Ustalanie warto?ci w ramach dobrostanu

Posted by on in Metaetyka

Powszechne rozumienie pomy?lno?ci, szcz??cia b?d? jako?ci ?ycia zawsze odnosi si? do tego, co sprawia, ?e istnienie pewnej osoby jest dobre lub z?e dla niej samej, a to oznacza, ?e ka?da tego rodzaju próba wyznaczenia warto?ci ?ycia oraz rzeczy, które si? do niej przyczyniaj?, polega na dokonaniu wiarygodnych ocen w ramach dobrostanu jakiej? konkretnej osoby. W tak zdefiniowanym przedsi?wzi?ciu nie poszukuje si? wi?c odpowiedzi na pytanie, jak? warto?? ma ?ycie samo w sobie; chodzi raczej o to, aby dowiedzie? si? jak? warto?? ma ono dla tej osoby.

Oczywi?cie, naszemu ?yciu mo?na przypisa? równie? warto?? bezosobow?. Dzieje si? tak na przyk?ad wówczas, gdy rozpatrujemy je, jak to czyni? na przyk?ad Immanuel Kant, z punktu widzenia za?o?e? eliminuj?cych ca?kowicie odr?bno?? osób, lub z punktu widzenia z?o?onego mechanizmu kalkulacji o charakterze utylitarystycznym, gdzie nie wyst?puje ju? ono jako ?ycie tej lub innej osoby, ale jako czysto abstrakcyjny i pozaosobowy stan rzeczy, który posiada okre?lon? warto?? nie dlatego, ?e zak?ada to?samo?? z jakim? podmiotem, lecz g?ównie z tego powodu, ?e mo?e wp?yn?? na ostateczn? i ca?kowit? ilo?? dobra i z?a, jaka istnieje w ?wiecie. Podobny skutek zostaje osi?gni?ty równie? wtedy, gdy za?o?y si?, ?e ka?de ?ycie cechuje si? jak?? warto?ci? autoteliczn?. George Edward Moore, który by? jednym z najbardziej ?arliwych protagonistów tego rodzaju idei, i wykona? olbrzymi wysi?ek, aby?my prawid?owo rozumieli istot? tak pojmowanego pi?kna, dobra oraz z?a moralnego, zak?ada?, i? powiedzenie, ?e jaki? rodzaj warto?ci jest wewn?trzny oznacza, ?e odpowied? na pytanie, czy pewna rzecz j? posiada, zale?y tylko od natury tej rzeczy, pojmowanej jako byt sam w sobie, i w ?adnej mierze nie wynika z w?asno?ci przys?uguj?cych jakiemukolwiek podmiotowi[1]. Ten neutralny punkt widzenia, cho? mo?liwy jest do zastosowania, nie ma jednak, jak si? wydaje, wi?kszego znaczenia dla kwestii egzystencjalnych o charakterze osobistym. Kiedy interesuje nas wzajemna ocena naszego w?asnego istnienia i nieistnienia, a nawet gdy pytamy o tego typu ocen? istnienia i nieistnienia konkretnej istoty ludzkiej, stanowi?cej odr?bny i autonomiczny podmiot, to zwykle nie chodzi nam o porównywanie rzeczy, które s? w ten sposób dobre lub z?e same w sobie, lecz o to, jak? maj? one warto?? dla nas lub dla jakiej? innej osoby. Je?li kto? mówi, i? wola?by si? nie urodzi? lub, ?e by?oby lepiej gdyby si? nie urodzi?, to zak?adaj?c, ?e wypowiada si? w ten sposób po starannym namy?le, a nie pod wp?ywem jakich? nag?ych i niespodziewanych wydarze?, które doprowadzi?y go do zaburze? zdrowego rozs?dku lub do emocjonalnej zapa?ci, wi?kszo?? z nas zrozumie t? wypowied? tak, ?e osoba ta najprawdopodobniej dosz?a do wniosku, i? dla niej samej by?oby lepiej gdyby si? nie urodzi?a, a nie, ?e by?oby to w ogóle lepsze dlatego, gdy? jej nieistnienie z obiektywnego i bezosobowego punktu widzenia mia?oby wi?ksz? warto?? wewn?trzn? ni? jej nieistnienie lub, ?e w takim stanie rzeczy du?o korzystniejsze by?oby ostateczne saldo ujemnych oraz dodatnich warto?ci w ?wiecie.

Nie wszyscy podzielaj? tak? opini?. Niektórzy zwolennicy obiektywnych i bezstronnych warto?ci stoj? na stanowisku, i? nie musz? z tego powodu zaprzecza?, jakoby osoba, która zastanawia si? nad porównawcz? ocen? w?asnego istnienia i nieistnienia, by?a niezdolna do jej sformu?owania w oparciu o s?d dotycz?cy tego, co jest lepsze lub gorsze dla niej samej. Zak?adaj? oni, ?e g?osz?c ten pogl?d nie robi? niczego co przeczy?oby twierdzeniu, ?e indywidualne opinie dotycz?ce warto?ci w?asnego ?ycia s? w istocie rzeczy niezale?ne od w?asno?ci, jakimi cechuje si? ta osoba. Warto zwróci? uwag?, ?e odseparowanie subiektywnych przekona? od bezosobowego charakteru wspomnianych s?dów egzystencjalnych wyst?puje w tym stanowisku nawet wtedy, gdy neutraln? wobec podmiotu perspektyw? obja?nia si? w kategoriach tego, co ma tak? lub inn? warto?? z jednostkowego punktu widzenia. Jest to mo?liwe dlatego, gdy? przyjmuje si?, i? to, co kto? uwa?a za dobre dla siebie, mo?e by? takim wy??cznie z tego powodu, ?e jest jednocze?nie dobre samo w sobie lub, ?e tak? bezwzgl?dn? warto?? ma jego posiadanie.  Tak wi?c, je?li czasami zdarza si? nam wypowiada? s?dy o tym, co uwa?amy za dobre lub z?e dla nas samych, to powinni?my mie? ?wiadomo??, i? w roli tej nigdy nie wyst?pujemy jako realne podmioty, lecz zawsze jako osoby ca?kowicie abstrakcyjne, których oceny na temat warto?ci ich w?asnego istnienia b?d? nieistnienia mog? stanowi? w?a?ciwy wzorzec aksjologicznych decyzji tylko wtedy, gdy abstrahuj?c od tego, kim faktycznie jeste?my, potrafimy jednocze?nie odkry? wewn?trzn? warto?? rzeczy.

W ten sposób powiedzenie, ?e co? jest dla mnie dobre, staje si? podobne pod pewnym wzgl?dem do powiedzenia, ?e co? jest dla mnie prawdziwe. O ile uznamy za s?uszne, ?e je?li jaka? osoba b??dnie twierdzi, ?e p, to nie sposób zak?ada?, ?e p jest „prawdziwe dla tej osoby”, wówczas uzasadnione wydaje si? równie? przypuszczenie, i? nie mo?na by twierdzi?, ?e „co? jest dobre dla kogo?”, gdyby okaza?o si?, ?e nie jest ono dobre samo w sobie. S?uszno?? tego, co mam do powiedzenia o tym, co mo?e by? dobre lub z?e dla mnie, w konkretnych okoliczno?ciach zale?y zawsze od udzielenia prawid?owej odpowiedzi na pytanie, czy jaka? rzecz jest dobra lub z?a w sposób bezwzgl?dny. Je?eli na temat warto?ci tej rzeczy mam prawid?owe domniemanie, tzn., gdy s?dz?, ?e jest ona dobra bezwzgl?dnie, i gdy faktycznie tak sprawy si? maj?, to prawd? jest, ?e i dla mnie jest ona dobra. Je?eli natomiast moje przypuszczenia w tej kwestii s? b??dne, tzn., gdy s?dz?, ?e jest ona w taki sposób dobra, lecz w rzeczywisto?ci jest inaczej, to w ?adnym razie nie mo?e by? prawd?, jakoby ta rzecz by?a dobra dla mnie[2].

