Moralno?? ezoteryczna czyli o tym, ?e czasem dobrze jest zachowa? co? w tajemnicy

Dodane przez w w Utylitaryzm

Wyobra? sobie, ?e podczas dzia?a? wojennych jeden z ?o?nierzy twojej dywizji [nazwijmy go John], dokonuje dezercji z pola walki. W wyniku „nieszcz??liwego zbiegu okoliczno?ci” John zostaje z?apany przez kogo? wy?szego rang? i doprowadzony do dowódcy, czyli CIEBIE. W krótkich ?o?nierskich s?owach t?umaczysz mu, ?e kar? jest ?mier? przez rozstrzelanie [w innej wersji, mo?esz mu wyt?umaczy?, ?e kar? jest d?ugoletnie wi?zienie]. John b?aga o ?ask?. T?umaczy, ?e ma ?on? i trójk? ma?ych dzieci, ?e jest ?o?nierzem-nieudacznikiem, jego dzia?anie nie mog?o przynie?? ojczy?nie, ani nikomu z jego kamratów ?adnych korzy?ci. Wyja?nia, ?e dezercji dokona? w takiej chwili i w takiej sytuacji, ?e nikt przez niego nie ucierpia?. Masz do wyboru – skierowa? spraw? dalej do s?du wojennego i skaza? go na ?mier?, albo spraw? zatuszowa?, zaordynowa? jego zwolnienie z wojska i wys?a? go do domu, do ?ony i dzieci. Co POWINNA?/POWINIENE? zrobi??

Wiesz równie?, ?e osoba, która go z?apa?a i przyprowadzi?a nie pi?nie s?ówka. Wiesz, ?e poniewa? kara jest tak sroga, przypadki dezercji w?ród ?o?nierzy s? w zasadzie zerowe. W ca?ej twojej d?ugoletniej karierze, spotka?e? si? z czym? takim po raz pierwszy. Zatem, kara rozumiana jako „przyk?ad” dla innych jest niepotrzebna. Wiesz równie?, ?e John ci? nie oszukuje. Jest ciapowatym, ale dobrym cz?owiekiem, który rzeczywi?cie nie jest w stanie skrzywdzi? kogokolwiek i nie mo?e by? przydatny na polu walki. Jednocze?nie wiesz, ?e ogólnie rzecz bior?c kara za dezercj? jest konieczna, aby utrzyma? porz?dek w wojsku. Gdyby kary nie by?o, dezercja mog?aby zdarza? si? du?o cz??ciej.

Przyk?ad 2

Jeste? filozofem, politykiem, b?d? inn? osob?, która mo?e mie? wp?ywa na spo?ecze?stwo. Zastanawiasz si?, ile pieni?dzy s?usznie jest przekaza? organizacjom charytatywnym, które pomagaj? g?oduj?cym w Afryce. Dochodzisz do wniosku, ?e w ?wiecie, w którym ?yjesz, jedyn? s?uszn? rzecz? jest oddanie wi?kszo?ci swojego maj?tku. Wiesz jednak, i? je?li napiszesz o tym ksi??k?, wyst?pisz na forum publicznym, etc. i zaczniesz mówi?, ?e ci, którzy tego nie robi? s? niemoralni, czy ?li, ludzie zaczn? ci? traktowa? jak „nawiedzonego szajbusa”, nie b?d? ci? s?ucha?, a by? mo?e nawet uznaj?, ?e w ogóle nie b?d? si? przejmowa? nakazami moralno?ci, skoro moralno?? jest a? tak wymagaj?ca. Znaj?c psychik? ludzk? i rozumiej?c, ?e twoje za?o?enia dotycz?ce ilo?ci pomocy, jakiej powinni?my udzieli?, cho? prawdziwe, s? nieproduktywne, piszesz ksi??k?, w której otwarcie mówisz, ?e moralnie dobr? rzecz? jest oddanie 1-5% swojego maj?tku. Z filozoficznego punktu widzenia po prostu k?amiesz, oszukujesz opini? publiczn?. Niemo?liwe jest by w sytuacji, w której jedni umieraj? z g?odu, a inni kupuj? sobie jachty za miliony dolarów, moralnym by?o oddawanie 5% czy nawet 10%!

W sytuacji, w której przychodzi do ciebie twój ucze?, student, znajomy i pyta si?: czy nie uwa?asz, ?e powinnam oddawa? wi?cej pieni?dzy, ni? tylko 5%, mówisz mu: tak, tak naprawd? jedyn? s?uszn? rzecz? z moralnego punktu widzenia jest oddawanie 50%, albo tyle, aby? sama nie sta?a si? biedna i potrzebuj?ca pomocy.

Jestem zdania, ?e jest pewna grupa dzia?a?, które s? s?uszne, ale tylko wtedy, gdy nikt inny, albo prawie nikt inny, o nich nie wie. Henry Sidgwick, najwybitniejszy utylitarysta brytyjski, nazwa? to „moralno?ci? ezoteryczn?”.

zgodnie z utylitarystycznymi zasadami, w pewnych okoliczno?ciach, s?usznym mo?e by? uczyni? i zaleci? prywatnie co?, czego nie mo?na propagowa? otwarcie; s?usznym mo?e by? naucza? otwarcie jedn? grup? osób tego, czego nie mo?na naucza? innej; nie jest wykluczone, ?e je?li utrzymamy to we wzgl?dnej tajemnicy, s?usznym b?dzie uczyni? co?, co by?oby z?e, gdyby?my dokonali tego na oczach ca?ego ?wiata, a nawet, gdy wszystko zachowamy w ca?kowitej tajemnicy, co? czego nie mo?na nawet zaleci? prywatnie [ME, 489].1

Takie stanowisko poci?ga za sob? pewne daleko id?ce nast?pstwa.

  • Istniej? czyny, które s? s?uszne tylko wtedy, gdy nikt albo prawie nikt o nich nie wie. S?uszno?? czynu zale?y zatem od jego utajnienia. Cz?stotliwo?? i wiele innych okoliczno?ci ma wp?yw na to, czy takiego czynu mo?emy dokona?.
  • Niektórzy wiedz? lepiej od innych, co s?usznie jest uczyni? w danych okoliczno?ciach.
  • Istniej? co najmniej dwa zbiory zasad, kodeksy moralne, etc., które b?d? u?yteczne dla ró?nych grup ludzi (dla tych co wiedz? lepiej i gorzej). To z kolei rodzi pytanie, czy istniej? równie? co najmniej dwa ró?ne standardy oceny tego, co ludzie czyni?.
  • Mo?e si? okaza?, ?e w imi? zasady najwi?kszej u?yteczno?ci, konsekwencjalista b?dzie musia? niektórych zniech?ca? do przyj?cia konsekwencjalizmu.

