Czy etyka utylitaryzmu alienuje?

Dodane przez w w Utylitaryzm

Utylitaryzm jest dziś jednym z dwóch lub trzech głównych nurtów etycznych. Maksymalizacja szczęścia, lub raczej minimalizacja nieszczęścia, szkód, krzywdy czy bólu obywateli, jest współcześnie jednym z głównych imperatywów oświeconego prawodawstwa (przynajmniej podczas kampanii wyborczych). Czy utylitaryzm może być jednak podstawowym systemem moralnym dla wszystkich ludzi również w życiu codziennym?Jeśli spora część etyków skłonna byłaby przystać na to, iż minimalizacja złych skutków i maksymalizacja skutków pozytywnych powinna przyświecać np. politykom czy dowódcom wojskowym, czy etyka użytecznych konsekwencji może być podstawą codziennych wyborów życiowych? Istnieją ważne powody aby twierdzić, że utylitaryzm alienuje człowieka od tego kim on jest.

Zarzut alienujących skutków utylitaryzmu jasno i przejrzyście wydobył na światło dzienne Peter Railton, choć obecny jest on już w doskonałym tekście ważnego przeciwnika utylitaryzmu jakim był Bernard Williams. Pojęcie "alienacji" czy "dezintegracji", które przepisuje się utylitaryzmowi, jak często bywa podczas sporów filozoficznych, posiada kilka znaczeń. Z tego powodu warto wypisać kilka odrębnych tez, które głosi owa krytyka.

Konkretna treść zarzutu alienacji zależy od rzeczy, od której utylitaryzm ma nas, jak sądzą krytycy, alienować (tzn. oddalać, odłączać, zrywać więzi). W opinii krytyków utylitaryzm zaburza naszą integralność, alienuje od:

  • naszych interesów
  • naszych przekonań moralnych
  • naszego "kręgosłupa moralnego" (przekonań + trwałych dyspozycji (cnót))
  • naszych projektów życiowych
  • życia jako wyjątkowego - specyficznie NASZEGO
  • od moralności

Podać można byłoby kilka cytatów B.Williamsa lub P.Railtona, które wyrażają powyższe sensy. Przywołam w tym miejscu jedynie jeden z bardziej znanych fragmentów autorstwa tego pierwszego:

Chodzi o to, że [podmiot działający] identyfikujemy z jego działaniami jako płynącymi z jego projektów czy postaw, które wyznaczają kierunek jego życiu i które traktuje on z największą powagą. Byłoby absurdem żądać od takiego człowieka, aby zrezygnował on z własnych projektów i decyzji i uznał jako wiążącą decyzję, która wynika z utylitarystycznej kalkulacji, gdy zauważymy, że suma sieci użyteczności w części wyznaczana jest przez projekty innych. Oznaczałoby to wyalienowanie go w dosłownym sensie od jego działań i, w jego własnym przekonaniu, źródła jego działań. Byłoby to wtłoczeniem go w kanał pomiędzy, z jednej strony na wejściu, projektami wszystkich osób, w tym jego, z drugiej zaś na wyjściu optymalizacją skutków decyzji; podejście takie lekceważy jednak to, że jego projekty i jego decyzje muszą być postrzegane jako działania i decyzje płynące z projektów i postaw z którymi w najwyższym stopniu jest on identyfikowany. Jest to więc, w najbardziej literalnym sensie, atak na jego integralność. B.Williams, Utilitarianism: For and Against, oraz J.J.C. Smart, Cambridge: Cambridge University Press, 1973, s. 116-17)

Utylitaryzm zaburza integralność elementów ludzkiego życia, które czynią to życie warte przeżycia. Alienuje nas, odseparowuje od naszych pragnień i przekonań, każąc z bezstronnej, zewnętrznej i obiektywnej perspektywy patrzeć na nasze cele, przekonania, wartości, pragnienia. Czy człowiek jest w stanie, a jeśli tak, to jak długo, ignorować swoją subiektywna perspektywę i traktować siebie tak jak każdego innego człowieka? Czy jest pedagogicznie pożądane, czy nawet psychologicznie możliwe, aby uczyć ludzi patrzeć na siebie i swoich bliskich jak na osoby, których interesy, pragnienia i cele domagają się równego rozważania?

