Paradoks deontologii

Dodane przez w w Deontologia

b2ap3_thumbnail_Spinacz.jpgCzy racjonalne jest przekonanie, że istnieją pewnego rodzaju działania, których nigdy nie powinno się wykonać? Podstawowym problemem każdej koncepcji etycznej, przyjmującej istnienie absolutnych zakazów moralnych, jest tzw. paradoks deontologii. Polega on na wskazaniu niezrozumiałej lub nawet wewnętrznie sprzecznej natury absolutnych rygorów deontycznych.

Na problem ten uwagę zwrócił R.Nozick[1], a do rangi najistotniejszego zarzutu podniósł S.Scheffler[2]. Paradoksalność rygorów deontycznych stanowi współcześnie główny motyw odrzucenia deontologii dla bardzo wielu konsekwencjalistów (np. D.Parfita[3], S.Kagana[4] czy D.Cummiskey’a[5]). Zarzut ten sprowadzić można do pytania, czy racjonalne jest przestrzeganie normy deontycznej N nawet wtedy, gdy skutkiem tego będzie większa liczba pogwałcenia normy N. Załóżmy, że uznajemy, że świadome i celowe morderstwo jest zawsze moralnie naganne i nikt z nas nie powinien łamać rygoru „nie zabijaj”. Rodzi to jednak pytanie, dlaczego, jeśli mordowanie jest moralnie złe, naszym celem nie powinno być minimalizowania ilości morderstw? Podobne pytanie postawić można każdemu deontologowi bez względu na źródło przyjmowanych przez niego norm. Jeśli nadrzędną wartością jest godność każdej osoby, dlaczego nie wolno nam przeniewierzyć się godności jednej osoby jeśli jest to jedyny sposób na ochronienie dziesięciu innych osób przed nieposzanowaniem godności dziesięciu kolejnych ofiar. Jeśli traktowanie osób jedynie jako środka jest moralnie złe, dlaczego nie jest racjonalne działanie, która zmniejsza ilość takich sposobów traktowania ludzi? Jeśli tym, co jest moralnie złe jest zamiar czynienia zła, dlaczego niekiedy nie powinniśmy mieć zamiaru uczynienia czegoś złego aby w przyszłości uchronić się przed wieloma takimi zamiarami?

Problem ten najlepiej zobrazować na przykładach. Poniżej posłużę się dwoma dylematami. Pierwszy jest zmodyfikowaną wersją znanego dylematu wagonika:

Dylemat podwójnej pętli: Wyobraźmy sobie, że awarii uległ pociąg, który nie może się zatrzymać i który stratuje co najmniej pięć osób, jeśli nikt nic nie zrobi. Tor posiada dwie pętle z dwiema zwrotnicami. Przy pierwszej z nich znajduje się Jan, przy drugiej dziesięć innych osób. Jan może skierować pociąg na sąsiedni tor pierwszej pętli, na którym znajduje się jedna osoba w samochodzie. Jej śmierć spowoduje zatrzymanie pociągu i uratowanie co najmniej 5 kolejnych ofiar. Jeśli postanowi je uratować, musi poświęcić jedną osobę jedynie jako środek do osiągnięcia tego celu. Ponieważ tor pomocniczy odbija od toru głównego tylko na krótkim odcinku, łącząc się później z torem głównym, śmierć tej  osoby nie jest jedynie skutkiem ubocznym przekierowania pociągu na inny tor, lecz skutkiem koniecznym do uratowania kolejnych osób. Jeśli Jan nie uśmierci jednej osoby, sama zmiana toru i tak nie uratuje pięciu osób, gdyż pociąg wróci na tor główny stanowiąc zagrożenie dla ich życia. Co gorsze, jeśli Jan nie przełoży dźwigni, pociąg po stratowaniu 5 osób popędzi dalej i w niedługim czasie stanowić będzie zagrożenie dla kolejnych 50 osób. Jedynym sposobem ich uratowania będzie wtedy przełożenie drugiej dźwigni. Niestety, drugą zwrotnicę przełożyć może jedynie wspólnymi siłami dziesięć osób. Jan wie, że znajduje się tam 10 utylitarystów, którzy dla ratowania 50 osób z pewnością przekierują pociąg na drugą pętlę zabijając przy tym 10 niewinnych ofiar. Czy racjonalny byłby zakaz zmiany toru przez Jana?