1 Henry Sidgwick, The Methods of Ethics, 7th edition, (London: Macmillan, 1907).

Powy?szy tekst jest niewielkim fragmentem artyku?u pt.: Secrecy in Consequentialism: A Defence of Esoteric Morality autorstwa Katarzyny Lazari-Radek oraz Petera Singera, który zosta? opublikowany w “Ratio” w 2010r.

Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja sobota, 05 lutego 2011

    Etyka ezoteryczna i jej uzasadnienie

    Na wst?pie chcia?bym pogratulowa? bardzo ciekawego wpisu, a zw?aszcza artyku?u w Ratio. Poruszyli?cie z P.Singerem w bardzo klarowny sposób bardzo interesuj?cy problem. Jak to jednak w filozofii zazwyczaj bywa, przedstawiona argumentacja nie do ko?ca mnie przekonuje.Poniewa? czyta?em i powy?szy wpis i artyku?, nie wiem w jaki sposób odpowiedzie?, nie chcia?bym bowiem odnosi? si? do tre?ci, których nie znaj? czytelnicy EP a my?l?, ?e rzetelna polemika wymaga?aby si?gni?cia do artyku?u, którego wpis powy?szy jest jedynie streszczeniem. Z tego wzgl?du bardziej obszernie swoje uwagi wyra?? w osobnym artykule na ten temat. Teraz natomiast kilka krótkich spostrze?e?:Etyk? ezoteryczn? uzasadnia? mo?na dwojako: w oparciu o intuicje moralne (co autorka robi powy?ej powo?uj?c si? na dwa przyk?ady) lub wyprowadzaj?c j? jako wniosek z zasady u?yteczno?ci. Pierwsze podej?cie, bardziej ambitne gdy? wydaje si? broni? etyki ezoterycznej równie? poza konsekwencjalizmem, ma jednak swoje minusy. Schemat argumentacyjny wydaje si? bowiem nast?puj?cy:1.Etyka ezoteryczna to etyka podwójnych standardów2.Przytoczone przyk?ady s? przyk?adami podwójnych standardów3.Wi?kszo?? osób zgodzi si? na takie podwójne standardy w wymienionych przypadkach4.Zatem: Etyka ezoteryczna jest intuicyjnie uzasadnionaPo pierwsze, wnioskowanie takie jest oczywi?cie zawodne. Wystarczy poda? przyk?ady podwójnych standardów, które s? intuicyjnie niemoralne, aby pojawi? si? k?opot. Po drugie, i chyba najwa?niejsze, nie jest jasne z czym czytelnik zgadza si?, gdy uwa?a, ?e dowódca nie powinien ukara? ?o?nierza za dezercj? lub ?e jest dozwolone, aby filozof-moralista stosowa? podwójne standardy nak?aniaj?c do pomocy biednym. Czy aby na pewno zgadza si? on na istnienie moralno?ci ezoterycznej? Broniona w artykule w Ratio moralno?? ezoteryczna jest bowiem o wiele bardziej kontrowersyjna, ni? wynika?oby to z powy?szego streszczenia. Nie sprowadza si? ona bowiem, co mog?oby si? wydawa? czytelnikowi niezaznajomionemu z artyku?em z Ratio, wy??cznie do zgody na:

      [*]uzasadnienie moralnej wagi utrzymywania pewnych dzia?a? w tajemnicy (wi?kszo?? teorii etycznych uzasadni?aby taki postulat);
      [*]na to, i? moralno?? mo?na wyrazi? za spraw? prostych, zawsze nadrz?dnych zasad, np. skazuj na kar? ?mierci ka?dego dezertera;
      [*]istnienie podwójnych sposobów moralizowania (wiele teorii etycznych zgodzi?oby si?, i? w stosunku do pewnych grup ludzi (np. doros?ych i dzieci, profesorów i „wyborców przed telewizorami”) zasady moralne, procedury rozumowania moralnego czy zalecenia powinny rozpada? si? na wymagaj?ce i uproszczone).
    Czy gdy czytelnicy stwierdz?, ?e dowódca powinien zlitowa? si? nad dezerterem, nie zak?adaj?, ?e mo?na to PUBLICZNIE UZASADNI? tym, ?e np. kara jest faktycznie za surowa a okoliczno?ci dezercji wskazuj?, i? ucieczka z beznadziejnej bitwy by?a po prostu s?uszn? minimalizacj? strat? Nie b?dzie to wtedy przyk?ad niemoralnej „dezercji”, lecz uzasadnione wycofanie si? z pola walki ze s?usznych powodów i ka?dy dowódca, który s?dzi?by inaczej, by?by ?lepym usztywnionym formalist? przedk?adaj?cym na szali ludzkie ?ycie nad przestrzeganie jaki? zbyt ogólny norm. Czy nie jest tak, ?e gdy czytelnicy stwierdz?, ?e przytoczony filozof-moralista dzia?a w sposób dozwolony, nie tyle godz? si? na etyk? ezoteryczn?, lecz przyznaj?, ?e PUBLICZNIE MO?NA UZASADNI?, i? wobec ró?nych grup ludzi mo?na stawia? odmienne wymagania? S?dziowie i policjanci powinni rzetelniej przestrzega? prawa ni? szeregowi obywatele, profesorowie etyki i ich studenci, z racji posiadania wi?kszej wiedzy moralnej, przysta? powinni na bardziej wymagaj?ce konkluzje ni? niewyedukowani „konsumenci tradycyjnych warto?ci”, a nauczyciele stawia? swoim uczniom inne wymagania ni? sobie nawzajem.Podsumowuj?c, chcia?bym zauwa?y? (z czego oczywi?cie, co wida? w artykule w Ratio, autorzy ?wietnie zdaj? sobie spraw?), ?e etyka ezoteryczna nie daje si? uzasadni? wy??cznie w oparciu o powy?sze przyk?ady. G?ówn? tez?, a zarazem problemem etyki ezoterycznej, jest bowiem to, i? godzi si? ona na istnienie NADRZ?DNYCH zasad moralnych, które mog? sta? w sprzeczno?ci ze, s?usznymi sk?din?d, PUBLICZNIE UZASADNIALNYMI normami moralno?ci. Dostrzec to mo?na czytaj?c oryginalny artyku? z Ratio. W my?l etyki ezoterycznej istniej? wi?c moralnie s?uszne dzia?ania, których nigdy nie b?dziemy mogli publicznie uzasadni?, gdy? stan? si? one wtedy nies?uszne. Mo?e si? wi?c zdarzy? tak, ?e mamy obowi?zek zrobi? A, cho? w ?wietle publicznych norm uczynimy wtedy co?, co jest nieetyczne i za co nale?y nam si? UZASADNIONA kara. Realizuj?c nasz obowi?zek, nie b?dziemy w stanie uzasadni?, ?e kara za nasze dzia?anie nie powinna by? zas?dzana. W my?l tej moralno?ci istniej? wi?c dzia?ania, które mamy NADRZ?DNY obowi?zek podj??, cho? nie b?dziemy w stanie publicznie ich obroni?.Teoria taka taka wydaje mi si? niepoprawna z kilku wa?nych wzgl?dów. W tym miejscu u?yj? jedynie pewnej analogii. Moralno?? ezoteryczna wydaje mi si? form? etycznego solipsyzmu zaprzeczaj?cego podstawowym celom czy funkcjom etyki, mo?emy bowiem pozosta? sami ze swoimi „moralnymi racjami”, za które publicznie czeka nas UZASADNIONE pot?pienie i kara. Moralno?? taka wydaje si? wi?c sprzeczna z podstawow? funkcj? etyki jak? jest racjonalna koordynacja dzia?a? i dostarczenie procedur uzasadniania naszych wyborów INNYM ludziom. Je?li NADRZ?NE obowi?zki mog? by? sprzeczne z publicznie uzasadnionymi, nauczanymi, egzekwowanymi i przestrzeganymi, stanowi?cymi rdze? kultury normami, etyka taka przestaje by? powa?n? pretendentk? do wype?niania bardzo wa?nej roli, któr? ma do spe?nienia moralno??.