John Stuart Mill, od piętnastego roku życia przejęty dogłębnie filozofią utylitaryzmu pod wpływem swego ojca Johna Milla oraz lektury tekstu Jeremiego Benthama, przez dłuższy czas, jak o sobie pisał, był "idealną benthamowską racjonalną maszyną obliczeniową". Swoje prywatne życie, działalność pisarską i publiczną podporządkował całkowicie "największemu szczęściu dla jak największej liczby osób". Jak pisał w Autobiografii, w wieku dwudziestu lat przebudził się jednak z takiego sposobu życia jak ze snu:

It was in the autumn of 1826. I was in a dull state of nerves, such as everybody is occasionally liable to; unsusceptible to enjoyment or pleasurable excitement; one of those moods when what is pleasure at other times, becomes insipid or indifferent; the state, I should think, in which converts to Methodism usually are, when smitten by their first "conviction of sin." In this frame of mind it occurred to me to put the question directly to myself: "Suppose that all your objects in life were realized; that all the changes in institutions and opinions which you are looking forward to, could be completely effected at this very instant: would this be a great joy and happiness to you?" And an irrepressible self-consciousness distinctly answered, "No!" At this my heart sank within me: the whole foundation on which my life was constructed fell down. All my happiness was to have been found in the continual pursuit of this end. The end had ceased to charm, and how could there ever again be any interest in the means? I seemed to have nothing left to live for. J.S.Mill, Autobiography

Mill, jak pisze, dopiero po kilku latach wykaraskał się z depresji płynącej z braku poczucia sensu życia. Pozostał utylitarystą, ale krytycznym okiem patrzył już na teorię J.Benthama - autorytet swego ojca oraz swojej młodości. Mill znalazł rozwiązanie problemu z którym przyszło mu się zmierzyć. W tym miejscu go nie opiszę. Dla Petera Railtona również jednak utylitaryzm Milla prowadzić musi do podobnie fatalnych rezultatów. Bezstronność namysłu moralnego, który generuje problem alienacji, leży bowiem również w sercu teorii J.S.Milla. Bezstronna procedura myślenia moralnego, która nakazuje spoglądać na moje pragnienia, preferencje, interesy i cele jako na równie ważne analogicznym stanom każdej innej osoby, powoduje iż moralność odrywa się od swych starożytnych korzeni  - od teorii, która miała prowadzić MNIE do MOJEGO osobistego szczęścia.

Zdaniem Railtona klasyczny utylitaryzm skutkuje więc tym, iż im bardziej bylibyśmy moralni, tym bardziej musielibyśmy być odseparowani od naszych pragnień, przekonań, postaw, planów i projektów. Teoria moralna z której wynika, że im człowiek bliższy jest ideałowi moralnemu, tym bardziej jest pęknięty wewnętrznie i oddzielony od tego, co dla niego najważniejsze i stanowiące sens jego życia, nie jest warta uwagi. Jeśli postawy moralne zabierają ludziom sens ich życia, nie warto być moralnym. Utylitaryzm więc alienuje nas również od moralności. Dlaczego cokolwiek powinienem czynić, co nakazuje mi etyka, skoro jedyne życie jakie mam, z perspektywy myślenia moralnego staje się jednym z sześciu miliardów istnień z których, jak mówił Bentham, "każdy liczy się za jednego i tylko za jednego"? Czy człowiek jest dla moralności, czy moralność dla człowieka?



1. Railton P. Alienation, consequentialism, and the demands of morality. Philosophy & Public Affairs. 1984;13(2):134–171.  
2. Smart J, Williams B. Utilitarianism for and against. Cambridge [etc.]: Cambridge University Press; 1973.  
1. Railton P. Alienation, consequentialism, and the demands of morality. Philosophy & Public Affairs. 1984;13(2):134–171.  
2. Smart J. Utilitarianism for and against. Cambridge [Eng.]: University Press; 1973.  
Adiunkt w Zakładzie etyki Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego. Autor książki Język etyki a utylitaryzm. Filozofia Moralna R.M.Hare'a
Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj biuletyn i podziel się z innymi!

Komentarze

  • Szymon Jerzy Geisler
    Szymon Jerzy Geisler środa, 16 czerwca 2010

    Czy utylitaryzm koniecznie alienuje?