Uznanie tak rozumianego bezosobowego charakteru ocen oraz niektórych konsekwencji, do jakich prowadzi taka decyzja, powoduje, ?e samo powiedzenie, i? co? jest dobre dla jakiej? osoby, uwa?ane mo?e by? za czynno?? generuj?c? w nieuchronny sposób s?dy wewn?trznie sprzeczne. W przyj?tym modelu wyra?enie „dobry dla” obejmuje bowiem z jednej strony poj?cie dobra definiowanego niezale?nie od wszelkich w?asno?ci cechuj?cych osob? – a tym samym umo?liwia jeszcze bardziej ogólne za?o?enie, ?e jest ono niezale?ne równie? od istnienia jakichkolwiek osób – jednak?e u?yty przyimek dla, który w taki sposób precyzuje zakres odniesienia tego poj?cia, ?e ostatecznie uzale?nia w jakim? stopniu jego tre?? od osoby b?d?cej przedmiotem tej relacji, wyklucza w istocie rzeczy tak rozumian? ide? dobra, gdy? przeczy przyj?temu za?o?eniu o jej ca?kowitej neutralno?ci wobec podmiotu[3]. Autoteliczny status warto?ci, jaki zak?ada taka koncepcja dobra, wyklucza nie tylko mo?liwo?? decydowania o tym, co jest dobre dla mnie na podstawie tego, czego sam do?wiadczam i doznaj?, lub na podstawie moich w?asnych decyzji w tym zakresie, ale si?ga o wiele g??biej i zak?ada, ?e nie mog? niczego sensownego na ten temat powiedzie? nawet wówczas, gdy b?d? posiada? pe?n? zdolno?? do abstrahowania w swoich s?dach aksjologicznych od w?asnej osobowo?ci i zwi?zków ze ?wiatem, i gdy moje oceny nie b?d? z tego powodu mia?y charakteru jednostkowego, lecz b?d? jedynie uosabia? wybory innych ludzi, którzy dokonaliby ich b?d?c na moim miejscu. W tej perspektywie rezygnacja z indywidualno?ci i niepowtarzalno?ci nie stanowi wystarczaj?cego kryterium s?uszno?ci wyg?aszanych s?dów na temat tego, co jest dobre dla nas samych; wymagane jest spe?nienie du?o bardziej drastycznego warunku –  eliminacji samego podmiotu rozumianego jako pierwotne i konieczne ?ród?o istnienia tego typu warto?ci. Mówi?c, ?e co? jest dobre dla mnie, nie mog? jednak uczyni? zado?? temu ??daniu. Je?li wypowied? ta zak?ada, ?e wobec braku mojego istnienia nic nie mog?oby by? dla mnie dobre w takim znaczeniu, jakie gwarantuje moje istnienie, oznacza to, i? warto??, o której mowa, nie jest w pe?ni neutralna i bezwarunkowa.

Nie zamierzam wdawa? si? w dyskusj?, czy s?uszna jest teza, ?e warto?ci bezosobowe s? w istocie rzeczy jedynym rodzajem dobra i z?a, jakim mo?emy dysponowa? w ramach naszego dobrostanu; nie zamierzam nawet rozstrzyga? kwestii, czy s? to warto?ci najwa?niejsze. Je?li uwagi zawarte na ten temat w pracach Moore’a oraz Regana nie s? pozbawione znaczenia – a o tym jestem przekonany – to nale?a?oby uwa?a?, i? generowane  przez nie oceny opisuj? pewn? wa?n? spo?ecznie form? zainteresowania, jak? ka?dy z nas powinien okazywa? innym ludziom w ramach troski o w?asne dobro. Cho? nie wykluczam istnienia warto?ci, które s? w ten sposób neutralne, chcia?bym powiedzie? równie? co? o tym, w jaki sposób nasze pogl?dy na temat tego, co jest dobre, determinowane s? przez w?asno?ci, które charakteryzuj? nas samych. Ten punkt widzenia zwyk?o si? opisywa? w kategoriach warto?ci wzgl?dnych wobec podmiotu. Jego zwolennicy zak?adaj? na ogó?, ?e co? mo?e by? dobre lub z?e tylko wtedy, gdy b?dziemy mogli powiedzie?, i? jest dobre lub z?e dla jakiej? osoby z powodu dozna?, jakich ona do?wiadcza lub ze wzgl?du na daj?ce si? jej przypisa? cechy – jak cho?by posiadanie okre?lonych interesów, zdolno?ci, czy zasobów materialnych – które nie musz? objawia? si? w ramach przys?uguj?cych jej w tym czasie stanów mentalnych[4]. Wbrew temu, co my?l? niektórzy, to nie jest przyzwolenie na subiektywny punkt widzenia. Definiowanie warto?ci ze wzgl?du na w?asno?ci przys?uguj?ce poszczególnym osobom nie oznacza, ?e poniechana zosta?a zasada bezstronno?ci, i ?e ka?dy mo?e formu?owa? oceny na temat dobra i z?a z w?asnego, jednostkowego, punktu widzenia. Stanowisko to zak?ada do?? mocny wymóg uniwersalizowalno?ci, a mianowicie, i? konkretne okoliczno?ci, w jakich znajduje si? podmiot, a tak?e jego specyficzne doznania i cechy stanowi? mog? ?ród?o warto?ci tylko wtedy, gdy traktowane s? jako ogólne w?asno?ci przypadaj?ce ka?dej tego typu sytuacji i ka?dej znajduj?cej si? w niej osobie. Warto pami?ta?, ?e wszystkie najwa?niejsze koncepcje dobrostanu, obejmuj?ce hedonistyczn? teori? stanów mentalnych, teori? preferencji, czy te? teori? listy obiektywnej[5], posiadaj? katalog wybranych rzeczy (sk?adaj?cy si? mi?dzy innymi z takich w?asno?ci, jak: doznawanie przyjemno?ci oraz przykro?ci, zaspokojenie pragnie?, rozwój zdolno?ci, ?wiadomo?? dobra lub pi?kna, pozbawienie wolno?ci, racjonalne my?lenie i dzia?anie, bycie ofiar? oszustwa, zdrady czy lekcewa?enia etc.), które w sposób arbitralny uznawane s? za dobre albo za z?e dla jakiej? osoby bez wzgl?du na to, jak? warto?? mia?yby one dla niej z jej w?asnego punktu widzenia.

Tego rodzaju warto?ci wzgl?dne wobec podmiotu nazywa? b?d? relacjonalnymi. Pomimo, i? swoje istnienie zawdzi?czaj? g?ównie temu, ?e egzystuj? jacy? ludzie posiadaj?cy cechy, które s? no?nikami tych warto?ci, jednak rzecz? nie do ko?ca w?a?ciw? by?oby mówienie w takim przypadku, ?e maj? one charakter subiektywny, a wi?c, ?e to, i? s? takimi b?d? innymi warto?ciami wynika z faktu, ?e ci ludzie tak s?dz?. Cho? w sposób zasadniczy ró?ni? si? od warto?ci bezosobowych, które w przeciwie?stwie do nich mog? funkcjonowa? niezale?nie od egzystencji istot obdarzonych tego typu w?asno?ciami, podobne s? do nich pod tym wzgl?dem, ?e maj? podobny wymiar obiektywno?ci – ani ich istnienie ani te? ich natura nie s? konstytuowane przez przekonania, jakie utrzymuj? na ten temat osoby b?d?ce ich podmiotami[6]. Gdy wi?c mówimy, ?e co? jest w ten sposób dobre lub z?e dla jakiej? osoby, oznacza to, i? w jej ?yciu zasz?y pewne zdarzenia lub cechuj? j? w?asno?ci, których warto?? uzasadnia tak? w?a?nie a nie inn? ocen?, nie zak?ada to jednak w ?adnym razie, ?e te zdarzenia lub w?asno?ci maj? wskazan? warto?? z tego powodu, ?e ta osoba tak w?a?nie czuje lub my?li. W?asna pomy?lno?? rozpatrywana w kategoriach warto?ci relacjonalnych pozwala na daleko id?ce ubezw?asnowolnienie podmiotu, i z tego powodu nie b?dzie zapewne przedmiotem po??dania przez tych, którzy chcieliby prowadzi? w pe?ni zintegrowane ?ycie, tj. post?powa? w oparciu o to, co sami b?d? uwa?ali za dobre lub z?e dla siebie[7]. Je?li poj?cie dobrostanu odnosimy do tego, co powoduje, ?e ?ycie ka?dego z nas mo?e by? dobre lub z?e dla niego samego, to kwestia kto ustala czym jest to co?, mo?e decydowa? nie tylko o tym, jak du?y jest w tym wzgl?dzie zakres naszej autonomii w odniesieniu do mo?liwo?ci definiowania jako?ci prowadzonego przez nas ?ycia, ale równie? o tym, czy mo?emy podejmowa? w tym zakresie jakiekolwiek wiarygodne decyzje.

Aby odpowiedzie? na pytanie, czy w ramach dobrostanu mo?emy mie? do czynienia z tak rozumianymi warto?ciami relacjonalnymi, odwo?am si? do przyk?adu ekscentrycznego pacjenta:

Pewien cz?owiek, który nie ma rodziny ani przyjació?, cierpi od kilkunastu lat na ci??k? odmian? cukrzycy, w wyniku czego w jeden z palców u jego nogi wda?a si? gangrena. Stanowczo odmawia? leczenia wi?c sprawy zasz?y tak daleko, ?e palec trzeba teraz jak najszybciej amputowa?. Lekarze s? zdania, ?e zwlekanie z operacj? spowoduje niechybnie jego ?mier?. Cz?owiek ten nie zgadza si? jednak na zabieg, uzasadniaj?c to swoim w?asnym dobrem. Na wniosek lekarza rodzinnego zosta? on zbadany w miejscowym szpitalu psychiatrycznym, gdzie stwierdzono ponad wszelk? w?tpliwo??, ?e nie jest chory umys?owo i ma takie same kompetencje do podejmowania decyzji na temat swego stanu zdrowia, jak ka?da normalna i doros?a osoba[8].   

