Wyzwolenie ryb - etyczne aspekty semiwegetarianizmu

Dodane przez w w Zwierzęta

Część wegetarian i obrońców zwierząt uznaje, że jedzenie mięsa jest moralnie złe. Zazwyczaj ocena taka ma ogólny charakter i nie bierze pod uwagę istotnych różnic między gatunkami hodowanych zwierząt. Ten sam rodzaj zarzutów stosuje się w odniesieniu do spożywania wołowiny, wieprzowiny, baraniny, kurczaków czy ryb. Z drugiej strony, spotkać można przekonanie, że jeśli ktoś ma problemy ze zmianą diety na bezmięsną, zawsze lepiej jest zostać semiwegetarianinem niż tkwić przy diecie mięsnej. Niejednokrotnie za najmniej moralnie naganne uznaje się spożywanie ryb (ichtiwegetarianizm), dieta taka oceniana jest bowiem z większym uznaniem niż krytykowane zwyczaje mięsożerców. Choć wśród wegetarian spożywanie jedynie ryb uznaje się za zatrzymanie się w pół drogi do zalecanej postawy moralnej, tj. pełnego wegetarianizmu lub weganizmu, ichtiwegatarianizm traktuje się je jako wyraz troski o dobrostan zwierząt i moralnie lepsze rozwiązanie niż pozostanie typowym mięsożercą. Jak będę jednak dowodził spożywanie ryb jest z perspektywy trzech szeroko akceptowanych przez obrońców praw zwierząt założeń etycznych moralnie najgorszym rozwiązaniem. Osoby jedzące jedynie ryby w świetle przekonań zakładanych przez samych wegetarian działają bowiem moralnie gorzej niż osoby, które są pełnymi mięsożercami.

Kilka prostych faktów

Główna siła mojego argumentu nie opiera się na moralnych przekonaniach, lecz na prostych faktach. Zebrane są one w poniższej tabeli. Tabela ta jest rozwiniętą o informacje dotyczące hodowli świń wersją tabeli opublikowanej przeze mnie wcześniej. Ponieważ wpis ten jest dalszym ciągiem rozważań na temat beefizmu, z tego względu nie będę wyjaśniał poszczególnych wierszy poniższej tabeli. Pełniejsze objaśnienie jej treści znaleźć można tu.

alt

Bydło

alt

Świnie

alt

Drób (kurczaki)

alt

Ryby (karp)

(A) Średnia masa rzeźna

400kg

100kg

2 kg

1.5 kg

(B) Średnia długość życia w hodowli

30 mcy

6mcy

4,5 mcy

40 mcy

(C) Ilość zabitych zwierząt danego gatunku w celu zaspokojenia całkowitego średniego spożycia mięsa w ciągu roku (70kg/rok) (gdyby spożywać mięso tylko tego gatunku)

0.175 zwierzęcia

0.7 zwierzęcia

35 kurczaków

46 karpi

(D) Ilość wszystkich zabitych zwierząt w ciągu średniego życia mięsożercy (70 lat)

12

49

2450

3220

(E) Suma długości życia zwierząt hodowlanych w ciągu średniej długości życia człowieka (BxD)

30 lat

25 lat

919 lat

10733 lat

(F) Założony, nieempiryczny współczynnik jakości życia podczas hodowli (skala od -3 do 3)

1

-2

-2

-1

(G) Wartość moralna Q = Jakość życia (F) x ilość lat (E)

30Q

 -50Q

-1835Q

-10733Q

Wegetarianizm moralnym obowiązkiem?

Zwolennicy wegetarianizmu przedstawiają różne rodzaje racji, które przemawiać mają na jego korzyść. Część z nich to racje moralne, inne natomiast mają charakter pozaetycznych  (choć trzeba zauważyć, że dla utylitarysty każdy skutek działania jest istotny do jego oceny). Wskazuje się, iż spożywanie mięsa przyczynia się do:

  • marnowania pożywienia roślinnego podczas chowu zwierząt, w sytuacji w której panuje na świecie głód;
  • wysokiego zanieczyszczania środowiska powodowanego przez przymysłową hodowlę zwierząt.

Wymienia się też pozytywne skutki diety bezmięsnej, która ma powodować:

  • dobroczynny wpływ na zdrowie i długowieczność wegetarian;
  • indukowanie wrażliwości moralnej i empatii, które przenikać mogą na inne sfery życia minimalizując skłonności do okrucieństwa;
  • podnieniesie integralności wewnętrznej osób, które zabiegają o poprawę jakości życia zwierząt;
  • podniesienie skuteczności w przekonywaniu ludzi aby dbali o jakość życia zwierząt (ludzie poważnej traktują “drogowskazy, które idą wskazywaną drogą”).

Powyższe racje są jednak zbyt mało istotne aby uzasadnić mocną tezę, iż spożywanie mięsa jest moralnie naganne. Mogą stanowić one podstawę bądź do namysłu nad roztropną czy mądrą dietą bądź do zmiejszenia szkodliwych skutków hodowli i spożywania mięsa (np. poprzez zmiejszenie intensywności hodowli czy ilości zabijanych zwierząt). Nie uzasadnią one jednak mocnej tezy, że większość osób żyjących w krajach przemysłowych powinna zostać wegetarianami. Stanowiska takiego broni jednak np. Peter Singer, Tom Regan czy Gary Francione (ciekawy wykład P.Singera na ten temat obejrzeć można tu).