    Pojęcie alienacji, jak słusznie doktor zauważa odnosi się do wielu rzeczy. W tym przypadku alienacja generalnie miałaby zasadniczo dotyczyć tożsamości – tak mi się przynajmniej wydaje. W tym przypadku można bronić tezy, że utylitaryzm alienuje argumentem chociażby Marksa, który zwrócił uwagę na zatracającą się w obliczu mechanicystycznego działania twórczą naturę człowieka, prowadząc do izolacji od rzeczywistości społecznej – myślę, że można by bez przeszkód taką argumentację nałożyć na obiektywizującą naturę utylitarnej etyki użytecznych konsekwencji.Chciałbym jeszcze przytoczyć tezę Durkheima o anomii, która to, jak myślę, dobrze wyjaśnia alienującą naturę utylitaryzmu. Otóż Durkheim zwrócił uwagę na istotny, zwyżkowy wpływ anomii na alienację w społeczeństwie i dalej, na rolę alienacji na powstawanie anomii indywidualnej – ta miałaby mieć destrukcyjny wpływ na jednostkę, sądzi się również, że może prowadzić do działań samobójczych. Społeczeństwo będące w stanie anomii nie potrafi wytworzyć spójnego systemu norm i wartości, co sprawia, że jednostka nie posiada stabilnego wzoru zachowań i działań, co ostatecznie prowadzi do alienacji jednostek.Podobnie teoretyzuje Merton, umieszczając jednak anomię w sferze działań społecznych. Wg Mertona jednostka nie ma możliwości zrealizowania lub osiągnięcia społecznie narzuconych celów bądź uznawanych powszechnie wartości za pomocą akceptowanych społecznie środków – przyjęcie utylitaryzmu (społecznie akceptowanych środków) sprawiłoby, że jednostka nie mogłaby realizować pewnych, narzuconych „przez czasy, w których się żyje” oczekiwań społeczeństwa (aktualnie nie mam obrazującego tą tezę przykładu, ale dałoby się na pewno wymyślić coś na gruncie konsekwencjonalizmu).Nie mniej jednak osobiście uważam tezę o alienacji przez utylitaryzm za niesłuszną. Wygląda na to, że w ponowoczesności nie ma za bardzo miejsca na takie coś jak system cnót czy wartości godne naśladowania. Teraźniejszość, która stając się historią w ponowoczesnym świecie nie jest już tą powszechnością, jaką znamy z lekcji historii. Teraz jest to globalny zbiór jednostkowych historii, opis świata stworzony przez 6miliardów indywidualnych, niepowtarzalnych światów. W takiej rzeczywistości nie ma miejsca na szczęście jednostki. Jedyną możliwością jest utylitaryzm swymi założeniami łączący, spajający wszystkie te światy w świat, w którym wszyscy są szczęśliwi poprzez maksymalizację szczęścia grupy, do której się przynależy, a którą jest społeczeństwo. Myślę, że właśnie utylitaryzm przeniesie społeczeństwo ze starzejącego się kapitalizmu w jakiś nowy kapitalistyczno-socjalny wymiar społeczny.Dla tych, co nie podążają rada jest jedna: przyswajaj to, co uznajesz za obce a leżące w twojej naturze.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja czwartek, 17 czerwca 2010

    Alienacja, Marks i anomia

    W tym przypadku można bronić tezy, że utylitaryzm alienuje argumentem chociażby Marksa, który zwrócił uwagę na zatracającą się w obliczu mechanicystyczn ego działania twórczą naturę człowieka, prowadząc do izolacji od rzeczywistości społecznej – myślę, że można by bez przeszkód taką argumentację nałożyć na obiektywizującą naturę utylitarnej etyki użytecznych konsekwencji.
    Można byłoby to rozwinąć, bo nie za bardzo rozumiem? Co ma marksowska krytyka kapitalizmu do krytyki utylitaryzmu, oprócz wspólnego słowa "alienacja" ;)
    Chciałbym jeszcze przytoczyć tezę Durkheima o anomii, która to, jak myślę, dobrze wyjaśnia alienującą naturę utylitaryzmu.
    Co ma wspólnego z krytyką utylitaryzmu teoria anomii Durkheima? Toż krytyka utylitaryzmu przedstawiona w artykule przestrzega bardziej nie przed anomią [url]http://pl.wikipedia.org/wiki/Anomia_(stan_spo%C5%82eczny)[/url] lecz przed nadmiarem moralności w życiu codziennym. Utylitaryzm nie prowadzi do anomii, lecz jej przeciwieństwa: totalizuje życie prywatne i poddaje wszystkie moje decyzje pod dyktat abstrakcyjny praw moralnych.

  • Szymon Jerzy Geisler
    Szymon Jerzy Geisler czwartek, 17 czerwca 2010

    W odpowiedzi na alienacje, Marksa i anomię

    Niezamierzone intencje. Chciałem zaznaczyć, że ktoś opisał pewne zjawisko pewnym schematem. Istotne w tym było dla mnie to, że ten schemat w podobny sposób opisuje „brak poczucia sensu życia” ufundowany rozpatrywaniem własnych korzyści płynących z jakiegoś czynu uwzględniając w pierwszeństwie korzyści innych ludzi a nie to, że Marks krytykował kapitalizm – chodziło mi o coś ogólniejszego, znacznie. Podobnie jeśli chodzi o pojęcie anomii. Przyznaje, że obiło mi się o uszy to pojęcie w ramach kursu filozofii społecznej. Czytając pana artykuł wpadł mi do głowy właśnie Durkheim – być może źle zrozumiałem tezę – i posiłkując się wikipedią wplotłem ten wątek w komentarz.Zależało mi natomiast na tym, żeby zwrócić uwagę na klasyczność – jeśli można tak powiedzieć – etyki. Wydaje mi się, że etyka dzisiaj domaga się swego rodzaju upgrade’u po to by być aplikowalną w ponowoczesności. Współcześnie człowiekowi nie potrzebny bohater ratujący tonące dzieci, bo od tego są ratownicy – na przykład.Oczywiście jest jeszcze możliwość, że nie zrozumiałem dobrze artykułu.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja czwartek, 17 czerwca 2010