b2ap3_thumbnail_Dylemat-podwjnej-ptli.png

Należy zauważyć, że w powyższym przykładzie istnienie pętli nie pozwala stwierdzić, że śmierć mniejszej ilości osób jest ubocznym skutkiem ratowania większej ich ilości. Decyzja uratowania większej ilości osób dokonana jest kosztem świadomego, celowego użycia innej osoby jedynie jako środka. Istnienie drugiej zwrotnicy obsługiwanej przez utylitarystów powoduje również, że musimy się zmierzyć nie tylko ze śmiercią lub zabiciem niewinnych ofiar, lecz również z możliwym złamaniem uznanego przez Jana rygoru przez 10 dodatkowych osób. W dylemacie tym zakładamy bowiem, że utylitaryści, wierząc w obowiązek minimalizacji zła, poświęcą 10 osób, aby uratować 50. Deontolog, który zaniecha przełożenia dźwigni, swoim brakiem działania przyczyni się więc początkowo do śmierci 5 osób, następnie zaś do śmierci kolejnych 10 osób, których poświęcą utylitaryści przy drugiej zwrotnicy, dziesięciokrotnie łamiąc uznaną przez deontologa normę, np. „Nie poświęcaj innych jedynie jako środka do celu”.

Drugi przykład, który nazwę dylematem epidemii, ma podobną strukturę do poprzedniego, wprowadza jednak pewne dodatkowe elementy, które niekiedy uznawane są za istotne: sytuację katastrofy (trzecia pętla) oraz specjalną instytucję, która wśród swych celów ma obowiązek minimalizowania szkód:

Dylemat epidemii: Wyobraź sobie, że wirusolog Jan odkrył w swoim laboratorium śmiertelnie groźny wirus AH1NN. Każda zarażona osoba umrze niechybnie w krótkim czasie. Wirus ten szalenie łatwo infekuje inne osoby i żadna kwarantanna nie jest w stanie powstrzymać jego ekspansji. Wirus ten zdołał zarazić już 5 osób i w przeciągu tygodnia może zabić całe milionowe miasto Deoncity, a następnie rozprzestrzenić się na cały kraj. Jan odkrył, że istnieje sposób uzdrowienia chorych oraz zapobieżenia dalszym infekcjom. Niestety, aby stworzyć wystarczającą dawkę lekarstwa, która pozwoli zatrzymać wirus, konieczne jest zarażenie osoby o bardzo rzadkiej grupie krwi, która sama poniesie śmierć, przyczyniając się do powstania lekarstwa. Jeśli Jan chce zapobiec epidemii, musi działać szybko. Jeśli w ciągu godziny zarazi i zabije jedną pacjentkę, zdoła uratować pięć innych osób oraz zapobiec epidemii. Jeśli postanowi zaniechać bezpośrednich działań oraz zreferować problem Szpitalnej Komisji Bioetycznej, z powodu upływu cennego czasu i rozprzestrzeniania się epidemii komisja ta stanie przed dylematem poświęcenia 10 osób aby uratować osób 100. Jeśli nie podejmie decyzji o celowym zainfekowaniu 10 osób lecz postanowi oddać decyzję Centralnej Komisji Zapobiegania Katastrofom, ta, aby uchronić miasto Deoncity i całą ludzkość przed zagładą będzie musiała poświęcić życie 1000 niewinnych osób. Jan zdaje sobie sprawę z nieubłagalności powyższego ciągu skutkowego, ponieważ jest on wysoko wykwalifikowanym specjalistą, który obserwował już tę samą epidemię dwa razy wcześniej, gdy powstrzymana została dopiero na szczeblu ogólnokrajowym. Czy w takiej sytuacji racjonalny byłby zakaz podejmowania bezpośrednich działań przez Jana?

b2ap3_thumbnail_Dylemat-epidemii.png

Podsumowując, zarzut paradoksalności deontologii zrekonstruować można jako następujące rozumowanie:

  1. Deontolodzy twierdzą, że istnieją absolutne rygory R zakazujące czynić N.
  2. Istnieją sytuacje, w których złamanie rygoru R spowoduje zmniejszenie ilości łamania R.
  3. Mniejsza ilość pogwałcenia R jest mniejszym złem niż większa ilość pogwałcenia R.
  4. Akceptacja większej ilości zła nad ilość mniejszą jest nieracjonalna.
  5. Wniosek: Rygory deontyczne R są nieracjonalne