Trzy typy argumentów moralnych za wegetarianizmem

W celu uzasadnienia mocnej tezy, że mamy moralny obowiązek ograniczyć spożywania mięsa, należy podać ważkie racje moralne. Istnieją trzy główne powody, ze względu na które często uzasadnia się nieetyczność jedzenia mięsa. Można głosić, że nie należy być mięsożercą:

  • z powodu cierpienia zwierząt podczas hodowli i ich zabijania;
  • z powodu pogwałcenia ich prawa do życia;
  • z powodu pogwałcenia ich interesów.

Powyższe trzy sposoby argumentacji są bardzo kontrowersyjne i doczekały się szerokiej debaty wśród etyków akademickich. Nie będę zajmował się próbą ich uzasadniania lub obalania. Załóżmy, że są one prawdziwe. To, co mnie interesuje to konsekwencje ich zaakceptowania dla namysłu nad spożywaniem ryb.

Cierpienie ryb jako istotny czynnik oceny

Pierwsza z moralnych racji za wegetarianizmem, za utylitarystą P.Singerem (jego poglądy szerzej omówiłem w pierwszym wpisie dotyczącym beefizmu) głosi, iż zło spożywania mięsa związane jest z cierpieniem zwierząt: ich hodowla, a zwłaszcza współczesna, nowoczesna produkcja przemysłowa, transport oraz ubój powodują znaczny ból i stres zwierząt. Zło zabijania nie jest związane więc z łamaniem ich prawa do życia, lecz z cierpieniem. Gdyby zwierzęta nie cierpiały podczas chowu i uboju, ich spożywanie nie byłoby moralnie naganne.  Dla typowych utylitarystów bowiem wartość życia istoty sprowadza się do pozytywnego odczuwania przez nie swego życia oraz możliwości realizacji pragnień.  Samo powodowanie śmierci, sama śmierć nie jest zła. To, co z perspektywy moralności ma znaczenie,  to niska jakość życia.

Jeśli jesteśmy zwolennikami powyższej tezy, z przedstawionej tabeli zainteresować powinny nas przede wszystkim wiersze E (długość życia) oraz F (intensywność cierpienia). Gdy liczy się bowiem ilość cierpienia, które generuje hodowla i ubój, intensywność oraz czas trwania cierpień zwierząt wydają się najistotniejsze. Jeśli jesteśmy semiwegetarianami oraz intensywność cierpień świń i wołów byłaby podobna (co, jak wskazałem omawiając beefizm, jest fałszem), to powinniśmy spożywać wieprzowinę. Świnie są bowiem bardzo wydajnymi producentkami mięsa. Aby wyprodukować 100kg wieprzowiny poświęcić należy 6 miesięcy świńskiego życia, natomiast 100kg wołowiny wymaga 7,5  miesiąca z życia bydła. Proporcje te mogą ulec jednak zmianie, gdybyśmy rozważyli spożywanie wołowiny pochodzącej z bardziej wydajnych ras wołów. Nie zmieniłoby to jednak ogólnych proporcji, które wskazują na to, że jedzenie wołowiny lub wieprzowiny relatywnie powoduje najkrótszą ilość cierpień.

Gdy rozważamy cierpienie, spożywanie karpi jest najgorszym z możliwych rozwiązań. Ryby te są bowiem bardzo mało wydajnymi producentkami mięsa: 100kg karpia to 222 lat rybiej wegetacji. W rezultacie, jeśli założymy że karp podczas hodowli cierpi tak jak wół czy świnia, hodowla karpi może powodować w sumie 358 razy dłuższe cierpienia niż hodowla bydła.

Ryby i ich prawo do życia

Drugą moralną racją przeciwko spożywaniu mięsa (a zatem zabijaniu zwierząt) jest obrona tezy, że zabijanie zwierząt gwałci ich prawa do życia. Nawet jeśli sposób hodowli oraz uśmiercania byłby maksymalnie bezbolesny lub wręcz gwarantujący wyższą jakość życia zwierząt hodowlanych niż zwierząt żyjących w naturze, nie wolno nam zabijać ich z błahych powodów. Niektóre zwierzęta (np. kręgowce) mają bowiem to samo prawo do życia co ludzie - jeśli nie wolno hodować i zjadać ludzi, z tych samych powodów nie wolno hodować i zabijać zwierząt. Prawo do życia zwierząt jest więc nadrzędne nad chęcią ich konsumpcji.

Jeśli wyszlibyśmy z powyższego założenia oraz przyjęli, że karpie mają taki sam status moralny co świnie, fakty, które powinny przyciągnąć naszą uwagę, zawarte są w wierszu D powyższej tabeli.

Jeśli uważamy, że moralnie złe jest zabijanie zwierząt, ważne jest ile z nich uśmiercilibyśmy, gdybyśmy mieli je zjadać. W ciągu dziesięciu lat spożywania mięsa śmierć poniosłoby więc bądź 1,7 wołów, bądź 7 świń, bądź 350 kurczaków, bądź 460 karpi.

Czy w interesie ryb jest bycie wołem?

Trzeci sposób moralnego uzasadniania wegeterianizmu zakłada, że zwierzęta posiadają wiele istotnych interesów, które, jeśli nie mielibyśmy być szowinistami gatunkowymi, powinniśmy traktować na równi z interesami ludzi. Interes człowieka aby zjeść kotleta ma mniejszą wagę niż pragnienie zwierzęcia, aby nie zostać zabitym lub aby nie cierpieć podczas hodowli.

