Deklaracja Wiary Lekarzy - niemądra i niebezpieczna

Podczas pielgrzymki pracowników służby zdrowia na Jasną Górę kilka tysięcy osób będących lekarzami oraz studentami medycyny złożyło swój podpis pod „Deklaracją Wiary Lekarzy”, wyrażając w ten sposób swoją wierność Bogu i zobowiązując się do przestrzegania w swojej pracy zawodowej następujących przykazań:

1. Wierzę w jednego Boga, Pana Wszechświata, który stworzył mężczyznę i niewiastę na obraz swój.

2. Uznaję, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne:
- ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca,
- moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga.
Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę.

3. Przyjmuję prawdę, iż płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej. Jest nobilitacją, przywilejem, bo człowiek został wyposażony w narządy, dzięki którym ludzie przez rodzicielstwo stają się „współpracownikami Boga Samego w dziele stworzenia”
- powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim.

4. Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła i ma on prawo działania zgodnie ze swoim sumieniem i etyką lekarską, która uwzględnia prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z sumieniem.

5. Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim
- aktualną potrzebę przeciwstawiania się narzuconym antyhumanitarnym ideologiom współczesnej cywilizacji,
- potrzebę stałego pogłębiania nie tylko wiedzy zawodowej, ale także wiedzy o antropologii chrześcijańskiej i teologii ciała.

6. Uważam, że - nie narzucając nikomu swoich poglądów, przekonań - lekarze katoliccy mają prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem.

Cel, w jakim Deklaracja została sformułowana oraz motywy tych, którzy ją podpisali, wyjaśnił biskup Stefan Regmunt, przewodniczący Zespołu ds. Służby Zdrowia przy Episkopacie Polskim:

Deklaracja wiary to jest wyznanie, że jestem człowiekiem wiary, który kieruje się pewną hierarchią wartości, według tej hierarchii chce ten pracownik żyć. I ma prawo, zgodnie z aktualnymi przepisami europejskimi i krajowymi, odmówić pewnych czynności, nawet gdyby to kosztowało go, że będzie musiał zmienić pracę czy inne konsekwencje ponieść - nie wolno nam uczestniczyć w złu. 

Uwagi, jakie rodzi treść Deklaracji można podzielić na dwie grupy. W pierwszej znajdują się te, które dotyczą wniosków implikowanych przez zawarte w niej twierdzenia, jak i te, które bezpośrednio odnoszą się do tych twierdzeń. Druga grupa obejmuje natomiast uwagi, dotyczące bezpośrednio ich treści. 

Jakie wnioski nasuwają się w odniesieniu do twierdzeń Deklaracji?

A. Każdy lekarz może stanąć ponad prawem, gdy wykonuje swój zawód. Oznacza to, że podejmując określone czynności medyczne pod adresem ludzi chorych, lekarz nie musi zbytnio zważać na to, czy są one zgodne z obowiązującym w tym względzie prawem stanowionym, którym podlegają jego pacjenci; powinien dbać przede wszystkim o to, aby były zgodne z prawem, jakie według niego ustanowił Bóg, któremu oddaje cześć.

Pogląd ten można by uznać za słuszny jedynie wówczas, gdyby dostatecznie uzasadniał prawo lekarza do obywatelskiego nieposłuszeństwa i nie prowadził do krzywdy niewinnych ludzi.

Instytucja obywatelskiego nieposłuszeństwa zakłada, że możemy łamać obowiązujące normy prawne, jeśli nie posiadają one moralnego uzasadnienia lub gdy są z sądami moralnymi sprzeczne, przy czym przez moralność rozumie się tu zasady o charakterze uniwersalnym, których akceptacja nie może zależeć od przynależności do konkretnej grupy społecznej, posiadania takich a nie innych interesów, czy też wyznawania jakiejś ideologii bądź doktryny religijnej. Nie wydaje się, aby warunki te spełniał lekarz łamiący prawo z powodu wiary w takiego a nie innego Boga.

Ponadto, możliwość łamania prawa na podstawie instytucji nieposłuszeństwa obywatelskiego nie występuje na ogół w okolicznościach, w których istnieją powszechnie dostępne procedury jego modyfikacji i jeśli wcześniej nie został podjęty wysiłek, aby zmienić niemoralne prawo w ramach tego typu procedur. Czy lekarze podpisujący Deklarację Wiary wykorzystali możliwość zmiany prawa, przeciwko któremu w ten sposób protestują, na drodze przysługujących im uprawnień obywatelskich? W Deklaracji nie ma o tym najmniejszej wzmianki. Można więc domniemywać, że możliwości tej nie wykorzystali. Kwestia ta nie rozstrzyga problemu. Gdyby bowiem nawet to uczynili i nie uzyskali upragnionego rezultatu z powodu woli większości, to podpisując Deklarację Wiary staliby się naturalnymi wrogami demokracji oraz zwolennikami całkowicie absurdalnych i niebezpiecznych koncepcji teokratycznych, w których porządek społeczny legitymizować mogą jedynie zasady pochodzące od Boga, a zakres władzy, jaką może mieć jeden człowiek nad drugim nie może w ostatniej instancji opierać się ani na zgodzie społecznej, ani nie może być w żaden sposób wyznaczony oraz ograniczony przez prawo czy konstytucję.

Nie można też wykluczyć, że posłuszeństwo wobec woli Boga może prowadzić bezpośrednio do krzywdy tych, którzy nie uznają jego istnienia, lub tych, którym jego istnienie jest obojętne (co często ma miejsce w przypadku eutanazji – gdy jej zakaz, uprawomocniony z punktu widzenia światopoglądu chrześcijańskiego, prowadzi do bólu i cierpienia osób innych wyznań lub ateistów). Jeśli uznajemy ważność wolności oraz tolerancji religijnej, uznajemy tym samym, że granicę stosowania się do zasad religijnych powinno stanowić dobro ludzi, którzy ich nie podzielają ze względu na przysługującą im w tym względzie autonomię. Bezwzględne przestrzeganie w tych okolicznościach zasad jednej religii jest zatem sprzeczne z ideą wolności i tolerancji i może być uważane za niechlubny przykład fanatyzmu.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że Bóg, do którego odwołują się zwolennicy tego typu Deklaracji jest jednym z kilkuset tysięcy Bogów, jakim ludzie obecnie oddają cześć, i nie można sensownie utrzymywać, że wszyscy Bogowie mieliby podobne zdanie na temat moralnego statusu każdej możliwej do wykonania przez lekarza czynności zawodowej.

B. Jeżeli lekarz może stawać ponad prawem z powodu wiary w jednego z setek tysięcy Bogów, to wobec braku reguły hierarchizującej istoty boskie, którym ludzie oddają cześć, trzeba założyć, że ponad prawem mogą stać również lekarze wierzący we wszystkich pozostałych Bogów.

W przeciwnym razie należałoby wytłumaczyć dlaczego przywilej stawania ponad prawem przysługuje jedynie tym, którzy wierzą w Boga judeochrześcijańskiego, a nie tym, którzy są gorliwymi wyznawcami na przykład Buddy, Allacha, Ometeotla, Ra, Brahmy, bądź Latającego Potwora Spaghetti. Skoro nie ma żadnej obiektywnej racji za tym, aby preferować w tym względzie jakiegoś jednego Boga, przywilej stawiania się ponad prawem należałoby przyznać każdemu religijnemu lekarzowi. To jednak spowodowałoby kompletny chaos w służbie zdrowia, który skutkowałby prawdopodobnie zanikiem uniwersalnej praktyki medycznej oraz całkowitą nieprzydatnością prawa stanowionego w odniesieniu do instytucji ochrony zdrowia oraz wszelkich form lecznictwa.  

