Płacenie podatków a równe traktowanie

Dodane przez w w Etyka bizesu

Prawo podatkowe nakazuje płacić podatki od dochodów uzyskiwanych z wykonywanej pracy oraz nakłada surowe kary na tych, którzy sumiennie pracują i otrzymują za to stosowne wynagrodzenie, lecz nie chcą podporządkować się temu nakazowi. W jego ramach zakłada się ponadto, że w stosunku do tych osób użycie siły, rozmaite represje i pozbawienie wolności mają być stosowane niezależnie od racji, jakie mogłyby one przedłożyć na rzecz takiej decyzji. Na tej podstawie mówi się niekiedy, że nakaz opodatkowania jest bezwzględny. Jednak to samo prawo bez żadnych ceregieli zwalnia z obowiązku płacenia podatków dorosłe osoby, które pracować nie chcą oraz tych, którzy nie zamierzają się zbytnio wysilać, i z tego powodu nie otrzymują wystarczająco godziwego wynagrodzenia. W konsekwencji osoby te za niepłacenie podatków nie są poddawane analogicznym środkom przymusu, ani też nie są karane. Okazuje się zatem, że choć obowiązek płacenia podatków jest bezwzględny, to jednak nie odnosi się do wszystkich w taki sam sposób.

Dla Urzędów Skarbowych istnieją dwie podstawowe grupy obywateli[1]. Najważniejsi są ci, którzy posiadanie pewnych dóbr i usług przedkładają nad czas wolny i nad – zupełnie nieistotne z ekonomicznego punktu widzenia – zajęcia – jak na przykład leżenie na plaży – którym mogliby się w tym czasie oddawać. Są to osoby, które decydują się pracować, aby zarobić więcej, niż to jest konieczne dla zaspokojenia podstawowych potrzeb, co, jak zakładam, dla każdego z nas stanowi warunek utrzymania się przy życiu. Do grupy drugiej przynależą zaś ci, którzy nie mają ambicji wykraczających poza pragnienia związane z własnym istnieniem. Osoby te albo w ogóle nie zamierzają pracować, albo nie zamierzają pracować dłużej, niż to jest konieczne do zaspokojenia swoich podstawowych potrzeb, tak więc czas wolny i związane z nim zajęcia przedkładają z kolei nad dobra, które mogłyby mieć, i usługi, do których miałyby dostęp i z których mogłyby korzystać, gdyby więcej pracowały.

Z punktu widzenia prawa podatkowego osoba należąca do grupy drugiej – Leniuszek – nie ma takiego samego znaczenia, jak osoba należąca do grupy pierwszej – czyli Pracuś. Zakłada się bowiem, że restrykcje za niepłacenie tego rodzaju podatków można słusznie stosować jedynie wobec tych obywateli, którzy spełniają dwa warunki: pracują, a ich przychody z tego tytułu są większe od kwoty, jaka jest konieczna do tego, aby mogli utrzymać się przy życiu. Pracuś, który te warunki z nawiązką spełnia musi zatem oddać w formie podatku jakąś część zarobionych przez siebie pieniędzy, natomiast dorosła osoba będąca Leniuszkiem, która w ogóle nie pracuje, lub która pracuje dorywczo i za wykonywaną pracę otrzymuje przychody wystarczające tylko na zaspokojenie jej podstawowych potrzeb, przymusowi temu nie podlega.

Uważamy na ogół, że jeżeli jesteśmy ludźmi wolnymi i dobrowolnie zdecydowaliśmy o robieniu tego, co sprawia nam przyjemność i co daje nam szczęście, to mamy nie tylko prawo do podjęcia takiej decyzji, ale mamy również prawo do sposobu życia, który najbardziej optymalnie realizuje nasze potrzeby, pod warunkiem, że podejmując w tym celu konkretne działania nie traktujemy innych ludzi jako niezbędnych do tego środków i nie narażamy ich z tego powodu na niezasłużoną przykrość, ból czy cierpienie. Nie sądzę, aby istniały jakieś istotne powody przemawiające przeciwko twierdzeniu, że zarówno Leniuszek, jak i Pracuś w równej mierze spełniają obydwa warunki.