Ten typ argumentacji nie sprzyja jednak bardziej konsumentom ryb. Namysł nad interesami zwierząt doprowadzi nas bowiem do konkluzji zbliżonych do tych, na które wskazywałem w poprzednich rozdziałach. Trudno jest jednak odgadnąć, czy np. zwolennik równego rozważania interesów powinien przejmować się długością cierpień czy też ilością zabitych zwierząt. Zależne jest to bowiem od sposobu rozumienia pojęcia interesu. Jest ono jednak bardzo niejednoznaczne i często bywa używane w kilku różnych znaczeniach. Nie wchodząc w głębszą analizę wymienić można np. takie sposoby jego użycia, w których interes jest:

  • realizacją tego, do czego się “dąży” (np. kwiat do rozkwitu, płód do rozwoju, bakteria do rozmnożenia się, geny do replikacji);
  • zaspokojeniem pragnień (np. aby nie cierpieć, aby doznawać przyjemności);
  • spełnieniem preferencji (aby przeżyć, aby zostać mędrcem, aby zostać wegetarianinem, aby jeść kanapki McDonalds);
  • spełnieniem racjonalnych preferencji (np. preferencji, które miałbym, gdybym był “trzeźwo myślący”, nieotumaniony żądzami, patrzyłbym z dystansu i wiedział co czeka mnie w przyszłości);
  • posiadaniem obiektywnych własności (dobrobytu), które są wartością dla danego osobnika, leżą w jego interesie nawet wbrew jego najlepszej wiedzy czy woli (np. mogę mieć interes w tym aby nie zostać zabitym, aby nie utracić godności, aby miłować nieprzyjaciół i Boga jak siebie samego nawet wbrew swoim racjonalnym pragnieniom).

Założenie idei równego rozważania interesów w stosunku do zwierząt powoduje dodatkowe kłopoty. Porównywanie interesów zwierząt jest jeszcze trudniejsze niż porównywanie ich cierpień czy praw. Analogicznie do słynnego pytania J.S.Milla “Czy lepiej być zadowoloną świnią czy niezadowolonym Sokratesem?” można zadać pytanie, czy lepiej być niezadowoloną krową czy zadowoloną rybą? Czy więcej silniejszych (bardziej wartościowych?)  interesów posiada 270 karpi czy jedna krowa? Czy w równym stopniu posiadają one interes aby żyć i interes aby nie cierpieć, czy zależy to od ich zdolności kognitywno-emocjonalnych? Czy na ilość ich interesów wpływa długość trwania ich życia, czy nie jest od niego zależna? Czy aby posiadać interes, należy być go świadomym, czy wystarczy, że się do niego “dąży”?

Jeśli chcielibyśmy twierdzić, jak mogą sądzić zjadacze ryb, że zaspokojenie interesów woła jest bardziej istotne niż zaspokojenie interesów 260 karpi, należałoby podać choćby szkic odpowiedzi na powyższe pytania, szkic, który nie redukowałby interesów jedynie do cierpienia. Rozwiązaniem powyższych kłopotów mogłoby być bowiem zredukowanie namysłu nad interesem zwierząt jedynie do ich przyjemności lub bólu, wtedy jednak stanowisko trzecie sprowadza się do powyżej przedstawionych rozważań nad cierpieniem.

Status moralny i cierpienie ryb

Aby uznać, że zabicie 460 ryb jest czymś moralnie gorszym niż 1.7 woła wystarczy zaakceptować dwie przesłanki:

WAŻNE PRZESŁANKI ARGUMENTU Z PRAW ZWIERZĄT

  • (a) wartość życia różnych gatunków zwierząt hodowlanych jest taka sama (nazwijmy to tezą antygatunkowizmu) oraz
  • (b) moralnie gorszym jest pozbawić życia więcej wartościowych moralnie istnień niż mniej.

WAŻNE PRZESŁANKI ARGUMENTU Z MINIMALIZACJI CIERPIEŃ

  • (a) poziom cierpienia różnych gatunków zwierząt hodowlanych jest istotnie podobny
  • (b) moralnie gorszym jest powodować dłuższą niż krótszą ilość cierpień

Przesłanki (b) są bardzo intuicyjne i nie wydaje się, aby potrzebna była ich obrona. Zwolennicy ichtiwegetarianizmu mogliby jednak twierdzić, że nie jest prawdziwa przesłanka (a), ponieważ status moralny lub poziom odczuwania bólu różnych gatunków zwierząt jest odmienny.

Założenie, że organizmy różnych gatunków zwierząt, w tym człowieka, mają różny status moralny i w różnym stopniu podlegają moralnej ochronie, nazwać można gatunkowizmem. Na pierwszy rzut oka założenie takie wydaje się poprawne. Gatunkowizm zgodny jest z codzienną ludzką praktyką. Nikt z nas nie zastanawia się, ile otrutych owsików czy pcheł przeważa wartość życia psa czy kota. Zabicie jakiegoś drobnego organizmu nie stanowi dla nas dylematu. Filozoficzne pytanie ile istnień owsików można poświęcić aby ratować dobrostan człowieka dla większości ludzi wyda się szczytem filozoficznego absurdu. Życie pasożytów nie stanowi dla nas bowiem żadnej wartości.

