierzętami. Opiera się na fundamentalnym i niepodważalnym założeniu, że obecność życia jest prewartością wszystkich innych wartości i prenormą wszystkich innych norm.

Według biojurysprudencji prewartość i prenorma życia mają charakter holistyczny, wykraczający swoim biocentryzmem ponad jednowymiarowość z jednej strony antropocentryzmu, z drugiej zaś strony animocentryzmu. Biojurysprudencja podkreśla konieczność odróżniania wartości życia od jakości życia. Życie, jako wartość, ma różną jakość na rozległych skalach religijnej czystości i grzeszności, moralnego dobra i zła, prawnej sprawiedliwości i niesprawiedliwości. Każde życie ma wewnętrzną, naturalną, samoistną wartość ale odmiennie uświadamianą sobie przez poszczególne istoty obdarzone życiem. Odmiennie także jest odczuwana przez nie sama jakość życia i porównawczo oceniana przez inne istoty. Wartość i jakość życia splatają się w różnorodnych potrzebach istot żywych, będących przedmiotem naukowych dociekań i klasyfikacji. Najbardziej dojrzale bilansuje ich dobrostan utylitaryzm, poprzez uwzględnianie zarówno przyjemności jak i cierpień.

Problematyka ochrony normatywnej zwierząt wynika z zadawania im cierpienia przez ludzi w procesach hodowli na mięso, eksperymentowania, rozrywki i polowania. Biojurysprudencja, w swych opisach, ocenach i normatywnych powinnościach, posługuje się naukowymi ustaleniami dotyczącymi układu limbicznego, jako części mózgu wszystkich ssaków, odpowiadającej za doznawanie przez nie uczuć strachu, bólu, paniki i cierpienia. Doznania te są podobne u ludzi i wielu gatunków zwierząt, toteż podobnie powinny być oceniane i normowane. Warunkiem tego jest posiadanie empatii, czyli zdolności do emocjonalnego wczuwania się w sytuację innej istoty żywej, zwłaszcza cierpiącej. Na ogół empatia rozwija się wcześniej niż racjonalna świadomość i trwa przez całe życie ssaków. Obecność empatii odgrywa dla ochrony zwierząt większą rolę niż ludzka racjonalność. Okrucieństwo ludzi wobec zwierząt wynika z niedorozwoju empatii, szowinizmu gatunkowego i pseudoideologii posługujących się argumentami nie wytrzymującymi już obecnie druzgocącej je krytyki.

Ze względu na obecność lub brak empatii w osobnikach ludzi i zwierząt, biojurysprudencja posługuje się opisowo i porównawczo rozróżnieniami z jednaj strony między człowieczością a człowieczeństwem, z drugiej zaś strony miedzy zwierzością a zwierzęcością.  Człowieczość przejawia się głównie poprzez fizyczne i fizjologiczne cechy jednostki ludzkiej, ale bez empatii i uwarunkowanej nią wrażliwości moralnej. Człowieczeństwo natomiast to dojrzałość jednostki ludzkiej pod względami racjonalności i emocjonalności wyróżniającej się wrażliwością moralną. Rozróżnienie między zwierzością a zwierzęcością nasuwać może wnioski niemal analogiczne do rozróżnienia miedzy człowieczeństwem a człowieczością; zwierzęcość uzewnętrznia się empatią zaś zwierzość jej brakiem. Wyniki badań naukowych dowodzą, że niekiedy zwierzęcość obdarzona empatią wykazuje wyższy poziom wrażliwości moralnej niż sama tylko człowieczość, nie dorastająca do poziomu człowieczeństwa. Przykładem tego jest myśliwy, pod względem wrażliwości moralnej pozostający na padole zwierzości.