    Ponowoczesność a utylitaryzm

    Zastanawiam się nad poniższym cytatem:

    Wydaje mi się, że etyka dzisiaj domaga się swego rodzaju upgrade’u po to by być aplikowalną w ponowoczesności . Współcześnie człowiekowi nie potrzebny bohater ratujący tonące dzieci, bo od tego są ratownicy – na przykład.
    Panie Szymonie, co Pan rozumie przez ten upgrade? Czym specyficznym charakteryzuje się ponowoczesność, że tradycyjne rozważania etyczne (rozumiem że także utylitaryzm) są przestarzałe?

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa niedziela, 20 czerwca 2010

    Kilka uwag do artykułu i dyskusji

    Zastanawiałam się nad możliwymi odpowiedziami na zarzut Railton'a i przyszły mi do głowy dwie rzeczy: pierwsza dotyczy ewolucyjnych podstaw moralności, druga etyki jako takiej.Zacznę może od tej drugiej, czyli od banalnego pytania o to, czy nie jest może tak, że każdy rodzaj teorii etycznej nas alienuje? (Pomijam tutaj etykę prywatną i relatywizm etyczny, do których odniosę się w dalszej części) Niemniej czy weźmiemy np. etykę Kantowską, czy utylitaryzm, to i tak w momencie podejmowania decyzji musimy zastosować zasadę bezstronności, czyli w jakiś sposób oddalić się o naszych pragnień, celów, przekonań. Wydaje mi się bardziej interesującym pytanie: czy bardziej alienuje nas bezstronność, czy może obiektywność? Czyli czy bliższe nam jest przyjęcie trzecioosobowej perspektywy, próba spojrzenia bezstronne na daną sytuację, czy może obiektywne zasady moralne? Chciałabym tutaj wtrącić krótko wątek o ewolucyjnych podstawach moralności. Teoretycy zajmujący się etyką ewolucyjną odwołują się m.in. do superweniencji norm moralnych, czy systemów etycznych na naszych ewolucyjnych predyspozycjach, takich jak postępowanie z regułami altruizmu krewniaczego i altruizmu odwzajemnionego. Wspominam o tym, ponieważ, gdy odwołamy się do skłonności człowieka do stosowania m.in. altruizmu odwzajemnionego – czyli poświęcenia na rzecz innych, które wymaga porzucenia, przynajmniej chwilowo, realizowania w pierwszej kolejności swoich pragnień i szczęścia, na rzecz innych –zobaczymy, że jest czymś dla człowieka naturalnym bycie tymczasowo wyalienowanym. Idąc dalej, jeśli przyjmiemy, że moralność wytworzyła się dzięki racjonalizacji procesów decyzji podejmowanych na bazie altruizmu odwz., krewn. , łatwiej będzie nam zrozumieć ludzką skłonność i potrzebę zasad moralnych. Dlaczego w takiej perspektywie dobrą teorią jest utylitaryzm? Otóż wydaje mi się, że z zarzutami stawianymi przez autora lepiej radzi sobie utylitaryzm preferencji. Tutaj chyba łatwiej jest pokazać, jak równe rozważenie interesów (niezależnie od ich przynależności do podmiotu) zapewnia korzystną sytuację społeczną, w której interesy, pragnienia, przekonania każdego są o tyle ważne, o ile nie zagrażają wolności (nie ingerują negatywnie w interesy, pragnienia, przekonania) innych osób. W sytuacjach konfliktowych ważymy interesy bezstronnie, ale jest to bezstronność konieczna dla utrzymania możliwie jak największej wolności jednostek (co z biologicznej perspektywy jest istotne, bo umożliwia sytuację, w której geny większości z członków społ. będą replikowane ;) ). Ta moja odpowiedź ma oczywiście taki charakter intuicyjny, gdyż ufam, że sam autor przedstawi nam ciekawe odpowiedzi na zarzuty Railtona.Co do wspomnianej przez Szymona „ponowoczesności” (terminu, za którym nie bardzo przepadam). Niestety wydaje mi się, że dominującym tutaj poglądem jest relatywizm etyczny – takie stanowisko bynajmniej podkreślają postmoderniści, środowiska wolnościowe, feministyczne itp. Oczywiście utylitaryzm uważam, za najskuteczniejszy w praktyce, czyli w przypadku konfliktów moralnych, które należy rozwiązać, natomiast w zwykle jest tak, że gdy brak jest czasu na namysł, ludzie kierują się pewnymi zasadami, które głównie wynikają z ich światopoglądu i biologii. Idealnym rozwiązaniem moim zdaniem jest zawsze utylitaryzm reguł-preferencji… czyli ustalmy racjonalnie reguły, którymi będziemy się posługiwać w życiu , a w sytuacjach konfliktów i problemów, gdy mamy czas na namysł, równo rozważajmy interesy (czyli tak jak mówił Hare). Niektórzy socjobiologowie,jak E.O. Wilson, uważają, że mamy dziś do czynienia z przetrwaniem z perspektywy całej puli genów ludzkich , w związku z czym potrzebna jest uniwersalna moralność, obejmująca wszystkie kultury, państwa, świat (można o tym przeczytać np. w” Expanding Circle” P. Singera), stąd wynika moje opowiadanie się za utylitaryzmem, ponieważ wydaje się najbardziej uniwersalnym systemem etycznym i leżącym najbliżej ewolucyjnie tłumaczonej moralności. Niemniej gro współczesnych środowisk postmodernistycznych mówi raczej tyle, że moralność jest zależna od kultury, przekonań, może nawet płci, wieku itp. nie wiem tylko czy prowadzi to do etyki prywatnej, relatywizmu i jak się przekłada na poglądu np. dotyczące równouprawnienia kobiet itd. (to wtrącenie a pro po wspomnianej ponowoczesności i jej posmodernistycznej moralności :) )

