Podstawowy problem etyki naturalistycznej

Dodane przez w w Metaetyka

Wątpliwości D.Hume’a[1] dotyczące etyki naturalistycznej większości filozofom są bardzo dobrze znane. Choć tzw. problem przejścia od „jest” do „powinien” doczekał się wielu interpretacji[2], wciąż powstają nowe pomysły naturalizacji etyki. Wiąże się to z pobłażliwym traktowaniem „gilotyny Hume’a”, która została „rozwodniona” przez wielość interpretacji. Choć opublikowano już sporo literatury na ten temat, wciąż nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób można znaturalizować etykę. Rzucam więc rękawicę. Może sensowność naturalizacji etyki wyjaśni mi jakiś czytelnik – naturalista?

 „Gilotyna Hume’a” zasadza się na mocnej intuicji, iż wiedza o ludzkiej naturze lub naturze świata nie determinuje jednoznacznie odpowiedzi na pytanie, jak nasze skłonności, pragnienia, zachowania i dążenia powinny wyglądać. To, że natura świata lub natura człowieka jest taka a nie inna, nie znaczy jeszcze, że taka powinna być. Każdy naturalista etyczny, bez względu na sposób definiowania czy ujmowania pojęć etycznych, musi wyjaśnić, dlaczego owa natura, z której czerpać chce przykład, miałaby mieć autorytatywny, normatywny charakter i wyznaczać nam wzór postępowania. Może powinniśmy z nią walczyć i starać się ją zmieniać? Jeśli przez naturę rozumie się nie, jak filozofowie starożytni - racjonalną naturę każdego człowieka, lub jak teiści  - naturę człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo dobrego i racjonalnego Boga, lecz jedynie nasze psychiczne tendencje, skłonności i potrzeby, które, tak jak owłosienie na nogach, w części odziedziczyliśmy po naszych zwierzęcych przodkach, fundowanie etyki na odkrywanej przez nauki naturze wydaje się być pozbawione jakiegokolwiek normatywnego autorytetu. Tak jak istnieją dobre powody żeby golić się wbrew uporczywemu owłosieniu, istnieją też dobre powody, aby nie słuchać się naszej „moralnej natury”.

Naturalizm etyczny byłby wstępnie uzasadniony jedynie jeśli przyjęlibyśmy, że odkrywana przez nauki natura jest dobra lub racjonalna. Takie założenie jest jednak naukowo niedowodliwe, a w dodatku, budzi sporo wątpliwości. Jeśli – jak głoszą neodarwiniści[3] – rdzeń moralności powstał na drodze losowych mutacji i jest on na „usługach samolubnych genów”, dlaczego ja, osoba, Krzysztof Saja, respektować mam zbiór intuicyjnych norm i skłonności, które mają jedynie gatunkowe lub biologiczne uzasadnienie? Jeśli źródłem naszych podstawowych reakcji moralnych są „samolubne geny”, fakt ten wydaje się dostarczać silnej racji, aby z podejrzliwością patrzyć na naszą naturę i związane z nią wszelkie emocje i „moralne intuicje”.

Ludzie nie muszą być zwierzętami, które postępują tak, jak zostały genetycznie i behawioralnie zaprogramowane. Jeśli założymy prawdziwość powszechnej wiary w możliwość kierowania się racjami, nie widzę powodu, dla którego odkrywane przez „neuroetykę”, psychologię czy socjologię moralności fakty stanowić mogą wystarczającą przesłankę do oceny konkretnego działania, cechy charakteru lub prawa. Choć wiedza o ludzkiej naturze jest przydatna, dla istot racjonalnych sama z siebie nie stanowi żadnego normatywnego autorytetu.

[1] D. Hume, Traktat o naturze ludzkiej, tłum. Czesław Znamierowski, Warszawa 1963, t. II, s. 259–60.

[2] M. Rutkowski, Rola rozumu w decyzjach moralnych: Etyka Davida Hume’a, Wyd. Uniwersytetu Wroclawskiego, Wrocław 2001.

[3] R. Dawkins, Samolubny gen, Prószynski i S-ka, Warszawa 1996.

 

Oznaczone w: Hume metaetyka naturalizm
Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor książki Język etyki a utylitaryzm. Filozofia Moralna R.M.Hare'a
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda środa, 24 października 2012

    naturalizm a relatywizm

    Rozumiem te naturalistyczne próby poszukiwania kryteriów prawdziwości sądów etycznych - jest to rozwiązanie wygodne, o dużej mocy eksplanacyjnej. Ale tak jak piszesz, przypadki w których taki naturalizm zawodzi, sugerując wybory niezgodne z intuicjami moralnymi, obnażają wydatnie jego słabości.

    Taka np. agresja rozumiana jako naturalny mechanizm skorelowany z dostosowaniem osobnika do środowiska. W większości wypadków w perspektywie moralnej będziemy występowanie agresywnych zachowań piętnować ze względu na "organizm" którym jest społeczność - np. stado, ale już niekoniecznie inne stado, przed którego atakami trzeba się czasem bronić.