Z podobieństwa układu limbicznego ludzi i zwierząt wynikają powinności normatywne – religijne, moralne i prawne – nie zadawania cierpień przez tych pierwszych tym drugim. Sama tylko przynależność człowieka do gatunku ludzkiego, jedynie już w przesądach, dogmatach i fałszywych ideologiach, arbitralnie przyznaje wyższą wartość jego życiu. Posiadanie rozumu przez człowieka przestaje być moralnie pozytywnym wyróżnikiem, gdy rozum jest nadużywany dla wyboru i uzasadnienia oczywiście niegodnych człowieczeństwa celów. Tylko rozumność zharmonizowana z empatią jest w stanie dostrzegać i wspierać rozwój postępu moralnego kruszącego bastiony tradycji zastygłej w ślepocie i obojętności moralnej. Podtrzymują je irracjonalnie i uporczywie duchowni, bez skrupułów moralnych poświęcający ubojnie zwierząt i celebrujący nabożeństwa z intencjami aprobaty dla okrucieństwa myśliwych. Porażają hipokryzją nabożeństwa i rozpasane biesiady z okazji dnia świętego Huberta, który porzucił polowanie, ale wbrew jakiejkolwiek logice, uznawany jest za patrona myśliwych. Pozostaje wszakże nadzieja, że w ślad za upadkiem uprzedzeń niewolnictwa, stanowych nacjonalistycznych, rasowych i płciowych upadną i uprzedzenia ludzi wobec zwierząt.

Biojurysprudencja wykazuje swoją oryginalność i przewagę w konfrontacjach z mnożącymi się koncepcjami ochrony zwierząt. Wbrew koncepcji Petera Singera odrzuca kategorie interesów zwierząt i wysuwanie ich cierpienia na plan pierwszy w ochronie zwierząt. Kategoria interesów jest zbyt wyrafinowana intelektualnie i nienaturalna, aby mogła być poznawczo adekwatna i konkurować z bardziej adekwatną kategorią potrzeb naturalnych zwierząt uzasadnianych przez biojurysprudencję. Natomiast cierpienie traci pierwszoplanowe znaczenie gdy jest uśmierzane, przede wszystkim w nowoczesnych technikach przemysłowego uboju zwierząt na mięso. Nie traci takiego znaczenia odnośnie do wykorzystywania zwierząt dla eksperymentowania, rozrywki i polowania. Niemniej, kategoria potrzeb zwierząt, w tym kontekście unikania cierpienia, jest bardziej adekwatna ponieważ ogarnia swoim zasięgiem ogół ich doznań. Odmiennie od Toma Regana koncepcji praw zwierząt, biojurysprudencja postuluje tworzenie i stosowanie bioprawa w sensie praw ludzkich dla ludzi zobowiązanych ochroną zwierząt. Jeśli Regan zauważa podobieństwo praw zwierząt do praw człowieka, to biojurysprudencja wskazuje na przestarzałość już praw człowieka i niezwłoczną konieczność transformacji ich w prawa ochrony życia. W świetle biojurysprudencji zamiary przyznania zwierzętom jakiejkolwiek podmiotowości są iluzoryczne, toteż i Regana rozważania o aktywnych – ludziach i pasywnych – zwierzętach jako podmiotach zawieszone są w myślowej próżni.

Skoro, na gruncie biojurysprudencji, potrzeby zwierząt, wśród nich zaś oczekujące na normatywną definicję ich cierpienie, należą do praw ludzkich, a nie jakichś wyimaginowanych praw zwierząt to nie może być trudności z wykorzystywaniem do tego celu teorii kontraktualizmu. Racjonalni i obdarzeni empatią ludzie społeczeństw liberalnych i demokratycznych mają nieograniczone normatywnie możliwości zawierania umów dotyczących ochrony życia zwierząt przed niekoniecznym ich cierpieniem i zabijaniem. Wydumana jest rzekoma odrębność tak zwanego welferyzmu od utylitaryzmu ponieważ ten pierwszy należy do istoty tego drugiego. Oczywiście, zamiana ludzkiej diety z mięsnej na wegetariańską unicestwiłaby jednocześnie powinność ochrony zwierząt hodowlanych z tej prostej przyczyny, że by już ich nie było. Powstawałaby taka powinność wobec zwierząt wykorzystywanych dla eksperymentowania, rozrywki i polowania. Otwarte byłoby, oczekujące na uzasadnioną odpowiedź pytanie, czy zupełny brak życia zwierząt pochodzących z hodowli byłby moralnie czymś lepszym niż jednak życie obciążone ewentualnym cierpieniem i przeznaczeniem zabijania.