My?l?, ?e wi?kszo?? z tych, którzy zetkn?liby si? z takim przypadkiem, dosz?aby do wniosku, ?e dla pacjenta by?oby lepiej gdyby mu amputowano palec. Nie mam te? w?tpliwo?ci, ?e w trakcie rutynowej rozmowy maj?cej ustali?, jakie czynno?ci medyczne nale?a?oby w tej sytuacji podj??, sami lekarze zawzi?cie broniliby takiego w?a?nie stanowiska, a gdyby, pomimo tego, pacjent mia? odmienne w tej sprawie zdanie, niektórzy z nich by? mo?e nie byliby w stanie powstrzyma? si? przed zastosowaniem wyszukanej perswazji, aby po prostu narzuci? mu swój w?asny punkt widzenia. To, ?e ludzie tak czyni?, jest rzecz? do?? powszechn? i w jakim? stopniu równie? naturaln?. Wielu z nas jest przekonanych, ?e decyzja co do tego, jaki przebieg ma mie? nasze leczenie, jest kwesti? wy??cznie wiedzy medycznej, a to prowadzi cz?sto do wniosku, ?e lekarz wie lepiej, co jest dla pacjenta dobre, a co z?e. Uwa?amy równie?, ?e s?dy warto?ciuj?ce, które orzekaj? o tym, co jest dla pewnych osób dobre a co z?e, s? w istocie rzeczy ca?kowicie homogeniczne. To oznacza, i? sk?aniamy si? ku temu aby s?dzi?, ?e je?li jaka? osoba stwierdzi?aby, ?e zdarzenie, które si? jej przydarzy?o, ma dla niej tak? a nie inn? warto??, to nale?a?oby z tego wnosi?, ?e mia?oby ono tak? sam? warto?? w ka?dych okoliczno?ciach nie tylko dla tej osoby, ale równie? dla wszystkich innych osób. Tak? zasad? z powodzeniem stosujemy wychowuj?c w?asne dzieci. Odwo?ujemy si? do niej równie? w procesie wychowawczym o charakterze publicznym, który przebiega w ramach instytucji szkolnych i o?wiatowych, a tak?e be oporów powo?ujemy si? na ni? w tych dziedzinach polityki spo?ecznej, w których dokonuje si? podzia?u wa?nych dóbr. Stoimy bowiem na stanowisku, ?e ?aden spo?ecznie istotny rozdzia? korzy?ci i strat, czy te? sprawiedliwe regu?y stosowania kar oraz nagród, nie mog? opiera? si? na warto?ciach, których ?ród?em jest wy??cznie jednostkowy punkt widzenia uczestnicz?cych w tym procesie osób. To za? zak?ada, ?e czasami trzeba wyrazi? zgod? na dzia?ania ze wzgl?du na powszechnie uznan? warto??, jak? stanowi? one dla jakiej? osoby, nawet gdy ocena ta nie pochodzi bezpo?rednio od podmiotu, którego dobro stanowi jedyn? racj? za tym, ?e maj? by? wykonane. 

Przekonania te utrac? swoj? wiarygodno??, gdy spróbujemy zastosowa? je do osób, które same mog? wnie?? decyduj?cy wk?ad w ustalenie, co jest dla nich dobrem. Takim w?a?nie przypadkiem zdaje si? by? ekscentryczny pacjent. Poniewa? potrafi on samodzielnie okre?li?, co jest, a co nie jest, dla niego dobre z jego w?asnego punktu widzenia, to je?li decyzja, jak? podj?? na ten temat, spe?nia pewne warunki, tzn. jest w pe?ni przemy?lana i nie poci?ga za sob? dzia?ania, którego skutki mia?yby teraz lub w przysz?o?ci jaki? bezpo?redni oraz negatywny wp?yw na innych ludzi b?d? na zwierz?ta, musimy uzna?, ?e mia? on prawo tak post?pi? i ?e jego wybór jest ostateczny tak?e dla osób trzecich. Jak s?usznie zauwa?y? Mill, na tym mi?dzy innymi polega powszechnie aprobowana wolno?? i autonomia cz?owieka. Je?li cenimy tego rodzaju przymioty naszego istnienia i je?li zachodz? powy?sze okoliczno?ci, to w stosunku do normalnych doros?ych istot ludzkich nie mo?na bez powa?nych zastrze?e? stosowa? paternalistycznej tezy, ?e wiemy lepiej ni? oni sami, co jest dla nich dobre, a co z?e. Z tego samego powodu nie wolno te? zak?ada?, ?e mogliby?my podj?? dzia?anie dla dobra jakiej? osoby na podstawie posiadanego przekonania o tym, co jest dla niej dobre, nawet gdyby przekonanie to nie by?o podzielane przez osob?, dla dobra której mieliby?my w ten sposób post?powa?[9]. Zwi?zek mi?dzy wiedz? medyczn? a dobrostanem pacjenta jest stosunkowo prosty i ?atwy do zrozumienia. Idziemy do lekarza nie po to, ?eby spowodowa?, aby nasze ?ycie by?o dla nas jeszcze gorsze, lecz po to, aby z naszego w?asnego punktu widzenia sta?o si? ono lepsze od tego, jakim by?o dotychczas. Z drugiej strony, najwa?niejszym celem medycyny – który to cel powinien przy?wieca? równie? personelowi medycznemu – jest przyczynianie si? do podnoszenia jako?ci ?ycia pacjentów i sprzyjanie tym samym ich dobrostanowi. Z po??czenia tych oczywistych prawd wynika jasno, ?e lekarz winien wykorzystywa? najlepiej jak potrafi swoje zawodowe umiej?tno?ci, aby realizowa? to, co jest dobre dla pacjenta. To jednak, co faktycznie jest dla niego dobre, nie stanowi w ?adnym razie przedmiotu wiedzy, której pacjent mia?by mniej tylko dlatego, ?e nie jest lekarzem. Wykszta?cenie nie daje nikomu ?adnych szczególnych kwalifikacji, które mog?oby by? pomocne w zdobyciu wiarygodnych informacji o tym, co jest dobre dla innego cz?owieka. Przekonanie, ?e dla jakiej? osoby by?oby lepiej ?y? bez palca ni? umrze?, nie stanowi zatem prawdy mieszcz?cej si? w obszarze obiektywnej wiedzy, do której mo?e odwo?a? si? lekarz; jest ono raczej cz??ci? tej wiedzy o nas samych, któr? zdobywa si? niejako od wewn?trz, tj. na drodze introspekcji, i która dotyczy tego, co jest dla nas dobre lub lepsze z naszego w?asnego punktu widzenia, a dost?p do niej mo?e mie? wy??cznie podmiot, o którym mowa w tego typu przekonaniu. Oznacza to, i? zasadniczy dla praktyki medycznej aspekt analizowanego przypadku polega na tym, ?e lekarze nie s? zdolni pomaga? efektywnie w osi?gni?ciu wy?szej jako?ci ?ycia, gdy podejmuj? czynno?ci medyczne wedle w?asnego os?du o tym, co jest dla ludzi dobre lub z?e, mog? to natomiast zrobi? wówczas, gdy post?powa? b?d? zgodnie z tym, co na ten temat maj? do powiedzenia ich pacjenci[10].    

Relacjonalna natura warto?ci zak?ada, jak ju? t?umaczy?em, obiektywistyczn? koncepcj? tego, co jest dla kogo? dobre lub z?e, która obejmuje mi?dzy innymi twierdzenie, ?e ocen? tak? mo?na sformu?owa? nie wiedz?c nawet, co mia?aby do powiedzenia na ten temat osoba b?d?ca jej przedmiotem. Gdyby by? to jedyny rodzaj warto?ci wzgl?dnych wobec podmiotu, to odwo?ywanie si? do opinii tej osoby w celu ustalenia, co jest dla niej dobre, nie mia?oby oczywi?cie wi?kszego sensu. Niezgodno?? w?asnych przekona? z prawid?owo uzasadnionym s?dem na temat tego, co jest dla nas dobre, mo?e by? interpretowana b?d? jako przygodny brak zdolno?ci do rozpoznawania w?asnego dobra, b?d? te?, w wersji bardziej radykalnej, jako trwa?a niemo?no?? zdefiniowania swojego dobrostanu. Obiektywna wiedza ma zawsze pierwsze?stwo przed subiektywnym domniemaniem, a to pozwala nawet na ca?kowite ignorowanie jednostkowych przekona? w przypadku wyst?pienia tego rodzaju rozbie?no?ci. Rzecz jednak w tym, ?e warto?ci relacjonalne nie s? jedynymi warto?ciami, jakie mo?na odnosi? do ludzkiego dobrostanu. Gdy zastanawiam si? na przyk?ad, czy dla mojej córki dobre jest to, ?e czyta powie?ci Prousta lub, ?e chodzi na koncerty muzyki Telemanna albo Bernsteina, nie mo?na zak?ada? w sposób niedorzeczny, i? w pe?ni potrafi? zaspokoi? swoj? ciekawo?ci ustalaj?c, jak? warto?? sam? w sobie ma czytanie tego rodzaju ksi??ek oraz s?uchanie takiej muzyki, b?d? te? dowiaduj?c si?, czy pod wp?ywem tych czynno?ci przypad?y jej w udziale jakie? doznania lub czy do?wiadczy?a ona stanów, które mog? by? uwa?ane za dobre dla niej niezale?nie od tego, co sama mia?aby do powiedzenia na ten temat. Zastanawiaj?c si? nad tym, mog? doj?? do wniosku, ?e swoj? ciekawo?? zaspokoj? tylko wówczas, gdy dowiem si?, jak? warto?? maj? dla niej te czynno?ci z jej w?asnego punktu widzenia. Ka?dy, kto ma zdanie podobne do mojego, sk?onny b?dzie zapewne uzna?, ?e tego typu warto?ci powinny by? wzgl?dne wobec podmiotu, a to znaczy, ?e czytanie ksi??ek lub udzia? w koncercie muzycznym nie mog? by? dla niej dobre dlatego, ?e s? dobre bezwarunkowo, tj. bez wzgl?du na to, jakie doznania przypada?yby jej w udziale z tego powodu; nie powinien jednak zgodzi? si? z tez?, ?e s? dla niej dobre tylko dlatego, ?e wykonywanie tych czynno?ci spowoduje, ?e b?dzie mo?na przypisa? jej jak?? w?asno??, która znajduje si? w katalogu jednej ze znanych teorii dobrostanu. Stanowisko to zak?ada bowiem, ?e warto?? rzeczy, których istnienie przebiega w granicach czyjego? ?ycia i które nie dotycz? innych osób, a do takich rzeczy nale?y z pewno?ci? czytanie ksi??ek, s?uchanie muzyki oraz wiele innych popularnych zdarze? i czynno?ci, powinna zosta? ustalana wy??cznie z punktu widzenia podmiotu, któremu si? one przydarzaj?. Tak? warto?? nazywam warto?ci? osobow?[11].