Jednak taki intuicyjny, zdroworozsądkowy, potoczny gatunkowizm z perspektywy etyki wymaga uzasadnienia. Po pierwsze, niezmiernie blisko jest mu do potępianego przez wielu obrońców zwierząt “szowinizmu gatunkowego”. Po drugie, w świetle naszych intuicji trudno ryby traktować jak drobne pasożyty. Jeśli życie czy jakość życia ryb, podobnie jak owsików, wcale nie miałyby podlegać ochronie moralnej, akcje wielu obrońców zwierząt mających na celu ich bardziej “humanitarny” chów czy okołogwiazdkowy ubój, krytyka ciasnych akwariów czy połowów ryb na haczyk okazałyby się całkowicie irracjonalne. Po trzecie, aby uzasadnić spożywanie ryb, przy jednoczesnym krytykowaniu zabijania kur, nie wystarczy jedynie powiedzieć, że ryby są gorzej rozwinięte pod względem poznawczym czy emocjonalnym niż kury, a kurczaki niż ludzie. Obrońcy ichtiwegatarianizmu, którzy swą argumentację uzasadniają gatunkowizmem, musieliby bowiem udowodnić, że lepiej jest pozbawić życia 268 ryb niż jedną przeciętną krowę. Należałoby zatem wykazać, że status moralny karpi jest co najmniej 268 razy niższy niż status moralny wołów. Jeśli przyjęlibyśmy, nie bez trudnych do zaakceptowania innych i niespodziewanych konsekwencji, że status moralny danego gatunku jest funkcją jego możliwości poznawczo-emocjonalnych, należałoby pokazać, że karpie są 270 razy “głupsze” od wołów. Ogrom tych dysproporcji, które należałoby udowodnić, można sobie uświadomić, gdy spostrzeżemy, że osoba uzyskująca 50IQ w testach na inteligencję jest jedynie dwa razy “głupsza” niż osoba, której testy dają wynik 100IQ. Czy aby na pewno wół jest 268 razy bardziej inteligentny i “uczuciowy” niż karp? Nawet jeśli skupimy się na cierpieniu i założymy, że współczynnik cierpienia ryb (F) jest znacznie niższy z powodów neurofizjologicznych (ryby są gorzej niż woły rozwinięte pod względem poznawczym i emocjonalnym), aby orzec porównywalną moralną wartość spożywania mięsa tych gatunków zwierząt należałoby uznać, że różnica w odczuwaniu cierpienia między karpiami a bydłem wynosi 1 do 358. Jest to pytanie empiryczne. Potoczne doświadczenie oraz, jak sądzę, badania empiryczne wydają się jednak przeczyć takiej tezie. Czy jakiekolwiek współczesne badania potwierdzają bowiem przekonanie o tak dużych dysproporcjach w odczuwaniu bólu, stresu czy frustracji z niezaspokojonych interesów u ryb i ssaków?  Dysproporcjom takim zaprzeczają z pewnością sami obrońcy zwierząt, walcząc np. z praktyką sprzedaży żywych karpi podczas świąt Bożego Narodzenia.

Podsumowanie

Nawet jeśli zaakceptujemy główne tezy etyczne, które często są podstawą krytyki spożywania mięsa, okazuje się, że jedzenie jedynie ryb może być moralnie bardziej naganne niż urozmaicona dieta mięsna. Błędne jest bowiem powszechne przekonanie, które zakładają nawet najbardziej wpływowi obrońcy praw zwierząt, że uprawiając etykę diety (etykę tego co jemy) możemy mówić w dużej ogólności, dzieląc pożywienie jedynie np. na produkty mięsne i roślinne. Okazuje się bowiem, co starałem się udowodnić tu oraz we wpisie o beefizmie, że spożywanie różnych rodzajów mięsa może mieć radykalnie różne skutki a w konsekwencji doczekać się bardzo odmiennej oceny moralnej.

Zatem, jeśli złem jest cierpienie zwierząt, spożywanie ryb może być 358 razy bardzie moralnie naganne niż jedzenie wołów, jeśli natomiast moralny problem diety mięsnej leży w lekkomyślnym pozbawianiu zwierząt życia, spożywanie ryb jest 270 razy gorsze niż jedzenie wołowiny.

15.10.2012: Na podstawie tego wpisu ukazał się mój artykuł "The Moral Footprint of Animal Products" w czasopiśmie Agriculture and Human Values

Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor książki Język etyki a utylitaryzm. Filozofia Moralna R.M.Hare'a
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Adriana Schetz
    Adriana Schetz środa, 13 października 2010

    Eat or not to eat? This is not question...