Nikt prawdopodobnie nie będzie skłonny podważać tezy, że wybór sposobu życia może zostać dokonany w sposób neutralny wobec interesów innych ludzi zgodnie z powyższym warunkiem. Niektórzy mogą mieć jednak poważne wątpliwości, czy za szczęśliwych można uważać ludzi bez pracy i bez godziwych dochodów, którzy proszą nas na ulicy o pieniądze lub tych, którzy ze śmietnika znajdującego się na naszej posesji wyjmują resztki jedzenia lub puszki po piwie, by je później spieniężyć na drobne wydatki. W ich mniemaniu tego typu doświadczenia nie mogą być słusznie kojarzone ani z przyjemnościami, jakich doznajemy ze sposobu życia, ani tym bardziej ze szczęściem, jakie może z niego wynikać.

Czasami najlepszym metodą, aby rozwiać niektóre wątpliwości jest ujawnienie przyczyn, z powodu których się pojawiły. Wydaje się, że tak jest właśnie w tym przypadku. Otóż osoba, która formułuje to zastrzeżenie, nie zakłada z pewnością, że prowadzenie takiego życia dałoby jej przyjemność lub ją samą uczyniłoby szczęśliwą. Gdyby bowiem to zakładała, nie wiadomo byłoby dlaczego miałaby wątpić, że podobnych odczuć nie mogliby mieć żyjący w ten sposób ludzie.

Jeżeli tak przedstawia się sprawa, to wyjaśnienia wymaga jeszcze jedna kwestia, a mianowicie, czy dlatego ma ona takie wątpliwości, że tego nie zakłada, czy też może jest odwrotnie: nie zakłada tego dlatego, że ma takie wątpliwości. Druga możliwość wydaje się mało wiarygodna. Przy takim założeniu nie byłoby wiadomo, skąd biorą się wątpliwości, że szczęśliwymi nie mogą być ludzie, którzy prowadzą życie Leniuszka. Jedyną sensowną opcją pozostaje stwierdzenie, że wątpliwości co do istnienia szczęśliwych Leniuszków wynikają wyłącznie z faktu, że osoba, która ich doświadcza, sama jest Pracusiem albowiem fakt ten determinuje jej asercję wobec przekonania, iż tylko tacy ludzie jak ona mogą mówić o szczęściu płynącym z własnego życia.

Jest rzeczą w pełni zrozumiałą, że człowiekowi, który czerpie przyjemność i poczucie szczęścia z posiadania biżuterii, domu w Toskanii czy z wakacyjnych pobytów na Lazurowym Wybrzeżu, może nie mieścić się w głowie, że są równie szczęśliwi ludzie, którzy na co dzień śpią w kartonach, a na obiad konsumują jedynie produkty znajdowane na śmietnikach. Jednak to, że niektórzy z nas w taki sposób myślą, jak i to, że wszyscy rozumiemy przyczyny, z powodu których myśleć inaczej nie mogą, nie wystarcza do uzasadnienia tezy, że ten, kto wybrał życie Leniuszka w żaden sposób nie może być szczęśliwy lub, że nie może z tego powodu prowadzić przyjemnego życia.

Jeżeli zatem każdy z nas ma niekwestionowane prawo wyboru jednego z dwóch omówionych sposobów życia, które w przybliżeniu odpowiadają życiu Leniuszka i Pracusia, i jeżeli należałoby zakładać, że w obu przypadkach możemy mieć do czynienia z osobami równie zadowolonymi oraz szczęśliwymi, to powstaje ważne pytanie, czy rzeczą uzasadnioną byłoby nierówne traktowanie ludzi z powodu wyboru, jakiego dokonali w odniesieniu do sposobu realizacji własnego szczęścia. Czy moglibyśmy z czystym sumieniem powiedzieć, że ci, którzy w poszukiwaniu własnego szczęścia przedkładają codzienną rzetelną pracę nad, powiedzmy, wygrzewanie się na słońcu lub wyczekiwanie w miejscach publicznych na datki, powinni być zmuszani do wykonywania co miesiąc niesatysfakcjonujących ich czynności, które zabierają im czas, jaki mogliby spożytkować na nabycie potrzebnych im do szczęścia dóbr, a na dodatek wymagają od nich poświęcenia jakiejś części własnego dobra, natomiast całkowicie zwolnieni z tego obowiązku powinni być ci, którzy dla własnej wygody i szczęścia przedkładają spędzanie w taki sposób czasu wolnego nad jakąkolwiek pracę, której bez przeszkód mogliby się poświęcić i równie efektywnie ją wykonywać, gdyby tylko chcieli?