    To co tradycyjnie filozofia ujmowała jako "naturę ludzką", dziś już można przekładać na nieco "twardsze" konteksty. Mamy socjobiologię, psychologię ewolucyjną, science of morality, etc. Meta-założenie obecne w tych kontekstach dotyczy perspektywy traktowania nie osobnika, lecz de facto grupy osobników jako "podmiotu". Teoria gier pokazuje że strategie altruizmu, czy ogólnie kooperacjonizm, zasadniczo skorelowane są dodatnio z homeostazą takiego "organizmu zbiorowego". Ale z kolei korzystna dla "samolubnych genów" jest strategia eliminacji z populacji osobników odległych genetycznie w określonym stopniu. Czy jeśli naukowo opisany naturalizm ligitymizuje rasizm owocujący genocydem, to powinniśmy go promować, czy też go piętnować (Europejczycy vs Indianie, Hutu vs Tutsi)? A jeśli piętnować, to czy da się w ogóle znaleźć "naturalne" uzasadnienie dla takiego sprzeciwu? W mojej opinii już nie, ponieważ na poziome etyki uniwersalnej mówimy współcześnie o fenomenach wyłonionych w toku ewolucji kultury, nieredukowalnych do cech naturalnych. Jeśli sięgnąć do historii ewolucji kultury Pan sapiens, to jeszcze do niedawna pojęcie "ludzkości" było czystą abstrakcją.

    Ludzkość nie ma już dla mnie nic wspólnego z naturalizmem, ponieważ nie istnieje stado myśliwych-zbieraczy które mianem ludzkości można by nazwać. A wszelkie nowożytne etyki uniwersalne właśnie do owego abstrakcyjnego pojęcia "ludzkości" bezwiednie najczęściej się odnoszą. Nie mówimy w końcu etyka europejczyka, czy etyka islamu (moralność już szybciej). Konsekwentnie rozwinięty, a przy tym "naukowo" podbudowany naturalizm w etyce, prowadzi w moim przekonaniu w istocie do stanowiska relatywizmu moralnego - normy są relatywizowane do obrębu określonej grupy etnicznej.

    Potrzeba by było zatem w "znaturalizowanej" etyce pokazać mechanizm uprawniający do zachowania relewancji etycznych odniesień przy przejściu od stada, czy grupy etnicznej, do owej ludzkości. Można to zrobić na wiele sposobów i sam mógłbym zaproponować kilka, ale każdy budzi bardzo uzasadnione wątpliwości.

  • Wacław Janikowski
    Wacław Janikowski czwartek, 08 listopada 2012

    Tylko człowiek posiada rozum - Arystoteles, Polityka 1253a9

    Moją odpowiedź na powyższy wpis stanowi wpis na blogu Etyki Praktycznej pod adresem:

    http://etykapraktyczna.pl/wpis/2012/11/07/naturalizm-i-moralna-normatywnosc-praktyczna

    Tutaj dodam tylko, że przedstawiony na zdjęciu rzekomy wzór natury ludzkiej jest niewłaściwą imputacją naturalizmowi etycznemu tego, czego on nie głosi. (Może jest to imputacja trafna pod adresem prymitywnych, fałszywych wersji naturalizmu etycznego). W przeciwieństwie do zwierząt, w tym szympansic, tylko ludzie mają zdolność do refleksyjnej akceptacji lub dezaprobaty względem własnych chceń, tj. do żywienia stanów, które nazywam "metachceniami". A fortiori tylko ludzie mają tendencję do uspójniania własnych chceń, decyzji i przyjmowanych prawideł postępowania z własnymi metachceniami. Sfera racjonalności człowieka określająca racje moralne buduje się przede wszystkim na czterech podstawach: 1) na owej zdolności i na tej tendencji, 2) wraz z rozsądnymi wymogami życia społecznego, oraz 3) przy działaniu wrodzonych skłonności do odczuwania empatii, jak też 4) dzięki podobnie wrodzonemu poczuciu elementarnej sprawiedliwości/niesprawiedliwości.


    PS. Gdyby zwierzę z obrazka miało pretensję, że mylę jego płeć, to byłbym je przeprosił. Wydaje mi się jednak, że jest to osobnik płci żeńskiej.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda czwartek, 08 listopada 2012

    Zwierzę z obrazka

    Litości, wiem że im większa "odległość" genetyczna, tym większe problemy z rozpoznawaniem osobników po twarzach, ale o ile mi wiadomo zwierzę z obrazka należy do rodzaju Pongo, a nie Pan (w przeciwieństwie do nas). W tej sytuacji kwestia kto może czuć się obrażony znacznie się komplikuje. ;)

  • Wacław Janikowski
    Wacław Janikowski piątek, 09 listopada 2012

    Pongo czyli orangutan

    Jak pomyślałem o szympansie, to coś mi nie grało.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek poniedziałek, 17 grudnia 2012

    Lekcja Spinozy

    Krzysztofie, naturalizacja etyki jest zadaniem problematycznym tylko jeśli szuka się imperatywów kategorycznych, a nie hipotetycznych- tj. jeśli w ogóle ujmuje się ją jako naukę normatywną absolutnie, niewarunkowo. Ale po co wyznawać ten nowożytny przesąd? ;)

    Konsekwentny naturalista etyczny musi ostatecznie stać się spinozjanistą - przynajmniej w tym ogólnym sensie, że zrezygnuje z poszukiwania (absolutnych) powinności. Powinności są tylko lokalne, związane z conatusem, pochodne "naturze" (która jak pokazał K. Pogoda można ując nowocześnie). Sub specie aeternitatis nie ma żadnej powinności - poza koniecznością tego co jest, powszechnym determinizmem (jakkolwiek byśmy tego nie nazwali).