  • Wac?aw Janikowski
    Wac?aw Janikowski poniedziałek, 07 lutego 2011

    Ezoteryczno?? etyki a dwa rodzaje powinno?ci moralnych

    Czy zawsze, gdy s?dzimy, ?e jaki? podmiot S moralnie powinien zrobi? X w sytuacji C, jest moralnie s?uszne publiczne przyznawanie tego? Warunek „publiczno?ci” etyki mówi w?a?nie tyle. Krzysztof Saja trafnie przedstawia nadrz?dne uzasadnienie tego warunku: jest to spo?eczna funkcja etyki. Etyka powinna s?u?y? spo?ecznemu u?wiadomieniu i uzasadnieniu rzeczywistych powinno?ci moralnych. Jak?e wi?c mo?na by zaakceptowa? publiczne g?oszenie przez etyka, ?e w pewnych sytuacjach nie jest tak, ?e ludzie powinni robi? X, gdy uwa?a on, ?e faktycznie powinni oni robi? X? Moim zdaniem dylemat ezoteryczno??/publiczno?? wydaje si? niemo?liwy do rozstrzygni?cia, poniewa? nie rozró?niamy dwóch rodzajów powinno?ci (obowi?zków) moralnych. Gdy jako etyk twierdz? (nie koniecznie g?osz? publicznie), ?e:1) co prawda ludzie o przeci?tnych lub wy?szych ni? przeci?tne zarobkach powinni oddawa? ok. 30 proc. swoich zarobków dla biednych, bezradnych i cierpi?cych, ale poniewa? ludzie nie zrozumiej? i nie zaakceptuj? takiego wymogu, publicznie g?osz?, ?e powinni oddawa? ok. 5 proc. swoich zarobków,to faktycznie mówi? o dwóch rodzajach powinno?ci moralnej. Pozornie sytuacja wygl?da tak. Powinno?? (A) oddawania 30 proc. to powinno?? któr? stawiam wobec wszystkich tych, o przeci?tnych lub wy?szych ni? przeci?tne zarobkach (za wyj?tkiem tych, którzy s? w specjalnej potrzebie, np. ze wzgl?du na konieczno?? kosztownej operacji ratuj?cej ich ?ycie itp.), którzy mog? zrozumie? i podzieli? racje uzasadniaj?ce t? powinno??. Powinno?? (B) oddawania co najmniej 5 proc. to powinno?? któr? stawiam wobec wszystkich, o przeci?tnych lub wy?szych ni? przeci?tne zarobkach (za wyj?tkiem tych, którzy s? w specjalnej potrzebie, np. ze wzgl?du na konieczno?? kosztownej operacji ratuj?cej ich ?ycie itp.). Twierdz? jednak, ?e ró?nica nie dotyczy tylko zakresu. Czym ró?ni si? rodzajowo powinno?? A od powinno?ci B? Czy tylko tym, ?e A stawiam wobec rozumiej?cych, a B wobec wszystkich? Wydaje si? zreszt?, ?e twierdz?c (nie koniecznie g?osz?c) 1), to w?a?nie A stawiam wobec wszystkich, cho? im tego nie mówi?. Tzn. twierdz?c 1), twierdz?, ?e „cho? wszystkich obowi?zuje A, b?d? mówi?, ?e wszystkich obowi?zuje B”.Akceptuj?c mo?liwo?? s?usznej moralnie akceptacji zda? typu 1), opowiadam si? po stronie ezoteryczno?ci w debacie o mo?liwo?? ezoteryczno?ci etyki. Zasadniczo zgadzam si? z Peterem Singerem i Katarzyn? de Lazari-Radek, a nie z Bradem Hookerem i Krzysztofem Saj?. S?dz? jednak, ?e dopóki nie odró?nimy powinno?ci typu A i powinno?ci typu B jako dwóch rodzajowo odmiennych powinno?ci moralnych, dopóty nie wiemy, co w?a?ciwie twierdzimy, gdy akceptujemy 1). Dlatego, aby wyja?ni? sens tego twierdzenia, do??czam kolejne tezy, o których s?dz?, ?e s? implicite zawarte w 1). Zaw??my, dla u?atwienia wypowiedzi, klas? ludzi, wobec których si? one stosuj?, do ludzi o przeci?tnych lub wy?szych ni? przeci?tne zarobkach pracuj?cych w pa?stwach wysoce rozwini?tych (nale?a?oby tu jeszcze doda? kwalifikacje w rodzaju: za wyj?tkiem tych, którzy s? w specjalnej potrzebie, np. ze wzgl?du na konieczno?? kosztownej operacji ratuj?cej ich ?ycie itp.). Kolejne tezy to:2) ci, którzy mog? zrozumie? i zaakceptowa?, ?e powinni oddawa? ok. 30 proc., powinni oddawa? 30 proc.3) ci, którzy nie mog? zrozumie? i zaakceptowa?, ?e powinni oddawa? ok. 30 proc., powinni oddawa? ok. 5 proc.4) wszyscy powinni oddawa? ok. 30 proc., gdyby mogli zrozumie? i zaakceptowa?, ?e powinni oddawa? ok. 30 proc.Teza 4) nie jest czyst? konsekwencj? logiczn? z 2). Z tego, ?e ka?de czerwone jab?ko w koszyku jest robaczywe, nie wynika, ?e ka?de jab?ko w koszyku, gdyby by?o czerwone, to by?oby robaczywe. Zatem jest sens wyró?ni? osobno tez? 4).Zauwa?my, ?e teza 2) dotyczy tylko ludzi pewnego typu, teza 3) dotyczy tylko ludzi innego typu, a teza 4) dotyczy wszystkich ludzi. Ta ostatnia teza jest w?a?nie o tyle ciekawa i potrzebna, ?e stanowi jedn? z eksplikacji poprzednika w 