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 21 czerwca 2010

    Deontologia, geny i alienacja

    Witaj Urszulo. Trafna intuicja:[quote name="Urszula Zarosa"]czy nie jest może tak, że każdy rodzaj teorii etycznej nas alienuje? (Pomijam tutaj etykę prywatną i relatywizm etyczny, do których odniosę się w dalszej części) Niemniej czy weźmiemy np. etykę Kantowską, czy utylitaryzm, to i tak w momencie podejmowania decyzji musimy zastosować zasadę bezstronności, czyli w jakiś sposób oddalić się o naszych pragnień, celów, przekonań. [/quote]Zarzut alienacji dotyczy w gruncie rzeczy bezstronności w namyśle moralnym, ale nie dotyka on w równym stopniu wszystkich koncepcji etycznych. Godzi on w mniejszym stopniu w deontologię niż w konsekwencjalizm. Deontologia bowiem to "etyka czystych rąk". Dla niej główną motywacją aby być moralnym jest to, aby Twoje działania nie prowadziły Ciebie do moralnego zła. Jeszcze mniej alienujący charakter ma etyka cnót (za powrotem której P.Railton argumentuje gdzie indziej). Myślę że rozwinę to w kolejnym wpisie.W dalszej części Twojego komentarza poruszyłaś bardzo wiele wątków. Odniosę się tylko prowokacyjnie do jednego. Piszesz o etyce ewolucyjnej czy ewolucyjnych podstawach moralności. Gdy myślę o moralności z tej perspektywy, wydaję się sobie w kolejnym sensie wyalienowanym z moralności. Pytanie bowiem brzmi: Jaki sens DLA MNIE ma moralność, która nie jest np. najbardziej racjonalnym sposobem działania, ale wynikiem przypadkowych mutacji genetycznych, które okazały się adaptacyjne nie tyle DLA MNIE, ale dla MOICH GENÓW. Czy naprawdę powinny mnie obchodzić moje geny?

  • Urszula Zarosa
    Urszula Zarosa poniedziałek, 21 czerwca 2010

    Pewnych intuicji ciąg dalszy

    PRAGNĘ ODNIEŚĆ SIĘ KRÓCIUTKO DO DWÓCH KWESTII: 1)

    Deontologia bowiem to "etyka czystych rąk". Dla niej główną motywacją aby być moralnym jest to, aby Twoje działania nie prowadziły Ciebie do moralnego zła.
    Wg mnie taką samą motywację ma utylitaryzm (tylko aby to wyjaśnić, trzeba sięgnąć do genezy moralności).2)
    Jaki sens DLA MNIE ma moralność, która nie jest np. najbardziej racjonalnym sposobem działania, ale wynikiem przypadkowych mutacji genetycznych, które okazały się adaptacyjne nie tyle DLA MNIE, ale dla MOICH GENÓW.
    Z etyką ewolucyjną to jest tak, że trzeba oddzielić poziom deskrypcyjny, w którym wyjaśnia się w jaki sposób doszło do „wytworzenia się” moralności jako produktu doboru naturalnego, które nazwać możemy rozważaniami w ramach etyki opisowej, od poziomu preskryptywnego. Dla mnie istotny jest ten poziom opisowy, bowiem on tłumaczy nasze psychologiczne skłonności do bycia altruistami, czyli postępowania moralnie - co za tym idzie moim zdaniem - wyjaśnienia, dlaczego wcale nie zapieramy się rękami i nogami przed przyjmowaniem perspektywy bezstronnej. Na poziomie preskryptywnym można sobie przyjmować jakąś tam teorię etyczną (moim zdaniem można by próbować pokazywać bliskość ewolucyjnej wizji natury ludzkiej i np. utylitaryzmu preferencji), nie ma to w tej chwili znaczenia jaką, chodzi bowiem o wytłumaczenie naszych zachowań i predyspozycji, nie zaś norm moralnych i motywacji. No i przecież ewolucyjnie tłumaczona wizja etyki prowadzi właśnie do najbardziej racjonalnego i korzystnego dla organizmu (DLA MNIE) sposobu działania. Geny więc mogą nas nie obchodzić, tak jak wnętrze telewizora, co nie znaczy, że nie działa on w pewien określony sposób.