    Wymaganie wskazania absolutnej, nieuwarunkowanej naturą racji (powinności) od naturalisty jest domaganiem się od niego czegoś, co jest wymogiem z zupełnie innej etycznej "bajki".

    PS A że powyższe uwagi prowadza do wniosku o końcu pewnej wizji etyki - to najlepszą ilustracją tego jest przytaczany często przez Ciebie fakt, że psychologowie zabrali etykom sporo ich tradycyjnej działki (szczęście).

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja czwartek, 14 lutego 2013

    Trafna uwaga, której nie kupuję

    Krzysztofie, naturalizacja etyki jest zadaniem problematycznym tylko jeśli szuka się imperatywów kategorycznych, a nie hipotetycznych- tj. jeśli w ogóle ujmuje się ją jako naukę normatywną absolutnie, niewarunkowo. Ale po co wyznawać ten nowożytny przesąd? ;)

    Zgadzam się z Tobą, że jeśli przykroi się ambicje etyki / filozofii, wyruguje wiele intuicji, wciśnie ją w buty "nowoczesnej nauki" rezygnując z "nowożytnych przesądów", to każdy jej fragment da się znaturalizować. A jak się nie będzie udawało (bo to jest "inna bajka"), to należy ją wyeliminować fragmenty, które się nie poddają.
    W tym sensie każdą dziedzinę aktywności ludzkiej można poddać naturalizacji. Wcisnąć w paradygmat naukowy, a gdy nadmiernie wystaje, powycinać resztki. Jako filozofa nie interesuje mnie taki sposób rozwiązywania problemów filozoficznych. Jestem bardziej ambitny ;)
    Nawet jeśli przyjmiesz, że etyki nie uda się ująć w paradygmacie imperatywów kategorycznych, wciąż pozostaje problem wyboru wartościowych celów i dóbr, które warto realizować. Etyka w takiej minimalnej wersji sprowadzi się więc do opisu różnych alternatywnych sposobów osiągania różnych alternatywnych celów. Kosztem tego jest relatywizm i brak autorytetu etyki. I nie chodzi tu o relatywizm, który zaleca tolerancję i akceptację inności, bo takie koncepcje są zazwyczaj ukrytym absolutyzmem. Kapitulacja polega na stwierdzeniu, że jeśli ktoś chce wysadzić nas w powietrze ze względu na realizację swoich osobistych czy kulturowych celów, to nie możemy przedstawić mu żadnych uniwersalnych (kategorycznych) racji, że mamy prawo się bronić. Okropieństwo! :)

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek czwartek, 14 lutego 2013

    Lekcja Spinozy vol. 2 - czyli po co nam imperatywy kategoryczne?

    Krzyśku, nie chodzi tu o nachalną redukcję - jak zdajesz się sugerować - polegającą na kastrowaniu problemów filozoficznych. Chodzi raczej o to, że konsekwentny naturalista, przyjmujący jedynie imperatywy hipotetyczne, nie będzie pytał o racje ostateczne. Z jednym wyjątkiem - racją ostateczną jest "natura" (pomijam teraz jak to pojęcie dokładnie rozumieć).

    Pytanie jest zatem następujące: czy jest coś, co się takiej naturalizacji nie poddaje? Jeśli dobrze Cię rozumiem, dla Ciebie czymś takim jest następujący problem:
    "Nawet jeśli przyjmiesz, że etyki nie uda się ująć w paradygmacie imperatywów kategorycznych, wciąż pozostaje problem wyboru wartościowych celów i dóbr, które warto realizować. Etyka w takiej minimalnej wersji sprowadzi się więc do opisu różnych alternatywnych sposobów osiągania różnych alternatywnych celów. Kosztem tego jest relatywizm i brak autorytetu etyki"

    Myślę, że konsekwentny naturalista idąc za Spinozą odpowiedzieć może w sposób następujący (w sumie zawarłem to już w poprzednim wpisie, ale jakoś tego nie dostrzegłeś): o relatywizacji nie ma mowy, o ile podstawą i źródłem dobra jest natura, nasza naturalna dążność, conatus. Etyka - myślę zarówno dla starożytnych, jak i dla spinozjanistów - może cieszyć się autorytetem "techniki dobrego życia". Relatywizm można ujmować różnie - jeśli dobrze rozumiem chodzi Ci o pogląd, że nie ma żadnych realnych podstaw imperatywów etycznych (celowo pomija stwierdzenie, że imperatywy są względne wobec sytuacji podmiotu, bowiem taki sytuacjonizm to nie relatywizm jak dla mnie). Otóż każdy konsekwentny naturalista - którego będę tu nazywał w skrócie spinozjanistą - nie ma takiego problemu. Natura jest źródłem etyki. Ta natura daje podstawę, by się bronić, by chronić podmiot, jego conatusa. Dlatego w świetle Spinozy obawy o to, ze nie ma uniwersalnych racji by sie bronić, są przesadzone: masz prawo sie bronić. Ale to prawo wynika za natury - innej racji nie ma i być nie może.