1), tj. ogólnikow? eksplikacj? frazy: „co prawda ludzie o przeci?tnych lub wy?szych ni? przeci?tne zarobkach powinni oddawa? ok. 30 proc. swoich zarobków dla biednych, bezradnych i cierpi?cych”. W ten sposób wysuwa si? hipoteza, ?e powinno??, o której mowa w tej frazie oraz w tezie 4) jest czym? rodzajowo innym od powinno?ci, o której mówi? tezy 2) i 3).Twierdz? mianowicie, ?e w dyskusji nad ezoteryczno?ci? etyki mamy do czynienia z dwoma rodzajami powinno?ci moralnej: powinno?ci? aktualn? i powinno?ci? hipotetyczn?. Pierwsz? orzekamy w tezach 2) i 3), drug? w tezie 4), a obie wyst?puj? w tezie 1). Gdy w schemacie typu 1) mówi?, ?e „co prawda wszyscy powinni X (…)”, to mam na my?li powinno?? hipotetyczn?. Powinno?? hipotetyczn? pokrywa si? zakresowo z powinno?ci? aktualn? tylko w tych wypadkach, w których spe?niony jest pewien stwierdzony explicite lub domy?lny warunek. Orzeczenie okre?lonego rodzaju powinno?ci ma specyficznie odmienne implikacje.Potwierdzeniem trafno?ci poczynionego rozró?nienia jest w?a?nie odmienno?? implikacji praktycznych tez eksplikuj?cych twierdzenie 1), uznane za wypadek ezoteryczno?ci etyki. Najwa?niejsze z tych implikacji dotycz? winy i pot?pienia moralnego. Jestem przekonany, ?e Peter Singer przyznaj?c, ?e ‘co prawda wszystkich obowi?zuj? moralnie standardy o poziomie P, ale g?osz? publicznie, ?e wszystkich obowi?zuj? moralnie standardy o poziomie Q, o tyle a tyle ni?szym ni? P’, ustala rozbie?no?? mi?dzy P a Q w sposób wra?liwy na te implikacje praktyczne. To znaczy w ten sposób, ?e zasadne s? tezy:5) je?li kto? intencjonalnie nie spe?nia Q (ani w miejsce Q jakiego? standardu wy?szego, tj. wymagaj?cego wi?cej, ni? Q), to jest z tego powodu winny moralnie i zas?uguje na moralne pot?pienie;6) je?li kto? intencjonalnie nie spe?nia P, to nie jest z tego powodu winny moralnie i nie zas?uguje na moralne pot?pienie; (chyba, ?e zachodzi warunek okre?lony w 10));7) jest mo?liwe, ?e poprzez stopniowo coraz bardziej powszechne propagowanie standardu wy?szego ni? Q, w przysz?o?ci wi?kszo?? lub wszyscy uznaj?, ?e: je?li kto? intencjonalnie nie spe?nia P, to jest z tego powodu winny moralnie i zas?uguje na moralne pot?pienie;8) dopiero przy osi?gni?ciu stanu rzeczy, o którym mowa w 7), b?dzie prawd?, ?e: je?li kto? intencjonalnie nie spe?nia P (ani w miejsce P jakiego? standardu wy?szego, tj. wymagaj?cego wi?cej, ni? P), to jest z tego powodu winny moralnie i zas?uguje na moralne pot?pienie.Wreszcie pytanie: co znaczy, ?e „co prawda wszystkich obowi?zuj? moralnie standardy o poziomie P”, skoro jeszcze ludzko?? nie osi?gn??a stanu rzeczy, o którym mowa w 7)? Ujmuj?c rzecz inaczej: na czym polega moralna powinno?? hipotetyczna spe?niania standardu P, je?li aktualnie nie implikuje orzeczenia winy i zasadno?ci pot?pienia moralnego? S?dz?, ?e zasadniczo sprowadza si? do koniunkcji tez 7) i 8) oraz 9) i 10):9) je?li wszyscy lub wi?kszo?? uznaj? obowi?zywanie standardu P, to suma realizowanych dzi?ki temu dóbr (lub minimalizacja szkód) b?dzie wi?ksza ni? suma dóbr (lub minimalizacja szkód) realizowana obecnie;10) ju? teraz, je?li kto? uzna 7) i 9), to jego poprzestawanie na spe?nianiu jedynie standardu Q czyni go z tego powodu winnym moralnie i tym samym zas?uguje on na moralne pot?pienie.Oczywi?cie, je?li uznaj? 7) i 9), a spe?niam na danym polu standard o poziomie wi?kszym od Q i mniejszym od P, to moja wina jest tym mniejsza oraz zas?uguj? na tym mniejsze pot?pienie, im wy?szy standard spe?niam.Powy?ej zajmowa?em si? tylko singerowskim przyk?adem publicznego wymogu niesienia pomocy biednym i cierpi?cym poprzez oddawanie cz??ci w?asnych dochodów. Przypuszczam, ?e zaj?cie si? przyk?adem genera?a i dezertera mo?e da? nieco inne lub pe?niejsze uj?cie kwestii ezoteryczno?ci etyki. Dlatego nie jest to zapewne ostatni mój wpis dotycz?cy omawianego zagadnienia. Chcia?bym tu jeszcze zastrzec, ?e w ogóle nie rozpatrywa?em kwestii, czy Singer ma racj?, stawiaj?c okre?lone, cho?by minimalne, wymogi dzielenia si? w?asnymi zarobkami. Przyk?adowe warto?ci odno?nych u?amków s? wi?c czysto przyk?adowe.