C. Jeżeli z powodu wiary w Boga ponad prawem mogą stać lekarze, to trzeba również zakładać, że z tego samego powodu ponad prawem mogą stać przedstawiciele innych zawodów, o ile wykonywane w ich ramach czynności mogą być przedmiotem określonych poglądów religijnych.

Każdy nauczyciel etyki bądź filozofii mógłby więc – a może: powinien – oceniać na egzaminie uczniów lub studentów zgodnie z zasadami wyznawanej przez siebie religii, a nie zgodnie z regułami odnoszącymi się do posiadanej przez nich wiedzy, kompetencji, czy idei sprawiedliwości oraz obiektywności, do czego zmusza go obowiązujące prawo i zasady etyki zawodowej. Mogłoby to na przykład oznaczać, że rzeczą słuszną byłoby oblanie lub niedopuszczenie do egzaminu studenta, który umiejętnie i z ponad przeciętnym talentem broni poglądów, które sprzeczne są z wyznawaną przez nauczyciela religijną doktryną (można wyobrazić sobie nauczyciela biologii, który zobligowany przez swoją religię do idei kreacjonizmu nie uznaje kompetentnej wypowiedzi ucznia na temat roli, jaką ewolucja odegrała w powstaniu człowieka). Tak samo można by postępować przy recenzowaniu prac naukowych. Wydaje się, że w podobnej sytuacji znajdują się przedstawiciele wielu innych zawodów, jak choćby policjanci, żołnierze, sędziowie, prokuratorzy, czy prawnicy. 

D. Deklaracja nie określa granic nieposłuszeństwa. Tak więc stwierdzona przez lekarza niezgodność prawa stanowionego z wolą czczonego przez niego Boga uważana winna być nie tylko za konieczny, lecz również za wystarczający warunek odmowy stosowania się do obowiązujących norm prawnych.

Oznacza to, że lekarz może – albo wręcz: powinien – odstąpić od prawnie dozwolonych czynności medycznych lub może – albo wręcz: powinien – wykonać prawnie niedozwolone czynności medyczne, nie kierując się w swojej decyzji dobrem pacjenta, lecz jedynie własnymi przekonaniami religijnymi. Treść przekonań religijnych nie zawsze jest bowiem zgodna z tym, co uważamy za nasze dobro lub z tym, co leży w naszym interesie. Gdyby lekarz, który jest tzw. świadkiem Jehowy, odmówił mi transfuzji krwi w okolicznościach zagrażających mojemu życiu, powołując się na własne przekonania religijne, nie można by uznać takiej decyzji za zgodną z moim interesem lub z tym, co uważam, za własne dobro, pomimo, że postępując w ten sposób spełniłby on warunek wystarczający do uzasadnienia nieposłuszeństwa wobec prawa, które w podobnych okolicznościach nakłada na niego obowiązek wykonanie tego rodzaju czynności. 

E. Deklaracja uznaje, że w służbie zdrowia ważniejsze są dobro i interesy religijnych lekarzy, niż dobro i interesy ludzi chorych lub tych, którzy wymagają opieki medycznej.

Jeżeli zakłada się, że lekarz ma praktycznie nieograniczone prawo sprzeciwu wobec działań, które są niezgodne z jego przekonaniami religijnymi – nawet jeśli te działania są prawnie dozwolone i nawet jeśli są one prawnie nakazane – to prawo lekarza do sprzeciwu należy rozumieć tak, że przysługuje mu ono również wobec tych działań, których wykonanie może służyć dobru lub interesom pacjenta. W ten sposób zakłada się, że dla lekarza powinno być ważniejsze to, czy jego postępowanie zgodne jest z jego przekonaniami religijnymi, niż to, czy służy ono dobru osoby chorej lub pozostałych pacjentów.  

F. Deklaracja ogranicza realny dostęp obywateli do świadczeń medycznych, który zapewnia mu obowiązujące prawo, oraz znosi korzystne dla pacjenta zapisy klauzuli sumienia.

Jeżeli zakłada się, że z uwagi na „pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim” lekarz może odmówić wykonania czynności medycznej, którą prawo dozwala lub nakazuje, to tym samym przyjmuje się implicite, że mogą zdarzyć się takie sytuacje, w których możemy nie mieć dostępu do świadczeń medycznych gwarantowanych przez prawo, nawet jeśli lekarz odmawiający wykonania określonych czynności medycznych ze względu na przekonania religijne nie potrafi spełnić obowiązku, jaki nakłada na niego prawo i wskazać lekarza, który może te czynności wykonać, w wyniku czego pacjent nie jest w stanie zrealizować świadczeń medycznych gwarantowanych mu przez prawo. Zasada „pierwszeństwa prawa Bożego nad prawem ludzkim” obejmuje bowiem również ten przepis prawny, które nakłada na lekarza taki obowiązek. 

G. Deklaracja stawia ludzi wykonujących zawód lekarza w bardziej uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu do ludzi wykonujących inne zawody.

Dając lekarzom możliwość nieposłuszeństwo wobec prawa, Deklaracja nie tylko stawia w gorszym położeniu pacjentów, ale również tych, którzy wykonują zawody nie objęte taką możliwością. Osoba, której przysługuje przywilej niestosowania się do przepisów prawa, nabywa tym samym korzyści, których nie mogą nabyć osoby nie posiadające takiej możliwości: nie tylko korzysta ona – tak jak pozostali – z faktu, że wszyscy inni stosują się do przepisów prawa, lecz ponadto, łamiąc prawo nakładające na nią określone obciążenia, nabywa dodatkowych korzyści, które są niedostępne dla tych, którzy przepisy te szanują. W ten sposób naruszona zostaje zasada sprawiedliwego podziału korzyści i obciążeń w wyniku czego osoba uprzywilejowana uzyskuje nieuczciwą przewagę nad pozostałymi członkami społeczeństwa. Rachunki nie będą wyrównane, dopóki inni nie uzyskają dostępu do podobnego przywileju. To jednak postawiłoby pod znakiem zapytania sens istnienia dużej części przepisów prawnych, m. in. tych, które regulują wykonywanie pewnych zawodów.

H. Stosowanie się do zawartych w Deklaracji twierdzeń może prowadzić do wyrządzania „uzasadnionej” krzywdy pacjentom, a nawet do czynów, które zagrażają ich życiu.

Przypadek pierwszy jest w praktyce medycznej bardzo realny i może mieć miejsce wówczas, gdy stosowanie się przez lekarza do zasad religijnych będzie sprzeczne z interesami i dobrem pacjenta. Zakładając, że „moment zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga”, dość łatwo można dojść na przykład do wniosku, że należy podtrzymywać życie pacjentów nawet wbrew ich woli oraz kosztem wielkiego bólu i cierpienia, jakie przysparza im ich istnienie w okolicznościach, w których nie można im ulżyć.