    Zapewne odpowiesz w ten sposób: "a co jeśli ja, Krzysztof Saja, nie zgadzam się z celami natury"? To zależy jak te "cele natury" ujmujesz. Ja ujmę to tak: jeśli czegokolwiek pragniesz, to pragnienie to jest naturalne - oczywiście o ile jego realizacja nie utrudnia spełnienia bardziej podstawowych pragnień. Jeśli znów mnie zapytasz o ostateczną rację odpowiem tak: nie ma racji ostatecznej. I najlepszym potwierdzeniem tego jest fakt, iż jeśli dany podmiot czegoś nie pragnie, to żadna filozoficzna racja tego pragnienia w nim nie zbudzi (budowanie pragnień na wcześniejszych bardziej fundamentalnych pragnieniach się nie liczy).

    A może zatem nasza wola, o ile nie idzie za naturą, jest pozbawiona racji? Tak, konsekwentny naturalista musi przyjąć, że poza natura nie ma żadnych ostatecznych racji. Możesz chcieć czegoś przeciw naturze - ale to irracjonalne, bo nie może być żadnej racji poza determinacją natury. Okropieństwo? Etyka nie jest od spełniania (w tym przypadku - racjonalizowania) zachcianek.

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak wtorek, 01 stycznia 2013

    Czy nauka może określać wartości?

    Myślę, że udaną próbę odpowiedzi na postawione tutaj pytania podejmuje Sam Harris w książce Pejzaż moralny. Etyka według Harrisa jest w dalszym ciągu niedostatecznie rozwiniętą nauką. Przekonanie o ograniczeniach rozumu ludzkiego doprowadziło do kulturowego i etycznego podziału na deontologię i utylitaryzm. Postrzeganie przez ludzi przepaści między faktami i wartościami ma wpływ dosłownie na wszystko, co ma znaczenie dla ludzi. Harris krytykuje zarówno konserwatyzm religijny jak i świeckich liberałów. Cel jaki postawił sobie to przekonanie innych, że już dłużej nie można oddzielać od siebie ludzkiej wiedzy i wartości, które nami kierują. Jest przekonany, że świat który daje się mierzyć i ważyć oraz znaczeń i sensów zostaną kiedyś połączone. Aby poradzić sobie ze stwierdzeniem Hume'a: "nie da się logicznie wyciągnąć"powinno się" z "jest"oraz z twierdzeniem G.E. Moore'a, że wszelka próba poszukiwania wartości moralnych w świecie natury to klasyczny błąd naturalistyczny w konsekwencji prowadzący do argumentu otwartego pytania, Harris wprowadza znane pojęcie dobrostanu. Przez dobrostan rozumie on pełny dobrostan (well-being) fizyczny, psychiczny i społeczny. wysoki poziom integracji społecznej, istnienie wsparcia społecznego oraz spójnych zasad przynależności społecznej, które stanowią tu kwestie o centralnym znaczeniu. Dobrostan ludzi jest wyznaczony przede wszystkim przez jakość ich społecznych relacji. Nie jest to więc, tylko subiektywnie postrzegane poczucie szczęścia i pomyślności. Harris pisze tak: "Jeżeli zdefiniujemy dobro jako to, co wspiera dobrostan, to - tak przynajmniej sądzę - będziemy w stanie wyjść z zapętlenia, w jakie wpuścił nas Moore'owski argument otwartego pytania. Istotnie nawet jeśli trudno nie zgodzić się z Moore'em, że jest wielce wątpliwe, czy w każdej sytuacji maksymalizacja przyjemności jest dobra, to już w przypadku dobrostanu wątpliwość tę można zawiesić. W takiej sytuacji bowiem wydaje się raczej jasne, że zadając pytanie, czy jakaś określona przyjemność jest dobra, pytamy o to czy sprzyja ona (czy może wręcz przeciwnie) osiągnięciu większego (wyższej formy) dobrostanu świadomej jednostki (inna rzecz czy znamy na takie pytanie odpowiedź), a to oznacza, że sama idea dobra powiązana jest już bezpośrednio z indywidualnym doświadczeniem czującej istoty." Sam Hariss przyjmuje, że dobrostan człowieka zależy w pełni od dwóch bardzo prostych czynników: zdarzeń zachodzących w świecie i procesów zachodzących w mózgu. Uważa że nauka w obydwu przypadkach jest w stanie to badać. Skoro więc dobrostan jest związany ze sferą etyki (wartości), a z drugiej strony może być badany przez nauki empiryczne i eksperymentalne to przepaść między faktami a wartościami może być iluzoryczna. Podaje co najmniej trzy powody dlaczego tak jest:
    "1) wszelkie racjonalne sądy dotyczące dobrostanu świadomej jednostki(jak postaram się pokazać, to jedyny wymiar, który możemy racjonalnie wartościować) muszą być w pewnym stopniu przekładalne na fakty dotyczące mózgów i ich interakcji ze światem;