Olbrzymia większość deontologów nie chciałaby przystać na to, że promowana przez nich etyka jest nieracjonalna. Z tego względu starają się odeprzeć powyższą konkluzję, krytykując poszczególne przesłanki przedstawionego rozumowania[6]. Argument ten jest również najważniejszym powodem, który motywuje współczesnych deontologów do poszukiwania nowych uzasadnień dla rygorów deontycznych. Napiszę o tym w kolejnych wpisach. Na razie postawmy następujące pytania: Jak myślicie, co powinien uczynić Jan? Czy istnieją takie racjonalne i absolutne zakazy, których NIGDY nie można złamać w żadnej sytuacji?

[1] R. Nozick, Anarchy, State, And Utopia, Basic Books 1977, s. 28–29.

[2] S.Scheffler, The Rejection of Consequentialism: Philosophical Investigation of the Considerations Underlying Rival Moral Conceptions, Oxford University Press 1982; Agent-Centered Restrictions, Rationality, and the Virtues, [w:] Consequentialism and Its Critics, red. S. Scheffler, Oxford University Press, USA 1988, , s. 243–60.

[3] D.Parfit, Reasons and Persons, Clarendon Press, Oxford 1984, rozdz. 4.

[4] S.Kagan, The Limits of Morality, Clarendon Press, Oxford 1989, rozdz. 5,9.

[5] D.Cummiskey, Kantian Consequentialism, „Ethics”, 1990, t.100, nr 3, s. 586; Kantian Consequentialism, Oxford University Press, New York 1996.

[6] F. Kamm, Morality, mortality. Volume II: Rights, Duties, and Status, Oxford University Press, Oxford 1993, t. 3, 2 t.; S.L. Darwall, Agent-centered restrictions from the inside out, „Philosophical Studies”, 1986, t.50, nr 3, s. 291–319; C.M. Korsgaard, The reasons we can share: an attack on the distinction between agent-relative and agent-neutral values, „Social Philosophy and Policy”, 1993, t.10, nr 1, s. 24–51; T. Nagel, Equality and partiality, Oxford University Press 1991, rozdz. 13; A. Walen, Doing, allowing, and disabling: Some principles governing deontological restrictions, „Philosophical Studies”, 1995, t.80, nr 2, s. 183–215.

Wpis stanowi część książki o roboczym tytule „Między konsekwencjalizmem a deontologią”.  Prace badawcze nad książką finansowane są przez Narodowe Centrum Nauki w ramach programu OPUS z 2012 roku (wniosek o finansowanie projektu badawczego z zakresu badań podstawowych pt. „Nieutylitarystyczny konsekwencjalizm etyczny - analiza krytyczna”)

Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor książki Język etyki a utylitaryzm. Filozofia Moralna R.M.Hare'a
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Gość
    Piotr Kozak czwartek, 16 maja 2013

    deontologia

    tylko, ze deontologia (przynajmniej w wersji Kantowskiej) nie mówi, co mamy robić, ale jakie normy są normami moralnymi. W dużym skrócie, bez względu na to, jakiego wyboru dokonamy, to jest czy zabijemy 1, 10, 50 czy 100 osób w celu uratowania innych, to dzięki regule moralnej wiemy, ze taki a taki czyn był zły, bo dokonaliśmy zabójstwa. Tylko dzięki regule moralnej wiemy, ze zabijanie jest zle i to zle bezwzglednie. Inna sprawa, ze jako ludzie możemy wybierać jakie reguly zastosuja dla osadu danego dzialania i w tym sensie dany czyn moze usprawiedliwiony przez aplikacje innej reguly (np. chron zycie). Tym wlasnie jest Kantowska racjonalnosc.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja piątek, 24 maja 2013

    osąd w deontologii

    Dziękuję za komentarz. Pozwolę jednak nie zgodzić się z wyrażonymi opiniami:

    Kiepska to etyka, która nie radzi nam, jak mamy postąpić, tylko informuje, że są absolutne reguły (np. chroń życie), które każdy na własną rękę musi sobie zinterpretować ("osądzić").
    (2)Nie ma niczego "racjonalnego" w stwierdzeniu, że etyka nie daje rad odnośnie tego jak mamy postępować i zaleca nam tzw. "osądzanie". Rodzi w dodatku problem z odpowiedzią na pytanie "Dlaczego jeśli coś jest złe, mój "osąd" czasami zaleca mi to zrobić?
    (3) Etyka kantowska nie jest zbiorem informacji o tym, które działania są złe. To nie jest aksjologia uprawiana w formie reguł. Mówi nam, jakie mamy obowiązki i powinności - jak powinniśmy działać. I nie przeceniałbym "osądu" u Kanta. Nie był on raczej sytuacyjnym intuicjonistą, jak wielu współczesnych etyków.