    Dzięki Krzysiek za kolejną , imponującą analizę. Zgadzam się w zupełności, że jeżeli ktoś twierdzi, że zabijanie zwierząt jest złem, to nie ma większego sensu różnicować o jakie zwierzęta tu chodzi, gdyż zazwyczaj za tego rodzaju deklaracją kryje się założenie, że nie należy narażać na cierpienie i skracać czyjegoś życia bez istotnych powodów. Co do szacunku, że spożywanie ryb jest 358 razy bardziej naganne niż spożywanie jednego wołu nadal się nie zgadzam. Zgodziłabym się może, że zabicie 358 szczurów jest tylokrotnie bardziej naganne niż zabicie jednego wołu z powodów, o których wspominałam we wcześniejszym komentarzu do blogu o beefizmie. Gwoli precyzji trzeba by wprowadzić jeszcze kategorię semi-ichti-wegetarianizmu, czyli stanowiska respektującego zastrzeżenie o konieczności respektowania zdolności kognitywnych istot, które mają się stać naszymi ofiarami. Wówczas należałoby głosić, że zjadanie tylko niektórych ("głupich") ryby jest mniejszym złem moralnym. Piszę jednak, że "zgodziłabym się może, że zabicie 358 szczurów jest tylokrotnie bardziej naganne niż zabicie jednego wołu", gdyż w ogóle mam wątpliwości, czy można sumować zło płynące z zabijania istot zdolnych do przezywania życia (a nie tylko wegetowania). Jest to kwestia na osobna debatę, którą -- jak mam nieustannie w pamięci -- zaplanowaliśmy na inny raz. Teraz jedynie mogę powtórzyć, że twierdzenie, iż preferencja zachowania życia przez 358 istot przeważa preferencję do zachowania życia przez jedną istotę (czyli składowa teza beefizmu) jest nieuprawnione. Oczywiście świetnie współgra ono z utylitaryzmem czynów. Jest to jednak jeden z powodów, dla których nie podpisuję się pod tym stanowiskiem.

  • Adriana Schetz
    Adriana Schetz środa, 13 października 2010

    Czas na camelizm

    Jak zorientowałam się obsterwując "Licznik śmierci" czas zostać camelinistami ;) A tak poważnie, to właściwie po co całe to rozprawianie na temat, które stworzenia zjadać, a których nie, skoro w dzisiejszych czasach naprawdę nie ma już problemu z zapewnieniem sobie zbilansowanej diety wykluczającej mięso?

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja środa, 13 października 2010

    Pytania

    Adriano, dziękuję za komentarz. Piszesz:

    Teraz jedynie mogę powtórzyć, że twierdzenie, iż preferencja zachowania życia przez 358 istot przeważa preferencję do zachowania życia przez jedną istotę (czyli składowa teza beefizmu) jest nieuprawnione.
    oraz
    Co do szacunku, że spożywanie ryb jest 358 razy bardziej naganne niż spożywanie jednego wołu nadal się nie zgadzam.
    Nie potrafię zrozumieć na jakiej podstawie się nie zgadzasz. Którą z przesłanek byś odrzuciła?1. Bycie wegetarianinem jest problemem etycznym2. Etyka wymaga bezstronnego patrzenia na cierpienie, interesy lub prawa istot o podobnym statusie moralnym2. Status moralny ryb i wołów jest istotnie podobny (nie jest niższy trzystukrotnie)3. Ryby potrafią cierpieć podobnie jak woły (nie ma tu różnic trzystukrotnych)4. Gorzej jest zabić 300 istot niż jedną o podobnym statusie5. Gorzej jest powodować ból 300 razy dłużej niż krócejNie wydaje mi się, aby beefista potrzebował innych istotnych przesłanek, z którymi mogłabyś się nie zgodzić. Założenie sumowania życia czy cierpienia wielu istot żywych jest sposobem uzasadnienia przesłanek 4 i 5.Czy mogłabyś więc wskazać, z którym punktem się nie zgadzasz? Chciałbym mieć jasność co do źródeł różnic między nami.

  • Adriana Schetz
    Adriana Schetz czwartek, 14 października 2010

    Dlaczego 358 żyć to nie to samo, co 1?

    Krzysiek, w komentarzu do blogu o beefizmie wyjaśniałam powody, dla których uważam, że tezy (w tym wypadku) 4 i 5 Twojego argumentu są nieuprawnione. Teraz krótko przypomnę moje stanowisko. Jeśli zakładamy, że życie wszystkich (czujących, itd.) istot ma tę samą wartość moralną (lub podobną), to twierdzenie, że ocalenie 358 żyć jest większym dobrem moralnym niż jednego życia, jeszcze z owego założenia nie wynika. Można bowiem twierdzić, że cierpienia (czy utraty życia) nie sumują się w ten sam sposób co np. pieniądze, tzn. że w przypadku pobawienia kogoś życia nie jest tak, jak w przypadku utraty 1 zł. Wiadomo, że lepiej jest mieć 358 zł. niż 1 zł. Jednak aby twierdzić w sposób uzasadniony, że mniejszym złem jest zabicie jednego stworzenia, niż 358, trzeba dodatkowego argumentu (skoro przyjęliśmy, że każde z tych żyć ma tę samą wartość). Mam wrażenie, że w beefizmie ten argument przychodzi ze strony czystej kalkulacji korzyści dla człowieka (no bo przecież jeden wół to jedzenie dla wielu ludzi). Ostatecznie o tym, która istota musi oddać swoje życie na rzecz człowieka zaczyna zależeć od zupełnie marginalnych kwestii (tutaj liczby ludzi, którzy skorzystają z jej ciała). Gdyby tak się okazało, że ewolucyjnie powiększą nam się z czasem gabaryty i za miliony lat będziemy największymi zwierzętami na świecie, to okaże się, że powinniśmy zjadać siebie wzajemnie. Występując przeciwko praktyce sumowania liczby cierpień czy liczby zadanych śmierci mam na uwadze właśnie taką logikę argumentacji. Przyjmując, że życie każdego stworzenia jest równie cenne i w związku z tym równie (albo podobnie) nagannym moralnie jest zabicie człowieka, co rozdeptanie mrówki nie ma się problemu z koniecznością uzasadniania powodów, dla których decyzję kto zginie, a kto będzie żyć uzależnia się od kwestii błahych. A za błahostkę uważam to ile osób może najeść się danym ciałem w sytuacji dobrobytu konsumpcyjnego. I jeszcze na koniec; z założenia, że utraty życia sumują się tak, jak zakłada to Twój argument wynika, że gdyby np. w Auschwitz zginęła jedna osoba, to byłaby to mniejsza tragedia, niż to miało miejsce rzeczywiście. Tymczasem tragedia pozostaje tragedią i zbrodnia zbrodnią z zupełnie innego powodu, niż liczba zamordowanych. I ten właśnie powód narodził wegetarianizm.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja czwartek, 14 października 2010