    2) sama idea obiektywnej wiedzy (czyli wiedzy zdobywanej za pomocą obserwacji i rozumowania) opiera się na wbudowanych wartościach, choćby przez to, że wszelka dyskusja o faktach wymaga przyjęcia pewnych założeń, które w naturalny sposób powiązane są z wartościami (mówię o zasadach takich jak logiczna spójność, poleganie na dowodach, zasada oszczędności i tak dalej);

    3) wiele wskazuje na to, że na poziomie mózgu przekonania dotyczące faktów i przekonania dotyczące wartości wywodzą się z bardzo podobnych procesów (na przykład w obu obszarach posługujemy się jednym systemem umożliwiającym odróżnianie prawdy od fałszu).
    Polecam wszystkim lekturę tej książki. Sam jeszcze jestem w trakcie czytania ale myślę, że zasługuje ona na dużą recenzję, artykuł polemiczny lub nawet panel dyskusyjny.
    Nawiasem mówiąc w 2011 roku zastanawiałem się, jak to jest możliwe, że rozwój nauk ścisłych przebiega liniowo (kiepskie teorie, zastępowane są lepszymi- np. kto dziś pamięta o teorii atomu jako ciasta z rodzynkami- Kelvina), a w naukach humanistycznych (taki podział) wielość teorii przyprawia o ból głowy i prawie wszystkie są równoprawne. Ostatnimi czasy zaś bardzo się zdziwiłem, próbą wprowadzenia jako równoprawnej teorii kreacjonizmu do biologi.
    Uważam, że w etyce musimy dążyć do prawdy tak samo jak w fizyce. To ma praktyczny sens.
    W 2013 roku życzę wszystkim etykom, żeby odrzucili relatywizm moralny, dogmatyzm religijny, multikulturalizm, poprawność polityczną, a zajęli się etyką jako nauką badającą czyny, twierdzenia, opinie wpływające na dobrostan ludzi i spróbowali wyraźnie mówić co jest złe i dlaczego.

    Odpowiedz Anuluj
  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja czwartek, 14 lutego 2013

    Naturalizacja dobrostanu to nie wszystko

    Skoro więc dobrostan jest związany ze sferą etyki (wartości), a z drugiej strony może być badany przez nauki empiryczne i eksperymentalne to przepaść między faktami a wartościami może być iluzoryczna.

    Jasne że może być zbadany. Nawet jeśli przyjmiemy że dobro polega na poromowaniu dobrostanu, wciąż pojawiają się jednak NIEEMPIRYCZNE pytania dotyczące sposobu traktowania owego dobrostanu:
    1. Czy powinienem poświęcić Pański dobrostan, aby zwiększyć własny? Kiedy tak, kiedy nie?
    2. Czy działanie słuszne to takie, które chroni dobrostan innych czy maksymalizuje dobrostan wszystkich
    3. Czy ci, którzy mają najniższy dobrostan powinni być wspierani kosztem tych, którzy mają dobrostan wysoki?
    4. Czy należy dążyć do równości dobrostanu, na czym polega dyskryminacja, itd.
    5. Dlaczego mam dotrzymać obietnicy, która zmniejsza dobrostan?

    Są to pytania, na które nauka o dobrostanie NIE JEST W STANIE ODPOWIEDZIEĆ.
    W 2013 roku życzę wszystkim etykom, żeby odrzucili relatywizm moralny, dogmatyzm religijny, multikulturalizm, poprawność polityczną, a zajęli się etyką jako nauką badającą czyny, twierdzenia, opinie wpływające na dobrostan ludzi i spróbowali wyraźnie mówić co jest złe i dlaczego.

    Pan zakłada utylitaryzm: należy działać, mówić, promować to, co maksymalizuje dobrostan. Jak Pan zapewne wie, koncepcja ta ma jednak sporo problemów (zob. http://etykapraktyczna.pl/kategorie/listingi/utylitaryzm). Większość psychologów pozytywnych i ekonomistów szczęścia zakłada powinność maksymalizowania użyteczności. Robią to jednak w sposób niespójny oraz nieświadomy.

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak poniedziałek, 18 lutego 2013

    Pytania i odpowiedzi

    Rozumie Pan dobrostan odmiennie do podanej przeze mnie definicji. To jakieś nieporozumienie.Cytuję:"Przez dobrostan rozumie on pełny dobrostan (well-being) fizyczny, psychiczny i społeczny. wysoki poziom integracji społecznej, istnienie wsparcia społecznego oraz spójnych zasad przynależności społecznej, które stanowią tu kwestie o centralnym znaczeniu. Dobrostan ludzi jest wyznaczony przede wszystkim przez jakość ich społecznych relacji. Nie jest to więc, tylko subiektywnie postrzegane poczucie szczęścia i pomyślności."W związku z czym:
    Ad1. Wtedy gdy ogólny dobrostan ulegnie zwiększeniu.
    Ad2. Takie które powodują wzrost dobrostanu wszystkich
    Ad3. Tak o ile to nie hamuje wzrostu dobrostanu wszystkich
    Ad4. Należy w miarę możliwości dążyć do równości o ile to nie hamuje wzrostu dobrostanu
    Ad5. Nic co zmniejsza dobrostan w sensie ogólnym szerokim (definicja) nie jest moralne.