Promowanie przez beefizm, whalizm, cemelizm i fishizm spożywanie mięsa zwierząt dużych rozmiarów, jako bardziej uzasadnionego moralnie niż zwierząt mniejszych, nie jest jeszcze dostatecznie uzasadnione. Dotychczasowe bowiem uzasadnienia mają charakter tylko ilościowy, ale nie jakościowy. Zakłada się w nich, że suma liczby zabijanych na mięso zwierząt przekłada się wprost na wielkość sumy ich cierpienia. Należałoby jednak rozwiać także wątpliwość czy wielkość cierpienia jednego zabijanego zwierzęcia dużych rozmiarów nie jest większa od sumy cierpienia zabijanych zwierząt mniejszych. Wątpliwość tę łagodzi jednak uznawanie samoistnej, wewnętrznej, wrodzonej wartości każdej istoty żywej, nawet bez sięgania po wyspekulowaną kategorię jakiejkolwiek podmiotowości zwierząt.

Obecnie w krajach dostatku żywności i nadmiaru rozrywki, utraciły już całkowicie przekonywującą moc argumenty na rzecz utrzymywania legalności myślistwa.  W percepcji ludzi myślących i obdarzonych empatią, nazwa „myśliwy” jest już zwodnicza. Sugeruje bowiem jakieś nieobecne związki tak zwanego myśliwego z myśleniem. Jeśli tak zwany myśliwy usiłuje nieudolnie dowodzić, że swoim okrucieństwem zabijania dzikich zwierząt reguluje stan ich populacji, to przemilcza fakt większej skuteczności w tym względzie tabletek antykoncepcyjnych. Jeśli tak zwany myśliwy w zabijaniu zwierząt znajduje rozrywkę i patologiczną przyjemność, to zapewne bywają one największe gdy zabija naganiacza, innego myśliwego, czy też nawet taki nierozpoznawalny przez niego cel jak własna żona. W naszych czasach, w ocenie zdecydowanej większości społeczeństw, myśliwy to jednocześnie wyrafinowany morderca, kat, rzeźnik i grabarz. To pazerny mięsożerca obciążony chorobliwym uzależnieniem, podobnie jak pijak i narkoman, którymi zresztą nierzadko także bywa. To wyobcowany z harmonii piękną naturalnej przyrody neurotyk, psychopata, pozorant i barbarzyńca, jękliwym głosem powołujący się na przebrzmiałą już kulturę łowiecką i należącą do lamusa historii tradycję.

Z rozważań nad odpowiedziami na pytanie „takie jak my?” wynikają konkretne postulaty. Po pierwsze, jest to postulat krzewienia wszędzie, zawsze i wobec wszystkich empatii. Po drugie, jest to postulat reformowania treści edukacyjnych w rodzinie, kościele, szkole, mediach i polityce w kierunku kompleksowej ochrony normatywnej zwierząt. Po trzecie, jest to postulat nie głosowania w wyborach do jakichkolwiek władz na kandydujących do  nich myśliwych. Kuriozalna jest publiczna wypowiedź polskiego urzędującego prezydenta, przed wyborami deklarującego obłudnie porzucenie myślistwa, że „myślistwo jest najpiękniejszym sposobem zdobywania przez człowieka białka”. Wygląd prezydenta i jego żony potwierdzają dobitnie jak bardzo ich ciała potrzebują białka. Po czwarte, jest to postulat, wynikający z naruszania przez mniejszość społeczeństwa, jaką są myśliwi, praw obywatelskich i praw człowieka większości społeczeństwa, wytaczania im procesów sądowych za ograniczenie dostępu do nienaruszonego stanu dzikich zwierząt. Wreszcie, po piąte, jest to postulat przeprowadzenia ogólnopolskiego referendum pod hasłem delegalizacji myślistwa.