    Sumowanie istnień

    Dziękuję Adriano za wyjaśnienie. Tyle kwestii zostało już poruszone w komentarzach, że nie miałem jasności w którym punkcie jesteśmy w sporze :)

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek piątek, 15 października 2010

    Etyk to nie anestezjolog

    Kilka luźnych uwag...Na wstępie wyjaśnię, iż rozumiem intencje Krzysztofa - pokazać, ze przy zalożeniach przyjmowanych przez takich utylitarystów jak Singer, lepij być beefistą niż ichtystą...Ja jednak, jako nie-utylitarysta, widzę w tych analizach pewnie absurd, ktory moim zdaniem jest istotą tegoż utylitaryzmu - a tkwiący w założeniu,że etyka to jest antidotum na cierpienie, że jej celem jest jego niwelowanie (i w odniesieniu do cierpienia definiuje się dobro i zło). Tymczasem nie trzeba być naturalistą, aby wiedzieć, że ból jest ewolucyjnie wykształconym narzędziem (!) a nie ostateczną instancją w procesie funkcjonowania organizmu - w związku z tym przyjmowanie zdolności do cierpienia jako jedynego kryterium wyznaczającego obszar moralnych zobowiązań jest mz postawieniem etyki na głowie.Ktoś powie - dobrze, ale nie mówmy o cierpieniu, pomówmy o interesach życiowych. A ja się pytam: jakich? Obiektywnie ujętych, czy subiektywnie? Bo jeśli pierwsze, to na jakiej podstawie (co jeśli wchodzą w konflikt z subietywnymi?)? Jeśli drugie, to skąd niby wiemy, co sobie świnka myśli? ;> W każdym przypadku mówimy tu o potencjalności - jak się to zatem ma do aborcji? ;>Najważniejsze pytanie: dlaczego szowinizm gatunkowy jest zły? Jaka jest racja za przyjęciem przesłanki o jednakowym traktowaniu przedstawicieli różnych gatunków? Ja - może jestem nei moralny ;) - nie widzę problemu w tym, że w sytuacji, gdy ziemian i Obcych byłby obietywnie sprzeczny i mielibyśmy wybor: albo "z honorem" i "etycznie" sie unicestwić, albo unicestwić obcych - nie widziałbym najmniejszego etycznego problemu w pytaniu: zabijac obcych, czy nie. Owszem ktoś powie - ma to tylko uzasadnienie ewolucyjne (obrona gatunku), ale nie stanowi tymsamym normy moralnej. Ale tu ładujemy się w temat: a jak ją ustalać, skoro intuicje (ewolucyjnie wykształcone) są nieistotne? ;)Jednym słowem - sporo tu problemów fundamentalnych, których cyferki nie rozwiązują ;)

  • Jakub Fiszer
    Jakub Fiszer poniedziałek, 27 grudnia 2010

    "kilka prostych faktów"

    Zastosowany przez Pana "nieempiryczny współczynnik" kładzie cały artykuł...

  • Krzysztof
    Krzysztof piątek, 07 stycznia 2011

    Kogo,chcemy wyzwolić?

    Czy mógłby Pan wyjaśnić, kogo należałoby wyzwolić?Wydaje mi się, że termin „wyzwolenie" jest zdecydowanie nadużywany w odniesieniu do kwestii praw zwierząt. W moim intuicyjnym (być może błędnym) przekonaniu wyzwolenie kojarzy się z tym, że będą jacyś wyzwoleni. Weganizm odnoszący się do abolicjonizmu zakłada, że nie będzie zwierząt obecnie uznawanych za „gospodarskie”, nie będzie również zwierząt uznawanych za „domowe” (vide Francione, Newkirk-PETA).Zatem, co ma Pan na myśli, mówiąc wyzwolenie ryb?

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 10 stycznia 2011

    Wyzwolenie w tytule

    Tytuł jest dość subtelną ironią w stosunku do P.Singera i jego książki "Animal Liberation". Moją intencją było wskazania, że należy wyzwolić ryby spod jarzma wyzwolicieli zwierząt, którzy idą śladami Singera.

  • Maciej [Psych] Smykowski
    Maciej [Psych] Smykowski czwartek, 13 stycznia 2011

    najpierw ekonomia, potem etyka.