    Dobrą książką na temat cząstki tego co zawiera dobrostan ludzi jest Duch Równości- Richarda Wilkinsona i Kate Pickett. "Autorzy, opierając się na trzydziestu latach swoich badań, udowadniają, że duże nierówności są niekorzystne dla wszystkich warstw społecznych. Przytoczone w książce dane i wykresy pozwalają porównać duchową i zdrowotną kondycję różnych społeczeństw i grup ludności na świecie. Niezależnie od ogólnej zamożności danego kraju, niemal każdy współczesny problem społeczny bądź ekologiczny – choroby, zanik poczucia wspólnoty, przemoc, narkomania, otyłość, zaburzenia zdrowia psychicznego, brak wolnego czasu, przepełnienie więzień – z reguły występuje z większym nasileniem w społeczeństwach o większych nierównościach. Duch równości rozwiązuje więc zagadkę pozornej sprzeczności między klęskami społecznymi nękającymi wiele współczesnych społeczeństw a ich sukcesami materialnymi."- fragment recenzji z racjonalisty.Czy cieszyłby się Pan Panie Krzysztofie gdyby osiągnął Pan wzrost dobrostanu kosztem dobrostanu innych ludzi?

    Pan zakłada utylitaryzm:

    Myślę, że to co zakładam, to racjonalizm.Jeśli ludzie wierzą w złe rzeczy, akceptują szkodliwą dla siebie i innych koncepcję dobrostanu.To ludzie którzy wiedzą, że to jest złe (naukowcy,filozofowie) mają obowiązek informowania o wartościach właściwych.
    Albowiem wystarczy nic nie robić aby zło zakwitło.
    Ten portal co prawda akademicki, ale w nazwie ma Etyka PRAKTYCZNA powinien więcej miejsca poświęcać sprawom etyki tu i teraz.
    Zgadzam się, że nauka nie zna wszystkich odpowiedzi. Ale filozofia pokaże jej drogę do badań.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda środa, 02 stycznia 2013

    Czym jest science of morality?

    Poglądy Harrisa wpisują się w szerszy nurt 'science of morality':

    http://en.wikipedia.org/wiki/Science_of_morality

    Myślę że nurt to bardzo cenny i ze wszech miar istotny we współczesnej refleksji moralnej. Oferuje zmianę paradygmatu przesuwając środek ciężkości z analizy kryteriów prawdziwości sądów etycznych, w stronę analizy roli jaką moralność spełnia w kulturach ludzkich. Mamy więc tu stanowisko swoistego umiarkowanego relatywizmu, ale równocześnie próbę poszukiwania nowej unaukowionej metaetyki konsekwencjalnej działającej tym lepiej, im pełniejszy jest nasz naukowy obraz świata.

    Nieco podobne stanowisko, lecz ze znacznie bogatszą "metafizyką", zaproponował wcześniej Robert Pirsig. Tutaj krytyczna polemika z Harrisem z perspektywy metafizyki jakości Pirsiga:

    http://robertpirsig.org/andre1.htm

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak środa, 02 stycznia 2013

    Definicja science of morality?

    Dziękuję za link Robert Pirsig. Wikipedia nie jest najlepszym żródlem wiedzy o S. Harrisie.
    W jego koncepcji nie ma cienia relatywizmu, a jest dążenie do odkrycia prawdy moralnej niezależnej od kultury. Do tego między innymi służy mu pojęcie dobrostanu. Harris uważa, że nie ma żadnych przeciwskazań by kryterium prawdy posługiwać się też w etyce czyli by mówić o prawdzie moralnej.
    Co to jest prawda moralna wyjaśnia w swej książce "Pejzaż moralny" wyd. CIS 2012 (rok po wydaniu amerykańskim). Naprawdę zapraszam do lektury, bo w książce jest wiele kontrowersyjnych, a moze rewolucyjnych pomysłów w dziedzinie etyki. Nawet jeśli są błędne to trzeba uzasadnić dlaczego.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda piątek, 04 stycznia 2013

    ku dobrostanowi

    Czy różne systemy norm moralnych, różnych kultur, mogą prowadzić do analogicznego "dobrostanu" świadomych istot? Nie twierdzę że Harris jest relatywistą, wręcz przeciwnie. Ale wydaję mi się też, że akceptacja pluralizmu wartości będzie tchnąć relatywizmem dla monistycznie zorientowanych etyków.