  • Mariusz Rakoski
    Mariusz Rakoski wtorek, 08 lutego 2011

    Oddawa?? Ale w imi? kogo i czego?

    Problematyka dzielenia si? z wypracowanym przez siebie maj?tkiem - wydaje si? by? pod ka?dym wzgl?dem nieuzasadniona. Sprawdza si? stare porzekad?o: punkt widzenia zale?y od punktu siedzenia. I tak, osoba, która nie mo?e obej?? si? bez pism ?w. Augustyna i Jana Kalwina, mo?e wnioskowa?, ?e skoro Bóg przeznaczy? z góry cz?owieka na pot?pienie albo zbawienie, to postaw? niew?tpliwie moraln? b?dzie w ogóle nie oddawanie wypracowanych przez siebie pieni?dzy, cho?by jednego procenta. Oczywi?cie, to uproszczenie - takie samo, jak twierdzenie kalwinistów, ?e Absolut (zwa? jak zwa?) sprzyja jedynie ludziom bogatym, b?d?cymi tym samym ?ywym dowodem na istnienie Boga. Zmierzaj?c jednak do meritum sprawy: 1. zak?adaj?c, ?e mam "nadrz?dny" obowi?zek spieszy? z pomoc?, wymaga tym samym tego samego od ogó?u spo?ecze?stwa; bior?c za przyk?ad ?ycie (wystarczy si? rozejrze? i w??czy? TV) jestem sk?onny stwierdzi?, ?e owy obowi?zek jest praktycznie nieuzasadniony, gdy? wi?kszo?? po prostu nie pomaga...2. natomiast - je?eli pomaga, to mo?na w ?atwy sposób obali? t? s?uszn? publicznie postaw?, gdy? sprawdza si? tutaj nietzschea?ski resentyment, który, ogólnie reasumuj?c, zak?ada, ?e ludzie to egoi?ci (wi?kszo??), a je?eli ju? cokolwiek robimy dla drugiego cz?owieka, to czynimy do dla w?asnych korzy?ci (np. satysfakcji, "moralnego dowarto?ciowania", dla pierwszych stron w gazetach lub z powodu strachu);3. zak?adaj?c, ?e pomagam, ?e przeznaczam 5 lub 30 proc. przychodów na rzecz ratowania z "upadku" biednego cz?owieka, nie mam 100% pewno?ci, ?e ten cz?owiek (któremu bezinteresownie przekaza?em jak?kolwiek sum? mamony) zas?uguje na moj? hojno?? (np. owy cz?ek zn?ca? si? psychicznie i fizycznie nad ?on?, dzieckiem; by? mo?e jest z?odziejem, a nie daj Bo?e :D morderc?; czy te?, mniej drastyczne przypuszczenia, sam nigdy nikomu nie pomaga?, kierowa?/kieruje si? w ?yciu zazdro?ci? i nienawi?ci?);4. i ostatnia w?tpliwo??: dlaczego mam pomaga? komu?, kto sam nic nie zrobi?, by pozytywnie wp?yn?? na swój los, a spoczywa? na laurach i liczy jedynie na pomoc pa?stwa, czyli nas?Kwestia dezertera: nie ma tutaj ?adnego, wg mnie, konfliktu - nak?adanie na cz?owieka obowi?zku uczestniczenia w wojnach nie jest w ?aden sposób moralnie uzasadnione, gdy? w pierwszej kolejno?ci najwa?niejszy jestem JA, potem, ewentualnie w granicach "dobrego smaku" i mo?liwo?ci - mog? stosowa? si? do norm wyznaczonych przez kultur?, tradycj? oraz ró?ne dyrektywy instytucji pa?stwa. Taka moja skromna refleksja :)

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja środa, 09 lutego 2011

    Uwaga do komentarza Wac?awa Janikowskiego

    Wac?awie, cho? poruszony przez Ciebie problem jest bardzo istotny i jako? powi?zany z ezoteryczno?ci? etyki, zwi?zek ten wydaje mi si? jedynie przypadkowy. Problem ró?nych rodzajów obowi?zków (zwyk?ych, hipotetycznych, supererogacyjnych) nie stanowi o sednie problemu. Twoje uzasadnienie rozró?nienia kilku typów powinno?ci ze wzgl?du na orzekanie winy dokonujesz w ramach UZASADNIENIA PUBLICZNEGO. Mówisz otwarcie i publicznie (nieezoterycznie) ?e:

      [*]Istniej? obowi?zki pomocy których nieprzestrzeganie ju? dzi? poci?ga za sob? moraln? win?/kar?
      [*]Istniej? idea?y pomocy (to nie s? obowi?zki!), do których powinni?my d??y?.
      [*]W przysz?o?ci, gdyby?my jako spo?ecze?stwo przybli?yli si? do idea?u, warto by?oby motywowa? obywateli orzekaniem winy/kary za niespe?nianie nowych standardów. B?dziemy wi?c mieli nowe, bardziej wymagaj?ce obowi?zki.
    W powy?szym podziale nie widz? niczego ezoterycznego.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja środa, 09 lutego 2011

    Uwagi do Pana Mariusza Rokoskiego

    Panie Mariuszu, owszem, istniej? argumenty przeciwko stanowisku P.Singera dotycz?cego obowi?zku pomocy, ale Pa?skie racje wydaj? mi si? wyj?tkowo s?abe:[quote name="Mariusz Rakoski"]1. owy obowi?zek jest praktycznie nieuzasadniony, gdy? wi?kszo?? po prostu nie pomaga...[/quote]Równie dobrze móg?by Pan argumentowa? w czasach kolonialnych, ?e wyzwalanie niewolników jest nieuzasadnione, bo spo?ecze?stwo si? do tego nie kwapi. Nie powinni?my chodzi? do wyborów, bo ludzie nie chodz? do wyborów... nie powinni?my robi? bada? profilaktycznych, przestrzega? ogranicze? pr?dko?ci itd., bo ludzie tego nie robi?...