Każdy, kto sprzeciwia się nieuzasadnionej moralnie dysproporcji w nakładaniu obciążeń na obywateli musi jednocześnie sprzeciwiać się powinności płacenia podatków, która w obecnie obowiązującej postaci nie tylko wprowadza tę nierówność w życie społeczne, ale zarazem  ją petryfikuje. System podatkowy przejmuje bowiem pod groźbą użycia siły i pozbawienia wolności część dóbr wynikających z pracy osoby, którą określiłem mianem Pracusia, jednak nie uważa za uprawnione przejmowanie jakiejkolwiek części czasu wolnego tych, którzy podpadają pod kategorię Leniuszków. Sytuacja taka jest w pełni zrozumiała z ekonomicznego bądź, w szerszym znaczeniu, materialnego punktu widzenia, albowiem w czysto praktycznym sensie nie można domagać się przejmowania dóbr nie tylko od tych, którym daje się prawo, aby mogli ich nie mieć, i którzy ich de facto nie mają, ale również od tych, którym daje się prawo do tego, aby mogli posiadać je tylko w takim stopniu, który uniemożliwia przejęcie nawet najmniejszej ich części. W tej perspektywie pracownicy Urzędu Skarbowego oraz organy ścigania, kierujący się w swoim postępowaniu tak sformułowanymi dyrektywami, są w istocie rzeczy formalnie usprawiedliwieni. Nie może to jednak stanowić podstawy dla uzasadnienia etycznego. Dla prawidłowej oceny takiej sytuacji nie jest bowiem najważniejsze, czy ktoś w ogóle ma środki pieniężne, ani też, czy ktoś ma tych środków wystarczającą ilość, lecz przede wszystkim to, czy z podanych powodów można kogokolwiek zwolnić od odpowiedzialności za posiadanie ich w takiej ilości, która umożliwiłaby przejęcie części z nich w ramach opodatkowania, gdy jednocześnie środki te pod przymusem odbierane są ludziom, którzy warunek ten spełniają. Problem polega również na tym, czy w sytuacji w której jednym ludziom przyznaje się prawo do niepłacenia podatków dlatego tylko, że z własnego wyboru nie posiadają żadnych pieniędzy, lub nie posiadają ich więcej, niż to jest konieczne do zaspokojenia podstawowych potrzeb, innych ludzi można tego prawa pozbawić i zmuszać do płacenia podatków tylko dlatego, że zdecydowali się pracować lub dlatego, że więcej pracują i mają z tego powodu więcej pieniędzy?

Stanowisko, jakie powinniśmy zajmować w tej sprawie jest jasne. To, że nie sposób jest pobierać podatków od człowieka, który nie pracuje i nie ma dochodów, nie może w żadnym razie uzasadniać praktyki społecznej polegającej na tym, że takich ludzi zwalnia się od ponoszenia kosztów, które z mocy prawa stanowią obciążenie dla innych.

Wydaje się nawet, że pełne zadośćuczynienie w tym względzie zasadom sprawiedliwości wymaga dużo głębszych modyfikacji naszych moralnych przekonań. Niesprawiedliwe w tej sytuacji jest bowiem nie tylko preferowanie tych, którzy pracować nie chcą, ale również tych, którzy pracy szukają, lecz nie mogą jej znaleźć ze względu na wcześniejsze zaniechania wynikające ze świadomych i dobrowolnych decyzji. Człowiek, który z lenistwa lub z powodu braku umiaru w korzystaniu z uciech, jakim oddawał się w młodości, nie ma w dojrzałym życiu żadnych kwalifikacji ani żadnych umiejętności poszukiwanych na rynku pracy, także nie zasługuje na lepsze traktowanie. Z etycznego punktu widzenia nie powinno mieć znaczenia to, czy przyczyną braku dochodów pewnych osób jest ich niechęć do pracy czy też niemożność jej znalezienia spowodowana ich własną w tym względzie bezużytecznością, o ile prawdą jest, że mogły one podjąć działania, które by temu zapobiegły. Tak więc jeśli mogłeś i nadal możesz nabyć kwalifikacje i umiejętności, których posiadanie zagwarantowałoby ci pracę i przyniosłoby niemałe dochody, lecz nie chciałeś lub nie chcesz ich uzyskać bądź oddawałeś się lub nadal oddajesz się czynnościom, które uniemożliwiły lub nadal uniemożliwiają ich uzyskanie, to nie myśl, że zwalnia cię to z obowiązku płacenia podatków. Na etyczne przyzwolenie mogłyby w tym względzie liczyć jedynie osoby, w stosunku do których prawdziwe byłoby powiedzenie, że nie mogły lub nie mogą zmienić swoich pragnień bądź też, że nie mogły lub nie mogą zaprzestać wykonywania tego typu czynności. Nie można zakładać, że takich osób w ogóle nie ma. Ich liczba jest jednak niewielka i z tego powodu nie byłoby rzeczą roztropną przypisywanie istnieniu tych osób zbyt dużej roli przy określaniu znaczenia, jakie argument ten powinien odgrywać w życiu publicznym.