Przypadek drugi staje się możliwy gdy założymy, że wymieniony w Deklaracji Bóg jest Bogiem judeochrześcijańskim. Rzeczą powszechne znaną jest, że w Starym Testamencie opisany został przypadek niejakiego Abrahama, który będąc przekonany, że tenże Bóg żąda od niego, aby pozbawił życia swojego syna Izaaka, z premedytacją dążył do jego uśmiercenia, zdając sobie nie tylko sprawę z tego, że wedle prawa stanowionego dzieciobójstwo jest czynem zabronionym, ale także z tego, że jest czynem szczególnie odrażającym wedle standardów powszechnie aprobowanej moralności. Na tej podstawie nie sposób wykluczyć, że podobny przypadek równie mocnej asercji religijnej może przydarzyć się lekarzom, którzy nad wyraz miłują swego Boga. 

I. Deklaracja jest swoistą Puszką Pandory    

Wprowadzenie w tak ważny obszar życia społecznego, jakim jest ochrona ludzkiego zdrowia, metafizycznych i w istocie rzeczy transcendentnych źródeł dla powszechnie obowiązujących kryteriów słusznego postępowania może doprowadzić do wielu nieszczęść i wywołać mnóstwo nieprzewidzianych trudności  i kłopotów na wielką skalę, które zawsze pojawiały się w życiu społecznym, gdy dostęp do aprobowanych bądź powszechnie pożądanych dóbr uzależniony był od stosunku, jaki ludzie mają do supranaturalistycznego Boga. Aby nie dopuścić do takiego stanu rzeczy przyjmuje się powszechnie, że wolność religijna może istnieć tylko w granicach przewidzianych prawem stanowionym.

Co znaczą poszczególne twierdzenia bądź wyrażenia?

Niektóre zawarte w Deklaracji twierdzenia nie mają należytej precyzji, i z tego powodu trudno nieraz zrozumieć ich logiczny sens: są wieloznaczne i niejasne. Można zatem wątpić, aby prawidłowo rozumieli je ludzie, którzy złożyli pod nią swoje podpisy.

A1: Nie wiadomo, jak w Twierdzeniu 1 rozumieć sąd mówiący, że „Bóg stworzył mężczyznę i kobietę na obraz swój”. Czy to ma oznaczać, że Bóg wygląda, tak jak my, czy też, że jest jednocześnie kobietą i mężczyzną, czy też, że posiadamy niektóre z cechujących go własności. Aureliusz Augustyn opowiadał się za ostatnią możliwością, lecz podał zbyt mało wspólnych cech, aby słusznym było stosowanie porównania poprzez relację obrazowania. Do dzisiaj trwają na ten temat liczne spory wśród teologów. Czy lekarz posiada większy dar rozumienia tej kwestii?

B2: Co ma znaczyć w Twierdzeniu 2 wyrażenie, że „ciało ludzkie jest nietykalne”? Czy to, że nie można bądź nie sposób go dotknąć, czy, że nigdy nie można z nim zrobić tego, co się chce, czy też, że nie powinno się robić z nim wszystkiego, co się chce lub co jest możliwe? Dwie pierwsze możliwości są nieprawdziwe, natomiast trzecia pozostaje tak długo trywialna, jak długo nie zostanie uzupełniona o wyczerpującą listę stosownych zakazów.

Nie wiadomo też, co dokładnie znaczy stwierdzenie, że „moment poczęcia zależy wyłącznie od decyzji Boga”. Literalnie całą rzecz ujmując musielibyśmy dojść niechybnie do wniosków, które by człowieka zbyt bardzo ubezwłasnowolniały w jego praktycznej seksualności, tak więc chodzi tu zapewne o pewną ideę, a mianowicie o określenie, zdefiniowanie, czy też wskazanie momentu, w którym do życia powołana zostaje istota ludzka posiadająca, jak należy domniemywać, status moralny. Przy takiej interpretacji powstaje jednak problem: otóż Bóg nigdy w tej sprawie nie wypowiadał się explicite, a jedynym źródłem wiedzy na ten temat są opinie jego wiernych lub oficjalne stanowisko instytucji kościelnej. To stanowi zasadniczą różnicę. Powiedzenie, że określenie bądź wskazanie momentu poczęcia zależy wyłącznie od tego, jaką opinię w tej sprawie Bogu przypisują wierni mu ludzie lub administracja kościelna, nie znaczy tego samego, co powiedzenie, że to sam Bóg definiuje w którym następuje to momencie. Z oczywistych względów lekarz podpisujący Deklarację nie powinien zakładać, że powiedzenie jednego jest tym samym co powiedzenie drugiego.

C2: Pierwsza część Twierdzenia 3. zawiera takie oto zdanie: „płeć człowieka dana przez Boga jest zdeterminowana biologicznie i jest sposobem istnienia osoby ludzkiej”. Czy to oznacza, że płeć człowieka, z jaką powołany został on do istnienia, została mu dana raz na zawsze i nie może ulec zmianie? Wiele cechujących nas własności zostało nam danych w procesie zapłodnienia, nie zakładamy jednak, że nie wolno nam ich zmienić podczas dalszego życia. Dlaczego więc z płcią miałoby być inaczej?

Odpowiedź znajduje się w drugiej części Twierdzenia 3., gdzie utrzymuje się, że to, iż mamy taką a nie inną płeć wynika z faktu, że w ramach ogólnoludzkiego planu prokreacyjnego uznani zostaliśmy przez Boga za bliskiego współpracownika, swego rodzaju pobratymca, i przeznaczeni do pełnienia ściśle określonej roli seksualnej: kobiecej lub męskiej. Tak więc to, że niektórzy z nas mają penisy, a inni macice, nie jest kwestią koincydencji czy przypadku, lecz wynikiem zamysłu, aktu woli i partnerskiego traktowania. Z tego powodu każdy człowiek ma prawo posiadać i używać jedynie te organy, z którymi przyszedł na świat. Jednostronna zmiana tego stanu rzeczy musi być uważana generalnie za złą, gdyż niezgodna jest z zamysłem Boga na temat tego, jaką rolę każda osoba ma odgrywać w procesie rozmnażania. Zło postępowania w ramach przyjętej tu koncepcji nie zależy więc od tego, co czynimy innym istotom zamieszkującym Ziemię, lecz od tego, że pewni ludzie uważają, iż w ten sposób pokrzyżowaliśmy plany, jakie miała wobec nas inna istota.

W ten oto, nieco zawoalowany, sposób dowiadujemy się, iż Pani Grodza zmieniając płeć postąpiła źle nie dlatego, że wyrządziła krzywdę jakiemuś człowiekowi lub, że zamierza ją w komukolwiek wyrządzić, lecz dlatego, że postępując w ten sposób dała wyraz temu, że nie chce przyjąć takiej roli reproduktora, jaką w procesie rozmnażania przewidział dla niej byt zwany przez niektórych ludzi Bogiem, o którym, notabene, ma ona prawo powiedzieć, że z jej własnego punktu widzenia w ogóle nie istnieje.