Przyj?cie wewn?trznej perspektywy oceniania rzeczy mieszcz?cych si? w obr?bie czyjego? ?ycia oznacza, ?e wyklucza si? sytuacj?, w której co? mo?e by? dobre dla jakiej? osoby w ramach jej w?asnego dobrostanu równie? wtedy, gdy jest dla niej dobre z punktu widzenia ludzi, którzy w swojej ocenie kieruj? si? wy??cznie w?asnym rozeznaniem na temat dozna?, jakie ta osoba do?wiadcza pod wp?ywem jakiej? rzeczy b?d?cej jej przedmiotem. W ten sposób zak?ada si?, ?e warto?ci osobowe nie mog? by? ustalane samodzielnie przez ludzi, których bezpo?rednio nie dotycz?. To rodzi jednak mocny sprzeciw. Niektórzy uwa?aj? bowiem, ?e na podstawie dost?pnej nam wiedzy o nas samych, ka?dy z nas potrafi z du?ym wyczuciem wnioskowa? zarówno o wewn?trznych doznaniach innych osób, jak i o ich aksjologicznych postawach wobec rzeczy, które przyczyniaj? si? do powstania u nich tego rodzaju dozna?. Tego typu zastrze?enie zazwyczaj nie spe?nia pok?adanych w nim nadziei, gdy? najlepsza nawet umiej?tno?? rozumowania per analogiam nie mo?e stanowi? wystarczaj?cego argumentu w tej sprawie. Je?li bowiem przyjmuj?, i? w ten sposób mog? sobie wyobrazi?, jakie doznania przypadaj? w udziale innej osobie i jak? warto?? mo?e ona nadawa? rzeczom, które przyczyni?y si? do powstania tych dozna?, to powinienem mie? ?wiadomo??, i? jest to mo?liwe tylko dlatego, ?e wyobra?am sobie, jakie doznania i oceny przypada?yby w udziale mnie samemu, gdybym znalaz? si? w podobnej sytuacji. Nie dowiaduj? si? natomiast niczego o tym, co jest wa?ne i niezb?dne dla ustalenia warto?ci osobowej, a mianowicie, czego faktycznie ta osoba doznaje, i jak to jest do?wiadcza? przez ni? pewnego rodzaju dozna? z jej w?asnego punktu widzenia. Je?eli patrz? na ?wiat z perspektywy innej osoby i nadal pozostaj? sob?, a w tym przypadku tak w?a?nie jest, to moje doznania i oceny nie musz? by? – i najcz??ciej nie s? – takie same, jak doznania i oceny tej osoby.

Wyja?nienie oraz zrozumienie tego faktu nie powinno nastr?cza? zbyt wielu trudno?ci. Poniewa? nasza wiedza o tym, jakie doznania przypadaj? w udziale innej osobie z powodu zachodz?cych w jej ?yciu zdarze?, czy te? o tym, jakie warto?ci przypisuje ona tym zdarzeniom pod wp?ywem tego, co doznaje, wymaga wnioskowania, którego ?ród?em mo?e by? wy??cznie introspekcja, to nie wydaje si?, aby mo?na by?o sensownie zak?ada?, ?e wiedza ta b?dzie zawsze prawdziwa, a nawet – ?e b?dzie kiedykolwiek wystarczaj?ca. Ów brak wiarygodno?ci nie zale?y bowiem w równym stopniu od wyst?pienia ka?dego z obu czynników. Przypisywanie innym osobom okre?lonych stanów umys?u z powodu zaj?cia pewnych okoliczno?ci nie zawsze musi wi?za? si? z wewn?trzn? perspektyw? podmiotu w tym sensie, ?e nale?a?oby uznawa?, i? prawdziwe twierdzenie na ten temat mo?e wypowiedzie? tylko on sam. Wiarygodna wiedza na temat tego rodzaju faktów psychofizycznych mo?liwa jest niekiedy równie? z zewn?trznego punktu widzenia. Gdy wykr?camy komu? r?k?, przytykamy do g?owy pistolet gro??c ?mierci? lub, gdy poddajemy kogo? wymy?lnym torturom, nietrudno odgadn??, jakich uczu? w tego typu sytuacjach osoby te mog? do?wiadcza?. To jednak nie oznacza, ?e w ten sposób jeste?my zdolni do tego, aby poj?? znaczenie i warto??, jak? te doznania, oraz wywo?uj?ce je zdarzenia b?d? czynno?ci, maj? dla nich samych z ich wewn?trznego punktu widzenia. Nawet prawid?owe przypisanie komu? stanów umys?u, jakie mia?oby miejsce z obiektywnego punktu widzenia, mog?oby ca?kowicie pomija? lub niew?a?ciwie interpretowa? ich wp?yw na ocen?, jak? ta osoba wyrazi?aby de facto pod adresem rzeczy, które wywo?a?y u niej tego rodzaju stany. Mo?emy czasami dziwi? si?, ?e kto? nadaje inn? warto?? zdarzeniom, które w podobnych okoliczno?ciach wywo?uj? u niego te same doznania co u nas, niemniej nie powinni?my upiera? si?, ?e w tej sytuacji mo?emy wiedzie? lepiej, co jest dla niego dobre, ani te?, ?e mo?emy cokolwiek wiedzie? na temat tego, co jest dla niego lepsze a co gorsze, gdy nie potrafimy powiedzie? niczego sensownego o tym, jak to jest dla tej osoby do?wiadcza? takich dozna?. 

Broni?c tego pogl?du nie zak?adam, ?e wszystkie rzeczy, jakie komu? si? przydarzaj?, s? dla niego dobre lub z?e wy??cznie z powodu stanu, w jakim si? znajduje lub z powodu dozna?, jakie przypadaj? mu w udziale. Nie twierdz? tak?e, jakoby wszystko to, co uwa?amy za dobre lub z?e dla jakiej? osoby, mog?o by? okre?lane takim mianem wy??cznie przez t? osob? z jej w?asnego punktu widzenia. Czasem stan, w którym cz?owiek si? znajduje, czy doznania, których do?wiadcza, s? wzgl?dnie nieistotne dla okre?lenia, co jest dla niego dobre lub z?e. Cho? mo?e zabrzmie? to paradoksalnie, ale w tym punkcie w pe?ni zgadzam si? z tymi, którzy nie uznaj? warto?ci osobowych. Ró?nica mi?dzy nami polega na tym, ?e cho? twierdz?, i? taka sytuacja rzeczywi?cie mo?e zachodzi?, to jednak uwa?am, ?e dzieje si? to sporadycznie, i do swego zaistnienia wymaga spe?nienia ?ci?le okre?lonych warunków, natomiast ci, którzy w tej sprawie maj? przeciwne zdanie utrzymuj? na ogó?, ?e warto?ci odnoszone do konkretnych ludzi zawsze maj? charakter bezosobowy lub relacjonalny, a warto?ci osobowe, tak jak ja je rozumiem, b?d? w ogóle nie istniej?, b?d? te? prze?wiadczenie o ich istnieniu przeczy ustalonej w tej sprawie opinii albo jest niezgodne z wiedz? o naturze ludzkiej.