Prof. dr hab. Roman Tokarczyk jest prawnikiem i filozofem, specjalistą z zakresu historii doktryn politycznych i prawnych, filozofii prawa, etyki prawniczej, komparaty-styki prawniczej, kultur prawnych i prawa amerykańskiego. Rozwija nowy nurt prawoznawstwa – biojurysprudencję.
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja piątek, 14 września 2012

    Kilka słów komentarza

    Dziękuję za przedstawienie swojej ciekawej koncepcji. Ważne wydaje mi się zwłaszcza stwierdzenie, że

    biojurysprudencja wskazuje na przestarzałość już praw człowieka i niezwłoczną konieczność transformacji ich w prawa ochrony życia.
    . Etycy bowiem już od 40 lat intensywnie debatują na temat praw zwierząt, nie mam jednak wiedzy, jak kwestia ta wygląda wśród prawników i prawodawców. Prawo w tej kwestii chyba jeszcze nie nadąża za etyką współczesną.
    Ciekaw jestem też bardziej rozbudowanego uzasadnienia dość buńczucznej tezy, iż
    Biojurysprudencja wykazuje swoją oryginalność i przewagę w konfrontacjach z mnożącymi się koncepcjami ochrony zwierząt.
    Choć zgadzam się, że pojęcie "potrzeb naturalnych zwierząt" wydaje się, przynajmniej na poziomie języka potocznego, bardziej jasne niż "interesy zwierząt", wydaje mi się, że można wykazać, że "interes zwierząt" jest de facto tożsamy z ich potrzebami. Nie mniej bardzo cenne jest formułowanie oryginalnej myśli i promowanie własnych koncepcji.
    Jako pomysłodawca "beefizmu" nie do końca zgadzam się z tezą, że
    Promowanie przez beefizm, whalizm, cemelizm i fishizm spożywanie mięsa zwierząt dużych rozmiarów, jako bardziej uzasadnionego moralnie niż zwierząt mniejszych, nie jest jeszcze dostatecznie uzasadnione.
    Prawdą jest, że potrzebne są w tym względzie również badania empiryczne nad zdolnością do przeżywania dobrostanu różnych gatunków zwierząt, jednak już konceptualne rozważania mogą wystarczyć do uzasadnienia, że "masa ma znaczenie". Jasną wykładnię tego sposobu myślenia przedstawiłem na najnowszym artykule, który ukaże się niedługo w "Agriculture and Human Values" (tu jest link do ostatniej wersji szkicu - http://www.whus.pl/files/whus/podstrony%20pracownik%C3%B3w/Saja/The_Moral_Footprint_of_Animal_Products_-_Internet_Draft.doc)

    Odpowiedz Anuluj
  • rudawy
    rudawy piątek, 14 września 2012

    "ale" razy dwa

    Ciekawy artykuł, choć moim zdaniem trzyma niezbyt równy poziom. Zaczyna się solidnie, a potem wpada w kanał pt. "myślistwo" i się cała myśl rozjeżdża. Rozmienia na drobne. Chyba za dużo wątków na raz próbował Pan przedstawić.

    Pierwsze moje "ale" dotyczy fragmentu:

    "(...) niekiedy zwierzęcość obdarzona empatią wykazuje wyższy poziom wrażliwości moralnej niż sama tylko człowieczość"

    Dlaczego tylko "niekiedy"? Brak empatii zdaje się klasyfikować niżej na krzywej wrażliwości każdego osobnika bez względu na gatunek w stosunku do każdego osobnika (znów: bez względu na gatunek) posiadającego empatię. Tak przynajmniej wynikałoby z idei biojurysprudencji.

    No i sprawa myślistwa. Z całą moją niechęcią do tej grupy ludzi, uważam, że zwierzę zabite podczas polowania cierpi znacznie mniej niż zwierze hodowlane. Nie rozumiem więc dlaczego to właśnie myśliwi są negatywnie wyróżnieni, a nie wszyscy mięsożercy? Inna sprawa, że myśliwy sam sobie zabija, co potem zjada. Mniej w tym hipokryzji pożeraczy szyneczek, kiełbasek, a nawet pijących mleczko, jedzących jajeczka itd.