  • Waldemar Pietrzak
    Waldemar Pietrzak piątek, 04 stycznia 2013

    dobrostan świadomych istot

    Odwrotnie. Norma moralna jest dobra jeśli prowadzi do dobrostanu. Nie da się ukryć, że pewne kultury są w mniejszym stopniu niż inne zdolne do maksymalizacji dobrostanu. Nie można chować głowy w piasek zasłaniać się liberalizmem, multikulturowością, relatywizmem, tolerancją. Jako przykład S. Harris przytacza swoją rozmowę z pewną panią - członkinią President's Commission for the Study of Bioethical Issues, czyli jedną z trzynastu osób w całych Stanach Zjednoczonych, które prezydent Obama wybrał, by doradzały mu w kwestiach, jakie mogą pojawić się "w związku z rozwojem nauk biomedycznych i pokrewnych dziedzin nauki i technologii", co ma upewnić głowę państwa, że "badania naukowe, regulacje dotyczące opieki zdrowotnej oraz innowacje technologiczne spełniają normy odpowiedzialności etycznej". Oto przebieg tej rozmowy:
    "Ona: Co pozwala panu myśleć, że nauka kiedykolwiek będzie mogła powiedzieć, że zmuszanie kobiety do noszenia burki jest złe?
    Ja: Otóż myślę, że dobro i zło to kwestia odpowiednio rosnącego i malejącego dobrostanu. I wydaje mi się oczywiste, że zmuszanie połowy populacji do noszenia worka na głowie pod groźbą pobicia lub zabicia, jeśli ktoś odmówi, nie jest dobrą strategią maksymalizowania ludzkiego dobrostanu.
    Ona: Ale to tylko pańska opinia.
    Ja: No dobrze... Może spróbuję wyrazić to prościej. Co na przykład, gdybyśmy odkryli jakąś kulturę, w której co trzecie dziecko zostaje rytualnie oślepione - dosłownie wyłupuje się mu (lub jej) oczy tuż po urodzeniu. Czy zgodziłaby się pani, że właśnie poznaliśmy kulturę, która niepotrzebnie zmniejsza dobrostan istot ludzkich?
    Ona: To zależy, z jakich powodów tak by ludzie robili.
    Ja (zdębiałem, co prawda, ale starałem się zachować przytomność umysłu): Powiedzmy, że tak nakazywałyby przesądy religijne, zgodnie z ich świętą księgą bowiem Bóg rzekł, że "co trzeci będzie kroczył w ciemności".
    Ona: W takim przypadku nie wolno panu powiedzieć, że czynią źle."
    I jeszcze komentarz Harrisa:
    "Takie opinie, proszę mi wierzyć, wcale nie są wyjątkiem wśród elit intelektualnych (to chyba właśnie o takich ludziach mówi się, że zamieszkują w wieżach z kości słoniowej). Najdziwniejsze, że rozmawiałem z kobietą (trudno było mi o tym nie myśleć, bo w kontekście płci jej poglądy były jeszcze bardziej żenujące), która dopiero co wygłosiła całkiem spójny referat o moralnych implikacjach najnowszych odkryć w dziedzinie neuronauk."
    A czy dziś w naszym kraju takie rzeczy publicznie nie mają miejsca? Np. ostatnia pyskówka dotycząca podpisania konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.

  • Kazik Pogoda
    Kazik Pogoda poniedziałek, 07 stycznia 2013

    cień relatywizmu

    "Odwrotnie" nie jest odpowiedzią na moje pytanie. Przytoczoną argumentację Harrisa znam i jego stanowisko jest mi bliskie.

    Można wyobrazić sobie różne kultury, o różnych tradycyjnych moralnościach, w których pokłosiem różnych norm moralnych jest podobny dobrostan. Przykładowo w naszej kulturze dominuje monogamia sekwencyjna (sekwencyjna od niedawna, a w tradycyjnych normach moralnych wciąż nie akceptowana), natomiast są kultury w których występuje poliandria, co sankcjonowane jest zupełnie innymi normami moralnymi. Czy w przypadku związków monogamicznych i poliandrycznych możemy mówić o analogicznym dobrostanie (szczególnie że występowanie określonych form związków tu i tu skorelowane jest często ze strukturą demograficzną, czy też innymi warunkami środowiska)?

    Etyk może bronić wyższości jednej formy związku między ludźmi nad inną, przytaczając różne argumenty. Jeśli usłyszałby od Harrisa "to wszystko jedno", pewnie z miejsca nazwałby go relatywistą. Co jest paradoksalne o tyle, że Harris jest antyrelatywistą. Ale to można zrozumieć dopiero po usłyszeniu jego wyjaśnienia dlaczego "to wszystko jedno".

  • Marek Tylkowski
    Marek Tylkowski wtorek, 22 stycznia 2013

    W jaki sposób z tego, co jest, wypływa to, co powinno być

    Swoje uwagi zacznę od polemiki McIntyre’a ze stanowiskiem Hume’a. Stwierdził on, że z tego, co jest wynika to, co powinno być, jeśli to, co jest, jest definiowane przez swoje funkcje. Na przykład rycerz jest definiowany jako ktoś, kto potrafi walczyć. Zatem każdy, kto jest rycerzem, powienien potrafić walczyć.

    W powyższym przypadku mamy do czynienia z rolami społecznymi definiowanymi poprzez swoje funkcje. Podejmowanie ich oznacza spełnianie funkcji i dopiero dzięki spełnianiu ich można powiedzieć, że dana osoba jest przedstawicielką danej roli.

    Oczywiście nasuwa się pytanie dlaczego podejmować tę rolę społeczną a nie inną? Idąc dalej, dlaczego robić to, a nie coś innego?

    Człowiek rozpoznając świat jednocześnie go interpretuje. W skład interpretacji świata, w skład tego, „co jest” wchodzi też ocena. Jedne rzeczy są dla nas atrakcyjne i pożądane, a inne nieatrakcyjne i niepożądane. Rzeczy atrakcyjne stają się dla nas celami działania – wartościami, do których dążymy.