Thomas Nagel, na przyk?ad, by? przekonany, ?e takie zdarzenia jak nag?a i niespodziewana utrata czego? nam drogiego, bycie wprowadzonym w b??d czy wy?mianym, nie dlatego powinny by? uwa?ane za z?e dla osoby której si? przydarzaj?, ?e do?wiadcza ona okre?lonych dozna?, gdy si? o nich dowiaduje, lecz dlatego, ?e ?le jest po prostu ponosi? szkody, by? oszukanym czy wyszydzonym. „Naturalny pogl?d jest taki – pisa? – ?e odkrycie zdrady czyni nas nieszcz??liwymi dlatego, ?e ?le jest by? zdradzonym – nie za? ?e zdrada jest z?a, poniewa? jej odkrycie czyni nas nieszcz??liwymi”[12]. Zalet? takiego rozumienia warto?ci by?oby niew?tpliwie to, ?e ka?dy z nas móg?by je stosowa? do tego rodzaju przypadków bezpo?rednio oraz, ?e byliby?my w stanie wyt?umaczy? w rozs?dny sposób, dlaczego zaj?cie tego typu okoliczno?ci wywo?uje u ludzi podobne doznania. Argument taki jest moim zdaniem rozs?dny, gdy bierze si? pod uwag? korzy?ci, jakie mo?na by w ten sposób uzyska?, jednak nie jest to na pewno ten rodzaj argumentu, który móg?by uzasadnia? s?uszno?? ?rodków, jakie nale?a?oby przedsi?wzi??, aby osi?gn?? za?o?ony cel. Ka?dy zapewne rozumie jak wa?ne jest, aby jednostkowa opinia i zasady ogólne nie odbiega?y zanadto od siebie, i ?e le?y to w interesie zarówno pojedynczego obywatela, jak i spo?ecze?stwa. Je?eli warto?ci formu?owane maj? by? na poziomie uniwersalnym i zaspokaja? przede wszystkim wymogi dobra publicznego, to powstaje pytanie, jak znale?? harmoni? mi?dzy prywatnym rozumieniem tych warto?ci przez poszczególne osoby  a moralnym porz?dkiem, który, je?li ma dobrze spe?nia? swoj? funkcj?, musi zawiera? mechanizm eliminuj?cy konflikty powstaj?ce na styku tego co partykularne i tego co powszechne. Ustalaj?c, co jest dla jakiej? osoby dobre lub z?e, i chc?c dokona? tego w taki sposób, aby w praktyce zapobiec moralnemu autokratyzmowi, nie mo?emy bezwiednie stosowa? si? do zalece? Nagela i bra? pod uwag? tylko to, co z bezosobowego punktu widzenia powinno by? dla tej osoby dobre lub z?e, ale musimy te? uwzgl?dnia?, co jest dla niej dobre lub z?e w jej w?asnej perspektywie, a wi?c równie? i to, jakie konkretnie doznania s? jej udzia?em w tej sytuacji, jak to jest dla tej osoby do?wiadcza? tego rodzaju dozna? oraz, co w tych okoliczno?ciach ona rzeczywi?cie odczuwa lub co my?li na ten temat. Oznacza to, i? ka?da adekwatna teoria warto?ci, która ro?ci sobie pretensje do wiarygodnego s?du na temat tego, co jest dobre dla konkretnych osób, musi zak?ada? warunek ró?nicuj?cy, a mianowicie, musi g?osi?, ?e to, co jest dobre dla jednej osoby, mo?e nie by? dobre dla innej. Przy takim za?o?eniu odkrycie zdrady nie mo?e, wbrew temu co sugerowa? Nagel, uczyni? ka?dego cz?owieka nieszcz??liwym dlatego tylko, ?e ?le jest by? zdradzanym, gdy? wprowadzenie tego warunku powoduje radykaln? zmian? zale?no?ci mi?dzy doznaniami, jakie si? nam przydarzaj? pod wp?ywem pewnych rzeczy, a warto?ci?, jak? te rzeczy maj? dla nas. W tej nowej sytuacji, nawet je?li dla jednej osoby zdrada mo?e by? z?a z tego powodu, ?e jej odkrycie spowodowa?o, i? osoba ta cierpi i jest nieszcz??liwa, to dla innej mo?e by? ?ród?em niema?ego zadowolenia, a nawet szcz??cia, ?e oto nadarzy?a si? okazja, stanowi?ca jednocze?nie dobry pretekst, aby uwolni? si? od niechcianego zwi?zku z innym cz?owiekiem bez nara?ania si? na moraln? krytyk?.    

Odwo?anie si? do warunku ró?nicuj?cego stanowi mocny argument na rzecz warto?ci wzgl?dnych wobec podmiotu, i z tego powodu powa?nie utrudnia, a niektórzy mogliby nawet powiedzie? ?e wr?cz uniemo?liwia, definiowanie dobrostanu w kategoriach rzeczy, w odniesieniu do których powiedzenie, ?e s? dobre lub z?e dla konkretnej osoby oznacza, i? warto?? tych rzeczy zale?y tylko od ich natury i jest neutralna wobec przys?uguj?cych tej osobie w?asno?ci. Nie musi jednak prowadzi? do wniosku, ?e co? mo?e by? dobre lub z?e dla niej wy??cznie wtedy, je?li jest takie z jej w?asnego punktu widzenia, tj. dlatego, ?e ona tak uwa?a; zazwyczaj przemawia za s?uszno?ci? jakiej? obiektywnej wersji wzgl?dno?ci wobec podmiotu, która w konsekwencji konstytuuje warto?ci, nazywane przeze mnie relacjonalnymi. Taki sposób rozumowania jest dzisiaj do?? rozpowszechniony. Connie Rosati, na przyk?ad, uwa?a, ?e bezwzgl?dnie ka?da interpretacja wyra?enia „dobre dla kogo?” powinna obejmowa? warunek ró?nicuj?cy, i ?e tylko te rzeczy mog? by? uznane – z wewn?trznego i pozamoralnego punktu widzenia –  za dobre dla jakiej? osoby, o których da si? wiarygodnie powiedzie?, ?e jej odpowiadaj?. Czy to oznacza, ?e powinni?my zak?ada?, i? branie narkotyków lub zabijanie ludzi mog?oby by? dobre dla pewnych osób, je?li uwa?a?yby one, ?e odpowiada im wykonywanie tych czynno?ci? Czy je?li u?ywamy poj?cia dobrostanu w taki sposób, ?e odnosi si? ono do tego, co sprawia, ?e ?ycie jakiej? osoby jest dobre lub z?e dla niej samej, to czy mogliby?my powiedzie?, ?e ?ycie osoby, której odpowiada branie narkotyków lub zabijanie innych ludzi jest dla niej lepsze wtedy, gdy to robi, ni? by?oby wówczas gdyby tego nie robi?a? Gdyby?my przyj?li, i? istniej?ca mi?dzy tymi osobami a wykonywanymi przez nie czynno?ciami relacja odpowiednio?ci, od której zale?e? ma ostatecznie, czy te czynno?ci s? dobre dla tych osób, ustalana jest przez nich z ich w?asnego punktu widzenia, to odpowied? na oba pytania musia?aby by? pozytywna. Rosati nie zak?ada takiej ewentualno?ci[13]. Odpowiednio??, na której zasadza si? s?d, ?e co? jest dobre dla kogo?, nie jest, wed?ug niej, to?sama z ?adnym subiektywnym stanem ani doznaniem. Rzeczy mog? nam odpowiada? na wiele ró?nych sposobów. To, czy co? jest odpowiednie dla kogo? w tym znaczeniu odpowiednio?ci, o któr? tu chodzi, zale?y, wed?ug niej, g?ównie od czynników, które charakteryzuj? tego cz?owieka równie? z zewn?trznego punktu widzenia. Nale?? do nich, mi?dzy innymi, jego cechy fizyczne, osobowo??, posiadane zdolno?ci, czy kultura. Oznacza to, i? za?ywanie narkotyków mo?e by? dla pewnej osoby rzecz? nieodpowiedni? nawet je?li do?wiadcza?aby ona dozna?, które utwierdzi?yby j? w przekonaniu, ?e jest wprost przeciwnie. Z tego samego powodu dochodzimy te? do wniosku, ?e zabijanie ludzi nie mo?e sprawi?, i? dobre b?dzie ?ycie osoby trudni?cej si? tym procederem. Gdyby nawet jakim? trafem zdarzy?o si? tak, ?e tego typu czynno?ci by?yby odpowiednie dla jakiej? osoby równie? z zewn?trznego punktu widzenia, który bierze pod uwag?, jak pami?tamy, wy??cznie obiektywnie ustalone w?asno?ci tej osoby, to w odwodzie zawsze pozostaje jeszcze pytanie, co jest dla niej lepsze, a co gorsze. Tak wi?c je?li za?ywanie pewnych narkotyków lub zabijanie ludzi by?oby dobre dla jakiej? osoby, lecz mia?oby takie skutki, ?e uniemo?liwia?oby jej, na przyk?ad, osi?ganie innych dóbr lub obni?y?oby powa?nie jako?? jej ?ycia, to mogliby?my nie tylko powiedzie?, ?e, w tych okoliczno?ciach, istnieje racja przemawiaj?ca za tym, aby osoba ta nie post?powa?a w taki sposób, ale równie?, ?e ona sama ma racj?, aby tego nie robi?.