    Odpowiedz Anuluj
  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa piątek, 14 września 2012

    Dobry początek do dyskusji o konkretach

    Zastanawia mnie to przeciwstawienie potrzeb naturalnych (postulowanych przez biojurysprudencję) oraz interesów, rozważanych przez utylitaryzm. Mam od dawna poczucie, że pojęcie interesów jest niesatysfakcjonujące, gdyż niemierzalne więc np. podczas stosowania postulowanej przez utylitaryzm zasady równego rozważenia interesów, jest szacowane głównie intuicyjnie. No ale co w zamian zaproponuje biojurysprudencja? Prof. Tokarczyk pisze: "kategoria potrzeb zwierząt, w tym kontekście unikania cierpienia, jest bardziej adekwatna ponieważ ogarnia swoim zasięgiem ogół ich doznań" - trzeba by było to rozwinąć.Czym różnią się interesy od ich potrzeb?

    Podoba mi się zaś krytyka Regana, zgadzam się co do tego, że szukanie podmiotowości moralnej wśród zwierząt i niektórych ludzi, jest bez sensu, o ile podmiotowość rozumiemy, jako zdolność do wydawania moralnych sądów/ przestrzegania norm.(Niektórzy obstają przy tym pojęciu, bo podmiot, to nie przedmiot, ale nie należy tych kategorii mieszać). Natomiast nie uważam za sensowne mówienie o wrodzonej wartości każdej istoty żywej. Kryterium życia bowiem może prowadzić do tez dalece nierozsądnych, jak np. nie unicestwiaj tego, co żyje. Oczywiście etyka ekologiczna, uwzględniająca tworzone przez organizmy żywe ekosystemy, wskazuje na ważne zagadnienia w etyce, np. konieczność utrzymania bioróżnorodności. Natomiast i tak niezbędne jest wprowadzenie w miarę sensownego podziału, który dokładnie określałby kiedy i jakie istoty żywe możemy wykorzystywać dla realizowania naszych, człowieczych potrzeb. Potrzebne są zatem konkretne narzędzia, które ułatwią nam podejmowanie decyzji i pozwolą wyznaczyć zasady bardziej konkretne niż np. pojawiający się u Schweitzera szacunek dla wszelkiego życia - który może być dowolnie interpretowany.

  • Gość
    J.W. sobota, 15 września 2012

    Fitofilia

    Jako filozof, chciałbym stanąć w obronie roślin i zwrócić uwagę, że roślinom zawdzięczamy znacznie więcej niż zwierzętom. Rośliny też powinny być chronione i traktowane z szacunkiem.

    Może wydawać się Państwu żartem, ale uważam, że etycy winni zastanowić się nad tym, w jakim stopniu oddziałujemy na rośliny, i w jaki sposób możemy zminimalizować negatywny wpływ człowieka na lasy, pola, łąki itp.

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa sobota, 15 września 2012

    Potrzeba etyki ekologicznej

    Oczywiście, że potrzebna jest etyka, która będzie regulować nasz stosunek do całego ekosystemu, jednak chciałam jedynie podkreślić, że w ramach takiej etyki i tak będziemy musieli wprowadzić pewne podziały np. że marchewce należy się szacunek dla życia inny niż królikowi - tą pierwszą mogę zjeść na drugie śniadanie, tego drugiego nie powinnam.

  • rudawy
    rudawy sobota, 15 września 2012

    Dżinizm

    W dżinizmie zgodnie z pierwszą zasadą, "ahinsą", czyli powstrzymywaniem się od zadawania cierpienia wszelkim istotom (w tym roślinom), jego wyznawcy nie spożywają roślin korzennych, bo zjedzenie korzenia jest równoznaczne ze śmiercią całej rośliny. Oszczędza się też rośliny wielopestkowe np. dynię. Domyślam się, że ze względu na swego rodzaju potencjał, jaki mają pestki. Spożycie byłoby czymś w rodzaju roślinnej aborcji...

  • Gość
    J.W. sobota, 15 września 2012

    Fitofilia

    Stanowisko, o którym zaledwie wspomniałem, polegałoby raczej nie na szeroko skierowanym szacunku do każdego życia (co z bakteriami, które chcą mnie zabić), ale raczej docenieniu wartości roślin.