  • Szymon Jerzy Geisler
    Szymon Jerzy Geisler poniedziałek, 21 czerwca 2010

    Etyka modularna

    Dążysz do osiągnięcia jakiś dóbr stosując pewne środki, które uważasz za dobre, ale uważaj, bo może być tak, że w pewnych sytuacjach twoje środki mogą szkodzić innym.Należałoby wyposażyć ludzi w „pakiety etyczne” np.: etyka pracy, etyka szkoły, które stosowane adekwatnie do aktualnej aktywności pozwalałyby na „kontrolowaną decyzyjność”. Pakiet taki po pierwsze musiał by kierować na klasę środków względem aktywności, po drugie wskazać w tej klasie środki maksymalizujące i minimalizujące, a po trzecie, że działanie z wykorzystaniem tych i tylko tych środków jest zasadne.Kontrolowana decyzyjność była by qusi-konsekwencjonalizmem. Czyn uzależniony jest od pakietu i rozpatrywany jest pod względem konsekwencji.Upgrade etyki: zerwać z kartezjańskim rozumem, związać się z modularnym umysłem.

  • Damian Szwedo
    Damian Szwedo wtorek, 22 czerwca 2010

    Alienacja wszechobecna

    Z artykułu wybrzmiewa dla mnie pięknie kiedyś określona tęsknota za wolą mocy, która przecież też w pewnym sensie jest rodzajem moralności. Bo przecież nie moje nieokiełznane popędy mną winny rządzić, a wejrzenie w to, co jest we mnie naturalne. I w konsekwencji – oddawanie się temu, pielęgnowanie siły przez konstruowanie „słuszności” dla mnie. Odnosząc się więc do pytania czy etyka utylitaryzmu alienuje, można od razu odnieść się do pytania -  na jakich podstawach konstytuujemy wartości najwyższe? Możemy w uproszczeniu przypuszczać, że zwolennicy religijnych odniesień, będą przedkładali prawa objawione. Inni, bez skłonności do personifikowania, tego co metafizyczne nazwą wykładnie rozumienia świata, jako logikę . Oddani innej muzie, jak na przykład Rilke, będą w metaforze widzieli bliższy kontakt z rzeczywistością. Bo co to oznacza alienowanie człowieka od tego kim on jest? Alienowanie oznaczałoby zawsze w takim przypadku działanie na szkodę człowieka z jego „imago mundi” – środkiem świata, pod presją zasad, które określa utylitaryzm etyczny. Zawsze poza jednym przypadkiem. Takim, gdzie utylitaryzm nie jest tożsamy z metafizycznym sensem człowieczeństwa.  Zawsze poza jednym przypadkiem. Takim, gdzie utylitaryzm nie jest tożsamy z metafizycznym sensem człowieczeństwa.

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja piątek, 25 czerwca 2010

    Odpowiedź na komentarz Urszuli

    [quote name="Urszula Zarosa"]Wg mnie taką samą motywację ma utylitaryzm (tylko aby to wyjaśnić, trzeba sięgnąć do genezy moralności).[/quote]Ja tego wcale nie widzę. Musiałabyś to wyjaśnić (proponuję jednak wpis na blogu, aby nie zginęło w stosie komentarzy)[quote name="Urszula Zarosa"]Dla mnie istotny jest ten poziom opisowy, bowiem on tłumaczy nasze psychologiczne skłonności do bycia altruistami, czyli postępowania moralnie - co za tym idzie moim zdaniem - wyjaśnienia, dlaczego wcale nie zapieramy się rękami i nogami przed przyjmowaniem perspektywy bezstronnej.[/quote]Tu jest pełna zgoda[quote name="Urszula Zarosa"]No i przecież ewolucyjnie tłumaczona wizja etyki prowadzi właśnie do najbardziej racjonalnego i korzystnego dla organizmu (DLA MNIE) sposobu działania.[/quote]Tu się stanowczo nie zgadzam. Moje cechy, które na pewnym etapie były przystosowawcze nie są dziś Z KONIECZNOŚCI (a często wcale) dobre ze względu na moje pragnienia i dążenia w świecie, w którym żyję:a) bo odziedziczyłem je po małpach, które nie miały tak rozwiniętej kory mózgowej jak mam ja ( i stąd dziś np. różne irracjonalne fobie, czy moja kość ogonowa, którą sobie zbijam)b) bo były przystosowawcze w czasach poliginicznych łowców zbieraczy (a ja dziś żyję w czasach monogamicznych związków z miłości w erze internetu i psuje mi się wzrok, mam alergię, skłonności do otyłości, boli mnie kręgosłup od siedzenia oraz, o zgrozo, oglądam się za ładnymi studentkami)Ta irracjonalność, czy niepraktyczność niektórych cech psycho-fizycznych, dotyczy oczywiście także moich skłonności moralnych (np. nie mam problemów aby pożerać kurczaki :) ).