Niektórzy mogą odnieść wrażenie, że tego typu rozumowanie opiera się na założeniu, które stosunkowo łatwo podważyć. Ponieważ twierdzę, iż zwolnienie z opodatkowania jakiejś liczby ludzi, którzy mogliby płacić podatki, jest rzeczą moralnie niestosowną kiedy pod groźbą użycia siły i pozbawienia wolności przymusza się do tego innych, to na tej podstawie można dojść do wniosku, że zakładana przeze mnie wiarygodność bronionego stanowiska wymaga odwołania się do reguły wzajemnych zobowiązań. Gdyby tak rzeczywiście było, to słabe strony reguły wzajemnych zobowiązań, o których pisałem w innym miejscu[2], uniemożliwiłyby sformułowanie w tym celu dobrego uzasadnienia.

Mój sprzeciw wobec obowiązku płacenia podatków przez ludzi, którzy w swoim życiu kierują się filozofią właściwą Pracusiowi, ma całkowicie odmienne źródła. Uważam po prostu, iż nie ma moralnych podstaw, aby w tak radykalnie nierówny sposób rozkładać obciążenia wynikające z opodatkowania, jeśli powodem wprowadzenia tej nierówności są przede wszystkim kwestie praktyczne – całkowity brak dochodów albo brak odpowiedniej wysokości dochodów – bądź wzgląd na indywidualne pojmowanie własnego szczęścia, natomiast w ogóle nie bierze się pod uwagę tego, że osoby, które zwolnione zostały z tych kosztów mogłyby z powodzeniem podołać trudnościom, jakie wiązałyby się z ich ponoszeniem. Nie bez znaczenia jest również fakt, że Leniuszek, który nie płaci podatków, choć mógłby to robić, nie tylko korzysta na tym, że nie musi pracować na rzecz celów, które zazwyczaj nie są jego celami, lecz w sposób moralnie nieuzasadniony odnosi również dodatkową korzyść z tego, że dla własnych potrzeb wykorzystuje infrastrukturę społeczną, do powstania której w żaden sposób się nie przysłużył, a która istnieje i funkcjonuje w dużej mierze dzięki temu, że podatki płacą inni.

Nie twierdzę, że przytoczone argumenty uzasadniają tezę, że opodatkowanie jest zawsze złe, ani też, że nie może być przedmiotem obowiązku. Uważam jednak, że stanowią one mocną rację moralną na rzecz powstrzymania się od płacenia podatków w sytuacji, w której poprzez nakładanie niewspółmiernych obciążeń powołuje się do istnienia dwie kategorie obywateli.

Nie każdy rodzaj nierówności między ludźmi musi budzić moralne zastrzeżenia z punktu widzenia uzyskiwanych z tego powodu korzyści lub ponoszonych kosztów. Nie powodują ich na przykład nierówności oparte na własnościach, w stosunku do których zakłada się, że prawidłowa jest dystrybucja dóbr dokonywana ze względu na ich posiadanie. Takim przypadkiem nie jest jednak istniejąca nierówność wobec obowiązku płacenia podatków. Jeżeli nie chcemy, aby prawo do zaspokajania własnych pragnień mogło być ograniczane z powodu konieczności wykonywania czynności mających wspomagać wspólne dobro, lub z powodu konieczności postępowania ze względu na potrzeby nieznanych nam ludzi, to obowiązek płacenia podatków musi być całkowicie zniesiony. Jeżeli natomiast wyżej cenimy partycypację w dobru wspólnym lub pomoc znajdującym się w potrzebie ludziom, to obowiązek opodatkowania nie może spoczywać tylko na tych, którzy pracując generują odpowiednie do tego celu dochody, lecz dotyczyć musi również osób, które dla własnego szczęścia ponad pracę przedkładają czas wolny i zajęcia, jakim mogą się w tym czasie oddawać.

[1] R. Nozick, Anarchia, państwo, utopia, Warszawa 1999, s. 203-204

[2] M. Rutkowski, Nieposłuszeństwo wobec prawa, Warszawa 2011, s. 136-145. M. Rutkowski, Czy mamy obowiązek płacić podatki?, http://etykapraktyczna.pl/trackback?post_id=125


 

Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Zakładu Etyki Instytutu Filozofii US. Autor kilku książek naukowych z dziedziny metaetyki i etyki praktycznej
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!
URL Trackback dla tego wpisu na blogu

Komentarze

  • Piotr Rybarczyk
    Piotr Rybarczyk środa, 12 czerwca 2013

    ...