D2: Twierdzenie 4: „Stwierdzam, że podstawą godności i wolności katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła” 

W ten sposób stwierdza się, że lekarz może postępować zgodnie ze swoim sumieniem nawet jeśli jest to sprzeczne z prawem i interesami innych ludzi. W praktyce oznacza to, że lekarz wykonując czynności zawodowe może postępować zgodnie z własnymi przekonaniami i w swoim zachowaniu nie liczyć się ani z obowiązującymi przepisami ani z tym co myślą inni ludzie (w tym inni lekarze oraz jego zwierzchnicy), z wyjątkiem tego, co na temat jego postępowania mają do powiedzenia teologowie oraz księża. Wynika z tego, że ośrodki ochrony zdrowia, jak szpitale, czy przychodnie zdrowia, to miejsca kultu religijnego, w których poszczególne czynności medyczne traktuje się na równi z obrzędami liturgicznymi, i gdzie nie mają ostatecznie zastosowania zasady prawa stanowionego.

E2:  Twierdzenie 6 głosi, że lekarz postępując we wskazany sposób (a) „nie narzuca nikomu swoich poglądów, ani przekonań” oraz, że ma (b) „ prawo oczekiwać i wymagać szacunku dla swoich poglądów i wolności w wykonywaniu czynności zawodowych zgodnie ze swoim sumieniem”. 

Punkt (a) mija się z prawdą. Poglądy narzuca się ludziom w dwóch sytuacjach: gdy zmusza się ich do wyznawania bądź głoszenia tych poglądów oraz gdy dotykają ich skutki, jakie pociąga za sobą zgodne z tymi poglądami postępowanie innych ludzi. Nawet jeśli lekarz nie zmusza pacjentów do przyjęcia własnych poglądów w taki sposób, jak zakłada to pierwsza sytuacja, to jednak skutki jego postępowania mogą być dla nich niezwykle bolesne. Tak więc lekarz postępując we wskazanych sposób narzuca de facto pacjentom swoje poglądy.

Nie są również uzasadnione roszczenia lekarzy zawarte w punkcie (b). Szacunku dla swoich poglądów możemy wymagać m. in. wtedy, gdy wynikające z nich czynności nie naruszają praw, jakimi dysponują inni ludzie, oraz gdy nie przyczyniają się do ich krzywdy. W odniesieniu do poglądów, jakie mogą wynikać z tak zdefiniowanego sumienia, żaden z tych warunków nie wydaje się możliwy do spełnienia.

Wnioski

Deklaracja zawiera twierdzenia nie do końca zrozumiałe, nieprawdziwe oraz niezgodne z etyką lekarską, a także takie, które wydają się niebezpieczne zarówno dla pacjentów, jak i dla porządku społecznego. Niektóre stwierdzenia Deklaracji przekraczają granicę, jaką państwo demokratyczne wyznacza obecnie wolności religijnej.

Enhanced by Zemanta
Profesor Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Zakładu Etyki Instytutu Filozofii US. Autor kilku książek naukowych z dziedziny metaetyki i etyki praktycznej
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!
URL Trackback dla tego wpisu na blogu

Komentarze

  • Gość
    Radosław wtorek, 03 czerwca 2014

    Błąd p. profesora

    Podstawowy błąd pana profesora wynika z tego, że stawia wolę prawdziwego Boga (ktory niezależnie od tego czy w Niego wierzymy czy nie - jest i co więcej Jego wola wobec życia człowieka jest doskonała, lepsza niż jakikolwiek wymysł ludzki) z wolami rożnych kopii (bożkow) innych religii, coż nie robi tego celowo i umyślnie niemniej jednak troche przykro się to czyta:)

  • Gość
    Barbara wtorek, 03 czerwca 2014

    Może w tym szaleństwie jest metoda.

    Może wyniknie z tego coś dobrego, pacjenci nie będą już leżeć w szpitalach we własnych odchodach traktowani jak intruzi. Może ktoś się pochyli nad chorym i powie dobre słowo, może przestanie się leczyć tylko i wyłącznie zwracając uwagę na refundacje z NFZ, a nie rzeczywiste potrzeby chorego. Może koszty opieki nad starą schorowaną osobą zaczną mieścić się w finansowych możliwościach choregi i jego rodziny.

  • Gość
    Morgoth wtorek, 03 czerwca 2014

    Co robi etyk gdy słyszy że ktoś chce żyć zgodnie z własnym sumieniem?

    Panikuje! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    Odpowiedz Anuluj
  • Gość
    Valar.Morgulis środa, 04 czerwca 2014

    No właśnie, kij ma dwa końce

    Po lekarzach którzy podpisali deklarację wiary można się spodziewać że wiedzeni światłem Ducha Świętego & miłością bliźniego nie będą:
    - spać na dyżurach
    -spławiać ciężarnych kobiet którym trzeba zrobić usg i ktg ( vide historia kobiety w ciąży mnogiej której dzieci zmarły przed urodzeniem dlatego że lekarzowi nie chciało się zrobić usg )
    - zaszywać nożyczek w brzuchach
    - odsyłać chorych ludzi z izby przyjęć
    - będą zwracać uwagę czy staruszek siedzący w poczekalni od kilku godzin jeszcze żyje czy już umarł

    itd itd

    Byłoby zabawnie porównać statystki pozwów o błędy i zaniedbania lekarskie z deklaracją wiary, czyli sprawdzić czy wierzący lekarze dopuszczają się mniej zaniedbań niż niewierzący

  • Gość
    Renata środa, 04 czerwca 2014

    Renata

    Bardzo dobra analiza i komentarz! Szkoda tylko, że zwolennicy deklaracji wiary nie kierują się argumentami i racjami. Dla nich to walka polityczna, próba podporządkowania sobie ludzi, narzucenia im swojego sposobu myślenia, a raczej odzyskania utraconych wpływów. Nic jednak nam nie pozostaje, jak tylko ogłaszać takie analizy i liczyć, że doświadczenia większości ludzi je potwierdzą.

  • Wojciech Sopel
    Wojciech Sopel poniedziałek, 09 czerwca 2014

    kierujemy się

    A właśnie że się kierujemy. Jak chcesz się skoncentrować na dławieniu gówniarzy to sobie weź Trynkiewicza na stanowisko i on z przyjemnością będzie chlastał.

  • Wojciech Sopel
    Wojciech Sopel poniedziałek, 09 czerwca 2014

    Wprowadźcie kata.

    Po pierwsze to "ja tylko wykonywałem rozkazy" już było i się nie sprawdziło. Po drugie słusznie prawi prof o "czynnościach medycznych" a nie o leczeniu bo aborcja nie jest leczeniem. I nie powinni jej dokonywać lekarze tylko siepacze. Podobnie jest z eutanazją. Najgorsze jest to, że nie wezmą siekiery i nie ząrabią od razu tyko skazują na śmierć w cierpieniach. Podobnie 20% ofiar później aborcji przeżywa i jak ma mniej niż 700 gramów, np 697 to się odstawia żeby bachor zdechł. Nie każdy chce brać w tym udział. A potem będzie, że nienaukowo piszę. Nie będę pisał naukowo.

  • Gość
    Wiesława wtorek, 10 czerwca 2014

    Prawdziwy Bóg, prawdziwy patriota, prawdziwy Polak i prawdziwy lekarz

    Kochani nasi lekarze .
    Po co tyle nadgorliwości? Może lepiej zacząć samodzielnie myśleć. Bycie lekarzem zobowiązuje.
    Panie profesorze, dziękuję za zabranie głosu.