    2. natomiast - je?eli pomaga, to mo?na w ?atwy sposób obali? t? s?uszn? publicznie postaw?, gdy? sprawdza si? tutaj nietzschea?ski resentyment
    Odpowiadaj?c lapidarnie, Nietzsche nie jest najlepszym autorytetem w kwestiach etyki...
    3. zak?adaj?c, ?e pomagam, ?e przeznaczam 5 lub 30 proc. przychodów na rzecz ratowania z "upadku" biednego cz?owieka, nie mam 100% pewno?ci, ?e ten cz?owiek zas?uguje na moj? hojno??
    Pewno?ci takiej nie mamy w stosunku do prawie niczego. Poza tym, teza, ?e nasz obowi?zek pomocy innym ludziom jest zale?ny od tego, czy na to "zas?u?yli" jest bardzo problematyczny. S?uszna kara za winy to jedna sprawa, obowi?zek pomocy to druga. Je?li z?odziej przymiera g?odem powinien go Pan nakarmi?. Po trzecie, insynuowanie wielkich zbrodni tylko na podstawie tego, ?e kto? potrzebuje pomocy, jest .... nierozs?dne.
    4. i ostatnia w?tpliwo??: dlaczego mam pomaga? komu?, kto sam nic nie zrobi?, by pozytywnie wp?yn?? na swój los
    Ludziom nale?y si? pomoc, nawet je?li na ni? niezas?u?yli (dzieci, osoby upo?ledzone, chore, itd.). Oczywi?cie jest spór o zakres tej pomocy.Proponuj? aby Pan nie traktowa? tak powa?nie w kwestiach etyki Nietzschego i postudiowa? np. Etyk? Praktyczn? P.Singera. Na naszej stronie istnieje te? do?? du?o materia?ów dotycz?cych biedy na ?wiecie i pomocy.

  • Robert Zuch
    Robert Zuch środa, 09 lutego 2011

    Dezercja jako "rozwiazanie umowy o prace" (przepraszam za brak ogonkow w czcionce)

    Istotnym pytaniem jest to czy John jest ?o?nierzem zawodowym, czy z naboru lub pospolitego ruszenia. Od ?o?nierzy zawodowych oczekujemy innych zachowa? ni? od tych s?u??cych pod mniejszym lub wi?kszym (pobór, pospolite ruszenie) przymusem. Dezercja dezercji nierowna.Post?powanie dowódcy w wypadku naruszenia dyscypliny przez ?o?nierza zawodowego mo?e polega? na z góry ustalonych przepisach na który ?o?nierz zawodowy si? godzi? wst?puj?c do s?u?by, w??cznie z s?dem wojskowym je?eli takie by?y z góry ustalone zasady. Oprócz argumentów natury moralnej mamy argumenty natury obowi?zków zawodowych. Odst?pienie od kary dyscyplinarnej wymaga?oby du?ych okoliczno?ci ?agodz?cych (prócz kwestii „sumienia” dowódcy) na których rozwa?anie brak tu miejsca.Je?eli John nie jest ?o?nierzem zawodowym i s?u?y w pewnym sensie pod przymusem prawa lub obowi?zku wobec pa?stwa sytuacja pozwala na ?agodniejsz? interpretacj?. Po pierwsze, dowódca mo?e stosowa? te same zasady jak powy?ej (jak do ?o?nierza zawodowego). Na froncie liczy si? efektywno??, obowi?zkowo?? i lojalno??, i nie jest wa?na przyczyna dzi?ki której dany obywatel znalaz? si? na froncie jako ?o?nierz. Jako podpora mo?e pos?u?y? argument sprawiedliwo?ci wed?ug której traktowanie jednej osoby bardziej ‘ulgowo’ wymaga?oby traktowania innych te? ulgowo (bo nie byli zawodowymi ?o?nierzami) i wkrótce ca?a kompania mo?e znale?? powody aby wraca? do domu, poza tymi zawodowymi. Konieczno?? utrzymania si?y zbrojnej gotowej do walki mo?e si? tu okaza? motywem wp?ywaj?cym na decyzj? moraln? dowódcy. Po drugie, dowódca mo?e zdecydowa? si? zastosowa? taryf? ulgow? je?eli John nie nale?y do grupy / profesji wojskowej, np. nie jest zawodowym ?o?nierzem, jest z niedawnego naboru, nie ma wpojonych warto?ci ani zasad post?powania jako ?o?nierz, nie podpisywa? umowy o prac? jako wojskowy, itd. Po pierwsze, mo?e tak zrobi? bo jest to ‘niewielka strata’ (je?eli poborowych takich jak John by?o w kompanii ma?o). Po drugie, mo?e to zrobi? aby usun?? element destabilizuj?cy/demoralizuj?cy reszt?; odes?anie Johna do domu „po cichu” jest w tym wypadku jedynym bezpiecznym dzia?aniem aby nie spowodowa? efektu lawinowego jak powy?ej (co oznacza?oby ?e wszyscy s? ch?tni na wyjazd do domu). Usuni?cie ‘czynnika destabilizuj?cego’ mo?e by? bardziej skuteczne je?eli jest zrobione „dla przyk?adu” i np. odbywa si? poprzez s?d wojskowy - s?u?y przyk?adem dla innych ch?tnych. Uzasadnienie jest takie ?e dowódca my?li nie tylko o Johnie i jego rodzinie, ale i o swoich podw?adnych oraz o celach wy?szych (kampania wojenna, obrona miasta czy kraju razem z mieszka?cami, itd).