    Wydaje mi się, że podział, którego Pan dokonał (Leniuszki i Pracusie) jest dla Urzędów Skarbowych istotny jedynie w przypadku podatku dochodowego - Leniuszki wszak "rejestrowanych" dochodów nie uzyskują. Można się jedynie zastanawiać, czy np. uliczny żebrak powinien zarejestrować działalność gospodarczą czy raczej rozliczać się na podstawie regulacji dotyczących darowizn. Proszę jednak zauważyć, że nawet taki Leniuszek nie wypełniający corocznie PIT-u płaci w jakiś sposób podatki: kupując cokolwiek płaci VAT, a np. podróżując autobusem w cenę biletu ma wliczony podatek od środków transportu - w takim kontekście bliżej mu zdecydowanie do przedstawiciela "szarej strefy", która z przed fiskusem ukrywa fakt uzyskiwania dochodu.

    Musze również przyznać, że zupełnie niezrozumiałe jest dla mnie Pana przekonanie, że Leniuszki to tacy spryciarze, którzy zarabiają mniej wyłącznie dlatego, żeby nie płacić podatków. Z pewnością są w tej grupie ludzie, którzy wykorzystują prawo fiskalne zgodnie z jego literą, a nie duchem (rodziny patologicznie wielodzietne), jednak myślę, że osoby zarabiające bardzo mało i niepłacące podatków wykorzystują infrastrukturę społeczną w stopniu dużo mniejszym od tych zarabiających wielokroć więcej.

  • Gość
    Michał środa, 21 sierpnia 2013

    .

    Pewne wątpliwości budzi we mnie sam podział na te dwie grupy: Leniuszków i Pracusiów. W jednym sektorze Leniuszków zostali umieszczeni ludzie, którzy w ogóle nie zamierzają pracować (czyli totalni bumelanci) i ci o minimalnych dochodach. Hm, dla mnie to nie do końca przekonujące, ponieważ niekiedy uzyskanie nawet minimalnych dochodów jest okupione naprawdę ciężką pracą. I jeszcze pytanie czy ci ludzie chcieliby uzyskiwać za swoją pracę minimum? Sądzę, że nie. Zdaję sobie sprawę, że osoby osiągające wysokie dochody bardzo „boli” konieczność płacenia wysokich podatków. Nikt nie lubi wyjmować pieniędzy z własnej kieszeni (ja również), woli je do niej wkładać . Ale wysokość stawek podatkowych to inny temat… Nie zawsze niski dochód to wolny wybór danego człowieka, ale jeśli ktoś chce pracować mniej i zarabiać mniej, po prostu posiada mniej dóbr. Jeśli przy tym uczciwie płaci podatki to, moim zdaniem, ma do tego prawo.

  • Gość
    Normalny Realista wtorek, 17 maja 2016

    Podatki są niemoralne. Ludzi uczy sie polegania na systemie zamiast samowystarczalnosci

    Podatki są niemoralne. Dlaczego? Ponieważ zabiera się groźbą lub siłą ( a jest to przemoc i łamanie czyjejśc wolnej woli ) owoce czyjejś pracy. Jest to złamanie prawa boskiego, prawa naturalnego, prawa człowieka do samostanowienia. Po drugie i tak odebrane siłą podatki w postaci pieniędzy, ruchomości, nieruchomości itp. sa marnowane, przejadane przez biurokracje, niegospodarność. Część z tych środków jest defraudowana i trafia na prywatne konta szwajcarskie.

    Wszystkie kłopoty ludzi, m.in. problem podatków bierze się stąd, że Państwo zamiast kształcić ludzi na samowystarczalnych, silmnych, utalentowanych ludzi robi z nich posłusznych, przeciętnych obywateli, którzy polegają na systemie. I tak tworzy się tłumy zbaraniałych, nieporadnych ofiar.

    Jedynym wyjściem z tej całej sytuacji jest moralne wychowywanie dzieci przez rodziców ( którzy powinni mieć więcej czasu, bo teraz praca zabiera im cały czas ), którzy wyrośliby na dobrych, odpowiedzialnych ludzi i dzieki temu widzieliby potrzebę pomagania słabym, chorym ludziom w swoim otoczeniu, w swojej społeczności ( np. niepełnosprawnym )

Zostaw komentarz

Gość niedziela, 22 października 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.