  • Gość
    Tosia wtorek, 10 czerwca 2014

    Czyż lekarze nie powinni mieć prawa do postępowania zgodnie z własnym systemem wartości?

    W jaki sposób takie postępowanie jest niezgodne z etyką lekarską czy przyrzeczeniem lekarskim? http://narodowadebata.pl/deklaracja-wiary-prawo-ludzkie-czy-boze/

  • Gość
    P niedziela, 22 czerwca 2014

    Same błędy i uogólnienia - jak na filozofa przystało

    Tak wiele błędów merytorycznych w jednym tekście
    A. Pan profesor wnioskuje, że każdy lekarz może stanąć ponad prawem, gdy wykonuje swój zawód – tymczasem lekarze nie stoją ponad prawem korzystając z klauzuli sumienia – klauzula sumienia jest gwarantowana prawnie – zatem błąd merytoryczny 1.
    B. Pan Profesor wnioskuje - jeżeli lekarz może stawać ponad prawem z powodu wiary w jednego z setek tysięcy Bogów, to wobec braku reguły hierarchizującej istoty boskie, którym ludzie oddają cześć, trzeba założyć, że ponad prawem mogą stać również lekarze wierzący we wszystkich pozostałych Bogów – tak, dotyczy to także ateistów i jak w punkcie 1. nie stanowi per se przekroczenia prawa
    C. Pan Profesor pisze - Jeżeli z powodu wiary w Boga ponad prawem mogą stać lekarze, to trzeba również zakładać, że z tego samego powodu ponad prawem mogą stać przedstawiciele innych zawodów – ponownie – nie ma przekroczenia prawa a dodatkowo nie ma powodu aby klauzula sumienia nie dotyczyła dziennikarzy czy prawników, także nie wierzących w boga
    D. Kolejna uwaga Pana Profesora - Deklaracja nie określa granic nieposłuszeństwa- to prawda – nie robi tego jednoznacznie ale pamiętajmy, że wiara chrześcijańska zakłada czynienie dobra i nie zabijanie, zatem deklaracja ogranicza granice nieposłuszeństwa. Przykład ze świadkiem Jehowy źle dobrany – odmowa czynu ratującego życie jest czymś innym od odmowy czynów takich jak eutanazja, aborcja czy antykoncepcja, które niezależnie od światopoglądu zawsze prowadzą do uśmiercania – choć oczywiście jest kwestią definicji czy chodzi o istotę ludzką czy grupę komórek.
    E. Pan Profesor pisze - Deklaracja uznaje, że w służbie zdrowia ważniejsze są dobro i interesy religijnych lekarzy, niż dobro i interesy ludzi chorych lub tych, którzy wymagają opieki medycznej – istnienie klauzuli sumienia jest ważne nie tylko i nie przede wszystkim ze względu na dobro i interesy lekarzy ale ze względu na dobro i interesy ludzi chorych. Warto pamiętać że jest zasada uniwersalna o której etyk powinien pamiętać – istnieje zasadnicza pomiędzy negatywną i pozytywną autonomią pacjenta i naruszenie tego rozdziału w imię walki z klauzulą sumienia może przynieść więcej szkód niż korzyści.
    F. Pan Profesor pisze - Deklaracja ogranicza realny dostęp obywateli do świadczeń medycznych, który zapewnia mu obowiązujące prawo, oraz znosi korzystne dla pacjenta zapisy klauzuli sumienia. Po pierwsze realny dostęp zmienia się ze 100% na 98% (deklarację podpisało ok 2% praktykujących lekarzy) – zatem w praktyce w systemie opieki społecznej dostęp pozostaje niezmieniony. Po wtóre za dostęp do opieki zdrowotnej odpowiada jej organizator a nie indywidualni lekarze – nic nie stoi na przeszkodzie aby Państwo zorganizowało rejonowe kliniki aborcyjne w których lekarze nie podpisujący deklaracji będą mogli dokonywać aborcji. Można także powołać do życia nowy dobrze płatny z Państwowych pieniędzy zawód dyplomowanego aborcjonisty i eutanasty…
    G. Deklaracja stawia ludzi wykonujących zawód lekarza w bardziej uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu do ludzi wykonujących inne zawody. Zawód lekarza jest uprzywilejowany w porównaniu do innych zawodów ze względu na obowiązki jakie podejmują lekarze i należy mu się szczególna ochrona i szacunek – nie ze względu na dobro lekarzy a ze względu na dobro chorych. Lekarze są dobrem społecznym i należy tę grupę kształtować i chronić tak aby była grupą o niezwykłych walorach profesjonalnych i etycznych, w dużym stopniu niezależną od systemów opieki zdrowotnej. Dobrą analogię stanowią sędziowie posiadający immunitet – także i ten przywilej należy chronić – jako element równowagi sił w Państwie. Hipoteza zakładająca brak uprzywilejowania jakiejkolwiek grupy zawodowej oznaczałaby pozbawienie sędziów immunitetu a profesorów zwyczajnych prawa do wypowiadania opinii które gwarantuje im uzyskany dożywotnio tytuł.
    H. Stosowanie się do zawartych w Deklaracji twierdzeń może prowadzić do wyrządzania „uzasadnionej” krzywdy pacjentom, a nawet do czynów, które zagrażają ich życiu. Reductio ad absurdum… - z
    I. Deklaracja jest swoistą Puszką Pandory - patrz wyżej…