    Rokrocznie młode marchewki, młode bulwy ziemniaków są sprzedawane na rynku. Nie twierdzę, że cierpią, twierdzę, że są niepotrzebnie niszczone, zabijane.

    Zatem należałoby wykazać, że żaden królik nie powinien być spożywany, ponieważ jego spożywanie nie jest konieczne do przeżycia.

    Podobnie, że niektóre rośliny mogą być spożywane po zakończeniu cyklu wegetacyjnego, bo są potrzebne do przeżycia. Natomiast inne nie powinny być w ogóle zjadane, bo są tylko niepotrzebnym dodatkiem do diety, albo są zbierane w trakcie okresu wegetacyjnego.

    Takie stanowisko, ledwie zarysowane, umożliwiłoby odejście od animocentryzmu, badania nad roślinami i ostateczne ustalenie w jakim stopniu rośliny czują, widzą itp.

  • Gość
    Roman Andrzej Tokarczyk sobota, 15 września 2012

    Zachęta do dyskusji

    Jako autor tekst bardzo dziękuję za oceny,szczególnie krytyczne.Prosząc o
    następne -obiecuję rozwinięte odpowiedzi na krytykę po zakończeniu naszej Konfe
    -rencji.
    Dzisiaj wspomnę tylko skąd ta moja, wręcz emocjonalna, wrogość do myślistwa.
    Otóż znam to już z chyba wszystkich istotnych stron.W dzieciństwie bywałem na-
    ganiaczem.W wieku średnim przyjęto mnie nawet do pewnego koła łowieckiego.Od
    wielu lat od maja do pażdziernika mieszkam z moją Żoną na pograniczu wielkich
    obszarów leśnych-Puszczy Solskiej i Lasów Janowskich toteż mam okazję zarówno
    przyjażnić się dzikimi zwierzętami(często dosłownie) jak i obserwować barba-
    rzyńskie wyczyny tzw.myśliwych.
    Proszę gorąco nie wierzcie w żadną paplaninę tzw.myśliwych o etyce łowieckiej,
    gospodarce łowieckiej,sojusznictwie z ekologią ,etc.Napiszę kiedyś o tym znowu.
    Pozdrawiam serdecznie wszystkich sympatyków "Etyki Praktyczej" i jej jakże
    zasługujący na wszechstronny rozwój poparcie program.
    Lublin 15 września 2o12 roku Roman Andrzej Tokarczyk

  • rudawy
    rudawy sobota, 15 września 2012

    Farba znaczy krew

    Oczywiście, nie wierzyłem i nie wierzę w paplaninę myśliwych z wielu względów - przede wszystkim empatycznych i etycznych wobec mordowanych zwierząt. Poza tym argumenty myśliwych torpeduje książka Zenona Kruczyńskiego "Farba znaczy krew". Autor przez kilkadziesiąt lat biegał z "dwururką" po lasach. Dopiero po przypadkowym zastrzeleniu psa znajomego zrozumiał absurd polowań. W znakomity sposób obala mity i legendy facetów z piórkiem w kapeluszu. Przytacza dane statystyczne oraz pokazuje tło społeczne środowiska myśliwych. Bardzo ciekawa pozycja.

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa sobota, 15 września 2012

    Etyka a myśliwi

    Nie czytałam jeszcze tej książki, ale bardzo brakuje mi na polskim rynku dobrego, naukowego artykułu, który wykazywałby w konkretnych wyliczeniach jak wygląda działalność myśliwych, jak można by ją efektywnie zastąpić. Czy powstała jakaś praca, która by podejmowała krytykę polskiego myślistwa z wyszczególnieniem argumentów etycznych, ekologicznych, statystycznych itd?

  • rudawy
    rudawy sobota, 15 września 2012

    Co to znaczy naukowy?

    Co to znaczy naukowy? Kto miałby go napisać? Myśliwy-naukowiec? Wydaje mi się, że książka Kruczyńskiego spełnia sporo wymogów naukowych (przynajmniej fragmentami). Opiera się na statystykach podawanych przez Związki Łowieckie, na raportach rocznych z poszczególnych Kół Łowieckich i na danych prezentowanych w tzw. prasie specjalistycznej. Jak inaczej można by prowadzić takie wyliczenia? W "Farbie..." można także przeczytać, jak zredukować i od razu zjawisko myślistwa, niestety lobby tego środowiska jest zbyt silne, żeby dało się to zrobić teraz.