    Człowiek zawsze, w sensie formalnym, działa ze względu na jakiś cel. Gdyby spacer nie miał celu, wówczas nie wiedziałbym kiedy mam skończyć spacerować.

    Wartości takie, jakimi je postrzegamy, nie są jednolite. Jedne są bardziej atrakcyjne, a drugie mniej atrakcyjne. Czasami też, aby zdobyć te, które wydają nam się bardziej atrakcyjne, poświęcamy te, które są mniej atrakcyjne. Innymi słowy wartości układają się w hierarchię.

    Hierarchia wartości określa nasze wybory w codziennym życiu. Jeśli jestem studentem i chcę jednocześnie przygotować się do egzaminu następnego dnia i iść do kina, wówczas w zależności od tego, czy chwilą przyjemność z oglądania filmu postrzegam jako bardziej atrakcyjną od zdanego egzaminu czy też zdany egzamin jest dla mnie bardziej atrakcyjny niż przyjemność, której dostarczy film, zostaję w domu i się uczę się lub wychodzę. W tym przypadku struktura wartości (celów) dyktuje sposób zachowania.

    Skoro sposób zachowania wynika z interpretacji, rzeczywistości, to nasza etyka wynika z naszego sposobu rozumienia tego, co jest. Zatem zawsze z tego,” co jest” wynika to, co powinno być.

    Oczywiście rozumienia tego, co jest mogą być różnorakie. Tutaj nie zamierzam rozstrzygać, które z nich należy preferować.

    Na zakończenie chcę podkreślić, że przedstawiony wyżej tok rozumowania różni się od przeprowadzonego w komentowanym artykule, ponieważ na wstępie nie utożsamia pojęcia „tego, co jest” z pojęciem natury. „To, co jest” zostaje określone przez interpretację jaką dany człowiek się posługuje. To, jaki związek ma ta interpretacja z „naturą” pozostawiam sprawę otwartą.

  • Tomasz Herok
    Tomasz Herok poniedziałek, 18 lutego 2013

    Moral passions i moralny sceptycyzm

    Panie Krzysztofie,

    Pisze Pan, że według etycznych naturalistów moralne jest kierowanie się "psychicznymi tendencjami, skłonnościami i potrzebami, które, tak jak owłosienie na nogach, w części odziedziczyliśmy po naszych zwierzęcych przodkach". Szczerze mówiąc nie znam żadnych poważnych filozofów-naturalistów (przynajmniej współczesnych), którzy twierdziliby coś takiego.
    Naturaliści twierdzą najwyżej, że moralność bierze się z niektórych takich skłonności. Hume (też w końcu etyczny naturalista) nazywał je "moral passions". Poza tymi "moral passions" istnieje jednak wiele innych wrodzonych skłonności, którymi już nie należy się kierować.
    Nie odpowiada to oczywiście na Pana główne pytanie, które, jeśli dobrze rozumiem, brzmi: "Dlaczego powinienem być moralny według etyki naturalistycznej?" Myślę, że nie ma co liczyć na naturalistyczną etykę, która dawałaby zadowalającą (psychologicznie zadowalającą) odpowiedź na to pytanie. Zgadzam się z Panem, że naturalizm prowadzi do pewnego rodzaju moralnego sceptycyzmu, według którego nie ma obiektywnych moralnych faktów ani imperatywów kategorycznych, a wielu moralnych dylematów nie da się w żaden sposób rozwiązać.
    Nie znam jednak żadnego dobrego argumentu za istnieniem pozanaturalnego źródła moralności (i w ogóle normatywności) i dlatego myślę, że taki naturalistyczny sceptycyzm jest prawdziwy. Nie jest to na pewno najsympatyczniejsza wizja świata i dlatego długo nie chciało mi się w to wierzyć, ale w końcu uznałem, że nie ma co się obrażać na rzeczywistość.
    Wydaje mi się, że wielu filozofów popełnia błąd polegający na stwierdzeniu "Ta teoria jest zbyt straszna, żeby była prawdziwa, a zatem prawdziwa musi być jakaś inna".

  • Gość
    Kacper czwartek, 06 czerwca 2013

    Sama Harrisa koncepcja i odpowiedź Kenana Malika

    Myślę, że warto przeczytać recenzję Pejzażu Moralnego napisaną przez Kenana Malika (neurobiologa, historyka nauki i filozofa biologii). Link: http://www.kenanmalik.com/reviews/harris_moral.html

    Na zachętę fragment: The desire to root morality in science derives from a laudable aspiration to demonstrate the redundancy of religion to ethical thinking. The irony is that the classic argument against looking to God as the source of moral values – Plato’s Euthyphro dilemma – is equally applicable to the claim that science is, or should be, the arbiter of good and evil.

    Sam jestem w tracie lektury książki Harrisa, zmagając się mocno z tezami autora i wychodząc z przeciwnej pozycji (kilka lat temu zresztą dotarła do mnie jego koncepcja za pośrednictwem ted.com i już wówczas wydała mi się mocno naiwna).

Zostaw komentarz

Gość poniedziałek, 24 kwietnia 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.