    Po pierwsze według najnowszych badań najlepsza w tej chwili dla Polaków jest dieta śródziemnomorska, czyli mięso czerwone 2x w miesiącu, a ryby 8x. To bardzo blisko diety wegetariańskiej; bliżej, niż panująca wszystkożerność rodem z przydrożnych restauracji innych niż wszystkie. To są zwykłe względy zdrowotne.Po drugie ilość energii jaką należy włożyć, aby wyprodukować pożywienie roślinne jest mniejsza, niż używanie zboża jako paszy dla zwierząt hodowlanych.Dlatego idealnie byłoby gdyby produkcja żywności odzwierciedlała nasze potrzeby zdrowotne. Czyli więcej połowów niż krówek.A wszystko to, dlatego, że zajęliśmy już prawie cały świat, a po to, żeby się wyżywić, jak bogata rodzina, potrzebujemy więcej przestrzeni, niż jej mamy. Więc żeby ją ograniczyć należy przejść jak najszybciej co najmniej dietę śródziemnomorską, jeśli nie wegetariańską, czy wegańską.Zaś cały artykuł zajmuje się liczeniem dusz na rybiej ości. Naprawdę ciężko jest policzyć kogo lepiej zabić. Etyka praktyczna powinna brać raczej pod uwagę stopień rozwoju inteligencji i odporność na warunki zewnętrzne, tak, aby ewentualny krach naszej cywilizacji mógł mieć jak najmniejsze konsekwencje dla rozwoju życia jako takiego.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek czwartek, 13 stycznia 2011

    Nie o diecie rozmawiamy....

    [quote name="Maciej [Psych] Smykowski"]Dlatego idealnie byłoby gdyby produkcja żywności odzwierciedlała nasze potrzeby zdrowotne. Czyli więcej połowów niż krówek.A wszystko to, dlatego, że zajęliśmy już prawie cały świat, a po to, żeby się wyżywić, jak bogata rodzina, potrzebujemy więcej przestrzeni, niż jej mamy. Więc żeby ją ograniczyć należy przejść jak najszybciej co najmniej dietę śródziemnomorską, jeśli nie wegetariańską, czy wegańską.[/quote]To, co Pan pisze, będzie uznane za przejaw szowinizmu gatunkowego - wszak zastanawia się Pan, jak dieta jest dla człowieka (!) najlepsza. Tu nie dyskutujemy wbrew pozorom o tym, co ludzie mają jeść. Problem jest innym: czy nawet jeśli jedzenie zwierząt byłoby najzdrowsze dla ludzi, powinniśmy to robić, czy nie... (choć można przyjąć stanowisko, że tak, ale trzeba to uzasadnić)Jedna Pańska uwaga wzbudziła jednak moją sympatię - czy rzeczywiście temat "szowinizmu gatunkowego" to etyka "praktyczna"? ;) Zgadzam się, że są praktyczniejsze tematy - miejmy nadzieję, ze się również tu pojawią...

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda poniedziałek, 24 stycznia 2011

    Utylitarne oceny i utylitarne cele

    "Peter Singer jest niedostatecznie ortodoksyjnym utylitarystą" - o ile rozumiem tego rodzaju konstatacja stanowiła asumpt dla rozpoczęcia tej dyskusji. Chodzi o mniej więcej taką tezę: "w ramach konsekwentnego stanowiska utylitarystycznego, które nie ignoruje struktury rzeczywistości, utylitarysta sam powinien nie jeść mięsa, lecz promować jedzenie wołowiny". Oczywiście nie o dietetykę tu chodzi, lecz skutki (wartościowalne w sensie etycznym), które określona dieta implikuje. No i co tu począć, skoro ten człek zacny, jednak promuje radykalną zmianę diety - niechybnie popada w sprzeczność.Znam bardzo pobieżnie stanowisko Singera, ale ostatnio natknąłem się na taki jego tekst:http://www.guardian.co.uk/commentisfree/cif-green/2010/sep/14/fish-forgotten-victimsFragment:

    We need to learn how to capture and kill wild fish humanely – or, if that is not possible, to find less cruel and more sustainable alternatives to eating them.
    Może jednak utylitarne stanowisko Singera nie jest tak mocno oderwane od rzeczywistości? Mam wrażenie, iż potrafi on doskonale odróżnić takie dwa elementy intelektualnej działalności jak: * Ocenę etyczną określonego działania formułowaną w paradygmacie konsekwencjalnym. * Aktywność polegającą na promowaniu memów, które prowadzą do zmiany paradygmatu wartościowań etycznych (np. "etyka jakości życia, zamiast etyki świętości życia"), a w konsekwencji do powszechnej zmiany wzorców w zakresie dietetyki i ogólnie pojętej konsumpcji.Suponowane efekty tego drugiego, dopiero mogą wpłynąć na taką konfigurację faktów, że przykładając doń pierwsze kryteria, utylitarysta skonstatuje iż zaszła zmiana na lepsze.Przy tak opisanym paradygmacie utylitarnym, doszedłbym raczej do wniosku, iż jedzący mięso powinni promować dietę jarską, wegetarianie wegańską, etc.

  • keerraam
    keerraam sobota, 02 kwietnia 2011

    mam ogromną prośbę do Autora

    na litość Boską, nie "wołów" lecz krówto zwierzę nazywa się krowabardzo mnie to drażni, aż trudno czytać tekst; byłbym wdzięczny żeby tak nie pisać tu

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja sobota, 02 kwietnia 2011

    Woły a krowy

    Przepraszam za wprowadzenie zamieszania. Faktycznie wół to jest odrębny gatunek zwierząt, w Polsce raczej nie hodowany. W artykule na ten temat w Piśmie EP nie robię już tego błędu. Problem polega jednak na tym, że nie ma jednego dobrego słowa na oznaczenie krów i byków. Bydło, bydlę,.... Ale przychylam się do prośby, aby rozgraniczać te pojęcia.