  • Mariusz Rakoski
    Mariusz Rakoski środa, 09 lutego 2011

    Refleksa na odpowied? Pana Krzysztofa Saja

    W tym, co Pan napisa?, jest wiele racji i naprawd? sk?ania do refleksji... tylko wiele zale?y od tego, w co wierzymy i kim jeste?my - takie jest moje stanowisko, na szcz??cie nie ma nic sta?ego(?) i ludzie si? zmieniaj?; zobaczymy. Zastanawia mnie szczególnie ta my?l: Je?li z?odziej przymiera g?odem, powinien go Pan nakarmi? .Pozwoli Pan, ?e b?d? szed? w zaparte: je?eli ten sam z?odziej okrad? z ostatnich pieni?dzy matk? wychowuj?c? samotnie dziecko i tym samym skaza? biedn?, ale uczciw? kobiet? i jej dziecko na rych?? ?mier?, to czy takiemu cz?owiekowi(?) przys?uguje moralne prawo do oczekiwania od innych pomocy? Wspomina Pan wcze?niej, ?e co innego pomoc, co innego kara za przewinienia - znaj?c niezawis?o?? s?dów i ich nieomylno?? mog? mie? obawy, ?e wymierzona kara by?a niewspó?mierna wobec pope?nionych czynów (o ile w ogóle jakakolwiek zosta?a wymierzona). Pisze Pan równie?: Po trzecie, insynuowanie wielkich zbrodni tylko na podstawie tego, ?e kto? potrzebuje pomocy, jest .... nierozs?dne.Jak napisa?em: rzeczywi?cie zbyt daleko id?ca insynuacja - jednak nie mo?emy jej wykluczy?, bo jak Pan pisze: nigdy nie mamy pewno?ci. Je?li jednak dokona? tej zbrodni (?wiadomie, z premedytacj?) i wymiga? si? prawnej odpowiedzialno?ci, to czy cz?ek powinien nakarmi? takiego cz?owieka? Prosz? mnie nie uto?samia? z ?adn? etyk?/filozofi?: jako "m?ody" cz?ek wci?? stawiam pytania i szukam odpowiedzi; problem w tym, ?e ich nie znajduj? :) Pozdrawiam, i nie ukrywam, ?e czekam na Pana stanowisko wobec powy?szego :)

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja piÄ…tek, 11 lutego 2011

    Etyka a handel uprzejmo?ciami - odpowied? Panu Mariuszowi

    [quote name="Mariusz Rakoski"]... tylko wiele zale?y od tego, w co wierzymy i kim jeste?my[/quote]My?l?, ?e nie zale?? od tego prawdziwo??/fa?szywo?? przekona? lub poprawno??/niepoprawno?? argumentacji. Obowi?zkiem zawodowym etyka-filozofa jest bycie "panracjonalist?" .

    je?eli ten sam z?odziej okrad? z ostatnich pieni?dzy matk? wychowuj?c? samotnie dziecko i tym samym skaza? biedn?, ale uczciw? kobiet? i jej dziecko na rych?? ?mier?, to czy takiemu cz?owiekowi(?) przys?uguje moralne prawo do oczekiwania od innych pomocy?
    Je?li odpowie Pan "Nie", to: nieuzasadniona jest resocjalizacja w wi?zieniu; nieuzasadnione jest ratowanie osób, które uleg?y wypadkowi w wi?zieniu, a które skazane zosta?y za "egoizm" (kradzie?, oszustwa, morderstwa). Obowi?zki moralne nie mog? by? bezpo?rednim zak?adnikiem tego, czy kto? inny je respektuje: je?li kto? Panu nie udzieli? pierwszej pomocy, nie znaczy to, ?e Pan nie powinien udzieli? pierwszej pomocy tej osobie. To, ?e inni nie respektuj? obowi?zków, nie zwalnia nas z przestrzegania obowi?zków. Chyba wi?kszo?? etyków uzna?aby te zdania. Etyka jest wymagaj?ca. To nie jest prosty handel uprzejmo?ciami.
    Wspomina Pan wcze?niej, ?e co innego pomoc, co innego kara za przewinienia - znaj?c niezawis?o?? s?dów i ich nieomylno?? mog? mie? obawy, ?e wymierzona kara by?a niewspó?mierna wobec pope?nionych czynów (o ile w ogóle jakakolwiek zosta?a wymierzona).
    To, ?e s?dy potrafi? si? myli? nie uzasadnia prawa do samos?dów. Jedynie ewentualnie obowi?zek naprawy owych s?dów. Mo?e gdyby?my ?yli w ?wiecie, gdzie nie ma sprawiedliwych instytucji mog?cych kara? z?oczy?ców, uzasadnione by?yby samos?dy. Nie ?yjemy jednak w takim ?wiecie. A je?li czasami wydaje nam si?, ?e Polska nie jest od tego daleka, to powinno sk?ania? nas to raczej do naprawy tych instytucji ni? "przej?cia sprawy we w?asne r?ce". Druga opcja z ró?nych powodów wydaje si? o wiele gorsza.P.S. Przepraszam, je?li nieprawdziwie uto?sami?em Pana z konkretn? filozofi?. To, ?e lubi Pan Nietzschego i Marksa wyczyta?em jedynie z Pa?skich informacji "O mnie" w Pana profilu.

  • Agata Piekara
    Agata Piekara niedziela, 27 marca 2011

    Mariuszu :)

    [quote name="Mariusz Rakoski"]astanawia mnie szczególnie ta my?l: Je?li z?odziej przymiera g?odem, powinien go Pan nakarmi? .Pozwoli Pan, ?e b?d? szed? w zaparte: je?eli ten sam z?odziej okrad? z ostatnich pieni?dzy matk? wychowuj?c? samotnie dziecko i tym samym skaza? biedn?, ale uczciw? kobiet? i jej dziecko na rych?? ?mier?, to czy takiemu cz?owiekowi(?) przys?uguje moralne prawo do oczekiwania od innych pomocy? [/quote]My?l?, ?e nie rzecz w tym, czy z?odziej ma moralne prawo oczekiwania od Ciebie pomocy, bo to absolutnie jego - z?odzieja - sprawa. Pewnie by oczekiwa?. Ja bym oczekiwa?a, cho?, niestety, ?wi?ta nie jestem ;) Nie, nie kradn? ;)Dyskusja troch? zesz?a na boczny tor, mam wra?enie, ale rzecz raczej dotyczy powinno?ci, które Ty na siebie nak?adasz wzgl?dem jakiegokolwiek cz?owieka. Wybra?e? z?odzieja, ?eby uzasadni?, ?e nie masz ?adnego obowi?zku :)K?opot w tym, ?e (u?yj? Twojej metody argumentacji):1. Nie masz wiedzy, czy kto?, kto potrzebuje Twojej pomocy jest z?y;2. Nie wiesz te?, czy nie zrobi? nic, aby swoj? sytuacj? polepszy? - mo?e po prostu nie mia? szcz??cia;3. Nie wiesz, czy gdy mu nie pomo?esz, cz?owiek ten, pora?ony przyk?adem Twojej szlachetno?ci, nie zmieni ?wiata na lepsze;4. no i bana? - nie ma ludzi idealnych.5. Aaaaaa... oceniaj?c te?, czy kto? zas?uguje na nasz? pomoc, troch? grzeszymy pych?, ze sobie pozwol? u?y? terminologii chrze?cija?skiej. Bo pomaga? ludziom trzeba, cho?by dlatego, ?e sami tej pomocy chcieliby?my oczekiwa?. Jak nie dla siebie (tu potrzebna by by?a z kolei pokora ;)), to dla najbli?szych...6. Wreszcie - takie ocenianie rodzi pewien k?opot. Prze?wietlenie kandydata na obdarowanego mog?aby nam zaj?c tyle czasu i kosztowa? tyle pieni?dzy, ?e nic by nie zosta?o na ofiar?, albo ofiara by ju? dawno zmieni?a swój status ;)