  • Gość
    Piotr Kozak piątek, 24 maja 2013

    paradoksy

    Dziękuję serdecznie za odpowiedź, z przyjemnością rozjaśnię kilka wątpliwości:

    1. Nie jest tak, że reguły moralne możemy interpretować jak chcemy (nie jest nawet tak, moim zdaniem, ze istnieje koniecznosc ich iterpretacji, ale to juz inna dyskusja). Oczywiscie mozna podac kilka kryterium zgody, lepszych badz gorszych, dla potrzeb dyskusji mozemy sie jednak zgodzic, ze zgoda jest mozliwa. Czy jest to wynikiem funkcjonowania w obrebie wspolnoty , jak u Kripkego, czy w obrębie zbioru praktyk, czy zgodnosci z jakimis regulami heurystycznymi, to juz inny problem. Dla Kanta takim kryterium jest imperatyw kategoryczny, który mowi w skrocie tyle, ze dana zasada jest zasada moralna jezeli jej negacja prowadzi do sprzecznosci.
    2 i 3. Nie jest tez tak, ze etyka nie mowi nam jak postepowac. Nie twierdze tak ani ja, ani tym bardziej Kant. Etyka mowi nam jak mamy postepowac, ale tylko posrednio, a nie bezposrednio, to znaczy, jakie stany rzeczy uwazane sa za poprawne, niepoprane, dobre, zle itp. Dobrym jest zatem pomagac bliznim, zlem jest zabijania, poprawnym jest klekanie przed papiezem, niepoprawnym jest przeklinanie w obecnosci papieza itd. Z tego wynika, calkowicie sie z Panem zgadzam, obowiazek, zeby pomagac, nie zabijac, klekac itd, ale nie wynika z tego, ze powinnismy tak a tak bezwzglednie postapic w danej sytuacji. Problem jest prozaiczny: czasami wystepuja konflikty regul, ktore powoduja, ze nie klekne przed papiezem, jezeli chce ratowac zycie papieza. Wciaz, dzieki regule wiemy, ze nie-klekanie przed papiezem jest niepoprawne, ale moj partykularny czyn byl poprawny, poniewaz aplikowala sie do niego regula "chron zycie", a nie "klekaj przed papiezem". Wiemy zas ze nalezy chronic zycie, poniewaz istnieje regula moralna nakazujaca chronic zycie (nie oznacza to oczywiscie, ze regula chron zycie oraz klekaj przed papiezem sa sprzeczne). Z kolei funkcja aplikacji reguly, to jest nasza zdolnosc do wynajdywania regul dla danych przypadkow, to wlasnie wladza sadzenia (czyli to, co oddałem poprzez "osąd", dla odróżnienia od mogącego mylić "sądu"), ktorej brak powoduje glupotę, jak mowi Kant. Zdolnosc sadzenia jest zas pochodna praktyki, jak pisze dalej Kant.
    Podsumowując, czyms innym jest sad dotyczacy wartosci moralnej reguly, czyms innym osad danej sytuacji ze wzgledu na dana regule. Wymienione w artykule problemy rodza sie na gruncie etyki Kantowskiej tylko jezeli czytac ja z perspektywy KPR; rozmywają się, jeżeli uwzględnić to, co Kant pisał w KWS.

    ps. czy Kant byl sytuacjonista, nie mi rozstrzygac. Po pierwsze nie do konca jasne jest co to jest sytuacjonizm, po drugie, mam watpliwosci czy nawet jezeli uda sie nam ustalic zakres znaczeniowy tego terminu, to tak latwo da sie on zastosowac do etyki Kantowskiej.