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek sobota, 26 czerwca 2010

    Utylitaryzmu czyli czego konkretnie? ;)

    Krzysztofie - mam zamiar się odnieść do Twego wpisy bardziej systematycznie i szczegółowo, gdy mi czas pozwoli. Chciałbym jednak już teraz zgłosić pewną uwagę natury ogólnej. Otóż w Twoim cyklu wpisów o utylitaryzmie zabrakło mi bardziej analitycznego podejścia do tematu - tzn. jaki element utylitaryzmu pociąga za sobą złe skutki, o których piszesz, a jakie składowe są OK ;) Sam w dziale "encyklopedia" definiujesz utylitaryzm poprzez odwołanie do 5 składowych - ciekawe z mojego punktu widzenia jest to, które z nich są wadliwe, a które nie. Które generują trudności, a które do nich nie prowadzą...

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja sobota, 26 czerwca 2010

    Analiza zarzutu alienacji - odp. K.Hubaczkowi

    Witaj Krzyśku. Dziękuję za sugestię.[quote name="Krzysztof Hubaczek"] Otóż w Twoim cyklu wpisów o utylitaryzmie zabrakło mi bardziej analitycznego podejścia do tematu - tzn. jaki element utylitaryzmu pociąga za sobą złe skutki, o których piszesz, a jakie składowe są OK ;) Sam w dziale "encyklopedia" definiujesz utylitaryzm poprzez odwołanie do 5 składowych - ciekawe z mojego punktu widzenia jest to, które z nich są wadliwe, a które nie. Które generują trudności, a które do nich nie prowadzą...[/quote]Mam zamiar przedstawić najpierw wszystkie istotne zarzuty, później chyba zacznę je systematycznie analizować i na nie odpowiadać. Nie wiem czy uda mi się utrzymać logiczny porządek wpisywanych treści. Raczej będę pisać to, na co mi przyjdzie ochota :)Jeśli chodzi o wpis w Encyklopedii dotyczący utylitaryzmu, myślę że należy go jeszcze rozwinąć. Różne zarzuty, które będę przedstawiał, dotyczyć będą odmiennych elementów utylitaryzmu. Jeśli chodzi o zarzut alienacji odnosi się on do konsekwencjlalizmu w utylitaryzmie. Jeśli bowiem liczą się tylko konsekwencje przy ocenie czynu, to nie jestem istotny Ja z moją tożsamością wolicjonalno-przekonaniową.

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek niedziela, 27 czerwca 2010

    Konsekwencjalizm winny alienacji?

    [quote name="Krzysztof Saja"]Jeśli chodzi o zarzut alienacji odnosi się on do konsekwencjlalizmu w utylitaryzmie. Jeśli bowiem liczą się tylko konsekwencje przy ocenie czynu, to nie jestem istotny Ja z moją tożsamością wolicjonalno-przekonaniową.[/quote]Zaskoczyłeś mnie taką odpowiedzią... ;) Piszesz bowiem w notce, iż "Utylitaryzm zaburza integralność elementów ludzkiego życia, które czynią to życie warte przeżycia. Alienuje nas, odseparowuje od naszych pragnień i przekonań, każąc z bezstronnej, zewnętrznej i obiektywnej perspektywy patrzeć na nasze cele, przekonania, wartości, pragnienia." Krótko mówiąc, "winnym" jest nakaz bezstronnej kalkulacji. Opierając się na def. utylitaryzmu, którą podałeś w "encyklopedii", stwierdziłbym, iż elementami alienującymi w powyższym sensie są uniwersalizm i egalitaryzm (zwłaszcza ten ostatni) a nie (!) konsekwencjalizm (który w mojej ocenie ma z tą alienacją najmniej wspólnego a ponadto jest MZ najbardziej godnym uznania elementem utylitaryzmu). Co więcej, uważam, że konsekwencjalizm jest jak najbardziej zgodny z antyalienacyjnymi postulatami krytyków utylitaryzmu, a także sądzę, że przeciwieństwo konsekwencjalizmu - deontologizm (ze względu na heteronomiczność) może być uznany za zdecydowanie bardziej alienujący (w odniesieniu do naszych pragnień, projektów naszego życia itp).