  • Wojciech Sopel
    Wojciech Sopel niedziela, 19 czerwca 2011

    Jajka

    Co do licznika: Ilość zwierząt zabitych w celu konsumpcji mięsa, jajek czy nabiału na świecie od momentu otworzenia tej strony.W celu konsumpcji jajek czy nabiału się chyba nie zabija? Co do reszty to napiszę oględnie, że oderwaliście się od realów przyrodniczych uniwersum.

  • Wojciech Sopel
    Wojciech Sopel niedziela, 19 czerwca 2011

    rogacizna

    Ciąg dalszy. Wół to jest wykastrowany byk. Można na to mówić rogacizna. Nadaje sie do spożycia.

  • Gość
    Sportowiec czwartek, 12 lipca 2012

    Zdrowotny wpływ diety wegetariańskiej

    Jestem sportowcem i dwukrotnie próbowałem przejść na dietę wegetariańską. Niestety za każdym razem wiązało się to ze spadkiem wyników sportowych. Uprawiam kick-boxing. Dieta wegetariańska nie jest dla sportowców niczym dobrym. Nie jest możliwym mieć te same wyniki nie jedząc mięsa.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 22 lipca 2013

    sporty

    Nie wiem, nie znam się na tym.
    Problem jest jednak inny: czy gdyby się okazało, że jeszcze lepsze wyniki w kick-boxingu miałbyś jedząc ludzkie mięso, uznałbyś że powinieneś to czynić?

    Innymi słowy: jeśli jedzenie mięsa jest moralnie naganne, to mięsożerstwa nie usprawiedliwiają wyniki sportowe. Kwestia wyników sportowych jest więc nieistotna z punktu widzenia etyki.

  • Gość
    Justyna czwartek, 18 lipca 2013

    Dlaczego karp?

    W naszej kulturze karpie są najgorzej traktowanymi rybami, zastanawiam się więc, czy porównanie byłoby równie imponujące np dla mintaja. Byłoby?

  • Gość
    Justyna czwartek, 18 lipca 2013

    aha

    Zastanawiam się też, jaki jest sens "kumulowania" cierpienia kilku krów i kilkudziesięciu ryb.
    Rozumiem, że w matematyce to może mieć sens, ale w rzeczywistości chodzi zawsze o jedno konkretne cierpienie, które na siebie bierzesz, lub nie.

    Stosując Twoją analizę można by uznać, że skoro kilka /-naście osób zje krowę, to są one kilka/-naście razy mniej winne śmierci tej krowy (x+y+z=1 śmierć), niż jedna osoba, która zjadła rybę (x=1 śmierć).
    Uważam, że to bzdura, tak samo jak etyczne wartościowanie mięsa.
    Do tego wydajesz się stawiać na równi świadomość i życie ssaka i ryby, co niekoniecznie musi być trafione (zrównasz jaszczurkę z pająkiem?).

    Czekam na odpowiedź, pozdrawiam!

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 22 lipca 2013

    liczby mają znaczenie

    Myślę, że już niedługo napiszę dłużą notkę o znaczeniu matematyki w etyce. Piszesz:

    Uważam, że to bzdura

    Możesz tak uważać, lecz wtedy będziesz miała trudności z wyjaśnieniem wielu intuicyjnie poprawnych twierdzeń, np. Ratownik powinien uratować ile osób się da, ale jeśli nie da się uratować wszystkich, to raczej 10 ofiar a nie jedną. Rachowanie cierpień i ilości śmierci jest przykrym aspektem wielu zawodów. Bardzo nieintuicyjne jest przekonanie, że ilość ofiar nie ma znaczenia.

  • Gość
    Rokitnik środa, 04 czerwca 2014

    Rokitnik

    Moim zdaniem inteligencja/wielkość mózgu ma wielkie znaczenie, natomiast argument że ubój ryb jest 358 razy większy, to ich inteligencja powinna być 358 razy mniejsza jest zupełnie bez sensu. Nawet jeżeli jest 10 razy mniejsza, to mamy praktycznie do czynienia z organizmem, który zaprogramowany jest tylko zaspokajania podstawowych funkcji życiowych i najprawdopodobniej nie jest w stanie w ogóle odczuwać że jest w niewoli... ale ok, nie jestem w stanie tego w żaden sposób udowodnić. Weźmy więc dla porównania taką sytuację. Szympans ma inteligencję 4 letniego ludzkiego dziecka, powiedzmy, że jest 10 razy mniejsza od człowieka dorosłego. Co byłoby bardziej niemoralne; zabicie 358 szympansów, czy tego jednego ludzkiego dziecka?!

    Jeszcze chciałem powiedzieć odnośnie wegetarianizmu, że uważam ten za bardziej nieetyczny z tego wzgledu że wiąże się z spożywaniem produktów z mleka krowiego, a co za tym idzie odbieraniem potomstwa krowom, co w bardzo, bardzo dużym stopniu zwieksza poziom cierpienia tego gatunku, zarówno matek, jak i tym bardziej cieląt, które są głodzone i zabijane by uzyskać jak najbardziej chude mięso.

    Pzdr.

Zostaw komentarz

Gość czwartek, 17 sierpnia 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.