    Niemniej jest to szalenie istotny głos. Taki trochę Wallenrodowski (-;

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa sobota, 15 września 2012

    Naukowy czyli jaki?

    Tak, jak napisałam powyżej - nie czytałam jeszcze tej książki, więc nie wiem, jakie dane zawiera. Artykuł naukowy, to znaczy spełniający pewne standardy - np. odwołujący się do przeprowadzonych badań, danych statystycznych. Ja nie wiem, jaki charakter ma ta książka, czy są tam odnośniki do konkretnych wyliczeń i badań, które mogę później sama zweryfikować. Interesowałyby mnie też dane na temat regulacji populacji (jeśli taka jest niezbędna), jak ją rozwiązać, jakie gatunki wspomagać itd. Jeśli ta książka ma te wszystkie dane, to jak najszybciej się z nią zapoznam, wydaje mi się bowiem, że brakuje takich rzetelnych tekstów chociażby w etyce.

  • rudawy
    rudawy sobota, 15 września 2012

    Badania?

    Dane podaje za rocznikami statystycznymi, raportami Kół Łowieckich itd. Poza tym kilkadziesiąt lat doświadczenia, to jak dla mnie wystarczające badania i to na różnych poziomach - socjologicznym, historycznym, praktycznym...

    Co do poszczególnych gatunków to pewnie trzeba by było napisać osobne książki. Kruczyński podaje pewne łatwe rozwiązania. Ot, mówi o zimowym "dokarmianiu", jako karmieniu. Paśniki to jego zdaniem nęciska, wokół których zwierzyna będzie się z przyzwyczajenia kręciła w tej okolicy również w sezonie łowieckim, więc łatwo ją będzie namierzyć. Paradoks z tym związany jest taki, że z jednej strony myśliwi argumentują konieczność odstrzału kopytnych ze względu na szkody w gospodarce rolnej, a z drugiej karmią je zimą. Dlatego - twierdzi Kruczyński - wystarczy nie karmić zimą, a populacja się zmniejszy, eliminując najsłabsze osobniki, do czego pozornie dążą "łowcy". Oczywiście to jest kolejny mit, bo w czasie polowania nie szuka się najsłabszego osobnika tylko strzela do tego, który się akurat nawinie. Jeśli ma się pozwolenie na odstrzał 10 saren, to się morduje napotkane i już. Czasem ten czy ów postrzeli naganiacza, kolegę albo np. żubra (kazus sprzed dwóch lat z otuliny Białowieskiego Parku Narodowego; myśliwy tłumaczył się, że pomylił z dzikiem!).

    W książce pada też utopijny postulat, by pieniądze na amunicję i nową broń przeznaczyć na reintrodukcję drapieżników, co oczywiście nie ma zbyt dużego poparcia (jeśli w ogóle ma) wśród myśliwych. Ba! Każdej zimy wraca temat odstrzału wilka w Bieszczadach, bo rzekomo zagraża człowiekowi, szczególnie dzieciom wracającym ze szkoły... Koła Łowieckie wysyłają listy do ministerstwa z prośbą o zgodę, a np. Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot albo/i Pro Natura Wilk torpedują je.

    I tak co rok.

  • Gość
    Anonim poniedziałek, 24 września 2012

    Brawo

    Brawo dla autora. Ale. Czy Pan Alan Weiss będzie na konferencji? Ładnie i mądrze Pan pisze. W Pana komentarzach mało naukowego zadęcia, za to dużo treści. Mam nadzieję dowiedzieć się od Pana więcej.

  • rudawy
    rudawy poniedziałek, 24 września 2012

    Dziękuję

    Dziękuję za miłe słowo. Niestety nie będzie mnie na konferencji, choć z dziką chęcią posłuchałbym referatów. Wydarzenie zapowiada się pysznie! Pozdrawiam,

Zostaw komentarz

Gość środa, 22 lutego 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.