Sprzeciw wobec wszelkich prób wyja?niania tego, czym jest dobro lub z?o dla jakiej? osoby w kategoriach jej subiektywnych dozna? oraz podejmowanych przez ni? na tej podstawie ocen, wynika niekiedy z przekonania, ?e tego rodzaju warto?ci implikowane s? przez bezosobowe racje wynikaj?ce bezpo?rednio z wewn?trznych w?asno?ci rzeczy, które powoduj?, ?e s? one dla kogo? dobre lub z?e równie? z ich w?asnego punktu widzenia. Pogl?d ten zak?ada, i? powiedzenie, ?e co? jest dobre dla jakiej? osoby, oznacza nie tylko, ?e ta osoba ma racje, aby tak my?le?, ale równie?, ?e tak samo mog? my?le? inni ludzie. Parfit sk?onny jest uwa?a?, ?e podobnie rzecz si? przedstawia, gdy w taki sposób oceniamy ca?o?? czyjego? ?ycia: je?li stwierdzamy, ?e pewne ?ycie jest dobre dla jakiej? osoby, to mamy na my?li zarówno to, ?e ma ona racje za tym, aby nim ?y?, jak i to, ?e inni ludzie tak?e maj? racje za tym, aby ta osoba ?y?a tym ?yciem[14]. Poniewa? racje te s? neutralne wobec podmiotu oceniaj?cego w tym sensie, ?e nie zale?? w jakimkolwiek stopniu od charakteryzuj?cych go w?asno?ci, to mo?na przypuszcza?, ?e z tymi samymi racjami mamy do czynienia równie? wtedy gdy warto?? rzeczy oceniana jest z punktu widzenia osoby, do której j? odnosimy, jak i wtedy, gdy oceniaj? j? osoby postronne. To jest jednak sprzeczne z tym co g?osi warunek ró?nicuj?cy, a wi?c, ?e je?li jaka? rzecz jest dobra dla jednej osoby, nie musi to oznacza?, ?e nie mo?e nie by? te? dobra dla innej. Warunek ró?nicuj?cy nie powinien obowi?zywa? je?eli rzecz, któr? oceniamy z punktu widzenia jakiej? osoby – bez wzgl?du czy b?dzie to jednorazowy akt, zdarzenie czy ca?e jej ?ycie – oddzia?uje na kogo? bezpo?rednio lub po?rednio, b?d?, jak przypuszczamy, jej zaj?cie b?dzie mia?o w przysz?o?ci wymierne konsekwencje dla innych ludzi lub zwierz?t, a szczególnie je?eli te konsekwencje b?d? dla tych istot negatywne, natomiast tam gdzie zaj?cie takiej rzeczy dotyczy wy??cznie podmiotu, ze wzgl?du na którego przypisujemy jej tak? a nie inn? warto??, i w ?aden sposób nie wp?ywa na jako?? dozna? ani ?ycia kogokolwiek innego, brak tego warunku jest jawnym naruszeniem autonomii jednostki oraz przys?uguj?cych ka?demu cz?owiekowi swobód i wolno?ci do post?powania wedle w?asnych przekona?, i prowadzi? mo?e do jakiej? odmiany despotyzmu moralnego lub represji ze strony spo?ecze?stwa, uzasadnionych jedynie brakiem czyjej? zgody z panuj?c? opini? na temat jego spraw osobistych. 

Nie bez znaczenia jest równie? i to, ?e obiektywny charakter racjonalno?ci, który ma zak?ada? rozumienie czym jest dobro oraz z?o dla jakiej? osoby wy??cznie w kategoriach neutralnej wobec podmiotu koncepcji warto?ci, nie jest w tej kwestii argumentem w pe?ni rozstrzygaj?cym. Ci, którzy wspieraj? idee warto?ci bezosobowych b?d? relacjonalnych, i s?dz?, ?e najlepiej wyja?niaj? one, które rzeczy s? dobre, a które z?e dla jakiej? osoby, zak?adaj? zwykle, ?e wykonanie pewnych dzia?a? by?oby dla tej osoby dobre wówczas, gdyby mia?a ona racj? aby w ten sposób post?pi?, i gdyby racja ta wynika?a z decyzji, jak? w tej sprawie podj??a na podstawie racjonalnego namys?u – który za Rawlsem zwyk?o nazywa? si? rozwa?n? refleksj?[15] – tj. b?d?c w pe?ni ?wiadoma wszystkich istotnych dla tej kwestii faktów i po dok?adnym rozwa?eniu najwa?niejszych konsekwencji. Z takiego nastawienia wynikaj? bezpo?rednio dwa wnioski: (1) ?e gdyby, zgodnie z przyj?tym za?o?eniem, kto? powiedzia?, ?e z jego w?asnego punktu widzenia dobre jest dla niego wykonanie jakiego? czynu, to twierdzi?by tym samym, i? post?powanie to ma dla niego tak? a nie inna warto?? dlatego, ?e decyzj? o wykonaniu tego czynu podj?? na podstawie racji pochodz?cych ze starannie i dog??bnie przeprowadzonego rozumowania, a tak?e (2), ?e gdyby?my chcieli powiedzie?, i? wykonanie jakiego? czynu jest dobre dla konkretnej osoby, musieliby?my stwierdzi?, i? post?powanie to z zewn?trznego punktu widzenia ma dla niej tak? a nie inn? warto?? dlatego, ?e decyzja o wykonaniu tego czynu mo?e zosta? podj?ta przez ka?dego z nas na podstawie racji pochodz?cych z takiego w?a?nie namys?u. Nie wydaje si?, aby powstanie tego typu s?dów by?o tak proste zarówno w jednym, jak i drugim przypadku. Najlepsze nawet zasady podejmowania racjonalnych decyzji nie zawsze prawid?owo stanowi? o tym, co jest dla nas faktycznie dobre a co z?e. Interpretacja wyra?enia „co? jest dobre dla kogo?” w kategoriach obiektywnych racji zak?ada jedynie, ?e czyje? post?powanie mo?na dezaprobowa? lub krytykowa? tylko dlatego, ?e narusza przyj?te zasady racjonalnego wyboru b?d? dlatego, ?e nikt, w??cznie ze sprawc?, nie post?pi?by w ten sposób gdyby prawid?owo oceni? skutki, jakie ono powoduje, w ?adnym za? razie nie prowadzi do wniosku, ?e mo?na tak czyni? wy??cznie z tego powodu, ?e jest ono z?e dla osoby, która w ten sposób post?puje. Dlaczego tak si? dzieje? Powód jest stosunkowo prosty, o czym wspomina?em wiele razy – nawet je?li prawid?owo zak?ada si?, ?e w tego rodzaju racjonalnym namy?le nie pope?niono ?adnych b??dów co do faktów i spowodowanych przez nie konsekwencji, to nie wynika z tego, ?e otrzymane na tej podstawie racje wyznaczaj? w sposób ?cis?y tre?? s?dów warto?ciuj?cych na temat danej osoby; one mog? je co najwy?ej lu?no ukierunkowywa?, lecz w ostateczno?ci warto??, jak? dla pewnych osób stanowi? konkretne zdarzenia b?d? czynno?ci, które nie dotycz? innych ludzi, mo?na ustali? tylko z ich w?asnego punktu widzenia, na podstawie tego, czym jest dla nich to, ?e w ich ?yciu maj? miejsce w?a?nie takie a nie inne rzeczy. Stoj? na stanowisku, ?e neutralne wobec podmiotu racje nie generuj? w tych okoliczno?ciach ocen na temat tego, co jest dla nas dobre, a co z?e, ani te? na temat tego, co jest dla nas lepsze, a co gorsze. Tego typu decyzja ma zawsze charakter psychologiczny i przez to jest w jakiej? mierze arbitralna. Zdaj? sobie spraw?, ?e tak kategoryczne twierdzenie mo?e wywo?a? odczucia niedowierzania, a nawet sprzeciwu, s?dz? jednak, ?e w odniesieniu do warto?ci osobowych jest rzecz? niemo?liw?, aby takie kwestie jak podejmowanie decyzji aksjologicznych czy formu?owanie na tej podstawie s?dów o dobru i z?u, uciele?nia?y czysto racjonalny punkt widzenia, który zawiera w sobie idee bezstronno?ci lub bezosobowo?ci. Wyci?gam z tego wniosek, ?e z faktu, i? kto? spe?nia wszystkie zasady rozwa?nej refleksji, i jest idealnie racjonalny, nie wynika, jakie warto?ci ostatecznie przypisze on rzeczom, które mog?  sprawi?, ?e jego ?ycie b?dzie dobre lub z?e dla niego samego. Niezrozumienie tego mo?e prowadzi? niekiedy do zdziwienia, ?e inteligentna, wykszta?cona i m?dra osoba dochodzi po namy?le do wniosku, ?e najlepsz? dla niej rzecz? jest liczenie ?d?be? trawy na skwerach parkowych lub poszukiwanie metody komunikowania si? z asparagusami, jednak stan zaskoczenia wywo?any czym?, co uwa?a si? za nieoczekiwane lub niezwyk?e dla nas samych, nie jest w ?adnym razie dobrym przyk?adem argumentum ad rem, który nale?a?oby bra? pod uwag? w prowadzonej dyskusji.

Nie rozstrzygam tutaj, które warto?ci rzeczywi?cie istniej? a które s? tylko wytworem filozoficznej wyobra?ni. Nie zak?adam te?, ?e na dobrostan konkretnej osoby sk?adaj? si? tylko warto?ci osobowe. Je?eli uznamy, ?e twierdzenie o istnieniu innych warto?ci jest wiarygodne, to uwa?am, ?e to, co sprawia, i? ?ycie jest dobre lub z?e dla jakiej? osoby, mo?e by? definiowane równie? w kategoriach warto?ci bezosobowych, jak i w kategoriach warto?ci wzgl?dnych wobec podmiotu, które ustala si?, tak jak chc? tego na przyk?ad zwolennicy listy obiektywnej – z zewn?trznego punktu widzenia. Dzieje si? tak wówczas, gdy jako?? ?ycia tej osoby zale?y od rzeczy, które jednocze?nie wp?ywaj? – bezpo?rednio lub po?rednio – na jako?? ?ycia innych ludzi. Kiedy jednak mówimy, ?e co? jest dobre lub z?e dla konkretnej osoby i mówi?c to mamy na my?li jedynie rzeczy, które w ?aden sposób nie dotycz? interesów innych ludzi, gdy? mieszcz? si?, ??cznie ze skutkami jakie powoduj?, w granicach ?ycia tej osoby, to wydaje si?, ?e ocena ta jest prawid?owa tylko wtedy, je?li jest zgodna z warto?ci?, jak? osoba ta nadaje tym rzeczom niejako od wewn?trz, tj. z jej w?asnego punktu widzenia.