  • Gość
    P niedziela, 22 czerwca 2014

    Same błędy i uogólnienia - jak na filozofa przystało

    Tak wiele błędów merytorycznych w jednym tekście
    A. Pan profesor wnioskuje, że każdy lekarz może stanąć ponad prawem, gdy wykonuje swój zawód – tymczasem lekarze nie stoją ponad prawem korzystając z klauzuli sumienia – klauzula sumienia jest gwarantowana prawnie – zatem błąd merytoryczny 1.
    B. Pan Profesor wnioskuje - jeżeli lekarz może stawać ponad prawem z powodu wiary w jednego z setek tysięcy Bogów, to wobec braku reguły hierarchizującej istoty boskie, którym ludzie oddają cześć, trzeba założyć, że ponad prawem mogą stać również lekarze wierzący we wszystkich pozostałych Bogów – tak, dotyczy to także ateistów i jak w punkcie 1. nie stanowi per se przekroczenia prawa
    C. Pan Profesor pisze - Jeżeli z powodu wiary w Boga ponad prawem mogą stać lekarze, to trzeba również zakładać, że z tego samego powodu ponad prawem mogą stać przedstawiciele innych zawodów – ponownie – nie ma przekroczenia prawa a dodatkowo nie ma powodu aby klauzula sumienia nie dotyczyła dziennikarzy czy prawników, także nie wierzących w boga
    D. Kolejna uwaga Pana Profesora - Deklaracja nie określa granic nieposłuszeństwa- to prawda – nie robi tego jednoznacznie ale pamiętajmy, że wiara chrześcijańska zakłada czynienie dobra i nie zabijanie, zatem deklaracja ogranicza granice nieposłuszeństwa. Przykład ze świadkiem Jehowy źle dobrany – odmowa czynu ratującego życie jest czymś innym od odmowy czynów takich jak eutanazja, aborcja czy antykoncepcja, które niezależnie od światopoglądu zawsze prowadzą do uśmiercania – choć oczywiście jest kwestią definicji czy chodzi o istotę ludzką czy grupę komórek.
    E. Pan Profesor pisze - Deklaracja uznaje, że w służbie zdrowia ważniejsze są dobro i interesy religijnych lekarzy, niż dobro i interesy ludzi chorych lub tych, którzy wymagają opieki medycznej – istnienie klauzuli sumienia jest ważne nie tylko i nie przede wszystkim ze względu na dobro i interesy lekarzy ale ze względu na dobro i interesy ludzi chorych. Warto pamiętać że jest zasada uniwersalna o której etyk powinien pamiętać – istnieje zasadnicza pomiędzy negatywną i pozytywną autonomią pacjenta i naruszenie tego rozdziału w imię walki z klauzulą sumienia może przynieść więcej szkód niż korzyści.
    F. Pan Profesor pisze - Deklaracja ogranicza realny dostęp obywateli do świadczeń medycznych, który zapewnia mu obowiązujące prawo, oraz znosi korzystne dla pacjenta zapisy klauzuli sumienia. Po pierwsze realny dostęp zmienia się ze 100% na 98% (deklarację podpisało ok 2% praktykujących lekarzy) – zatem w praktyce w systemie opieki społecznej dostęp pozostaje niezmieniony. Po wtóre za dostęp do opieki zdrowotnej odpowiada jej organizator a nie indywidualni lekarze – nic nie stoi na przeszkodzie aby Państwo zorganizowało rejonowe kliniki aborcyjne w których lekarze nie podpisujący deklaracji będą mogli dokonywać aborcji. Można także powołać do życia nowy dobrze płatny z Państwowych pieniędzy zawód dyplomowanego aborcjonisty i eutanasty…
    G. Deklaracja stawia ludzi wykonujących zawód lekarza w bardziej uprzywilejowanej sytuacji w porównaniu do ludzi wykonujących inne zawody. Zawód lekarza jest uprzywilejowany w porównaniu do innych zawodów ze względu na obowiązki jakie podejmują lekarze i należy mu się szczególna ochrona i szacunek – nie ze względu na dobro lekarzy a ze względu na dobro chorych. Lekarze są dobrem społecznym i należy tę grupę kształtować i chronić tak aby była grupą o niezwykłych walorach profesjonalnych i etycznych, w dużym stopniu niezależną od systemów opieki zdrowotnej. Dobrą analogię stanowią sędziowie posiadający immunitet – także i ten przywilej należy chronić – jako element równowagi sił w Państwie. Hipoteza zakładająca brak uprzywilejowania jakiejkolwiek grupy zawodowej oznaczałaby pozbawienie sędziów immunitetu a profesorów zwyczajnych prawa do wypowiadania opinii które gwarantuje im uzyskany dożywotnio tytuł.
    H. Stosowanie się do zawartych w Deklaracji twierdzeń może prowadzić do wyrządzania „uzasadnionej” krzywdy pacjentom, a nawet do czynów, które zagrażają ich życiu. Reductio ad absurdum… - z
    I. Deklaracja jest swoistą Puszką Pandory - patrz wyżej…

  • Gość
    Maciej środa, 02 lipca 2014

    Nieprawdopodobne

    Cytat: "Coś nieprawdopodobnego! W/g TVN 52% Polaków uważa, że lekarz nie ma prawa odmówić dokonania aborcji!!!
    Otóż, drodzy Polacy, lekarz ma prawo odmówić nie tylko aborcji - ale np. przeszczepienia rogówki oka czy operacji łąkotki - jeśli akurat nie czuje się na silach, lub nie lubi wykonywać takiego zabiegu!! Co najwyżej lecznica zatrudniałaby się go za niższą stawkę - jako niżej kwalifikowanego. Kamieniarz ma prawo odmówić układania trylinki - bo akurat nie lubi - i nie można go do tego zmusić; co najwyżej nie zawiera się z nim umowy.
    Tu robi się problem polityczny z normalnego ludzkiego prawa do robienia lub nie robienia tego, co się chce. Jak mówił śp.Stefan Kisielewski: "Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się problemy nieznane w żadnym innym ustroju". Gdyby nie było tej zbrodniczej instytucji - "służby zdrowia" - nie byłoby żadnego problemu."
    Z całym szacunkiem dla pana profesora: szach mat.

  • Gość
    Komentarzenaukowe czwartek, 03 lipca 2014

    Na szczęście nie jest tak źle - społeczeństwo jest mądrzejsze od autora tekstu

    cyt: Oto wyniki badania Homo homini:

    54% Polaków opowiada się za pozostawieniem klauzuli w niezmienionej postaci.
    17% badanych uważa zaś, że klauzula powinna zostać rozszerzona tak, aby lekarz powołujący się na nią nie miał obowiązku wskazywania innego specjalisty, który zgodzi się wykonać zabieg.

  • Gość
    Piotr Warych czwartek, 31 lipca 2014

    Czy Deklaracja Wiary rzeczywiście nie odnosi się do uniwersalnych zasad?

    Pan profesor pisze, że nieposłuszeństwo obywatelskie ma rację bytu, gdy w grę wchodzą "zasady o charakterze uniwersalnym, których akceptacja nie może zależeć od przynależności do konkretnej grupy społecznej, posiadania takich a nie innych interesów, czy też wyznawania jakiejś ideologii bądź doktryny religijne". Poniżej podam tylko kilka zasad uniwersalnych, niezależnych od przekonań religijnych, o których mówi, lub pośrednio się do nich odnosi Deklaracja Wiary Lekarzy.
    1. Wolność sumienia i wyznania.
    2. Szacunek dla życia (zobacz: zasada czci dla życia Alberta Schweitzera).
    3. Obowiązek ochrony bezbronnych, będący np. częścią etosu rycerskiego.
    4. Etyka lekarska, której fundamentem jest przysięga Hipokratesa, zawierająca następujące zdanie: " Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie."
    Ponieważ jest to deklaracja wiary, więc zawiera odniesienia do Boga. Nie znaczy to jednak, że nie odnosi się do uniwersalnych zasad. Zatem główny zarzut Pana profesora okazuje się bezzasadny.

  • Gość
    Szczepan poniedziałek, 22 września 2014

    Nieporozumienie?

    1. Pan P. (22 czerwca) nie rozumie, o co tu chodzi. "Klauzula sumienia" jest normą prawną, nie moralną; służącą tylko lekarzowi, który chce uniknąć odpowiedzialności prawnej za czyn, który, bez powołania się na tę klauzulę, mógłby być potraktowany jako wykręcanie się od obowiązku. Nie jest więc prawdą, że "klauzula sumienia" służy pacjentowi.
    2. Prof. Rutkowski podnosi problem: "każdy lekarz może stanąć ponad prawem, gdy wykonuje swój zawód" i ma rację. To jest sprawa podobna do tzw. anarchizmu epistemologicznego: jeśli ktoś mówi, że czegoś nie rozumie, to nie ma sposobu na to, żeby mu wykazać, że kłamie lub że mówi prawdę. Podobnie z sumieniem: nie ma sposobu na to, żeby komuś wykazać, że nie kieruje się swoim sumieniem (podkreślam: swoim, patrz definicję sumienia, choćby katolicką) choć się na to sumienie powołuje. Pozostaje więc odnieść się do instytucji nieposłuszeństwa obywatelskiego, co czyni profesor. Zainteresowanych odsyłam do: Tadeusz Hołówka, Etyka w działaniu.
    3. Pozostałe zarzuty pana P. są podobnie nietrafione.