  • Agata Piekara
    Agata Piekara niedziela, 27 marca 2011

    O Johnie i wi?kszo?ci maj?tku :)

    Tak, sprawa Johna powinna zosta? zatuszowana. Przede wszystkim dlatego, ?e zastosowanie zasady jest s?uszne, gdy s?u?y ona ludziom. Gdy nie s?u?y - jest zbyt abstrakcyjna. Nie do ko?ca wydaje mi si? równie? w?a?ciwe wymaganie od jednostki po?wi?ce? na rzecz ogó?u. Mamy jednak?e do czynienia z konfliktem tragicznym. Postawa dowódcy wymaga równie? du?ej odwagi, niezale?no?ci i ?wiadomo?ci odpowiedzialno?ci za swoj? decyzj?.Co do maj?tku - mo?na wiele mówi?. Gdy jednak si? go nie ma, a tym bardziej jego wi?kszo?ci, trudno chcie? si? nim dzieli?. W tej sytuacji jakiekolwiek uzasadnianie, ?e si? powinno, b?dzie brzmie? k?amliwie. Przede wszystkim dlatego, ?e ten obowi?zek nak?adamy przede wszystkim na innych :)K?opot w?a?nie w tym, ?e wi?kszo?? z nas wie, ?e powinni?my si? z innymi dzieli?. Ale i wi?kszo?? si? po prostu nie dzieli. Albo dzieli tym, co jej (wi?kszo?ci) zbywa...

  • Ewa Rutkowska
    Ewa Rutkowska poniedziałek, 28 marca 2011

    Z?odziej czy dezerter....

    Czytaj?c powy?szy artyku? oraz przygl?daj?c si? komentarzom, nasuwa mi si? swoista konkluzja: ka?dy cz?owiek w ?wiadomy sposób dokonuje wyborów, kieruje swoimi poczynaniami, w bardziej lub mniej ?wiadomy sposób tworzy w?asn? matryc? do?wiadcze? ?yciowych. Wszystkie dzia?ania maj? swoj? warto?? i cen? któr? wcze?niej lub pó?niej trzeba rozliczy?.Najbardziej surowym s?dziom jest nasze w?asne sumienie. Po za tym jak nie teraz to w innym czasie nast?pi rozliczenie naszego dzia?ania. Maj?c mo?liwo?ci decyzyjne w ka?dej sytuacji, moim zdaniem, nale?y zanalizowa? wszystkie przyczyny takiego lub innego post?powania czyli kradzie?y lub dezercji i in., skutki dla innych, a dopiero wtedy ustala? kar?. Nie przekonuj? mnie zasady kategoryczno?ci kar ale nie godz? si? te? z bezkarno?ci?. Je?eli ?yjemy w jakim? spo?ecze?stwie, to przystajemy na ogólne zasady wspó??ycia i konsekwencje ?amania ich. W przypadku dezercji my?l?, i? w?a?ciwym zachowaniem dowódcy jest przestrzeganie zasad prawa, John wiedzia? czym ryzykuje a mimo to dokona? takiego a nie innego wyboru. ( Czy gdyby nikt go nie zauwa?y? to nie by?oby czynu?!) Tak samo z?odziej nie krad? dla ratowania ?ycia, znowu te? dokona? jakiego? wyboru znaj?c konsekwencje jakie mo?e ponie??.

  • Agata Piekara
    Agata Piekara poniedziałek, 28 marca 2011

    Godno??

    [quote name="Ewa Rutkowska"]Je?eli ?yjemy w jakim? spo?ecze?stwie, to przystajemy na ogólne zasady wspó??ycia i konsekwencje ?amania ich. [/quote]Nie zgadzam si?. Nie jestem anarchistk?, ale ta argumentacja mnie zupe?nie nie przekonuje.Zawsze ?yjemy w jakiej? spo?eczno?ci. Nie zawsze godzimy si? na ogólne zasady wspó??ycia. Pomi?dzy tymi dwoma cz?onami zdania wcale nie musi by? ??czno?ci.By? mo?e powinni?my si? godzi? na te normy, ale gdyby tak by?o - nie by?oby dylematu (-ów)...Prawd? jest jednak to, ?e konsekwencje zawsze s?. Ci?gle te? zastanawia mnie, czy wiara w istniejacy gdzie?, kiedy? lepszy, wy?szy porz?dek, to nie u?uda i marzenie...

  • Agata Piekara
    Agata Piekara poniedziałek, 28 marca 2011

    Godno??

    [quote name="Ewa Rutkowska"]Tak samo z?odziej nie krad? dla ratowania ?ycia, znowu te? dokona? jakiego? wyboru znaj?c konsekwencje jakie mo?e ponie??.[/quote]Zaraz, zaraz... Czy tego z?odzieja nam tu Mariusz nie podrzuci?? Albo sam si? wkrad? ;)Na pewno by?o o Jimie i filozofie, k?amstwie i etyce ezoterycznej :)

  • Krzysztof
    Krzysztof niedziela, 10 kwietnia 2011

    John nie chce

    [quote name="Agata Piekara"]Tak, sprawa Johna powinna zosta? zatuszowana.[/quote]Nie jestem zawodowym etykiem, raczej praktykantem. St?d pewnie mój sprzeciw budzi to, ?e co? co uwa?amy za s?uszne powinno zosta? zatuszowane. To chyba nie jest etyka?Problem z Johnem polega na tym, ?e jego szef uwa?a, ?e ma prawo do decyzji na temat jego ?ycia i ?mierci. To dosy? popularne podej?cie. Cz?sto wysy?a si? ?o?nierzy, aby walczyli o nasze interesy. Stworzono ca?? kultur? oddawania ?ycia. John nie chce, wi?c powinien by? ukarany.

  • Najpierw zaloguj siÄ™ a potem wyĹ›lij komentarz
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.