    Pozdrawiam serdecznie,

  • Gość
    pleo środa, 29 maja 2013

    nie ma o czym mówić

    cokolwiek to znaczy "jak postępować". -> a zresztą: phronesis.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek piątek, 31 maja 2013

    Deontologia czy absolutyzm?

    Krzyśku, rozumiem czego dotyczy ten wpis. Jednak wydaje mi sie, iż nie dośc wyraźnie odróżnią się tu dwie kwestie: deontologię jako rodzaj odpowiedzi na pytanie: "co jest podstawą oceny moralnej danego zachowania?" oraz absolutyzm norm. Można być bowiem konsekwencjalistą (tj. uważać, iż konsekwencje przesądzają o wartości moralnej czynu) i mimo to uważać, że są pewne normy obowiązujące absolutnie - bo np. na podstawie jakiejś przyjmowanej przez danego konsekwencjalistę antropologii uważa on, iż świat (człowiek) jest tak skonstruowany, iż zawsze (!) jakiś czyn X skutkuje stanem rzeczy Y, który z kolei jest zły.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 03 czerwca 2013

    deontologia a absolutyzm

    Dzięki za komentarz Krzyśku.
    1.) Paradoks deontologii nie dotyczy jedynie absolutnych rygorów. Dotyczy każdego rygoru, który twierdzi, że "Nie wolno zrobić x nawet jeśli spowoduje to większą ilość X-ów." Deontolog, który uznaje taki rygor, nie musi być absolutystą. Może twierdzić, że powyższy rygor nie obowiązuje w przypadku katastrofy, lub gdy wchodzi on w konflikt z innym, ważniejszym rygorem. Obowiązuje jedyna k w przypadkach w których "zrobienie x mogłoby zmniejszyć ilość x-ów".
    2.) Myślę, że konsekwencjalista fundacyjny nie może spójnie głosić absolutnych rygorów. Fajnie to pokazała K.de Lazari-Radek i Singer w ich najnowszym artykule o etyce ezoterycznej (tłumaczenie ukarze się chyba w najnowszej AiE). Konsekwencjalista fundacyjuny, aby był spójny, musi uznać, że zawsze należy złamać regułę R, jeśli jej złamanie przyniesie jednostkowo lepsze rezultaty. Większość konsekwencjalistów reguł powinna zezwalać wię na łamanie użytecznych zasad w użyteczny sposób (np. w tajemnicy) zawsze wtedy, gdy jest to użyteczne .

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek poniedziałek, 03 czerwca 2013

    absolutyzm hipotetyczny, czy faktyczny?

    ad 1) Może i nie dotyczy tylko rygorów absolutnych, jednak zadałeś pytanie: "Czy istnieją takie racjonalne i absolutne zakazy, których NIGDY nie można złamać w żadnej sytuacji?" Stad taki a nie inny tok moich pytań ;)

    ad 2) "Myślę, że konsekwencjalista fundacyjny nie może spójnie głosić absolutnych rygorów.(...) Konsekwencjalista fundacyjny, aby był spójny, musi uznać, że zawsze należy złamać regułę R, jeśli jej złamanie przyniesie jednostkowo lepsze rezultaty". Sprzeczność jest jedynie pozorna. Jak najbardziej można być konsekwencjalista i głosić absolutne zasady o ile oparte są one na jakichś absolutnych prawach przyrody (psychologii etc.). Taki faktyczny absolutyzm jest jak najbardziej do pogodzenia z konsekwencjalizmem. To, o czym piszesz w drugim zdaniu, to nie absolutyzm faktyczny, ale hipotetyczny. Trywialnym jest wniosek, że JEŚLI złamanie reguły R dawało by lepsze rezultaty niż jej przestrzeganie, to należy ją złamać. Można sie zgodzić z tym zdaniem warunkowym, jednocześnie głosić, że poprzednik nie zachodzi.

  • Gość
    Aldona środa, 25 marca 2015

    Mord

    Sprawa moralności nie jest prosta, bo na przykład zwykłe morderstwo nie jest tożsame eutanazji, chociaż w obu przypadkach występuje osoba pozbawiająca kogoś życia - wszystko zależy od okoliczności.

  • Gość
    Queston wtorek, 29 września 2015

    Eutanazja to nie morderstwo!

    Eutanazja jest dobrowolna, morderstwo nie. To jakby porównać gwałt do seksu :)

Zostaw komentarz

Gość środa, 24 maja 2017
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.