  • Gość
    P poniedziałek, 22 września 2014

    Do Pana Szczepana

    1. Panie Szczepanie, przydałoby się uważne czytanie... Ad 1 "Pan P" zwraca uwagę właśnie na to, że "klauzula sumienia" jest normą prawną, zatem lekarz nie stoi ponad prawem z niej korzystając... I dalej .. wg Pańskiej, Panie Szczepanie, interpretacji "klauzula sumienia służy tylko lekarzowi, który chce uniknąć odpowiedzialności prawnej za czyn, który, bez powołania się na tę klauzulę, mógłby być potraktowany jako wykręcanie się od obowiązku," a nie służy pacjentowi. Problem podmiotowości i praw nienarodzonego dziecka jest zbyt trudny lub zbyt niejednoznaczny aby go u dyskutować ale podam inny: czy lekarz zmuszany przez prawo do udziału w stosowaniu "usankcjonowanych prawem nadzwyczajnych środków przymusu bezpśredniego" (czyli tortur) wobec w więźniów ,korzystając z przysługującej mu prawnie klauzuli sumienia "wykręca się od obowiązku" czy też raczej służy pacjentowi...?
    2. Zaprzecza Pan sam sobie Pan Panie Szczepanie pisząc: Prof. Rutkowski podnosi problem: "każdy lekarz może stanąć ponad prawem, gdy wykonuje swój zawód" i ma rację (pisząc to w kontekście klauzuli sumienia), bowiem w zdaniu wyżej sam pisze że klauzula sumienia jest normą prawną, zatem korzystając z niej nie stoimy ponad prawem (inna sprawą jest czy chcemy aby klauzula sumienia taką normą była, ale tu patrz przykład w punkcie wyżej...)
    3. Proszę spróbowac się z nimi zmierzyć - to będzie bardziej interesujące niz pustosłowie...

  • Gość
    Szczepan środa, 24 września 2014

    Jednak nieporozumienie ...

    1. No właśnie: usilnie Pan próbuje sprowadzić rzecz do klauzuli sumienia - faktu prawnego. A nie to jest istotą rzeczy. Istotą jest samo sumienie, trudne do prawnego zdefiniowania, co próbowałem wzmiankować w mojej wypowiedzi. Wierność sumieniu ma być bezwzględna, a nie podpierana jakimiś klauzulami.
    2. Wręcz przeciwnie: prof. Rutkowski "podnosi problem" NIE w kontekście klauzuli sumienia lecz w kontekście DEKLARACJI WIARY.
    3. Pozostaję przy swoim.
    4. Dziękuję za uwagi.

  • Gość
    Hipokryyytek wtorek, 23 sierpnia 2016

    ad 3.

    Typowe.

  • Gość
    NetModa piątek, 12 grudnia 2014

    Dobry artyukuł

    Ciekawy, porządny artykuł, bardzo dobrze opracowany.

  • Gość
    Zbigniew czwartek, 01 stycznia 2015

    A jednak podział...

    Jak się wydaje najlepszym rozwiązaniem powyższych dylematów (aby ich w przyszłości uniknąć, przy czym - mam na myśli również chęć uniknięcia tzw. "łamania sumień" lekarzy... ) byłby ścisły podział lekarzy na: lekarzy chrześcijańskich, lekarzy muzułmańskich, lekarzy Świadków Jehowy, lekarzy ateistów itd. Takie rozwiązanie (usankcjonowane prawnie) dawałoby szansę pacjentowi na dokonanie w pełni świadomego wyboru lekarza leczącego w takim, a nie innym systemie moralnym i etycznym (chrześcijańskim, muzułmańskim itd). Jedynym "minusem" takiego rozwiązania byłaby konieczność "ujawniania" przez lekarzy swoich poglądów religijnych, poprzez "zapisywanie się" do konkretnej praktyki lekarskiej (chrześcijańskiej, muzułmańskiej itd), przy czym - omawiana "Deklaracja" i tak, chcąc, nie chcąc, wymusza jakby takie "ujawnienie się" lekarzy, poprzez samo już jej podpisanie... Wydaje mi się, że "przyszłość" przyniesie właśnie takie (wyodrębnienie oddzielnych praktyk lekarzy chrześcijańskich, muzułmańskich itd). Taki, wspomniane powyżej rozwiązanie tego problemu byłoby chyba najwłaściwsze. Każde inne rozwiązanie prowadzić musi do jakiegoś fundamentalizmu, w wypadku wzmiankowanej "Deklaracji", do fundamentalizmu rzymskokatolickiego...

  • Gość
    Hipokryyytek wtorek, 23 sierpnia 2016

    Niekoniecznie.

    Deklaracja: "Ja tego nie zrobię, proszę się udać do..." załatwia sprawę. nie trzeba specjalnego "administracyjnego podziału".

    oj, chyba ironii nie odczytałem.

  • Gość
    komentarzenaukowe piątek, 02 stycznia 2015

    Czy rzeczywiście potrzebny taki podział...?

    Przyznam, że nie widzę uzasadnienia ani możliwości kategoryzacji religijnej. Sumienie może nie pozwalać na dokonywanie aborcji nie tylko lekarzom katolikom ale także tym lekarzom ateistom, którzy z innych przyczyn uznają za niesłuszne zabijanie płodów. Bycie ateistą nie jest równoznaczne z byciem zwolennikiem aborcji na życzenie. Uważam, że każdy lekarz, niezależnie od wyznania powinien mieć w takiej sytuacji prawo do jasnej deklaracji, że np. aborcji i eutanazji nie wykonuje.

  • Gość
    Zbigniew piątek, 02 stycznia 2015

    Aborcja jest po prostu zła, sama w sobie...