Uwagi te maj? znaczenie równie? wtedy, gdy chcemy wiedzie?, czy nasze istnienie jest lepsze lub gorsze dla nas od niezaistnienia. Prawid?owa odpowied? na to pytanie ma donios?e znaczenie z teoretycznego punktu widzenia – gdzie najbardziej liczy si? ustalenie prawdy b?d? znalezienie najlepszych argumentów, a w dalszej kolejno?ci równie? sformu?owanie na tej podstawie najlepiej uzasadnionego rozwi?zania problemu – oraz ze wzgl?du na rol?, jak? mo?e mie?, na przyk?ad, dla osób nieuleczalnie chorych lub w jaki? inny sposób dotkni?tych przez los, a tak?e dla tych, którzy zdaj?c sobie spraw? z odpowiedzialno?ci za jako?? ?ycia przysz?ych ludzi stoj? przed decyzj? o powo?aniu ich do istnienia. Tak naprawd?, mo?e by? ona w wi?kszym lub mniejszym stopniu wa?na dla ka?dego z nas bez wzgl?du na to, w jakiej znajdujemy si? sytuacji. Je?eli okaza?oby si?, na przyk?ad, ?e w porównaniu z prze?ywanym w?a?nie przez jak?? osob? ?yciem, które nie jest obarczone cierpieniem przekraczaj?cym standardy jakim w tej mierze podlegaj? pozostali ludzie, lepiej dla niej by?oby jednak gdyby nigdy nie istnia?a, to wielce prawdopodobne jest, ?e ?wiadomo?? tego faktu mog?aby wywo?a? u niej g??boki resentyment w stosunku do osób, których dzia?ania stanowi?y konieczn? cz??? przyczyny jej zaistnienia, a nawet spowodowa? podj?cie kroków zmierzaj?cych do samounicestwienia.

Sprawy te s? wa?ne nie tylko w obr?bie pojedynczego ?ycia, maj? one donios?e znaczenie tak?e dla relacji mi?dzyludzkich, które decyduj? o poziomie dobrostanu w grupach spo?ecznych, oraz o jednostkowej odpowiedzialno?ci za wykonywane czynno?ci wobec innych ludzi. To, mi?dzy innymi, powoduje, ?e wielu z nas chce wiedzie?, jak powinni?my ocenia? wzajemn? warto?? istnienia i nieistnienia i kto mo?e tego dokona?. Gdy uznamy, ?e mo?liwe jest, aby ?ycie ka?dego z nas mog?o by? oceniane w du?o szerszej perspektywie ani?eli ta, któr? wyznaczaj? warto?ci osobowe, niektórzy dojd? zapewne do przekonania, i? ca?a dyskusja nie musi mie? internalistycznego charakteru, a to oznacza?oby, ?e pr?dzej czy pó?niej dojd? oni równie? do przekonania, ?e nie trzeba zak?ada?, i? w tej kwestii mamy mówi? wy??cznie o subiektywnych decyzjach podmiotu i nie uwzgl?dnia? ocen innych osób odno?nie tego, czy to ?ycie jest dla niego dobre lub z?e.  W tej perspektywie warto??, jak? ?ycie ma dla osoby, która nim ?yje, musia?aby uwzgl?dnia? równie? stanowisko, jakie w tej sprawie maj? inni ludzie i, w ten sposób, zosta? niejako dookre?lona z zewn?trz – poprzez odwo?anie si? do obiektywnych warto?ci rzeczy (s? nimi warto?ci bezosobowe oraz warto?ci wzgl?dne, ustalane z zewn?trznego punktu widzenia na podstawie – ca?kowicie niezale?nego od podmiotu – przekonania o posiadanych przez ten podmiot w?asno?ciach oraz na podstawie takiego? samego przekonania o tym, jak? maj? one dla niego warto??), które, obok warto?ci osobowych, przyczyniaj? si? do tego, ?e ?ycie tej osoby jest dobre lub z?e dla niej samej. Gdyby tak by?o, to warto?? ?ycia nie by?aby ani pojedyncz? warto?ci? osobow?, ani te? jednolit? ca?o?ci?, na któr? sk?adaj? si? wy??cznie warto?ci osobowe, lecz stanowi?aby swoisty konglomerat, w którym poszczególne warto?ci osobowe istnia?yby w jakiej? okre?lonej relacji do pozosta?ych warto?ci obiektywnych, a ich wp?yw na ostateczn? ocen? czyjego? ?ycia (tak samo, zreszt?, jak i wp?yw warto?ci obiektywnych) pozosta?by na zawsze nieznany.

Nie wydaje si? jednak, aby w ten sposób mo?na by?o ustali? warto?? ?ycia dla prze?ywaj?cej go istoty w takim sensie warto?ci tego ?ycia dla tej osoby, o jaki chodzi w tego rodzaju ocenie. To, co zak?ada eksternalistyczny punkt widzenia sprowadza si? do kilku porz?dkuj?cych czynno?ci: sporz?dzenia numerycznego katalogu rzeczy, które wp?ywaj? na to, ?e ?ycie jakiej? osoby mo?e by? dla niej lepsze lub gorsze, okre?lenia ich jednostkowej warto?ci, i – po starannym przeprowadzeniu inwentaryzacji wszystkich w ten sposób opisanych sk?adników – do wykonania dzia?a? arytmetycznych maj?cych na celu ustalenie ostatecznego bilansu warto?ci, jak? dla tej osoby ma jej w?asne ?ycie. Warto??, jak? ma dla nas nasze ?ycie, w ostatecznym rozliczeniu nigdy nie jest jednak funkcj? czynno?ci, które mo?na przeprowadzi? niezale?nie od tego, co sami ten temat s?dzimy. Podstawowy b??d, jaki pope?nia?y wszystkie uznane teorie dobrostanu polega? na tym, ?e zbyt du?o miejsca po?wi?cano w nich kwestii, czym jest to, co sprawia, ?e ?ycie jakiej? osoby jest dobre lub z?e dla niej samej, a prawie w ogóle nie zajmowano si? tym, co wydaje si? w tej sprawie najwa?niejsze, a mianowicie, kto ma decydowa? o tym, czym jest to co?, a tak?e o tym, jaki wywiera ono wp?yw na to, jak? warto?? ma dla niej jej w?asne ?ycie. Wydaje si? zatem, i trzeba to mocno podkre?li?, ?e warto??, jak? ma dla kogo? jego w?asne ?ycie, nie mo?e wynika? wy??cznie z kalkulacji, której poddawane s? rzeczy wyposa?one w warto?ci obiektywne, i która sprowadza si? zasadniczo do prostego zabiegu buchalteryjnego: dodawania oraz odejmowania przynale?nego im dobra i z?a. Je?li nie wprowadzimy ?adnych ogranicze? odno?nie tego, z jakiej perspektywy nale?y dokonywa? ocen, których przedmiotem jest czyjej? istnienie b?d? nieistnienie, to ci?gle b?dzie nam si? wydawa?, ?e proste zestawienie ze sob? zdarze? maj?cych miejsce w ?yciu jakiej? osoby lub w?asno?ci, które mo?na jej przypisa? w jednym lub drugim stanie, musi ostatecznie wyznacza? porównawcz? warto??, jak? oba stany maj? dla niej niezale?nie od tego, jak? warto?? jej ?ycie lub nieistnienie mia?yby dla niej samej z jej w?asnego punktu widzenia. Aby wp?ywa? na ostateczn? warto??, jak? ?ycie ma dla osoby, która nim ?yje, i tym samym na jako?? jej dobrostanu, te zdarzenia i w?asno?ci musz? nie tylko odnosi? si? do tej osoby lub jej przynale?e?, ale, co wa?niejsze, musi ona faktycznie do?wiadczy? tego, jakby to by?o, gdyby si? jej przydarzy?y. Kiedy kto? nie istnieje, nie ma jednak niczego, co, zgodnie z przedstawionym tu pogl?dem, powodowa?oby, ?e mówienie o jego dobrostanie ma jakikolwiek sens.