  • Krzysztof Hubaczek
    Krzysztof Hubaczek niedziela, 27 czerwca 2010

    Pragnienia a ewolucja

    [quote name="Krzysztof Saja"]Moje cechy, które na pewnym etapie były przystosowawcze nie są dziś Z KONIECZNOŚCI (a często wcale) dobre ze względu na moje pragnienia i dążenia w świecie, w którym żyję:a) bo odziedziczyłem je po małpach, które nie miały tak rozwiniętej kory mózgowej jak mam ja ( i stąd dziś np. różne irracjonalne fobie, czy moja kość ogonowa, którą sobie zbijam)b) bo były przystosowawcze w czasach poliginicznych łowców zbieraczy (a ja dziś żyję w czasach monogamicznych związków z miłości w erze internetu i psuje mi się wzrok, mam alergię, skłonności do otyłości, boli mnie kręgosłup od siedzenia oraz, o zgrozo, oglądam się za ładnymi studentkami)[/quote]Nie tylko Twoje cechy, ale też pragnienia są wytworem ewolucji ;) (Oglądanie się za ładnymi studentkami również ;))

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja poniedziałek, 28 czerwca 2010

    Ewolucja a pragnienia

    [quote name="Krzysztof Hubaczek"]Nie tylko Twoje cechy, ale też pragnienia są wytworem ewolucji ;) (Oglądanie się za ładnymi studentkami również ;))[/quote]W części się zgadzam - oprócz cech fizycznych również moje życie mentalne jest w dużej mierze zdeterminowane biologicznie (co opisuje psychologia ewolucyjna). Z drugiej strony jednak z pragnieniami sytuacja jest bardzie skomplikowana niż z moją np. ślepą kiszką. Część z nich ma ewolucyjne podstawy, ale część, choć może być ufundowana na innych ewolucyjnych pragnieniach, ma charakter pragnień np. drugiego rzędu, które przeciwstawiają się bezpośrednim, ewolucyjnym pragnieniom podstawowym. Można je nazwać pragnieniami racjonalnymi, lub przynajmniej, bazującymi na moich przekonaniach o współczesnym świecie (odmiennym od świata w którym ewoluowały moje niektóre pragnienia pierwszego rzędu).To rozróżnienie na uniwersalne pragnienia ewolucyjne i pragnienia "kulturowe" czy "racjonalne" wymagałoby bardziej precyzyjnego opisu, ale wydaje mi się dość oczywiste. Podając przykład: choć oglądam się za ładnymi studentkami, wolałbym z taką samą namiętnością oglądać książki w bibliotece ;)

  • Krzysztof Saja
    Krzysztof Saja wtorek, 06 lipca 2010

    Konsekwencjalizm a alienacja

    [quote name="Krzysztof Hubaczek"] Opierając się na def. utylitaryzmu, którą podałeś w "encyklopedii", stwierdziłbym, iż elementami alienującymi w powyższym sensie są uniwersalizm i egalitaryzm (zwłaszcza ten ostatni) a nie (!) konsekwencjalizm (który w mojej ocenie ma z tą alienacją najmniej wspólnego a ponadto jest MZ najbardziej godnym uznania elementem utylitaryzmu). Co więcej, uważam, że konsekwencjalizm jest jak najbardziej zgodny z antyalienacyjnymi postulatami krytyków utylitaryzmu, a także sądzę, że przeciwieństwo konsekwencjalizmu - deontologizm (ze względu na heteronomiczność) może być uznany za zdecydowanie bardziej alienujący (w odniesieniu do naszych pragnień, projektów naszego życia itp).[/quote]Dziękuję Krzyśku za te wątpliwości. Zainspirowałeś mnie żeby w niedługim czasie rozwinąć kwestię alienacji w osobnym wpisie. Pozwól, że w tym miejscu jedynie zaanonsuje odpowiedź. Teza, że utylitaryzm jest alienujący oznacza różne rzeczy w zależności od tego, od czego on nas alienuje. Różne elementy utylitaryzmu generują również wyobcowanie od innych naszych cech (pragnień, przekonań, zamiarów, moralności, itd.). Alienacja powodowana przez uniwersalizm czy maksymalizację jest innym rodzajem alienacji, niż ta, którą generuje konsekwencjalizm. Nie będę tego jednak tutaj uzasadniał. Mam nadzieję zrobić to w niedługim czasie na osobnym wpisie na blogu.

Zostaw komentarz

Gość poniedziałek, 20 sierpnia 2018
Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Aktywne grupy

Brak aktywnych grup.