    Zgadzam się z tezą, że "kategoryzacja" na: lekarzy chrześcijańskich, lekarzy muzułmańskich, lekarzy żydowskich, lekarzy ateistów, lekarzy hinduskich itd. nie ma racji bytu w konkretnym przypadku rozpatrywania problemu aborcji (konkretnie aborcji, gdyż już np. eutanazja rzeczywiście stanowi jakby "odrębną działkę", chociaż bardzo często wrzucamy ją "do jednego worka" z aborcją, a przecież są to zupełnie odrębne zjawiska, gdzie aborcja oznacza przerwanie życia istoty ludzkiej bez jej wiedzy i zgody (przy czym mówiąc "istota ludzka" mam na myśli nie tyle istotę obdarzoną duszą, ale wyłącznie funkcjonujący już ludzki organizm (jeszcze prymitywny, ale już przecież ludzki...), zaś o eutanazji możemy mówić w przypadku pomocy danemu człowiekowi w godnej śmierci, przy czym i tutaj, jak się wydaje, każde działanie wbrew, a nawet chociażby bez wiedzy danego człowieka, którego fakt eutanazji dotyczy już przestaje być eutanazją, a bardziej powinniśmy mówić raczej wprost o pozbawieniu danego człowieka życia ...). Naturalnie, że nie tylko katolickie sumienie mówi (a przynajmniej, jeżeli mówimy o katoliku, a nie jedynie o osobie, która poprzez swój niemowlęcy chrzest i udział w oficjalnych kościelnych obrzędach , jest uważana za katolika), że dokonywanie aborcji jest złe. Z racji prowadzenia chrześcijańsko-muzułmańsko-żydowskiego kwartalnika "Teologia Powszechna" ( http://teologia-powszechna.blogspot.com/ ) współpracuję na co dzień z szeregiem osób wywodzących się z wielu różnych wspólnot chrześcijańskich, muzułmańskich, żydowskich i innych, i jak dotąd nie znalazłem pośród nich zwolenników aborcji... Pisząc o "kategoryzacji" brałem pod uwagę również inne zjawiska, z którymi dany człowiek chcąc, nie chcąc musi się zetknąć w szeroko rozumianej służbie zdrowia, zjawiska, z którymi niekoniecznie chciałby jednak mieć do czynienia, właśnie jako ów chrześcijanin czy muzułmanin, bądź żyd. Otóż jedynym wyjściem, aby każda z pow. osób mogła być leczona godnie i z zachowaniem zasad swojej religii jest właśnie "kategoryzacja" służby zdrowia... Piszę o tym nie z zachwytem, ale z ubolewaniem, jako o tzw. "mniejszym złu"...
    A swoją drogą - czy aby na pewno zakres procedury działań lekarza przy "obsłudze" zabiegu aborcji można zakwalifikować jako "usługę" medyczną? Twierdzę, że niekoniecznie... Aborcja nie jest bowiem ani zabiegiem ratującym życie kobiecie poddającej się jej (pomijając bardzo nieliczne przypadki, kiedy takim zabiegiem jest, a mówię tu o przypadku powikłań zagrażających życiu kobiety), ani nie jest zapobieganiem czy leczeniem choroby (nie sądzę, aby znalazł się lekarz, filozof czy etyk, który aborcję zdefiniowałby jako właśnie rodzaj choroby...). Innymi słowy, już z samej definicji - lekarz ma leczyć, a nie zabijać. Przekonania religijne nie mają tutaj zastosowania, ani znaczenia. Nikt, żadne prawodawstwo nie może zmuszać lekarza nie tyle nawet do łamania jego sumienia, ile raczej nie wolno zmuszać lekarza do wykonywania niechlubnych obowiązków aborcji, która z definicji nie ma nic wspólnego z jego zawodem.
    Będąc wegetarianinem mam wielu przyjaciół ze środowisk, które o zwierzętach nie mówią jak o przyszłych schabowych czy karczkach, udkach itd., ale jak o "młodszych braciach" człowieka. Otóż, często spotykam się z ich bardzo złymi opiniami dotyczącymi tzw. usypiania przez lekarzy weterynarii chorych czy starych zwierząt, że nie wspomnę już o kwestii usuwania ciąży u zwierząt (zresztą z negatywną opinią na temat tego zjawiska spotykam się często nie tylko w tym konkretnym środowisku, ale również w środowisku ludzi spożywających pokarmy mięsne). Zawsze wówczas zadaję sobie pytanie - czy aby na pewno ludzkość nie zaszła już zbyt daleko w absurdzie. Przy czym - moje zdanie na pow temat jest równie negatywne. A jednak - czy aby na pewno zwierzęta są bardziej od człowieka godne i warte tego, aby ich ciąża była zachowana, a ciąża ludzka ma być "usuwana" (?) W imię jakich wyższych wartości ludzka istota (czy, jak chcą niektórzy - ludzki płód) ma zostać przez lekarza, powołanego do służby człowiekowi, a więc do służby również i tej ludzkiej przecież (a nie: psiej, żyrafiej, końskiej itd) istocie, a nie do jej unicestwiania. Jaką wartość człowiek dzisiejszej doby przypisuje samemu sobie, jeżeli w jednym wypadku, w przypadku spowodowania zagrożenia, a przez to śmierci noworodka lekarz jest surowo karany, a kilka miesięcy wstecz uśmiercenie tego samego dzisiejszego noworodka byłoby nie tylko legalne, ale wręcz lekarzowi nakazane przez prawodawstwo? Co takiego zachodzi w ludzkim organizmie przez owych "magicznych" kilka miesięcy, co tak diametralnie zmienia jego położenie względem prawa państwowego? Co powoduje, że z niepożądanego "przedmiotu", który można, a nawet należy "usunąć" staje się człowiekiem, pełnoprawnym obywatelem?... Czy my - ludzie aby nie poszliśmy już o krok za daleko w naszych absurdalnych twierdzeniach?

  • Gość
    Hipokryyytek wtorek, 23 sierpnia 2016

    Straszny artykuł...

    Wnioski układają się w całość z powodu pierwszego "założonego" który jest błędne. Logiki tam też nie co brakuje. Brakuje zrozumienia. Jest krytyka.

  • Gość
    Hipokryyytek wtorek, 23 sierpnia 2016

    a tak w ogóle...

    cała dyskusja rozgrywa się od aborcję, eutanazję i płeć społeczną.
    1. Aborcja jest zabójstwem. Nikt nie wie kiedy zaczyna się człowiek. Różnica polega na tym, że jedna strona mówi: nie wiemy więc ustalamy ten punkt, a co za tym idzie do tego momentu można, druga mówi: nie wiemy, więc lepiej będzie jak uznamy, że od samego początku jakim jest akt. miłosny (no tak upraszczam by nie wchodzić w biologiczną dyskusje). Należy zwrócić uwagę, że nauka ma ograniczony ogląd. Zwykle jest tak jak z atomem. Niepodzielny aż ktoś przyjdzie i go podzieli. Dla mnie plemnik w łonie kobiecym przebijający się przez ściankę komórki jajowej to już człowiek in potentia. Proszę niech ktoś udowodni, że nie. Jest śmiałek?
    2. Eutanazja to zabójstwo. To jak morderstwo na zlecenie. Zlecam zabicie siebie. Argumenty o cierpieniu i dyskomforcie... NIE. Ludzie nie powinni mieć prawa do zabijania w świetle prawa. Za mali jesteśmy :)
    3. Kaman. Jak będę się uważał, za Napoleona to znaczy, ze nim będę? Wyświechtane to co napisałem? Postrzeganie siebie wbrew swoim uwarunkowaniom biologicznym to negowanie stanu rzeczy wbrew racjonalnym przesłanką. NIENORMALNE (i nie wartościuje tylko stwierdzam fakt). inną sprawą jest czy to zasługuje na potępienie czy nie, ale to zupełnie oddzielna dyskusja.
    A wracając do deklaracji:
    Każdy ma prawo wyznawać religię jaką chce. Wychowywać dzieci jak chce. Konstytucja. Zamieszanie wobec deklaracji to tak naprawdę walka z Kościołem. Czerwona swołocz zaczęła tę walkę. Nie względy ideologiczne tu zagrały, a ekonomiczne. Jak ludzie będą chodzić do Kościoła to nie będą słuchać nikogo innego. No i jak tu nimi sterować Panie Sekretarzu...
    Zwróćcie Szanowni uwagę, że gdyby każdy, KAŻDY, szanował odmienność pozostałych (sztandary lewackich ideologii) to deklaracja była by nie zauważona. 2% lekarzy... śmiechu warte... :)

    Pozdrawiam Czule

Zostaw komentarz

Gość wtorek, 17 października 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.