To, i? twierdzenie, ?e moje istnienie ma dla mnie tak? a nie inn? warto??, nie wynika wprost z bilansu dobra i z?a charakteryzuj?cego poszczególne rzeczy, z których si? ono sk?ada, staje si? jasne gdy chcemy zrozumie? ludzi, którzy wiod? pomy?lne ?ycie, pe?ne sukcesów i rado?ci, op?ywaj?c przy tym we wszelkie mo?liwe dostatki, lecz pomimo tego uwa?aj?, ?e nie jest ono warte prze?ywania lub, ?e woleliby si? nie urodzi?. Z zewn?trznego punktu widzenia ?ycie sk?adaj?ce si? z rzeczy, których warto?? po podliczeniu generuje nadwy?k? dobra nad z?em, musi by? dobre dla osoby, która nim ?yje. Jest to konsekwencja do?? powszechnie przyjmowanego twierdzenia, ?e im wi?cej jakiej? osobie przynale?y dóbr, które uznaje si? za warto?ciowe niezale?nie od charakteryzuj?cych j? w?asno?ci, i im mniej dotyka j? zdarze?, które nie zas?uguj? na pozytywn? ocen?, tym lepsze jest jej ?ycie. Ci, którzy w tej perspektywie rozwa?aj? warto??, jak? dla innych ludzi ma ich istnienie, na ogó? nie potrafi? wyobrazi? sobie, aby kto?, komu przydarzaj? si? rzeczy powszechnie cenione oraz po??dane, i kto nie do?wiadcza zbyt cz?sto, albo prawie wcale, nieszcz??? i tragedii, móg? uwa?a? swoje ?ycie za uci??liwy i niepotrzebny balast. Saul Smilansky dowodzi, ?e takie stanowisko nie jest jednak ani wewn?trznie sprzeczne ani te? niedorzeczne[16]. Dobro, które niesie nam jaka? jedna rzecz oraz z?o, które przynosi nam inna, nie zawsze wzajemnie si? znosz?. Warto?ci rzeczy sprawiaj?ce, ?e nasze ?ycie jest dla nas dobre lub z?e, nie maj? cech charakteryzuj?cych przychody i wydatki pieni??ne, które pozostaj? wzgl?dem siebie w takiej relacji, ?e mo?na je precyzyjnie dodawa? oraz odejmowa?, i w ten sposób osi?gn?? rezultat, którego podwa?enie jest w zasadzie niemo?liwe. Z?o mo?e by? jednorazowe i stosunkowo ma?e, lecz tak niezno?ne, ?e nie da si? „wymaza? przez dobro”. Czasami nawet du?a nadwy?ka dobra w naszym ?yciu nie równowa?y z?a, jakim jest dla nas pojedyncze zdarzenie. Jaki? cz?owiek mo?e powiedzie?, ?e jego ?ycie warte jest prze?ycia, bo sk?ada si? ono w przewa?aj?cej mierze z rzeczy, które s? dobre same w sobie lub na sposób relacjonalny, lecz mimo to mo?e on jednocze?nie uwa?a?, i? z jego w?asnego punktu widzenia z?e jest dla niego to, ?e nim ?yje. Do podobnego wniosku mog? doj?? osoby, które, prowadz?c – obiektywnie – szcz??liwe ?ycie, odczuwaj? jednocze?nie paniczny l?k wobec tego, co przyniesie im przysz?o??, a tak?e ci, którzy nawet w tak sprzyjaj?cych im okoliczno?ciach nie dostrzegaj? w ?yciu nic na tyle interesuj?cego czy ekscytuj?cego, aby pozby? si? dr?cz?cego ich uczucia skrajnego znu?enia oraz zm?czenia tym, ?e zmuszeni s? je prze?ywa?.

Tak wi?c, nawet je?li przyjmiemy, ?e nasze ?ycie sk?ada si? równie? z elementów, które mog? mie? status warto?ci bezosobowych lub relacjonalnych, nie prowadzi to w ?adnym razie do wniosku, ?e ocena, jak? ma ono dla prze?ywaj?cej je osoby, mo?e by? dokonana z zewn?trz na drodze w?a?ciwego ksi?gowania przynale?nej im warto?ci. W tym celu konieczne wydaje si?, aby osoba ta mog?a do?wiadczy? tego, jakby to by?o gdyby ?y?a takim ?yciem, i dopiero na tej podstawie oceni? czy jej ?ycie jest dla niej dobre czy z?e. Podobnych ocen nie mo?na dokonywa? tak?e wówczas, gdy chcemy porówna? wzajemn? warto?? istnienia i niezaistnienia. Nikt z nas nie mo?e wiedzie?, jakby to by?o dla nas gdyby?my nigdy nie istnieli. Z tego powodu, nawet gdyby?my rozumieli, czym jest w?asne nieistnienie, nie potrafiliby?my powiedzie? niczego wiarygodnego i sensownego na temat tego, czy to, ?e ?yjemy jest dla nas lepsze lub gorsze od tego, ?e nigdy nie istnieliby?my.        

Wynika z tego wa?na dyrektywa j?zykowa. Gdy dociekamy, czy ?ycie jest dobre dla jakiej? osoby lub czy jej istnienie jest lepsze dla niej od nieistnienia, to sposób, w jaki precyzujemy nasze zainteresowania zak?ada, ?e chodzi nam wy??cznie o domen? warto?ci osobowych – chcemy po prostu dowiedzie? si?, jak przedstawia si? ta sprawa z punktu widzenia tej osoby, i co ona sama s?dzi na ten temat. Je?li natomiast nie interesuje nas jej zdanie w tej kwestii ani to, jaka jest ocena tych rzeczy dokonana, niejako, z wewn?trz jej ?ycia, to nie mo?emy u?ywa? przyimka „dla”, który w taki w?a?nie sposób okre?la procedur? formu?owania oraz zakres odniesienia tre?ci dokonanej oceny, gdy? mówimy wówczas prawdopodobnie o tym, jak? warto?? czyje? ?ycie ma ab extra, powo?uj?c si? przy tym – jak to robi? niektórzy utylitary?ci oraz deontologowie – na przynale?ne mu warto?ci bezosobowe lub relacjonalne. Powiedzenie, ?e co? jest dobre lub z?e dla kogo?, które nie uwzgl?dnia wewn?trznego punktu widzenia tej osoby, jest albo pustym frazesem, albo wynika z jakich? nieznanych celów oraz intencji tych, którzy tak? formu?? si? pos?uguj?, na pewno jednak nie ma nic wspólnego ze znaczeniem, jakie powinno nadawa? si? wypowiadanym w ten sposób ocenom.                     

 

[1] G.E. Moore, Zasady etyki, Warszawa 2003, s. 130-135

[2] G.E. Moore, Zasady…, s. 158; T. Hurka, “Good” and „Good For”, Mind, 1987, t. 387, s. 71-72; C. S. Rosati, Objectivism and Relational Good, Social Philosophy and Policy 2008, t. 25, s. 314-315; M. Smith, Neutral and Relative Value after Moore, Ethics 2003, t. 113, s. 576-598; L.W. Sumner, Welfare, Happiness, and Ethics, New York 2003, s. 47-53

[3] D.H. Regan, “Why Am I My Brother’s Keeper?”, w: Reason and Value: Themes from the Moral Philosophy of Joseph Raz, red. R.J. Wallace, P. Pettit, S. Scheffler, M. Smith, Oxford 2004, s. 211-213

[4] J. Glover, Causing Death and Saving Lives, London 1977, s. 66-69; T. Nagel, Widok znik?d, Warszawa 1997, s. 201-229

[5] D. Parfit, Racje i osoby, Warszawa 2012, s. 20, 563-572; L.W. Sumner, Welfare…, s. 45-80, 81-112, 113-137; K. Saja, Etyka normatywna. Mi?dzy konsekwencjalizmem a deontologi?, Kraków 2015, s. 80-83

[6] P. Railton, Moral Realism, Philosophical Review 1986, t. 95, s. 183

[7] R. M. Dworkin, Life’s Dominion: An Argument About Abortion, Euthanasia, and Individual Freedom, New York 1993, s. 224; D. Brudney, Beyond Autonomy and Best Interests, Hastings Center Report 2009, t. 39, s. 32

[8] D. Groll, What Health Care Providers Know, Hastings Center Report 2011, t. 41, s. 27-36; W dalszej cz??ci wykorzystuj? równie? artyku? D. Grolla,” Medicine and Well-Being”, który ma si? wkrótce ukaza? w antologii The Routledge Handbook on Well-Being, pod red. G. Fletchera.

[9] D.W. Brock, Paternalism and Autonomy, Ethics 1988, t. 98, s. 550-565

[10] R. Veatch, Patient Heal Thyself, New York 2009, s. 62

[11] Wi?cej na ten temat w: M. Rutkowski, Warto?? osobowa, Analiza i Egzystencja 2015, t. 32, s.

[12] T. Nagel, Pytania ostateczne, Warszawa 1997, s. 15

[13] C.S. Rosati, “Personal Good”, w: Metaethics After Moore, red. T. Horgan, M. Timmons, New York 2006, s. 110, 121-122

[14] D. Parfit, On What Matters, t. 1, Oxford-New York 2011, s. 101-107

[15] J. Rawls, Teoria sprawiedliwo?ci, Warszawa 1994, s. 559

[16] S. Smilansky, „Wola?bym si? nigdy nie urodzi?”, w: 10 moralnych paradoksów, Warszawa 2009, s. 149-155.

Fragment ten jest cz??ci? przygotowywanego do druku artyku?u  „Czy istnienie mo?e by? lepsze albo gorsze od nieistnienia?”

 

 

Profesor Uniwersytetu Szczeci?skiego, kierownik Zak?adu Etyki Instytutu Filozofii US. Autor kilku ksi??ek naukowych z dziedziny metaetyki i etyki praktycznej
Social sharing
Trackback URL for this blog entry.

Comments

Blog Naukowy Etyk Praktycznej

Active Groups

No active groups.